Seks i związki

Topowa modelka już przed laty oskarżała wpływowych mężczyzn. Zamknięto ją w szpitalu psychiatrycznym
Najlepsze podcasty o miłości – 8 polskich audycji, które trafiają prosto w serce
W wieku 62 lat spotkałam mężczyznę i byłam szczęśliwa, dopóki nie usłyszałam jego rozmowy z siostrą
5 najgłupszych mitów o KSeF. Płacze w internecie to często łzy cwaniaków
Jak seksownie pytać o zgodę? Obejrzyj serial „Gorąca rywalizacja”
Śmierć w trakcie orgazmu. Częściej występuje w związkach nieformalnych
Chaos po publikacji akt Epsteina. Akcja usuwania dokumentów wywołuje burzę. "Zabierają drogowskaz i uważają, iż cel już nie istnieje"
Spała z ponad 400 mężczyznami. Wspierają ją rodzice i dzieci
Tego grzechu Kościół już nie uznaje. Chodzi o rozwodników
5.02 | TIME TO TALK DAY…
Dzień modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym
Kupił prezerwatywy i wziął fakturę na Tuska. Eksperci ostrzegają. To grozi karą
Nazwisko Zaolziaczki odkryte w aktach Epsteina. Pyszková się tłumaczy
Nowe nagrania pogrążają Depardieu. Żona przerywa milczenie. "Potrafił być delikatny"
Od 2027 obowiązkowe szczepienia dzieci. Mają chronić przed rakiem, a rodzice protestują
Od stycznia 2027 r. szczepienia przeciwko HPV będą obowiązkowe dla nastolatków
Czy Seks Wpływa Na Długowieczność – ft. Marek Fischer
Sprawa Jeffrey'a Epsteina z kaszubskim wątkiem. Mógł pływać na łodzi...z Bojana
Nazwisko Polańskiego pojawiło się w aktach Epsteina. Zhańbiony milioner planował skandaliczną wystawę zainspirowaną reżyserem
„Zbyt kusząca historia dla KGB”. Kim jest białoruska kochanka Jeffreya Epsteina
Poznał ją przez aplikację randkową. Romans na odległość pozbawił go 1,7 miliona złotych
Brawurowe oszustwo w Krakowie. Zaczęło się od popularnej aplikacji
Czaty erotyczne made in Poland. "Wpadają klienci znudzeni siedzeniem w domu"
Życie intymne 70 plus. "Ile kobiet odwiedziło mnie w pokoju? 20 przez dwa tygodnie turnusu!"
Nazwisko Anny Jagodzińskiej w aktach Epsteina. Modelka przerywa milczenie
Kupił prezerwatywy z fakturą na Kancelarię Premiera. Wyjaśniamy: to nie dowód na lukę systemu KSeF
Dlaczego poranny seks jest korzystniejszy niż kawa i jogging: hormony, nastrój i energia rano
Kto ma najbogatsze fantazje seksualne? Neurotycy
6 codziennych nawyków, które niszczą twoje zdrowie psychiczne, choć ich o to nie podejrzewasz
Mama została z trójką dzieci na ulicy! Nasz ojciec zabrał mamie pieniądze ze sprzedaży mieszkania i uciekł.
Konkrety, nie show [OPINIA]
Chciał wyśmiać KSeF. "Prezerwatywy poproszę, fakturę na pana premiera". Czy to ma sens?
Chciał wyśmiać KSeF. "Prezerwatywy poproszę, fakturę na pana premiera". Czy tak można?
Toksyczna osoba nigdy się nie zmieni. Takie osoby zmieniają tylko swoje ofiary i obwiniają innych o wszystko.
