Seweryn kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i poszedł na randkę. W doskonałym nastroju stał przy fontannie, trzymając kwiaty w ręku. Weroniki nie było nigdzie widać. Rozejrzał się i wybrał jej numer. Nikt nie odbierał. Może się spóźnia pomyślał i jeszcze raz zadzwonił. Tym razem Weronika odebrała.
Już jestem na miejscu, gdzie jesteś? zapytał od razu Seweryn.
Między nami to już koniec usłyszał niespodziewanie.
Co? Dlaczego? zaniemówił Seweryn.
Przez ten twój bukiet! odparła nagle Weronika.
Co z nim nie tak? zdumiał się, zupełnie nie rozumiejąc sytuacji.
Seweryn już dość długo kręcił się po kwiaciarni. Bordowe róże, żółte tulipany, białe lilie, kwiaty w doniczkach i wazonach, zebrane w wykwintne, ozdobne bukiety na każdą okazję. Ale Seweryn nie mógł się zdecydować.
Pamiętał, iż rozmawiał kiedyś z Weroniką o kwiatach, ale treść tej rozmowy jakoś mu umknęła.
Na pewno mówiła, iż niektórych nie lubi w ogóle, za to inne uwielbia i mogłaby na nie patrzeć bez końca.
Ale to było przy pierwszym spotkaniu, Weronika mówiła dużo, a Seweryn był tak zauroczony nową znajomością, kieliszkiem wytrawnego prosecco w kawiarni i samą Weroniką, iż ledwo notował w głowie, co do niego mówi.
Zawsze był rozmowny, ale tym razem po prostu kiwał głową i wpatrywał się w piękną dziewczynę, jej długie, proste włosy, smukłą szyję i słodkie dołeczki na policzkach. Może to właśnie była miłość?
I co z tego, co mówiła Wieczór był cudowny!
A teraz, gdy się starał, nie mógł sobie przypomnieć jej kwiatowych preferencji.
Zobaczy pan nasze gerbery! Nigdzie pan teraz takich nie znajdzie! To wyjątkowa odmiana.
Seweryn musiał się spieszyć. Już był spóźniony, trzeba było podjąć decyzję.
I jak to zwykle bywa, kiedy już miał ją podjąć, zadzwoniła mama. Ostatnio dzwoniła aż za często.
No i co, Sewerynku, jeszcze nie zdecydowałeś? Przecież piątek, może przyjedziesz na weekend?
Nie, mamo, mam sporo na głowie
No widzisz, babcia na oknie wygląda, wciąż cię pyta.
Przepraszam mamo, naprawdę mam mnóstwo spraw
Seweryn gwałtownie się pożegnał.
Mama od dawna prosiła, by przyjechał do rodzinnej wsi, gdzie mieszkała wraz z babcią.
Już nie pierwszy raz dzwoniła Seweryna zaczynała ogarniać irytacja.
No co z tą babcią? Choruje od dawna starsza już Ale nie rzuci przecież wszystkiego, żeby siedzieć z nią bez przerwy. Ma przecież swoje życie!
A życie takie och!
I właśnie dotyczyło nowej znajomości. Seweryn już marzył, czuł i robił wszystko, by marzenia się spełniły.
Gdyby dzisiejsza randka się udała, już następnego dnia mógłby zaprosić Weronikę za miasto.
Już miał pomysł dokąd niedaleko, na uroczy ośrodek wypoczynkowy, który bardzo lubił.
W końcu mama od dawna chciała, żeby jego życie osobiste się poukładało, więc niech się nim teraz zajmie.
Tylko niechże sobie przypomni, jakie kwiaty lubi Weronika! Co za pamięć, do licha!
W ogóle nie chciało mu się zaprzątać głowy tymi damskimi drobiazgami. Czy to takie ważne?
Ekspedientka już miała dość proponowania, tylko patrzyła na Seweryna, jak miotał się z decyzją.
Chyba Weronika coś mówiła o kolcach róż Może nie brać róż
I Seweryn wziął bukiet wielkich, różowo-białych gerber. W końcu to tylko gest, kwiaty. Musiał się spieszyć do pracy kończyła się przerwa obiadowa.
Umówili się pod nową fontanną w centrum miasta. Seweryn się spóźniał, szef niespodziewanie zatrzymał go na naradzie. Zanosiło się na awans.
Zadzwonił do Weroniki z informacją, iż się spóźni i wyciszył telefon. Podczas spotkania dzwoniła mama, ale nie mógł odebrać.
A potem pędził co sił na spotkanie. W świetnym nastroju zaparkował przed rynkiem i prawie biegiem ruszył pod fontannę, trzymając w ręku gerbery.
Weroniki nie było. Rozglądał się, przespacerował przez plac i zadzwonił do niej. Bez odpowiedzi.
