Trzy złamane losy – rodzinne tajemnice z zapomnianego albumu. Podczas sobotnich porządków RITA przypadkiem odkrywa ukryte fotografie swojej mamy OLGI z przystojnym, tajemniczym mężczyzną. Zdjęcia pełne są dawnych uczuć i szczęścia – zupełnie innego niż chłodny związek, który Olgę łączy z jej ojcem, surowym i zaborczym Antonim. Zaintrygowana córka wyciąga mamę na szczere zwierzenia i powoli odkrywa bolesną historię sprzed lat: o wielkiej miłości, którą pogrzebała duma, o decyzjach podjętych z przekory i o wyborze, który zaważył na losach trzech osób. Olgi, jej ukochanego ZACHARA – w tej chwili znanego restauratora z Warszawy – oraz samego Antoniego. Każde z nich inaczej przeżyło swój zawód i niespełnienie, usiłując zbudować szczęście na gruzach dawnych marzeń. W kameralnej kuchni, pośród zapachu domowego ciasta i ciepła rodzinnego ogniska, matka i córka po raz pierwszy szczerze mierzą się z przeszłością, by odzyskać spokój i nadzieję na lepsze jutro.

polregion.pl 3 godzin temu

Trzy złamane losy

No, no, zobaczmy, tutaj chyba kryje się coś ciekawego!

Wszystko zaczęło się od zwykłych sobotnich porządków. Ja Rita wertowałam stare rzeczy w pawlaczu, gdy mama, Olga, krzątała się w kuchni przygotowując obiad. Wśród zakurzonych pudeł trafił mi się podniszczony album ze zdjęciami, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Ciekawość zwyciężyła rozsiadłam się wygodnie w fotelu i zaczęłam przeglądać kolejne strony.

Na początku zdjęcia kipiały radością: młoda Olga z koleżankami przy fontannie, wesoły piknik nad rzeką, roześmiana dziewczyna na łące pełnej margaretek. Potem pojawiły się fotki z wysokim ciemnowłosym mężczyzną na nich mama patrzyła na niego z delikatnością i czułością, często się obejmowali. Przeglądałam te kadry uważnie: tutaj siedzą w kawiarni, tu spacerują nad Wisłą, śmieją się, trzymając za ręce. Bardzo ciekawe! Kim był ten elegancki mężczyzna? I dlaczego patrzył tak zakochanymi oczami?

Tego było już za wiele, musiałam wiedzieć! Poszłam więc do kuchni. Zapach ciasta z wanilią unosił się w powietrzu, właśnie mama wyjmowała je z piekarnika.

Mamo odezwałam się, tuliąc album do siebie kto to na tych zdjęciach? Nigdy go nie widziałam.

Mama odwróciła się z blachą, na sekundę jej palce zadrżały, choć zaraz wróciła łagodna, codzienna mina. Odstawiła formę na podkładkę i odpowiedziała spokojnie:

A, to Zbigniew odpowiedziała, ale wyczułam napięcie w tonie jej głosu. Spotykaliśmy się zanim poznałam twojego ojca.

Dlaczego nigdy o nim nie mówiłaś? podeszłam bliżej, kartkując album. Wyglądacie na naprawdę szczęśliwych Co się stało? Czemu się rozstaliście?

Mama wytarła ręce o fartuch, wahała się. Popatrzyła przez okno na podwórko, gdzie biegały dzieci sąsiadów. Temat jak widać nieprzyjemny, najchętniej by przemilczała, ale ja nie odpuszczę.

To bardzo skomplikowana historia, córeczko odpowiedziała w końcu, odwracając się do mnie. Kochałam go, ale nie mogliśmy być razem. I to przez mój błąd, mój upór. Przez to nasze rozstanie to tylko moja wina.

Siedziałam przy stole, nie spuszczając z niej wzroku. Widząc, jak okropnie ranią ją te zdjęcia, zrobiło mi się głupio, iż drążę temat, ale ciekawość była silniejsza, aż się tego wstydziłam.

Opowiedz mi wszystko, proszę Zawsze widziałam, iż z tatą ledwie się znosicie. Ty nigdy go nie kochałaś! Tyle lat wytrzymywałaś ten układ Ale po co? Wyjaśnij, jeżeli możesz. To mój ojciec i go szanuję, ale jako człowiek cóż, delikatnie mówiąc, nie jest dla mnie wzorem. Złośliwy, zazdrosny, nieczuły. Raczej nie wierzę, by dawniej był inny. Dlaczego jego wybrałaś, a nie Zbigniewa?