Chcesz wypaść świetnie na rozmowie o pracę? Najlepsi kandydaci zawsze robią te 3 rzeczy
Wyśmiał KSeF kupując prezerwatywy dla Tuska. Internauci rechoczą, a on popełnił przestępstwo
Niechciana potrzebna wnuczka – Patrz, to ona! Mówię ci na pewno! – szepnęła dostojna kobieta do niepozornie wyglądającego mężczyzny. – Obserwujmy ją chwilę. Mała, około pięcioletnia dziewczynka bawiła się spokojnie w piaskownicy, budując prawdziwy zamek dla księżniczki. Jej „budowla” najbardziej przypominała wielką górę, ale Karinka z uporem odrzucała pomoc dorosłych. Sama da radę! A jeszcze trzeba wykopać fosę i jamę dla smoka, bo ktoś przecież musi strzec królestwa! Leniwe letnie popołudnie rozkwitało w pełni. Karinka, szczelnie chroniona przed słońcem rozpostartym nad piaskownicą pawilonem, nie czuła upału, w przeciwieństwie do rodziców. Jej mama, bojąc się udaru, schowała się w cieniu, wysyłając męża po zimne napoje i lody. Na chwilę straciła córkę z oczu, rozmawiając przez telefon. I właśnie tego potrzebowali stojący nieopodal obserwatorzy. – Cześć, malutka – bezceremonialnie przysiadła się do dziewczynki kobieta, strasząc Karinkę na tyle, iż przestraszona odskoczyła. Straciwszy równowagę, przewróciła się na swój zamek i zniszczyła go niemal do fundamentów. W oczach dziecka od razu pojawiły się łzy; cały jej wysiłek poszedł na marne! – Nie płacz, to tylko kupa piachu! Chcesz, to zbuduję ci tu prawdziwy zamek. – MAMOOO! – nabierając powietrza w płuca, Karina krzyknęła na całe gardło, przypominając sobie wszystkie lekcje bezpieczeństwa z przedszkola i od rodziców. Błyskawicznie podniosła się na nogi i wybiegła z piaskownicy, cudem unikając objęcia przez zupełnie obcego mężczyznę, który próbował ją złapać. Nadia, usłyszawszy przeraźliwy krzyk córki, pobiegła na pomoc, upuszczając telefon na ziemię. W słuchawce jeszcze przez chwilę rozbrzmiewał zaniepokojony głos rozmówcy. – Moja kochana – przytuliła córkę kobieta. – Co się stało, słoneczko? – Tam, tam… – pochlipywała dziewczynka, kurczowo trzymając się mamy za szyję. – Jakaś dziwna pani! I pan! On chciał mnie złapać! Mamusiu, boję się! Tata też się już zjawił. Upewniwszy się, iż córka jest cała i zdrowa, spojrzał ostro na obcych, którzy ją przestraszyli. Sześćdziesięcioletnia kobieta zacisnęła usta z niezadowoleniem, patrząc na tę rodzinną scenę. Ta dziewczynka… Nie było wątpliwości, iż to jej wnuczka! Kolor włosów, oczu, kształt twarzy… Kopia Michała z dzieciństwa! Oczywiście, z uwzględnieniem płci. – Daleko ty tu zaszłaś – zaczęła z pogardą, lustrując byłą synową. – A jakim prawem zabrałaś moją wnuczkę na drugi koniec Polski? – Marek, weź Karinkę do domu, ja tu wszystko wyjaśnię – powiedziała matka dziewczynki, powierzając mężaopiece córkę. – I zadzwoń do taty, niech przyśle kogoś ze swoich ludzi. – Ej, nie waż się! Chcę poznać wnuczkę! – oburzyła się kobieta, choć nie próbowała zatrzymać odchodzącego mężczyzny. Dwa metry wzrostu i szeroka sylwetka… Co im mogą zrobić? Czemu nie sprawdzili wcześniej, czy Nadia znów wyszła za mąż… – Pani Tamaro – Nadia popatrzyła na kobietę z nieskrywaną odrazą. – O czym pani mówi? Jaka wnuczka? Pamięć pani szwankuje? To może