Odwiedziła mnie dawna przyjaciółka z dzieciństwa – nigdy nie miała dzieci, świadomie wybrała życie bez dzieci, chcąc poświęcić się sobie i swoim pasjom

newskey24.com 6 godzin temu

Przyszła do mnie Ela, koleżanka z podstawówki. Zawsze była inna nigdy nie marzyła o dzieciach, nie czuła takiego głodu. Chciała żyć w swoich rytmach, trochę jak liść niesiony przez wietrzyk po ławkach warszawskich parków.

Siedziałyśmy więc zamglonego wieczoru obie mamy już sześćdziesiąt lat, a jednak czułam się przy niej znowu jak dziecko z podstawówki. Po studiach Ela zniknęła wyszła z Krakowa, jakby goniła za czymś, co czekało na nią za Wisłą. Najpierw korespondencja pocztówki ze Szczecina, listy z Poznania, a potem cisza. Nasza przyjaźń rozmyła się jak te kartki przesiąknięte atramentem.

Dopiero ostatnio, przypadkiem, usłyszałam od Zosi, iż Ela podróżuje bez końca zatrzymuje się na chwilę tylko po to, by wystawić walizkę w nowym mieście, zmienia mężczyzn jak stare notatniki, ale za każdym razem odchodzi szybciej niż przyszła. Razu pewnego miała już trzeciego męża, ale i z nim jej los spleciony był krótko. Dzieci nigdy nie miała. Nie pojmowałam tego. Przecież zwykle kobieta, jeżeli nie zostanie z mężem, to ma chociaż dziecko pod sercem, wnuki przed oczami… Może wieczorami spogląda przez okno na ich ślady zostawione wokół bloku.

Ela wróciła do naszego miasteczka na północnych obrzeżach Polski, żeby sprzedać pozostałości, zamknąć sprawy jak niedokończone rozdziały. Zwykle podnajmowała czyjąś kawalerkę, mało jej było potrzeba do szczęścia.

Spotkałyśmy się w cukierni przy rynku, wśród zapachu serników i odgłosów kościelnych dzwonów. Opowiadałam jej o sobie, ona snuła swoje historie, aż w końcu, nie wytrzymałam i zapytałam, patrząc jej w oczy odbijające szarość nieba:

Ela, powiedz mi, dlaczego twoje życie tak dryfowało? Czemu nigdy nie chciałaś dzieci? Przecież chociaż dla siebie by ktoś podał ci herbatę, gdy będziesz już bardzo stara?

Zaśmiała się cicho, trochę przekornie. Jej śmiech niósł się po cukierni jak echo.

Kasiu, jaką znowu herbatę? Naprawdę myślisz, iż twoje dziecko będzie ci coś przynosiło? Ludzie wychowują dzieci i mają nadzieję, iż te będą ich pielęgnować na starość, ale to iluzja. Dzieci są zapatrzone w ekran telefonu, a nie w gary mamy. Razem z pieniędzmi lepiej oszczędzić na porządną pielęgniarkę niż żebrać potem o zainteresowanie syna czy córki.

Nie urodziłam dziecka, bo zwyczajnie nie chciałam. Nie ciągnęło mnie do tego, by wiecznie być troskliwą, martwić się, dawać comiesięczne kieszonkowe. Po prostu zapragnęłam życia na własną nutę podróży w nieznane, smakowania świata jak nowo upieczonego chleba. Moi mężowie odchodzili, bo nie chciałam dzieci, to był ich wybór nie mój.

Teraz mam święty spokój. Żadnych wnuków na głowie, żadnego dzielenia emerytury na tych, którzy nie potrafią stanąć na nogi. Mogę wypić puchar czerwonego wina do deseru i gapić się w niebo wiedząc, iż jestem wolna.

Nie żałuję niczego. Przeciwnie, może choćby trochę współczuję tym, którzy wiązali wszystko w węzeł rodzinnego szczęścia, a teraz siedzą sami na zbyt wielkiej kanapie. I mają żal do dzieci, iż uciekły do Londynu albo Oslo. Ja nie mam tych zmartwień.
Takie mam zdanie.

Słuchałam jej i nagle wszystko stało się lżejsze. Może naprawdę nie warto mieć dzieci tylko dlatego, iż tak wypada. Może nie warto obarczać ich nadzieją, iż kiedyś zdejmą nam czajnik z gazu i podadzą tę wymarzoną herbatę.

Idź do oryginalnego materiału