Mama zamarła, palce na filiżance lekko zafalowały. Odłożyła ją ostrożnie i spuściła wzrok. Wzdychając ciężko, wyznała z goryczą:

To niełatwe pytanie, Agatko wyszeptała. Do twojego ojca nie czułam choćby odrobiny miłości. Więcej, niemal go nienawidziłam.

Aż mną wstrząsnęło. Niby się tego domyślałam usłyszeć to wprost, bolało. Ciężko przełknęłam ślinę.

Jestem już całkiem skołowana przyznałam, podnosząc głos. Zmusili cię? Babcia z dziadkiem nalegali?

Na jej twarzy przemknął cień ironicznego uśmiechu, ledwie widoczny.

Właśnie przeciwnie byli bardzo temu przeciwni powiedziała cicho. Mama zupełnie nie rozumiała, czemu chcę tak gwałtownie wyjść za kogoś, kto nigdy mnie nie interesował. Próbowali mnie powstrzymać. Zresztą, wtedy właśnie Zbigniew się mną interesował. To był naprawdę dobry kandydat na męża jak by nie patrzeć.

Mama delikatnie przesunęła palcem po brzegu filiżanki. Mówiła, jakby się zwierzała nie córce, ale samej sobie.

Widzisz, mam taką wadę: nienawidzę, jak mnie ktoś przymusza. jeżeli stawia się mi warunki, automatycznie robię odwrotnie choćbym sobie choćby zaszkodziła. Rodzice to wiedzieli, dlatego zawsze zostawiali wybór. A ten człowiek, którego kochałam całym sercem, nie potrafił albo nie chciał tego zrozumieć.

Zamilkła, patrząc przez okno, za którym zaczynał padać śnieg. Tamta decyzja prześladowała ją przez całe życie. Gdyby wtedy opanowała nerwy, pomyślała choć chwilę Ale chciała tylko udowodnić, iż nikt nie będzie nią kierował. Udowodniła niszcząc własne życie.