przypomnę… ******************** – I jak tam mój przyszły wnuczek? – niecierpliwie dopytywała się kobieta wracających ze szpitala syna i synowej. – Będziemy mieć córkę, już to pani mówiłam – Nadia uśmiechnęła się wymuszenie, marząc, żeby teściowa jak najszybciej opuściła mieszkanie. Ostatnio głównie nocowała u siebie! Musiała chować się w sypialni i tłumaczyć kiepskim samopoczuciem. – Lekarz się pomylił – stwierdziła bezdyskusyjnie Tamara. – W rodzinie Sokołowskich rodzą się tylko chłopcy! – Dlatego wyrzuciła pani starszego syna z rodziny? Bo jego żona urodziła córkę? – Nadia zirytowana miała dość tych samych tekstów każdego dnia. – To nie jego dziecko! – natychmiast się rozjuszyła Tamara. – Tę Ankę oszukała, a on, naiwny, jej uwierzył! MNIE nie posłuchał! Poszedł za jakąś dziewuchą! – ostatnie słowo prawie wypluła, ledwo powstrzymując się od wulgarności. – Anka ma wyniki testów DNA – i doskonale pani wie. Sama je pani sprawdzała kilka razy, wciąż wmawiając Leszkowi, iż to fałszywka. – To była podróbka! Jak śmiesz we mnie wątpić?! Bezczelna dziewucho… – Tamara ledwie się powstrzymała, aby nie wszcząć awantury. Na razie jeszcze nie… Bo pod wpływem stresu może się coś dziecku stać. A sukcesor nazwiska Sokołowskich jest potrzebny! Wszystkie przyjaciółki już mają wnuki, a u niej… – Pójdę się położyć, jeżeli nikt nie ma nic przeciwko. Kręci mi się w głowie. Zamknęła się w sypialni, coraz częściej zadając sobie pytanie, czy nie popełniła błędu wychodząc za Michała. Kochała go, to nie podlegało dyskusji. Ale z TAKĄ teściową nie sposób wytrzymać. Mama miała rację, mówiąc, iż trzeba jak najdalej od tej dziwnej rodziny się wyprowadzić. Nieraz proponowała to Michałowi, ale mąż był przeciwny. Jak to? Zostawić mamę? A ojciec? Z niego i tak żadnego pożytku, tylko ciszy na kanapie, nic nie pomoże. Brat? Wiesz przecież, iż z mamą jest skłócony. Pozwolił się omamić. I co z tego, iż ekspertyza? Taką karteczkę da się podrobić… Jedyne, co Nadia wynegocjowała, to ograniczenie wizyt, ale matka Michała i tak była codziennie, tylko krócej. I czepiała się mniej, wiedząc, iż sytuacja jest napięta. Najbardziej drażniła Nadię obsesja teściowej na punkcie syna – miał być tylko chłopiec! Dziewczynka? Skandal, powtórka z Leszkiem, który akurat okazał się najbardziej rozsądnym facetem w rodzinie. Michał niestety popierał matkę. On może mieć tylko syna! Wyniki USG lekceważył. – jeżeli urodzi się dziewczynka, wypad z domu! – wyrzucił kiedyś z siebie Michał, lekko pijany. – Bo będzie wiadomo, iż to nie moje! Nie jestem Leszkiem, nie dam sobie wcisnąć kitu! Nadia wtedy ostatecznie się rozczarowała. Wiedziała, iż czas myśleć o rozwodzie. Tato pomoże, ma kontakty… Urodziła się oczywiście dziewczynka. Michał wywołał awanturę w szpitalu, nie przejmując się innymi. Ochrona musiała go wyprowadzić. Nazajutrz Tamara przyszła do szpitala i wrzuciła Nadii, co o niej sądzi. Ale gdy zaczęła powtarzać się w kółko, do sali wszedł anioł stróż – mężczyzna w mundurze, który jednym gestem wyprosił teściową i obiecał konsekwencje, jeżeli nie przestanie szkalować Nadii. Michał w pośpiechu złożył pozew o rozwód, ale gdy mu powiedziano, iż zgodnie z prawem nie