Niełatwo stworzyć dobry spektakl w XXI wieku. Niemal wszystkie motywy i historie zostały już dawno opowiedziane. A jednak, jak się okazuje, teatr wciąż potrafi zaskoczyć… tylko czy zawsze w odpowiedni sposób?
Erotyczne Immunitety, seks i transformacja to najnowszy spektakl Teatru Jaracza w Olsztynie w reżyserii Wiktora Rubina. Historia opowiada o Anastazji P. – dziennikarce, która dzięki swym wdziękom i odwadze zdołała przedostać się do wnętrza sejmowych sal i poznać najgłębiej skrywane tajemnice polskich polityków. Wśród dygnitarzy, z którymi ma do czynienia Anastazja, pojawiają się tacy mężczyźni jak Olek, Leszek, Stefan czy Andrzej. Dla młodszych widzów imiona te mogą nie znaczyć zbyt wiele. Dla starszych Polaków, pamiętających schyłek XX wieku, są one jednak czymś znacznie więcej. Wszystko dlatego, iż spektakl Erotyczne Immunitety powstał na bazie książki o tym samym tytule autorstwa Marzeny Domaros.
fot. Teatr JaraczaPamiętnik Anastazji P. Erotyczne Immunitety, wydany w 1992 roku, uznawany jest za jeden z największych skandali III RP. Historia fałszywej dziennikarki pisma „Le Figaro” poruszyła nie tylko scenę obyczajową, ale także polityczną, obnażając największe nazwiska tamtych lat. O podobny skandal zdaje się dziś walczyć Teatr Jaracza, który zdecydował się stworzyć coś więcej niż jedynie polityczną szyderę.
Spektakl Rubina wydaje się wiernie oddawać klimat i sens powieści Domaros. Co więcej, sama scenografia oraz dobór aktorów okazują się wyjątkowo trafione. Już od pierwszych minut możemy całkowicie zanurzyć się w fikcyjny świat osadzony w Polsce lat 90. Sam Sejm robi ogromne wrażenie. Obserwujemy, jak szanowany organ władzy ustawodawczej stopniowo zamienia się w miejsce pełne chaosu, alkoholu i seksualnych obsesji. Można uznać, iż to przesada, ale oglądając spektakl trudno odnieść inne wrażenie.
Politycy przedstawieni w Erotycznych Immunitetach nie są poważnymi mężami stanu, ale przerażonymi, rozkapryszonymi dziećmi, które swoją władzę i pozycję wykorzystują w najgorszy możliwy sposób. Korzystając ze swoich wpływów, próbują zaspokajać najgorsze instynkty, a wszystko to obnaża Anastazja P., w którą wciela się Milena Gauer. Jej rola została zagrana niemal perfekcyjnie. Od pierwszego pojawienia się na scenie wiadomo, z kim mamy do czynienia – z kobietą odważną, świadomą swojej siły i niezwykle podstępną. Gauer oddaje to nie tylko świetnym warsztatem aktorskim, ale również odważnymi scenami rozbieranymi, które dodatkowo podkreślają znaczenie jej postaci.
fot. Teatr JaraczaPodobnie wypadają sami politycy, którzy równie mocno szokują swoim zachowaniem. Każdy z aktorów odegrał swoją rolę z ogromną precyzją. Oglądając Erotyczne Immunitety, miałem momentami wrażenie, iż nie patrzę na aktorów, ale na prawdziwych polityków. Ich zachowania, sposób mówienia czy gesty zostały odwzorowane niemal z chirurgiczną dokładnością. Szczególne wrażenie robi jednak skala nagości obecnej w spektaklu. Przynajmniej połowa polityków pojawia się na scenie całkowicie naga. To aspekt, który najmocniej zapadł mi w pamięć, ponieważ tak odważne wykorzystanie męskiej nagości przez cały czas pozostaje czymś rzadkim. Rubin nie boi się pokazać nagiego mężczyzny – jego strachu, słabości i seksualnych obsesji. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ta odwaga zaczyna przeradzać się w groteskę.
Siedząc na widowni, często słyszałem śmiechy i żartobliwe komentarze starszych widzów. Początkowo reakcje te wynikały głównie z zaskoczenia. Z czasem jednak nagość przestawała szokować, a zaczynała zwyczajnie bawić. I właśnie tutaj pojawia się największy problem Erotycznych Immunitetów. Spektakl momentami wydaje się bardziej skupiony na szokowaniu widza niż na opowiadaniu samej historii. Na minus działają również nagłe przerywniki muzyczne pojawiające się w najpoważniejszych momentach przedstawienia. Przez takie decyzje można odnieść wrażenie, jakby Rubin obawiał się ciężaru własnej opowieści. Widz nie dostaje chwili na zastanowienie się nad tym, co właśnie zobaczył, ponieważ spektakl niemal natychmiast ucieka w kolejną prowokację lub żart. Mimo iż Teatr Jaracza określa przedstawienie mianem satyrycznej komedii, humor momentami zdecydowanie zbyt mocno dominuje nad samą historią. Przez to narracja wydaje się chaotyczna, a finał pozostawia wyraźny niedosyt.
Nie zmienia to jednak faktu, iż spektakl jest naprawdę dobry. To szokujące doświadczenie, które pozostaje z widzem na długo. Nie tylko ze względu na ilość golizny, ale także przez świetne łamanie czwartej ściany. Aktorzy wielokrotnie wchodzą w bezpośredni kontakt z publicznością, przechodzą między fotelami i angażują widzów w przedstawienie. Szczególnie zapada w pamięć scena rozmowy jednego z bohaterów z Kurią Archidiecezji Warmińskiej, podczas której przedstawione zostaje rzeczywiste podejście duchownych do nagości i erotycznego charakteru spektaklu.
fot. Teatr JaraczaNiestety, choćby te aspekty nie są w stanie uratować historii, która wydaje się momentami niedopowiedziana i niepełna. Przez to spektakl sporo traci. Mimo wszystko uważam jednak, iż warto zapoznać się z najnowszą propozycją Teatru Jaracza. To przedstawienie odważne, momentami niewygodne, ale jednocześnie dające do myślenia o tym, jak mogła wyglądać, i być może przez cały czas wygląda, polska scena polityczna, choćby jeżeli od historii Anastazji P. minęło już ponad trzydzieści lat.
fot. główna: grafika własna