Wtedy złamała losy trzech osób: siebie, ukochanego i mężczyzny, który potem został jej mężem. Ich małżeństwo od początku było skazane na niepowodzenie. Mama wiedziała o tym choćby wtedy Ale upór i duma nie pozwoliły jej zmienić decyzji

~~~~~~~~~~~~~~

Pamiętam, jak siedziały z Zbyszkiem w kuchni. Patrzyłam na niego z podziwem z jaką lekkością krzątał się przy kuchence! Wyglądał niczym prawdziwy szef kuchni z warszawskiej restauracji. Nóż śmigał, warzywa zamieniały się w równe kostki, zapachy wypełniały całe mieszkanie.

Mama aż rwała się, by mu pomóc od dzieciństwa wpajano jej, iż kuchnia to domena kobiet. Ale zawsze, zanim wstała, Zbyszek mówił: Zostań, proszę. To mój teren. Odpocznij i patrz.

I siedziała, patrząc, jak pod jego dłońmi zwykłe składniki zamieniają się w coś wyjątkowego. Zbyszek gotował z sercem i fantazją.

Mamy rodzinny lokal śmiał się, widząc pełen podziwu wzrok mamy. Mama to mistrzyni kuchni! Od dziecka pomagałem przy garach. choćby muszę się pochwalić, byłem zdolnym uczniem! Niedługo sama się przekonasz poproś o dokładkę!

Był wyraźnie dumny i szczęśliwy. Kochał to, co robi, i widać było, jak bardzo czuje się tu u siebie.

Wkrótce przed mamą stał pusty talerz. Jedzenie było tak rewelacyjne, iż żal byłoby nie wylizać! Smak głęboki, bogaty, każdy składnik wyczuwalny, a całość cudownie harmonijna.

Mama odsunęła się od stołu i popatrzyła na niego z autentycznym zachwytem.

To było niesamowite. Nigdy nie jadłam czegoś tak dobrego. Ty naprawdę jesteś cudotwórcą! Jak to robisz, iż z prostych rzeczy wychodzą takie arcydzieła?

Zbyszek tylko się uśmiechnął.

Trzeba po prostu kochać to, co się robi. I mieć odrobinę wyobraźni. Dobrze też używać dobrych produktów mrugnął. Twój komplement to dla mnie największa nagroda! Ale poczekaj, kiedyś zaproszę cię do naszego lokalu. Wtedy zobaczysz kucharskie czary!

Mama roześmiała się, zalała się ciepłem i wyciągnęła rękę po kawę. Świeży aromat dodał przytulności ich rozmowie.

Trzymam za słowo! rzuciła żartobliwie. Fantastycznie! A będziesz przejmował po mamie rodzinny interes? Zastąpisz ją w kuchni?

Przez chwilę wyglądał na zamyślonego, ale zaraz pokręcił głową, z euforią i przekonaniem:

Nie, mam dużo większe plany! Otwieramy nową restaurację pod Warszawą, w miejscowości wypoczynkowej. Lokal już jest, trwa remont. Będę tam szefem zobaczysz, to będzie hit!

Mówił z takim przekonaniem, iż mama niemal widziała te wnętrza, tłum gości i atmosferę święta. Jednak w jej sercu zaczęła kiełkować obawa.

Chcesz się tam przenieść? spytała ostrożnie, bawiąc się pierścionkiem zaręczynowym od Zbyszka. A co ze mną? Chcesz mnie zostawić?

Zbigniew aż się zatrzymał, kompletnie zaskoczony.

Jak się możesz tak bać? wypalił. Jedziesz tam ze mną! Mamy już świetne mieszkanie, las dookoła Tam się pobierzemy jest pięknie. O twoją naukę się nie martw. Pomogę ci się przepisać, tamtejsza uczelnia jest choćby lepsza od twojej!

Mówił szybko, pełen zapału, pewien, iż sprawi jej radość. Chciał zapewnić im przyszłość.

Mama słuchała, milczała, ale coraz bardziej się denerwowała. Głową rozumiała, iż to wspaniała szansa ale miała wrażenie, iż wszystko już postanowione bez niej.

Czyli już wszystko ustaliłeś? Nie liczyło się dla ciebie moje zdanie? Uważasz, iż rzucę wszystko i pójdę za tobą? Zostawię rodzinę, przyjaciół i dawny świat?

Zamilkła, patrząc w okno, w jej głowie kłębiły się myśli. Wyobrażała sobie, jak żegna się z mamą i tatą, z koleżankami, jak zostawia każdy szczegół znanego życia.

Zbyszek wreszcie się odważył:

Olu, nie chodziło mi o samodzielne decyzje! Po prostu chciałem się podzielić planami, pokazać, iż mamy przyszłość! Myślałem, iż cię to ucieszy.

Był coraz bardziej zagubiony. Przecież to wspaniała okazja! Pracował na to dla nich obojga.

Wcale się nie cieszę! rzuciła mama z gniewem. Już wszystko zaplanowałeś! Naprawdę myślisz, iż będę twoją marionetką? Przestań sobie wyobrażać, iż będziesz panem domu!

O czym ty mówisz? odpowiedział, podnosząc głos. Myślałem, iż się ucieszysz! Kto nie chciałby mieszkać w pięknym kurorcie nad jeziorem? Pokochasz tamto miejsce! To raj na ziemi!

Próbował ją przekonać, przedstawiając w wyobraźni idylliczne widoki. Ale mama już nie słuchała. W niej narastała fala buntu nie względu na przeprowadzkę, tylko na to, iż jej zdania w ogóle nie brał pod uwagę.

Wstała gwałtownie, przewracając filiżankę z kawą, która rozlała się na obrus.

Nie ważne, czy tam raj! Ty za mnie zadecydowałeś! krzyknęła. Nie zgadzam się! Sama kieruję swoim życiem. Nikt nie ma prawa mówić mi, gdzie mam mieszkać i uczyć się!

Z jej oczu płynęła burza gniewu i bezsilności.

Olu próbował ją objąć, tłumaczyć. Porozmawiajmy spokojnie. Nie chciałem cię zranić

Ale na to było już za późno. Z gniewem ściągnęła z palca złoty pierścionek, zaręczynowy prezent od niego. Przez moment ścisnęła go w dłoni, potem rzuciła nim o ścianę. Metal uderzył o tynk i potoczył się po podłodze

Jakiś czas później mama siedziała w fotelu przy oknie, z zamkniętymi oczami. Oddychała głęboko, próbując opanować drżenie. Kiedy w końcu poczuła spokój, przyszło bolesne olśnienie: popełniła straszną głupotę. Sercem rozumiała, iż Zbyszek nie zrobił nic niewłaściwego, chciał tylko dobrze. A jednak Gdy wracała pamięcią do tamtej rozmowy, znów ogarniało ją rozżalenie. Czyżby przy takiej decyzji już zawsze miał ją pomijać? Będzie decydował o każdej sprawie w jej życiu? Ta myśl nie dawała spokoju. Lepiej teraz znieść ból i zostać panią swojego losu, niż potem latami czuć się własnością kogoś innego Przekonywała samą siebie, iż z czasem uczucia miną, a ona zachowa wolność wyboru.

Gdzieś po kilku miesiącach, wciąż jeszcze rozbita, mama przypadkiem spotkała Antoniego. Od dawna się nią interesował cicho i bez presji. Gdy dowiedział się o rozstaniu ze Zbyszkiem, jego starania zyskały ostrość. Antoni nie ukrywał, iż wygrana z bogatszym rywalem jest dla niego nobilitacją. Mama czuła się wtedy samotna i krucha. Jego propozycja jawiła się szansą na nowe życie by udowodnić sobie i światu, iż potrafi być szczęśliwa bez Zbyszka