Usiadł na ławce. Może się spóźnia.
Przypomniało mu się, iż nie oddzwonił do mamy, ale nie zadzwonił akurat mógłby wtedy zadzwonić Weronika. Ale czekał na sygnał od niej. Po dziesięciu minutach sam wykręcił jeszcze raz jej numer.
Tym razem Weronika odebrała.
Weronika, gdzie jesteś? Czekam już na ciebie.
Wiem. Siedzę w kawiarni naprzeciw, widzę cię z góry.
Naprawdę? szukał jej wzrokiem, ale nie mógł dojrzeć w oknach wydłużonego budynku kawiarni. Może zejdziesz? Albo
Jesteś spóźniony przerwała mu dziewczyna.
Tak, przepraszam, dzwoniłem, szef mnie zatrzymał.
I kwiaty!
Co z nimi? nie zrozumiał Seweryn.
choćby nie pamiętasz, jakie lubię!
Weroniko, nie było ich!
Róż? Nie pamiętasz, iż uwielbiam róże? Przecież są wszędzie! Tyle ci mówiłam o moich ukochanych różach A ty
Naprawię się Zaraz przyjdę, znajdę cię.
Seweryn wszedł do kawiarni. Weronika była na samym końcu. Siedziała odwrócona do okna.
Seweryn podszedł cicho i już nie śmiał wręczać bukietu, położył go tylko na stole. Weronika nie spojrzała nawet.
Zawsze umiał zagadać, więc i teraz, czując swoją winę, spróbował zrobić dobre wrażenie.
Zdawało mu się, iż się udało. Uśmiechnęła się w końcu.
Wypili kawę i zbierali się do wyjścia, Weronika choćby nie zerknęła na bukiet:
Zostawili państwo kwiaty dogoniła ich uśmiechnięta młoda kelnerka.
Proszę, to dla pani! odparł z uśmiechem Seweryn.
Ojej, bardzo dziękuję ucieszyła się dziewczyna.
A Weronika znowu posmutniała.
Weroniko, zaraz ci kupię ogromny bukiet róż!
Dziękuję odpowiedziała przez zaciśnięte zęby Już wystarczy dziś kwiatów.
Schodzili razem po schodach. Seweryn szedł za obrażoną dziewczyną. I znów telefon od mamy.
Przepraszam, chyba znowu nie w porę?
Weronika nie słyszała.
Nie, mamo, właśnie, idealnie. Jutro przyjadę.
Tego wieczoru rozeszli się z Weroniką bez zobowiązań. Seweryn już zrozumiał więcej się nie spotkają.
Następnego dnia pędził samochodem przez znajome pola Mazowsza.
A tam, aż po horyzont niekończąca się mozaika kolorów kwiatów. Tętniące życiem, ledwie dotykane wiatrem, pełne powietrza.
Seweryn zatrzymał się, zszedł na łąkę w tę wielobarwną głębię.
Wdzięczny jak kwiaciarka, wybierał z pola te kwiaty, które mu się podobały.
Wiedział na pewno ci, do których jedzie, ucieszą się z nich. Tu nie mógł się pomylić.
Kiedy przekroczył próg domu, podzielił bukiet na dwie części.
Mama śmiała się i całowała go na oba policzki, a babcia
Babci pomogli usiąść wygodniej. Z drżącymi dłońmi wzięła podany bukiet, potem wodziła po nim jedną ręką, ledwo go dotykając wzrok już nie ten.
Jak dawno nikt jej nie wręczał kwiatów!
Delikatnie zanurzyła twarz w bukiet i całą sobą wchłonęła znajome aromaty młodości, które gdzieś tam w głębi pamięci przetrwały i teraz wyszły ku niej za sprawą tych polnych zapachów, poruszając duszę.
Przywołały nie tylko wspomnienia, ale prawdziwe odczucia tamtych chwil, nadzieję na nowe, na to, co piękne i dzisiejsze.
Jak cudownie! Życie trwa, życie trwa w jej wnuku.
Seweryn usiadł u boku babci, położył głowę na jej kolanach. A ona gładziła go z czułością, troszcząc się, by nie zgnieść bukietu, który trzymała ostrożnie
Seweryn leżał i myślał, iż z pewnością spotka jeszcze swoją dziewczynę, podobną do tych dwóch ukochanych kobiet. I będą się kochali, tak jak potrafili kochać się jego dziadkowie, jego rodzice. Ważne, żeby poczuć to w porę.
Babcia długo nie chciała oddać kwiatów mamie.
Poczekaj Najpierw nalej wody ze studni weź szeroki wazon uważnie postaw tu będę patrzeć
Wnuk podarował kwiaty.
Kwiaty, których wokół milion, ale te Te są najpiękniejsze. Te podarował wnuk.