można, póki dziecko nie skończy roku, od razu wyrzekł się córeczki i zakwestionował ojcostwo. Prawnik, słysząc, iż w „ich rodzie nie rodzą się dziewczynki”, prawie stuknął się w czoło. Bez testu DNA niczego nie rozstrzygną! – Nie wiem, czy wygrasz, skoro choćby brat ma córkę – przyznawał szczerze prawnik. – To nie jego dziecko! – Ale są wyniki badań… – Fałszywka! – upierał się Michał, podjudzany przez matkę. – Nie chcę cię zawieść, ale sąd uzna eksperyment DNA za niepodważalny dowód. Ostatecznie badania nie przeprowadzono. Nadia postanowiła urwać wszelkie kontakty z tą rodziną i uznała żądanie rozwodu. Nie chciała, by za kilka lat Michał nagle upomniał się o dziecko. Lepiej być oficjalnie samotną matką… ************************ – No i co, pamięta pani? I gdzie Michał? – Michał… Michał nie żyje – powiedziała kobieta grobowym tonem. – Twoja córka to wszystko, co po nim zostało. Oddaj ją nam, dobrze ją wychowamy, zrobimy z niej porządnego człowieka… – Wy? Wychowacie? A niby dlaczego? – warknęła Nadia. – Jesteście dla mojej córki nikim. Wasz syn też. I tak orzekł sąd! Jeszcze raz pojawicie się koło mojego dziecka, idę na policję. Próba porwania. Mój ojciec cieszy się w tym mieście dużym szacunkiem, więc litości nie będzie! – Nie rozumiesz, nie mamy nikogo innego! – Macie starszego syna. Leszek też ma córkę, idźcie do nich. – On nie chce nas choćby oglądać – wyszeptała kobieta, spuszczając wzrok. Dopiero teraz zrozumiała, jak wielki zrobiła błąd. – Mądry facet – skinęła Nadia. – Wy już nam wystarczająco nerwów napsuliście. Przypomnieć, jak pani nazywała moją córkę? – Pani Nadio, coś się dzieje? – obok matki zjawiło się dwóch krzepkich mężczyzn w mundurach, podwładni jej ojca. – Tak, proszę panów, zajmijcie się tymi ludźmi, niech opuszczą nasze miasto. – Ale… – Bez dyskusji – uciął jeden z nich. Rodzina Sokołowskich natychmiast się cofnęła, a u Nadii pojawił się lekki uśmiech satysfakcji. – Prosimy za nami. Nadia wróciła do domu. Humor dopisywał! Tylko jedna myśl lekko ją zaniepokoiła. – Trzeba mieć oko na tych… Sokołowskich. Niech siedzą u siebie i nie pokazują się w naszym mieście! Powiem tacie, on się zajmie… Niechciana potrzebna wnuczka
Donald Trump zapytany o Jeffreya Epsteina. Zaczął obrażać dziennikarkę
Oszustwo w Krakowie. Poznał kobietę z Singapuru i stracił fortunę
Zuchwałe oszustwo zgłoszone w Krakowie. Włoch stracił fortunę
RÓŻNI LUDZIE Żona Igora była… cóż, dość niezwykła. Piękność: naturalna blondynka o czarnych oczach, zgrabna, z dużym biustem i długimi nogami. I w łóżku – ogień. Najpierw była namiętność, nie było czasu w myślenie. Potem – ciąża. Wzięli ślub, jak Bóg przykazał. Urodził się syn – także jasnowłosy, czarnooki. Wszystko szło jak u ludzi – pieluchy, pierwsze kroki, pierwsze słowa. I wtedy Jana zachowywała się zwyczajnie, wodziła wzrokiem za dzieckiem, typowa młoda mama. Zaczęło się, gdy syn wszedł w nastolatka. Jana nagle zachłysnęła się fotografią. Ciągle coś pstrykała, miała jakieś kursy, wiecznie z aparatem. „Czego ci brakuje?” – pytał Igor. – „Pracujesz jako prawniczka, to po prostu rób swoje.” „Prawnikiem jestem” – poprawiała Jana. „No, prawnikiem. Zajmij się rodziną, a