Chodzi o warsztaty prowadzone przez Fundację Akcja Menstruacja w ramach pilotażowego programu MEN. Program nazywa się "Wyposażenie 600 szkół w środki higieny menstruacyjnej oraz realizacja badań i działań informacyjno-edukacyjnych w roku szkolnym 2024/2025".
Szkoła, która bierze w nim udział, otrzymuje dyspensery i środki higieniczne do dziewczęcych łazienek. Na terenie szkoły realizowane są też warsztaty dla uczniów klas 4-8.
To, jak te zajęcia zakończą się w Zawoi, nikt się chyba nie spodziewał. Co interesujące nikt z rodziców nie zgłaszał wcześniej, iż coś im się nie podoba. Ani do szkoły, ani do gminy.
"Żadne skargi ze strony rodziców do nas nie dotarły"
– Żaden rodzic nie przyszedł do mnie z pretensjami. Warsztaty podobały się dzieciom. Uczniowie pytali potem, czy takie zajęcia będą jeszcze prowadzone – mówi naTemat Janusz Trzebuniak, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolengo w Zawoi Mosorne.
Jak opowiada, to właśnie chłopcy byli najbardziej aktywni w czasie zajęć. – Opowiadali o mamie, o siostrze. Mówili, iż wiedzą o menstruacji. I to chłopiec powiedział, iż chciałby kolejnych takich zajęć – podkreśla.
O tym, iż komuś coś się nie podobało, dyrektor szkoły dowiedział się z mediów. Najpierw jeden z nauczycieli pokazał mu post posła PiS, w którym dostrzegli pewną manipulację, gdyż na nagraniu w tle były inne zajęcia niż te, które oni realizowali. Potem doszła interpelacja, w której padła nazwa ich miejscowości. Wszystko dotyczyło Akcji Menstruacji właśnie.
Żadne skargi nie dotarły też do wójta gminy Zawoja.
– Bezpośrednio żaden rodzic do mnie z takim problemem nie przyszedł. Nie wiem więc, czy te zajęcia mogą budzić niepokój, gdyż żaden rodzin nim się ze mną nie podzielił – mówi naTemat Michał Łukasik. O sprawie dowiedział się od byłego posła PiS, a dziś radnego powiatowego, Sławomira Hojasa.
– Jako pierwszy zadzwonił do mnie z zapytaniem, czy takie coś ma miejsce, bo docierają do niego takie informacje. Powiedziałem, iż zbadam temat. I przekazałem, iż żadne treści niegodne i niewłaściwe nie były dzieciom przekazywane. Z podobnym pytaniem zadzwonił do mnie również pan poseł Mariusz Krystian. Również odpowiedziałem mu, iż do mnie takie sygnały bezpośrednio nie docierają. I iż żadnych treści negatywnych na zajęciach nie było. A potem na profilu FB pana posła Krystiana ukazało się nagranie – mówi wójt Zawoi.
Mieszkańcy gwałtownie zauważyli, iż kadry w nim wykorzystane nie pochodziły z zajęć prowadzonych w Zawoi. – W rzeczywistości wyglądały one zupełnie inaczej, niż zostało to przedstawione – słyszymy.
Od niego właśnie zaczęła się cała burza.
Poseł PiS: – Deprawacja dzieci i młodzieży wprowadzana do szkół tylnymi drzwiami
– Moi drodzy, zaczęło się. Deprawacja dzieci i młodzieży poprzez uczestnictwo w tzw. zajęciach edukacji sek*ualnej jest wprowadzana do szkół tylnymi drzwiami – tak na nagraniu obwieścił poseł Mariusz Krystian.
Jak stwierdził, zgłosili się do niego rodzice ze szkół podstawowych powiatu suskiego w Małopolsce.
– Tam w niektórych gminach realizowana jest tzw. Akcja Menstruacja, czyli działania informacyjno-edukacyjne związane z menstruacją. Niby nic dziwnego i nic złego. Ale co ciekawe, rozdawana jest rodzicom taka ankieta – pokazał dokument. Czyli zgodę rodziców na udział dzieci w zajęciach.
