Choć wyglądają na oswojone, ich życie wcale nie jest „parkową sielanką”. Wiewiórcza codzienność to ciągłe zdobywanie pożywienia, ucieczki przed zagrożeniami i intensywny okres rozrodu. Samica może mieć od jednego do trzech miotów w roku, a w każdym pojawia się od dwóch do siedmiu młodych. Ciąża trwa około 40 dni, co w praktyce oznacza, iż zwierzę spędza w stanie ciąży choćby jedną trzecią roku. To dużo wysiłku i dużo ryzyka, zwłaszcza w mieście.
ZZM zwraca uwagę na problem, który wielu spacerowiczów bagatelizuje: wiewiórkom najbardziej potrafią dać się we znaki biegające luzem psy. Gonitwa, szczekanie czy „niewinna zabawa” są dla psa ekscytujące, ale dla małego ssaka to stres i realne niebezpieczeństwo – szczególnie w okresach, gdy w gniazdach są młode. Wiewiórka zmuszona do ucieczki zużywa energię, ryzykuje uraz, a w skrajnych sytuacjach może porzucić kryjówkę lub rozproszyć opiekę nad potomstwem. Park jest wspólną przestrzenią i to od nas zależy, czy będzie dla dzikich mieszkańców bezpieczny.
W Cytadeli wiewiórki przyzwyczaiły się do ludzi. Zdarza się, iż podchodzą blisko, a choćby próbują „wynegocjować” coś do jedzenia. To właśnie w takich momentach rodzi się pokusa karmienia z ręki. Specjaliści ostrzegają jednak, iż oswajanie dzikich zwierząt osłabia instynkt samozachowawczy, a to w mieście może mieć poważne konsekwencje.
Jest też druga strona: bezpieczeństwo człowieka. Wiewiórki mogą przenosić choroby, w tym wściekliznę, dlatego najlepszą formą kontaktu jest obserwacja z dystansu, bez dotykania i bez „parkowych selfie z bliska”.
Ciekawostką, o której przypomina ZZM, jest dieta wiewiórek. Jak tłumaczy dr inż. Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wiewiórki są drapieżnikami – chętnie zjadają jaja i pisklęta ptaków, choć oczywiście w menu mają też orzechy, nasiona i inne roślinne przysmaki. Ich słynna „zapominalność” działa natomiast na korzyść przyrody: chowając zapasy i nie odnajdując wszystkich, przyczyniają się do rozsiewania roślin.
Zimą wiele osób chce pomóc, przynosząc orzechy laskowe lub włoskie. Problem zaczyna się wtedy, gdy jedzenie ląduje bezpośrednio na ziemi: robi się bałagan, a pokarm gwałtownie przejmują większe ptaki. Dlatego na Cytadeli ustawiono specjalne karmniki przeznaczone dla wiewiórek – drewniane, z podnoszonym daszkiem i przezroczystą szybką. Konstrukcja utrudnia ptakom podkradanie jedzenia, a wiewiórki świetnie radzą sobie z ich „obsługą”. Karmniki są ogólnodostępne: jeden stoi przy ogrodzeniu bazy sprzętowej, drugi w lasku potocznie nazywanym „wiewiórkowem”.
Podobne karmniki, często uzupełnione o poidełka i tablice informacyjne, można znaleźć także w innych miejscach miasta: w Parku Izabeli i Jarogniewa Drwęskich, Parku Stanisława Moniuszki, w parku na osiedlu Orła Białego oraz na Placu Adama Asnyka na Jeżycach.
ZZM przypomina prostą zasadę: karmimy tylko tym, co dla wiewiórek naturalne i bezpieczne. W grę wchodzą niesolone orzechy laskowe i włoskie, żołędzie, nasiona drzew liściastych i iglastych, a także szyszki, pąki, kwiaty i jagody. Jest natomiast jeden zakaz, który warto powtarzać do znudzenia: żadnego chleba. To pokarm nieodpowiedni, mogący szkodzić dzikim zwierzętom.
O to, by w karmnikach nie zabrakło adekwatnego jedzenia, dbają pracownicy Zarządu Zieleni Miejskiej, ale mieszkańcy również mogą wesprzeć tę inicjatywę. Osoby, które mają większą ilość orzechów, mogą przekazać je do bazy na Cytadeli – stamtąd będą regularnie wykładane do karmników.
Wiewiórki są blisko, bo mieszkają obok nas, ale nie są „nasze”. Najlepsze, co możemy im dać, to spokojny park, rozsądek na spacerze, psa pod kontrolą i dystans, który w świecie dzikiej przyrody oznacza po prostu szacunek.