nie włócz się nie wiadomo gdzie.” Sam nie wiedział, co go drażni. Gospodarstwem nie zaniedbywała – obiad ugotowany, w domu porządek, syn przy niej się uczył. On po pracy leżał na kanapie przed telewizorem – jak trzeba. Ale wkurzało to, iż żonę gubi gdzieś, gdzie nie ma dla niego miejsca. Jest, a jakby jej nie było. Nie oglądała z nim telewizji, nie rozmawiała o niczym ciekawym. Nakarmiła – i znowu gdzieś znikała. „Ty jesteś żoną czy nie?” – złościł się, widząc ją znów przy komputerze. Jana milczała, zamykała się w sobie. Jeszcze jeździła po świecie – w egzotyczne kraje. Brała urlop i ruszała z plecakiem i aparatem. Igor nie rozumiał. „Jedźmy do znajomych na działkę. Postawili banie, mają świetny bimber. I już pora własną działkę założyć…” Jana odmawiała, ale zapraszała o podróży ze sobą. Raz pojechał. No i nic fajnego! Wszystko obce, ludzie gadają niezrozumiale, jedzenie zbyt ostre. Widoki? Nigdy go nie obchodziły. Więc Jana jeździła sama. Odeszła też z pracy. „A emerytura?!” – oburzał się. – „Za kogo się masz? Wielka fotografka? Wiesz ile forsy trzeba przebić się?” Jana nie odpowiadała. Raz powiedziała nieśmiało: – Będę mieć pierwszą wystawę. Swoją własną. – Każdy ma wystawę – mruknął. – Też mi osiągnięcie. Ale na otwarcie przyszedł. Nic nie zrozumiał. Jakieś twarze – choćby niezbyt piękne, jakieś pomarszczone dłonie, mewy nad wodą. Dziwne wszystko, jak i sama Jana. Wyśmiał ją wtedy – a ona kupiła Igorowi samochód, wypracowała na zdjęciach, zlecenia łapała. Samochód – dla rodziny, nie dla siebie, bo choćby prawka nie zrobiła. Wtedy mu się zrobiło nieswojo. Co to za dziwna bestia w domu, zamiast żony? Skąd te pieniądze? Z facetów? Bo przecież z takiego hobby nie można zarobić na auto. Chyba się prowadza? choćby jeżeli nie – na pewno będzie. choćby próbował ją ustawiać – lekko, spoliczkował. Chwyciła nóż, zamachnęła się na ślepo – dwa szwy na brzuchu. Całe szczęście, nie dźgnęła porządnie. Potem go przepraszała. Ale już więcej ręki nie podnosił. Koty kochała bardzo. Zawsze im pomagała, a w domu zawsze były dwa. Miłe, łagodne – ale przecież to nie ludzie! Jak można je tak kochać, chyba bardziej niż męża? Kiedyś zdechł jej kot – na rękach, w klinice. Jana rozpaczała, płakała, obwiniała się. Przez kilka dni. Igor wkurzony rzucił: „Zacznij jeszcze szczury wspominać!” Trafił na ciężki wzrok, zamilkł i wyszedł. Niech robi, co chce. Znajomi współczuli, przyjaciółki żony też były po stronie Igora – „Janka całkiem się odleciała, brzeg straciła”. Pocieszenie znalazł u sąsiadki, dawniej – przyjaciółki Jany z dzieciństwa, Ireny. Irka – prosta, zrozumiała baba. Sprzedawczyni, żadnej sztuki, zawsze chętna i do seksu, i do rozmowy. Prawda, sporo piła – ale przecież nie dla ślubu z nią… Czekał, aż Jana zauważy, wścieknie się, zrobi awanturę, scenę zazdrości. Chciał jej wtedy wypalić: „A sama? Gdzie znikasz?” Potem wybaczyliby sobie wszystko i by znów byli rodziną. I Irkę by rzucił. Ale Jana milczała. Tylko źle patrzyła. A w łóżku coraz gorzej – cała się napinała, gdy tylko próbował się zbliżyć. Wprowadziła się do osobnego pokoju. Syn dorósł zupełnie, skończył studia. Też czarnooki, jasnowłosy, dziwny, cały