Szwagierka korzystała z wakacji w luksusowym kurorcie, gdy my harowaliśmy przy remoncie domu po babci – teraz domaga się wygód i chce zamieszkać w naszej odnowionej części, mimo iż wcześniej odmówiła dołożenia się do remontu!

newskey24.com 5 godzin temu

Szwagierka spędzała urlop w Ustce, opalając się, kiedy my z mężem, w pocie czoła, przerabialiśmy starą chałupę po babci w okolicy Radomia. A teraz, proszę bardzo, chce mieszkać jak księżniczka!

Zaprosiliśmy ją kiedyś na rozmowę słuchaj, Anetko, może składamy się na remont razem, będzie fajnie i taniej? Ona jednak z uśmiechem godnym królowej Bona odparła, iż jej chata przy remoncie to jak świeże ogórki na Boże Narodzenie zupełnie niepotrzebne. No to dobra, remontowaliśmy sami.

Babciowy dom podzielił los wielu polskich siedlisk. Po śmierci nestorki rodzina podzieliła się nieruchomością. Teściowa gwałtownie odmówiła, mówiąc, iż do bloków ją przyzwyczaili i wiejskiego życia mieć nie zamierza. „Dzieci, radźcie sobie jak chcecie”, powiedziała i poszła oglądać „M jak miłość”.

Z mężem i szwagrem (ten ostatni, wiecznie z nosem w telefonie, rzadko włączał się do rozmów) naprawiliśmy dach i fundamencik. Szczerze mówiąc, Anetka się wtedy zagotowała. Zgodnie z polską tradycją rozdziału majątku, do żadnych awantur nie doszło dzięki jej obojętności. „Nie będę ładować złotówki w jakiegoś wiejskiego gruchota!”, pokrzyczała, zabrała torebkę od Wittchena i zniknęła.

My snuliśmy już marzenia o ogródku, własnych warzywach i domowej kiełbasie z Radomia. Blisko do miasta, auto na gaz i można śmigać do roboty. Dość już było tych blokowych ścian z papieru i mikro kuchni dla krasnali! Budowa nowego domu? Dla kogo te ceny 500 tysięcy złotych nie wystarczyłoby na fundamenty!

Dla Anetki nasz dom to był taki wiejski letni domek na szybki urlop: „Przyjadę na grilla w sierpniu i wyjeżdżam, nie liczcie na mnie”. No cóż, nie liczyliśmy.

Przez cztery lata przerobiliśmy swoją połowę na mały pałac: łazienka, ogrzewanie gazowe, nowa elektryka, okna plastikowe, loggia z widokiem na ziemniaki. Kredyt na karku, praca od rana do nocy, sąsiedzi już rozpoznawali mnie po dźwięku wiertarki. Ale mieliśmy swoje gniazdko.

Anetka rozstawiała leżaki po hiszpańskich plażach i nie zawracała sobie głowy domem. Aż nagle pojawił się dzidziuś i urlop macierzyński! Niespodzianka koniec podbojów po świecie, koniec euro, zostaje 500+.

I wtedy przypomniało jej się, iż ma pół chaty pod Radomiem. Zaczęło się jojczenie, iż w bloku jej duszno, dziecko płacze, nie ma gdzie biegać. My już mieszkaliśmy w domu, nasze mieszkanie wynajęte za 2300 zł miesięcznie (jak na Radom to luksusy!). Anetcią połowy nie ruszaliśmy, ona przez te lata zgniła ładniej niż stary chleb.

Przyjeżdża z walizką i prosi, żeby się u nas zatrzymać na tydzień, bo jej część domu nadaje się na plan horroru. No, co zrobić, wpuściłam ją. Jej synek huczy głośniej niż sąsiad z dołu po meczu Polska-Albania. Szwagierka robi u nas swój folwark, a ja, pracując zdalnie, mam serdecznie dość. Uciekłam do kumpeli, która akurat szukała kogoś, kto podleje jej kwiatki.

Zasiedziałam się tam, bo moja mama się rozchorowała wiadomo, w rodzinie zawsze wszystko na raz. O szwagierce zapomniałam, byłam pewna, iż już dawno wróciła na blokowisko.

A tu figa! Wracam do domu, a ona siedzi i nie wygląda na osobę, która zamierza się ruszyć. Pytam, kiedy się wyprowadza.

A dokąd ja mam iść? Mam małe dziecko, a tu mi dobrze! szczerzy się Anetka.
Jutro cię z mężem odwieziemy do miasta.
Ale ja nie chcę!
Jak choćby nie posprzątałaś po sobie, to tutaj nie hotel.
Z jakiego prawa mnie wyrzucasz? To mój dom!
Twój dom jest za tym murem. Tam sobie siedź.

Szwagierka zapragnęła nastawić męża przeciwko mnie, ale ten, o dziwo, miał już dość jej wyzwań. Obraziła się jak polska ciotka na weselu i pojechała. A wieczorem dzwoni teściowa:

Nie miałaś prawa wyrzucić jej z domu, to jej własność!
Może sobie siedzieć w swojej połówce, tam jest panią odpowiada spokojnie mój mąż.
Ale jak tu z dzieckiem siedzieć? Nie ma ogrzewania, toaleta na dworze!
Proponowaliśmy wspólny remont, wyszłoby taniej, nie chciała. A teraz o co pretensje?

Zaproponowaliśmy Anetce, żeby sprzedała nam swoją połowę, żeby ocalić święty spokój. Ona, jak typowy sprytny Polak, podała wartość jak za apartament w Sopocie. Nie zgodziłam się.

Od tego czasu są awantury, a teściowa obrażona siedzi z założonymi rękami. Anetka przyjeżdża rzadko, ale gdy już jest, rozstawia po kątach, robi burdy, wszystko psuje, dzieciaki wykopują dołki pod płotem.

No to budujemy płot z betonowych paneli, jak przystało na Polaków. Żadnych kompromisów. Tu już nie chodzi o rodzinę, tylko o zdrowie psychiczne!

Idź do oryginalnego materiału