– Czego dowiadujemy się z takiej ankiety? Zajęcia nie prowadzą pielęgniarki środowiskowe, ale wykwalifikowani edukatorzy. Co więcej, w Akcji Menstruacja mają wziąć udział również chłopcy, co jasno wynika z tej ankiety – mówi z oburzeniem poseł.
To on jest autorem interpelacji "w sprawie niepokojących treści i sposobu realizacji zajęć o higienie menstruacyjnej prowadzonych w szkołach podstawowych", która 19 marca trafiła do Ministerstwa Edukacji Narodowej. – Na pewno nie pozostawię tej sprawy samej sobie – odgraża się jeszcze na nagraniu.
W interpelacji, w której pada już nazwa "Zawoja", poseł pisze m.in:
"Zaniepokojenie i oburzenie rodziców wzbudziła treść dokumentu, która przewiduje udział chłopców w zajęciach dotyczących higieny menstruacyjnej. Rodzice zasadnie pytają, jaki jest cel edukacyjny udziału chłopców w zajęciach niedotyczących przecież bezpośrednio ich fizjologii".
Według niego dodatkowe obawy budzi też informacja, iż "zajęcia będą prowadzone przez 'przeszkolone edukatorki seksualne'. To – jak czytamy – rodzi pytania o "rzeczywiste intencje projektu oraz kwalifikacje osób realizujących te warsztaty".
W interpelacji posła jest szereg pytań dotyczących kompetencji edukatorów. Ale też takie: "Jaka jest podstawa merytoryczna i wychowawcza decyzji o uczestnictwie chłopców w zajęciach poświęconych higienie menstruacyjnej, skoro jest to zagadnienie dotyczące wyłącznie dziewcząt?".
Fot. Screen/Sejm.gov.pl
"Żadnych niewłaściwych i niepokojących treści w trakcie zajęć nie przekazywano"
Zawoja leży w Małopolsce. To najdłuższa wieś w Polsce i punkt wypadowy na Babią Górę. – Jesteśmy trochę na końcu świata – mówi Janusz Trzebuniak.
Wójt Michał Łukasik: – Bardzo dużo robimy, żeby Zawoja była postrzegana jako miejsce przyjazne dla ludzi i takie, w którym nie dochodzi do skrajnych zachowań. Takie nagrania temu nie służą, gdyż takich zajęć, jakie pokazano, u nas nie było. Nie godzę się na zafałszowany przekaz.
W gminie podjęto czynności wyjaśniające. – Z oświadczeń pisemnych dyrektora szkoły i osób obecnych podczas zajeść wynika, iż żadnych niewłaściwych i niepokojących treści w trakcie zajęć nie przekazywano. Dyrektor mnie w tej kwestii uspokoił – mówi wójt Zawoi.
Dyrektor szkoły w Zawoi nie ma tu wątpliwości. Jego reakcja jest tak budująca, iż aż miło słyszeć takie słowa.
– Chociaż teraz muszę się z tego tęgo tłumaczyć, to gdybym drugi raz miał wybrać, czy jeszcze raz zgłosić szkołę do tego programu, to myślę, iż drugi raz postąpiłbym tak samo. Takie treści są ważne. Dla dziewczynki sytuacja, gdy niespodziewanie w szkole dostanie okres i o tym nie wie, może być potem traumą. Chcieliśmy wyjść naprzeciw tym problemom i przybliżyć to dzieciom – mówi dyr. Janusz Trzebuniak.
Te treści są uczone w szkołach w ramach normalnych lekcji. I chłopcy w nich uczestniczą
Placówka jest bardzo mała. Razem z przedszkolem liczy 106 dzieci. W szkole podstawowej jest ponad 60 dzieci. W klasach 4-8, które brały udział w warsztatach jest 39 uczniów. W zajęciach uczestniczyło 29, czyli zdecydowana większość.