matka. „Kiedy wnuki?” – pytał Igor. A ten tylko żartował: „Jeszcze coś chcę zrobić w życiu i prawdziwą miłość spotkać. To dopiero będą wnuki, tato.” Obcy, niezrozumiały. Matczyna krew. Oni, z Janą, zawsze się rozumieli bez słów. Igor czuł, iż jest dla nich kimś zbędnym, a od tych czarnych oczu robiło się nieswojo. Chodził coraz częściej do Irki. Aż w końcu Jana się dowiedziała – sąsiadka powiedziała. Igor zresztą nie krył się wcale. Przychodzi któregoś dnia do domu – żona siedzi przy stole, pali papierosa. Cicho, przez zęby: – Wynoś się stąd! Wynocha z domu! A oczy takie czarne, straszne, podbite cieniami. Poszedł do Irki. Czekał, aż żona zawoła z powrotem. Po tygodniu – SMS na WhatsApp: „Musimy pogadać.” Ucieszył się, umył, perfumy, wszystko. A ona od progu: – Jutro składamy papiery o rozwód. Reszta – jak we śnie. Rozwód, papiery, podpisy, z mieszkania się zrzekł, bo jej po rodzicach… „I co teraz, będziesz żyć rozwódką?” – spytał z przekąsem pod urzędem. Chciał jeszcze dodać „Komu będziesz potrzebna?” – ale się powstrzymał. Jana uśmiechnęła się pierwszy raz od lat, szeroko i szczerze, do niego: – Do Gdańska jadę. Zaproponowali mi poważny projekt. – Chociaż mieszkania nie sprzedawaj – poprosił. – Gdzie wrócisz? – Nie wrócę – spokojnie odpowiedziała żona. – Rozumiesz, od dawna kocham już kogoś innego. Też fotografa, z Gdańska. Z nim jest naprawdę ciekawie. Ale myślałam – przecież mam męża, zdrada to obrzydliwe, i tak nie mamy specjalnie powodów do rozwodu. Po prostu… jesteśmy różni. Czy to powód do rozstania? – Nie… nie rozstają się z tego powodu – potwierdził Igor. – A jednak się rozstaliśmy – zaśmiała się. – Wkurzyłam się najpierw, jak dowiedziałam się o Irce. Potem pomyślałam – to wszystko na lepsze. Ja będę szczęśliwa i ty też. Weźmiesz ją za żonę, będzie wam dobrze. I odeszła. – Nie ożenię się! – rzucił za nią Igor. Ale Jana już nie usłyszała. Od tamtej pory żadnych wieści. Tylko raz w roku krótkie życzenia na WhatsAppie: „Sto lat! Zdrowia i szczęścia! Dziękuję za syna.”
Materac, który dopasowuje się do Ciebie, a nie odwrotnie – jak działa koncepcja Fit4Sleep?
Włoch uwierzył kobiecie, iż inwestuje swój majątek w kryptowaluty. Stracił miliony w Krakowie
Czy korzystanie z AI podczas flirtowania jest w porządku?
Gdy ciekawość spotyka zaufanie: wibrator dla par w praktyce
Chciał pokazać, jak działa KSeF. Kupił prezerwatywy i poprosił o fakturę na Kancelarię Premiera [WIDEO]
42-latek stracił 1,7 mln zł przez oszustwo na aplikacji randkowej. Obywatel Włoch ofiarą oszustwa w Krakowie
RÓŻNI LUDZIE Żona Igora trafiła mu się – dziwna. Bardzo ładna, wiadomo: naturalna blondynka o czarnych oczach, zgrabna, pełna kształtów, długonoga. W łóżku – ogień. Najpierw była namiętność, nie było choćby kiedy się nad tym zastanowić. Potem ciąża. No i ślub, jak należy. Urodził się syn, taki sam jasnowłosy i czarnooki. I wszystko było, jak u wszystkich: pieluszki, przewijanie, pierwsze kroki, pierwsze słowa. A Janka zachowywała się normalnie, uganiała się za dzieckiem, zwyczajna młoda mama. Potem zaczęło się, jak syn dorósł. Janka nagle zainteresowała się fotografią. Cały czas coś robiła, zapisała się na jakieś kursy. Wiecznie