Jeszcze w latach 90. kupowałam go swojej babci w jedynym większym sklepie we wsi. Lubiłam do niego wychodzić, bo resztę dostawałam dla siebie. Był cudownie mięciutki, co babunia bardzo doceniała. Mnie też było się trudno od nich oderwać. Wolałam je choćby bardziej niż batony z reklam. Potem na długie lata zniknęły, aż wreszcie znalazłam je pod domem - setki kilometrów od kochanej babci Frani.