~~~~~~~~~~~~~~

Tak to właśnie wyszłam za pierwszego z brzegu powiedziała mama cicho, patrząc w dal. Twój ojciec wtedy w ogóle nie zastanawiał się, jak będzie razem żyć. Już po roku zaczęły się konflikty. Okazało się, iż za uprzejmością krył się uparciuch, niezdolny do kompromisu. Po siedmiu latach się rozwiedliśmy nie dało się wytrzymać.

Słuchałam uważnie, nie przerywając. Widząc w jej oczach żal, ale także spokój.

A czemu mówisz, iż wasz błąd skrzywdził troje ludzi? spytałam ostrożnie. Zbyszek nigdy cię nie zapomniał?

Czy zapomniał? Nie wiem odparła mama z namysłem. Ale cierpiał. Ja też cierpiałam. I Antoni Liczył, iż małżeństwo rozwiąże jego problemy, iż coś sobie udowodni. Zostało tylko rozczarowanie. Taki był finał: troje ludzi, każde w swoim rodzaju, straciło coś, co mogło być szczęściem.

Mówiła bardzo cicho, z rezygnacją człowieka, który pogodził się z przeszłością.

Zbyszek wyjechał, osiągnął sukces: ma sieć restauracji, jest szanowanym człowiekiem. Ale dawny wesoły, otwarty chłopak stał się zamknięty w sobie, wymagający. To pewnie pomaga w biznesie, ale w życiu raczej szkodzi.

Zamyśliła się na chwilę, jakby widziała przed sobą jego obecny obraz: wyniosły, poważny, surowy. Nie ten sam wesołek, którego kiedyś kochała.

Był dwukrotnie żonaty dodała ale oba małżeństwa nie trwały choćby roku. Całą czułość okazuje synowi. Tylko z nim bywa cierpliwy, czuły. Z kobietami nie potrafi.

Przerwała, potem w niemal szeptem dodała do mnie:

Obie jego żony były bardzo do mnie podobne. Tak samo się nosiły, ta sama sylwetka, kolor włosów. Jego przyjaciel kiedyś mi powiedział, iż Zbyszek nigdy do końca nie przestał mnie kochać. Ale nie mam już prawa wtrącać się w jego życie. Zbyt wiele czasu minęło.

Milczałam, choć w głowie krążyły różne myśli. Wydawało się, iż wszystko mogło przecież potoczyć się inaczej. Mama, tak silna i kochająca, mogła być naprawdę szczęśliwa i uszczęśliwić Zbyszka.

Wiedziałam jednak, iż nigdy nie wykona pierwszego kroku. Jej upór, ta cecha która ją zgubiła, nie pozwoli przyznać się do błędu. choćby jeżeli wie, iż zrobiła źle, nie mogłaby się z tym zwrócić do Zbyszka bo byłoby to dla niej wyznanie słabości.

Mama podniosła głowę i popatrzyła na mnie, uśmiechając się lekko.

Wiesz nie mogę powiedzieć, iż żałuję. Tak, bolało, nie tak miało być. Ale to moje życie. Mam ciebie i to jest dla mnie najważniejsze.

Za oknem zapanował już zmrok. Światło w naszym mieszkaniu rozjaśniało przestrzeń domowym ciepłem. Podniosłam się, podeszłam do mamy i po prostu ją objęłam. Zamarła na chwilę, a potem przytuliła mnie mocno.

Obie zrozumiałyśmy wtedy, iż przeszłość zostaje za nami. Przed nami tylko to, co wspólnie zbudujemy.

Idź do oryginalnego materiału