z aparatem. – Czego ci brakuje? – pytał Igor. – Pracujesz jako prawniczka, to pracuj. – Prawnikiem – poprawiała Janka. – No prawnikiem. Rodzinie poświęcaj więcej czasu, a nie włócz się nie wiadomo gdzie. I sam nie wiedział, co tak drażni. Przecież Janka obowiązków domowych nie zaniedbywała. Jedzenie na stole, porządek w domu, sprawy szkolne syna na niej – mąż wracał z pracy, kładł się na kanapie przed telewizorem, jak powinno być. Ale to go wkurzało, wydawało mu się, iż żona znika gdzieś, gdzie nie ma dla niego miejsca. Jest, a jakby jej nie było. Nigdy z nim nie oglądała telewizji, nie rozmawiała o niczym ciekawym. Nakarmi – i znowu z nim nie jest. – Ty jesteś żoną czy nie? – złościł się Igor, kiedy znowu zastał ją przy komputerze. Janka milczała. Zamknęła się w sobie. Jeszcze lubiła jeździć po różnych egzotycznych krajach. Brała urlop, a potem włóczyła się z plecakiem i aparatem. Igor nie rozumiał. – Chodźmy do znajomych na działkę. Postawili saunę, mają świetną samogonę. I dawno czas własną działkę kupić. Janka odmawiała, namawiała za to, by pojechał z nią w podróż. Raz spróbował. No i co z tego? Wszystko obce, ludzie nie mówią po polsku, żarcie ostre nie do przełknięcia. A uroda krajobrazów go nigdy nie ruszała. To Janka zaczęła jeździć bez niego. Jeszcze i z pracy zrezygnowała. – A co z emeryturą? – dziwił się Igor. – I w ogóle, za kogo ty się masz? Wielka fotografka? Wiesz, ile kasy trzeba, żeby się wybić? Janka nie odpowiadała. Tylko raz, nieśmiało podzieliła się: – Będę miała swoją pierwszą wystawę. Moją, własną. – Wszyscy mają wystawę – burknął Igor. – Też mi osiągnięcie. Ale na otwarcie poszedł. Nic nie zrozumiał. Twarze jakieś, i choćby nieładne. Ręce pomarszczone, mewy nad wodą. Dziwnie, jak sama Janka. Wyśmiał ją wtedy. A ona potem kupiła Igorowi samochód. Proszę, jesteśmy jedną rodziną, korzystaj. Sama choćby prawa jazdy nie zrobiła, jemu podarowała. Zarobiła na swoich zdjęciach, zlecenia miała. Wtedy zrobiło mu się straszno. Niezręcznie. Co to za zwierz w domu zamiast żony? Skąd te pieniądze? Faceci dali? No nie da się chyba na takich fanaberiach tyle zarobić. Z kimś sypia? choćby jeżeli nie teraz, na pewno będzie. choćby próbował ją „uczyć” – lekko, dał w pysk. Chwyciła za kuchenny nóż, trafiła na ukos – dwa szwy na brzuchu. Dobrze, iż nie wymierzyła prosto, histeryczka. Potem przepraszała. Ale już więcej ręki nie podnosił. Bardzo kochała koty. Pomagała wszystkim, znosiła do domu, leczyła, znajdowała nowe domy. Sami mieli zawsze dwa koty. Nic, miłe, dobre, ale to nie ludzie! Jak można tak kochać koty, jakby bardziej niż męża? Pewnego razu zdechł jej kot, nie zdołała go uratować, skonał dosłownie na rękach, w klinice. Jak Janka to przeżywała! I płakała, i koniakiem się poiła, i siebie obwiniała. Dniami to trwało. Igor miał już dość. – To jeszcze karaluchy wspominaj! – rzucił w złości. Natknął się na ciężkie spojrzenie, zamilkł, machnął ręką, wyszedł. Niech robi, co chce. Znajomi współczuli, koleżanki żony też były po stronie Igora. Wszyscy mówili, iż Janka już całkiem straciła kontakt z rzeczywistością. Wtedy Igor znalazł pocieszenie u sąsiadki, przy okazji – najlepszej