Trochę się przesuńcie, pomieszkamy tu z dziesięć lat
Teściowa chwilę milczała, po czym powiedziała:
Oj, Janku, Halina to kobieta z charakterkiem… Jak coś sobie postanowi, nie ma zmiłuj.
Też ją zrozum: chce, żeby Andżelika się wykształciła, żeby miała porządne wykształcenie
Na mój koszt? Janek zatrzymał się przed lustrem.
Z odbicia patrzył na niego zmęczony mężczyzna o rozwichrzonych włosach.
Pani Grażyno, niech ich pani zatrzyma. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wrócą do domu. Ja ich nie odbiorę. Nie dam mieszkania.
Jak ja mam ich zatrzymać? jęknęła teściowa. Przecież już pojechały. Halina wzięła kredyt na studia, na mieszkanie zupełnie nie mają grosza.
Tak liczyły na twoją pomoc. Janku, wyprowadź lokatorów, no co ci szkodzi? W końcu to rodzina
Rodzina? Ja tę Andżelikę, waszą siostrzenicę, widziałem dwa razy w życiu! Mam wyrzucić ludzi na bruk, odebrać swoim rodzicom wsparcie, a córce zajęcia, bo twoja siostra tak sobie postanowiła?
W kieszeni zapiszczał Messenger. Janek, nie zdejmując kurtki, wyjął telefon. Wiadomość była od Haliny, siostry teściowej.
Janku, hej! Już jesteśmy w pociągu. Bilety mamy na 19:40, jutro rano będziemy na Warszawie Centralnej. Przywitaj nas z Andżeliką.
Podaj adres swojej kawalerki, bo nie zapisaliśmy ostatnio. Gdzie odebrać klucze?
Janek zamarł. Przeczytał tę wiadomość trzy razy, mając nadzieję, iż to jakaś pomyłka. Jaka kawalerka? Jaka Andżelika?
Tato, czemu tak stoisz? Zuzka wychyliła się z korytarza. Chcę jeść.
Już, kotku, Janek odruchowo pogłaskał córkę po głowie, nie odrywając wzroku od ekranu.
Wybrał numer Haliny. Słuchawkę odebrano natychmiast, w tle słychać było stukot kół i śmiechy.
Janeczek! głos ciotki dźwięczał sztuczną radością. Dostałeś wieści? Chcieliśmy zrobić ci niespodziankę, żebyś nie musiał gotować, same wszystko kupimy!
Halina, czekaj. Ja nic nie rozumiem! Dokąd jedziecie?
Jak to dokąd? Do Warszawy! Andżelika dostała się na studia, mówiłam ci już wiosną. Na dzienne się nie dostała, ale będzie studiować zaocznie.
Spakowałyśmy się, przyjeżdżamy się zadomowić w twojej kawalerce.
W mojej… czym? Janek oparł się plecami o ścianę. W tej kawalerce, którą wynajmuję już sześć lat? Halina, wyście chyba oszalały?
Oj, już nie przesadzaj! głos Haliny zrobił się od razu ostrzejszy. Sześć lat temu, kiedy ta kawalerka przypadła ci po babci, siedzieliśmy przy stole, pamiętasz?
Powiedziałam wtedy: To Andżelika będzie miała gdzie mieszkać, jak pójdzie na studia. I nie zaprzeczyłeś! Dla nas to był znak. Liczyłyśmy na to przez te lata.
Nie zaprzeczyłem, bo uznałem to za idiotyczny żart! Janek niemal krzyknął. Nigdy nie zamierzałem nikogo tam wpuszczać.
Tam mieszka rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, płacą regularnie. Z tych pieniędzy żyją moi rodzice-emeryci, a Zuzka chodzi na zajęcia.
O czym wy w ogóle myślałyście, kupując bilety?
Myślałyśmy, iż jesteśmy rodziną! warknęła Halina. Czy wy, warszawiacy, już wstydu nie macie?
Chcesz zostawić siostrzenicę na dworcu? Dzwoniłeś do męża? Wie, iż wyrzucasz jego rodzinę na bruk?
Mąż jest teraz w delegacji pod Gorzowem, zasięg ma jak chce. I to jest moje mieszkanie, Halina. MOJE. Rozumiesz?
Kupione przez moją babcię, zapisane na mnie. Piotr nie ma z tym nic wspólnego.
A to tak teraz rozmawiasz! Andżelika, słyszysz? Żona twojego wujka nie chce nas znać! No nic, przyjedziemy pogadamy.
Koniec, zasięg się kończy, jutro zobaczymy się na peronie.
W słuchawce rozległy się krótkie sygnały. Janek oniemiał.