– To nie było tak, iż rodzice byli do nich zmuszani. Każdy rodzic, opiekun, indywidualnie mógł podjąć decyzję, czy dziecko będzie chciało uczestniczyć w tym programie, czy nie. Byli rodzice, którzy wyrazili zgodę, a potem ją wycofali. Czasem są osoby, których nie przekona się niczym – przyznaje.
Podczas warsztatów dzieci nie były same z edukatorką. Dyrektor szkoły osobiście był na jednych zajęciach, obecna była także nauczycielka WDŻ. Na drugich zajęciach byli wychowawcy z klasy VI i VIII.
Dyr. Janusz Trzebuniak podkreśla, iż wszystkie treści, które były omawiane, były związane z realizacją obowiązującej podstawy programowej. I wszystkie były sprawdzone i zaakceptowane przez MEN. Co więcej, treści te są uczone w szkołach w ramach normalnych lekcji. I chłopcy w nich uczestniczą.
– Te treści są przekazywane podczas lekcji przyrody, którą ja sam również mam przyjemność prowadzić w klasie IV. Jest tam dział "Odkrywamy tajemnice człowieka", w którym jest mowa również o menstruacji. Na lekcji biologii w klasie VII jest dział "Rozmnażanie i rozwój człowieka". Takie treści są też realizowane przy okazji wychowania zdrowotnego, w ramach realizowanego programu Wychowania Fizycznego. Nie mówiąc o Wychowaniu do Życia w Rodzinie. Wszystko podczas tych warsztatów było zgodne z obowiązującym prawem – mówi.
Jak podkreśla, lepiej, żeby uczniowie dowiadywali się takich rzeczy od fachowców niż z internetu. – Powoli musimy ich uświadamiać. Od tego jesteśmy. Upór drąży skałę – mówi.
Kim była edukatorka?
– To była pani z wykształceniem pedagogicznym. Ma ukończoną terapię pedagogiczną. Przed zajęciami przedstawiła mi zaświadczenia o niekaralności i o niefigurowaniu w rejestrze pedofilów. Uprzedziliśmy ją o sytuacji wokół zajęć w Zawoi. Powiedziała, iż pierwszy raz spotyka się z taką sytuacją – przyznaje dyrektor placówki.
Głos w tej sprawie zabrała Justyna Suchecka, dziennikarka TVN24, zajmująca się edukacją.
Mieszkaniec: – Dla mnie to coś normalnego. To przecież normalne, ludzkie procesy
Gmina Zawoja liczy około 9 tys. mieszkańców. Każdy, kogo pytamy o sprawę zajęć, mówi, iż dowiedział się o sprawie z mediów lub z internetu.
– Ja nie słyszałem od mieszkańców, żeby ktokolwiek miał z tym problem. Dowiedziałem się tego dopiero z interpelacji posła. Dopiero ona wywołała jakieś poruszenie – mówi jeden z mieszkańców Zawoi.
Co myśli o udziale chłopców w takich zajęciach?
– Dla mnie to coś normalnego. To przecież normalne, ludzkie procesy. I normalne jest to, iż partner powinien wiedzieć, co się dzieje z kobietą. A kobieta powinna mieć świadomość, jak zadbać o siebie w tym okresie – reaguje.
Dzielenie na chłopców i dziewczynki uważa za coś nieprawdopodobnego: – Wiedzę na ten temat powinien mieć każdy, a tym bardziej powinna być tego świadoma młodzież. Ja to wszystko wiem, dlatego jest to dla mnie oburzające – mówi.
Uważa, iż temat został rozdmuchany, iż ktoś szukał sensacji. I nie do końca zaskakuje go, iż takie głosy pojawiły się w Zawoi. – Niektóre osoby mają takie poglądy – mówi.
Burza adekwatnie już minęła, gdyż w marcu w Zawoi zakończono już program MEN. Ale kto wie może, zwłaszcza w kampanii wyborczej, podobny przypadek pojawi się w innej gminie?
– Niepotrzebnie wytworzyła się wokół tego taka atmosfera – mówi dyrektor szkoły.