przyjaciółki Janki z dzieciństwa. Irenka była dużo prostsza i bardziej zrozumiała. Pracowała w sklepie, do sztuki jej daleko było, zawsze chętna na seks i pogaduszki. Co prawda piła sporo, ale nie zamierzał się z nią żenić… Czekał, aż Janka zauważy, wścieknie się, zrobi awanturę, scenę zazdrości, potłucze talerze. Wtedy powie: „A sama? Gdzie się włóczysz?” Potem wybaczą sobie wszystkie zdrady, rodzina się odrodzi. A Irenkę będzie można zostawić. Ale Janka milczała. Tylko patrzyła dziwnie. A w łóżku już zupełnie się nie układało. Cała się zamykała, gdy Igor próbował ją przytulić. Przeniosła się do osobnego pokoju. Syn dorósł, skończył studia. Taki sam, cały matka: czarnooki, jasnowłosy i dziwny. – Kiedy wnuki? – pytał Igor. Denisek tylko się śmiał, iż najpierw chce coś osiągnąć, znaleźć prawdziwą miłość. Wtedy niech ojciec czeka na wnuki. Obcy, niezrozumiały. Matczyna krew. Oni z Janką mieli zawsze pełną harmonię, rozumieli się bez słów. Igor miał wrażenie, iż jest zbędny, aż go ciarki przechodziły od tych czarnych oczu, których spojrzenia nie dało się odczytać. Znowu i znowu szukał pocieszenia u Irenki. Potem Janka się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów powiedział. Igor się choćby specjalnie nie krył. Przyszedł pewnego dnia do domu, a żona siedzi przy stole, pali. I tak cicho, szeptem: – Wynoś się stąd! Wynocha z domu! A oczy takie czarne, straszne, podkrążone. Przeniósł się do Irenki. Czekał, aż żona zawoła z powrotem. Po tygodniu Janka napisała na WhatsAppie – „musimy pogadać”. Ucieszył się, wziął prysznic, wypsikał się drogimi perfumami. A Janka od progu: – Jutro idziemy złożyć papiery rozwodowe. A potem wszystko jak we śnie. Rozwód, papiery, podpisy, ze swojej części mieszkania zrezygnował, po dobroci, bo ona dostała ją po rodzicach… – I co teraz będziesz robić, będziesz mieszkać jako rozwódka? – zapytał zły, wychodząc z urzędu stanu cywilnego. Chciał jeszcze dodać „komu ty potrzebna?” – ale się powstrzymał. Janka się uśmiechnęła. Pierwszy raz od lat szczerze i szeroko – do niego. – Jadę do Gdańska. Mam tam poważny projekt fotograficzny. – Tylko nie sprzedawaj mieszkania – poprosił jakoś. – Gdzie wrócisz? – Nie wrócę – odpowiedziała spokojnie żona, już była. – Rozumiesz, od dawna kocham innego mężczyznę. Też fotografa, z Gdańska, świetnie się z nim dogaduję. Ale myślałam, jestem mężatką, zdradzać nie chcę, a rozwodzić się też niby nie ma powodu. Po prostu jesteśmy różni. Przez to się nie rozwodzą? Czy się rozwodzą? – Nie rozwodzą się – potwierdził Igor. – A jednak się rozwiedliśmy – zaśmiała się Janka. – Najpierw się wściekłam, kiedy dowiedziałam się o Irence. Potem pomyślałam, wszystko na lepsze. Ja będę szczęśliwa i ty też. Weź ją sobie za żonę i niech wam się wiedzie. I wyszła. – Nie ożenię się – rzucił Igor jej na odchodnym. Ale Janka już nie słyszała. Od tego czasu nie było od niej żadnych wieści. Tylko raz w roku krótkie życzenia na WhatsAppie: „Wszystkiego najlepszego! Zdrowia i szczęścia! Dziękuję za syna”.
Brytyjski arystokrata poszukuje żony. Jej pensja wyniesie 240 tys. zł rocznie
Włoch poznał przez internet kobietę i stracił fortunę. Sprawę prowadzi krakowska policja