Zuzka, idź do kuchni, w lodówce jest zapiekanka, podgrzej sobie samodzielnie, zawołał do córki i trzęsącymi się rękami wybrał numer do teściowej.
Grażyna odebrała po chwili.
Tak, Janeczku, słucham cię.
Pani Grażyno, wiedziała pani, iż siostra z córką jadą do Warszawy z zamiarem zamieszkania w moim mieszkaniu?
No… Halina coś wspominała… Myślałam, iż się dogadaliście, wymamrotała teściowa.
Z kim się dogadaliśmy? Janek zaczął nerwowo chodzić po korytarzu. Od sześciu lat wynajmuję tam mieszkanie.
Połowa pieniędzy idzie na leki dla moich rodziców. Przecież wie pani, jak ciężko im z samej emerytury.
Reszta to Zuzkine zajęcia i sport.
Czemu im pani nie powiedziała, iż to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie, teściowa zaraz się żaliła. Ja w ogóle nie mam z tym związku. Sami się dogadajcie.
Tylko Piotrkowi nie dzwoń, nie denerwuj go, ma ważne spotkania, już i tak jest rozkojarzony.
Janek rzucił telefon na kanapę. Mąż zawsze starał się nie brać udziału w rodzinnych kłótniach, ale gdy chodziło o matkę lub ciotkę, nagle stawał się zadziwiająco uległy.
No wiesz, Janku, oni z prowincji, mają inne spojrzenie na świat, zwykle mówił. Prościej im ustąpić
Janek próbował zadzwonić do męża. Abonent jest poza zasięgiem. Oczywiście. Kiedy naprawdę był potrzebny, zawsze był poza zasięgiem.
***
Awantura była ogromna. Halina zaczęła dzwonić o piątej rano, żądając, by Janek natychmiast po nie przyjechał.
Zmęczone jesteśmy, głodne! Zimno tu, już zmarzłyśmy. Śpisz jeszcze? Wstawaj! Natychmiast! W piętnaście minut masz być tu!
Janek nie od razu zorientował się, kto dzwoni. Ale jak już ogarnął, warknął:
Dajcie mi spokój! Nigdzie nie jadę! Do mieszkania was nie wpuszczę. Dość tego. Mam dosyć.
Po dziesiątym telefonie numer do ciotki poszedł na czarną listę.
Halina zaczęła wydzwaniać z telefonu córki, więc zablokował i ten.
Cały dzień Janek miał potem na głowie Grażynę: prosiła, błagała, narzekała, iż się obrazi i wszystko powie Piotrowi…
Wieczorem nagle zjawił się Piotr wrócił z delegacji bez uprzedzenia.
Co się tam u was dzieje? zapytał od progu. Mama dzwoni, płacze, mówi, iż wyrzuciłeś ciocię Halinę na ulicę.
Janek, całując i przytulając męża, wyjaśnił:
Przyjechały bez zapowiedzi. Od razu zażądały, bym wyrzucił najemców i Andżelikę na minimum 5 lat wprowadził za darmo.
Piotrze, czy tak normalni ludzie się zachowują? Nie mają za grosz przyzwoitości?
Zresztą, z tego co wiem, już są rozpakowane u twojej mamy.
A ty czemu przyjechałeś?
Matka mnie wezwała, westchnął mąż. Ciotka też mi zawracała głowę
Może powinniśmy im ustąpić? Póki nie znajdą akademika
Janek pokręcił głową:
Piotr, akademika nie mają i nie będą mieć. choćby nie złożyły papierów. Halina była pewna, iż mają już mieszkanie. Moje!
Rozumiesz skalę ich bezczelności? Niczego nie szukały, po prostu jechały do swojej kawalerki.
Mama mówi, iż obiecałeś sześć lat temu
Nie zaprzeczyłem wtedy na pogrzebie, Piotrze. Miałem dość tych dyrdymałów.
Ciotka szaleje. Ogłosiła, iż już dla niej nie istniejemy. Swoją drogą, u mamy nie zostały za daleko do uczelni.
Wysłałem jej cztery tysiące złotych, coś sobie chyba wynajęły
I chwała Bogu! Janek uderzył dłonią w stół. To najlepsza wiadomość dnia. choćby o te pieniądze nie będę się z tobą kłócił. Dobrze, iż nas zostawiły w spokoju!
Piotr westchnął i opuścił głowę.
Janku, wynajęły pokój w jakiejś ruderze. Ciotka narzeka, iż pluskwy i sąsiedzi pijacy.
Niech się przyzwyczaja. Jak się chce mieszkać w stolicy, trzeba się umieć zakręcić, a nie liczyć na mannę z nieba od rodziny, z którą nie miało się kontaktu przez lata. Ani razu choćby nie złożyły życzeń na urodziny!
Janek odwrócił się i ruszył do sypialni, mąż poszedł za nim.
Janku, to trochę niezręcznie! Jakby nie patrzeć, rzuciliśmy je na pastwę losu.
A jeżeli stanie się coś niedobrego? jeżeli sąsiedzi będą agresywni? Jak ktoś je napadnie?
Naprawdę ci nie żal ciotki Haliny?
Janek gwałtownie odwrócił się do męża:
Piotr, ja mam córkę i rodziców, za których jestem odpowiedzialny. Mam mieszkanie, na którego zakup moja babcia ciężko pracowała.
Nie pozwolę tego roztrwonić tylko dlatego, iż ktoś, kilkaset kilometrów stąd, uznał, iż należy mu się bardziej.
Dlaczego mam się nad nimi litować? Powiedz mi!
Mąż zamilkł, a Janek dodał:
Będziesz jadł? Chodź, podgrzeję kolację. I zakończmy temat. Chcesz im pomagać pomagaj ze swojej pensji.
Ale mieszkanie jest wynajmowane, nikogo nie będę wyrzucać. I kropka.
Dobrze. Masz rację. Też bym nie był zadowolony, gdyby twoi rodzice przyjechali do moich na działkę i powiedzieli: Trochę się przesuńcie, pomieszkamy tu z dziesięć lat.
Po kolacji, kiedy Piotr wyszedł pod prysznic, Janek sięgnął znów po telefon. Na ekranie czekała nieprzeczytana wiadomość od teściowej:
Janek, tak nie można. Halina się rozchorowała ze stresu. Zawieź im trochę jedzenia.
Weź dużo, żeby starczyło na parę tygodni.
Koniecznie mięso, warzywa, owoce i czekoladki. Kawa, herbata, środki higieniczne, olej.
Można też rybę. Konserw nie bierz Halina tego nie jada. Adres:.
Janek zablokował teściową. Niech chociaż parę dni odpocznie w czarnym spisie.
***
Noc minęła względnie spokojnie nikt z rodziny nie dzwonił.
Halina pojawiła się wcześnie rano, dokładnie o siódmej.
Janek obudził się od głośnego pukania do drzwi.
Piotr spał, więc musiał otworzyć sam.
Ciotka od progu rzuciła się z wyrzutami:
Ty sobie śpisz w cieple, pod kołderką, na czystej pościeli?
Może byś się zainteresował, jak my z Andżeliką spędziłyśmy noc?
Okropnie, powiem ci! Na głowę spadały pluskwy, w pokoju zimno, brudno, podłoga lodowata!
Z prawej całą noc ktoś śpiewał Cyganeczka Zosia, z lewej kłócili się na całe gardło.
Masz w ogóle sumienie? Pozwolisz bliskiej rodzinie mieszkać w takich warunkach?
Wiesz, Janku, nie zamierzam się z tobą kłócić. Nie chcesz wyrzucać najemców? To nie! Przeniesiemy się z Andżeliką do ciebie!
Macie trzy pokoje, jedną maleńką dla nas na pewno znajdziecie. Tylko najlepiej tę największą, w końcu jesteśmy dwie!
No i nie martw się, zostaniemy tylko na chwilkę. 3-4 miesiące, może pół roku.
Potem wrócę do siebie, jak córka się już przyzwyczai.
Janek osłupiał.
Zapomnijcie o tym adresie! Nie warto jeszcze bardziej psuć relacji.
Chcecie żebym wezwał policję? Zadzwonię, żaden problem.
Ale po co wam jeszcze takie kłopoty?
Ciotka poczerwieniała tak nagle, iż Janek się przestraszył.
Ty… Ty… Oby cię pokarało, warszawiaku zadufany!
Niech ci córka całe życie sprząta po innych, bez szkoły!
Jeszcze będziesz mnie prosił o pomoc. Ale ja ci tego nie zapomnę. Świat okrągły, a los bywa przewrotny!
Janek po prostu trzasnął drzwiami ciotce przed nosem. Halina jeszcze przez chwilę krzyczała na klatce, w końcu odeszła.
***
Kłótnia z Haliną popsuła relacje z teściową Grażyna przestała się odzywać do Janka.
Piotr odwiedza matkę, dalej jej pomaga, czasem choćby przywozi wnuczkę, ale do mieszkania syna Grażyna już nie zagląda.
I Janek cieszy się, iż tak się wszystko skończyło jeden problem mniej.










![34. Finał WOŚP we Wrocławiu – atrakcje na Rynku i okolicach [PROGRAM]](https://wroclife.pl/galleryImgArt/7625/gallery/0/base.jpg?1769178019)
