Dawno temu, w Krakowie, mieszkała Zofia z mężem Stanisławem. Tamto życie dzisiaj wydaje się jej jak przez mgłę a jednak wspomnienia wracają, jakby to było wczoraj.
Pewnego chłodnego popołudnia Zofia stała przy otwartej lodówce, patrząc smutno na prawie puste półki. Już nie mogła zrozumieć, gdzie znikały wszystkie produkty. Ledwo ugotuje rosół z makaronem, a już na drugi dzień nie zostawało nic.
Próby rozmowy ze Stanisławem kończyły się zawsze kłótnią i wzajemnymi pretensjami. Dręczyło ją, iż on od wielu tygodni przesiaduje w domu pod byle pretekstem, narzekając, iż pracy jak nie było, tak nie ma. Była zmuszona sama zarabiać a wszystko, co wyciągnęła z wypłaty, wydawała na jedzenie, które znikało w niepojętym tempie. Zofia już przywykła do jedzenia suchego chleba z cienką warstwą masła i popijania cienką kawą zbożową. Po powrocie z pracy zwykle nie miała siły nic gotować tymczasem jej mąż zdawał się sądzić, iż zawsze wróci najedzona od koleżanek.
Jutro jadę do domu na wieś. Musimy pomóc Władysławowi zawołał kiedyś mąż z pokoju.
Zofia nie przejęła się tym, bo źle się czuła. Rano obudziła się z dreszczami i gorączką. Zdecydowała, iż nie wyjdzie dziś do pracy połknęła kilka tabletek, zawinęła się w pierzynę i zapadła w niespokojny sen.
Jednak ciszę przerwał szelest dobiegający z kuchni. Słyszała trzaskanie garnkami i ciągłe otwieranie drzwi od lodówki. Po chwili rozległo się ciche podśpiewywanie. Zdziwiona i rozdrażniona Zofia wyszła z łóżka. W kuchni zastała Halinę, siostrę Stanisława, z którą ledwie rozmawiała od miesięcy.
Halina była przekonana, iż brat ma obowiązek pomagać nie tylko swojej żonie, ale i całej rodzinie. Często zresztą w domowej kasie brakowało pieniędzy, bo Stanisław nie umiał odmówić Halinie. Teraz widziała, jak szwagierka sięga po kiełbasę, masło i wkłada wszystko do własnych pojemników.
O, dzień dobry! rzuciła Halina, zaskoczona.
Czemu ty nie w pracy? próbowała brzmieć beztrosko, ale po oczach było widać zmieszanie.
Jestem chora. Mąż wie, iż przyszłaś?
Stanisław sam dał mi klucze do waszego mieszkania.
Czyli to nie mąż ma taki apetyt, tylko tobie ręce się kleją do cudzych rzeczy.
To mój brat, mogę przyjść i zabrać trochę jedzenia dla moich dzieci!
Twój brat nie pracuje, nic nie kupuje, a ja nie mam zamiaru utrzymywać dwóch rodzin, zwłaszcza za własne pieniądze!
Myślisz, iż sobie poradzę sama? Mam przepraszać za kilka plasterków kiełbasy?
Oddaj mi klucz, inaczej zadzwonię po milicję. Chyba zapomniałaś, iż to mieszkanie nie należy do twojego brata, a tym bardziej do ciebie.
Milicję z powodu kilku złotych? O Jezu! Bierz swoje klucze, skąpico! Powiem Staszkowi, jaką ma żonę!
Może i dobrze. Znajdzie sobie taką, która lepiej się z tobą dogada.
Zofia rozpłakała się w pustym mieszkaniu przez tyle miesięcy robili z niej głupka. Nikt by nie uwierzył, iż to szwagierka wykrada jedzenie i zostawia w lodówce tylko stary chleb. Najgorsze, iż Stanisław o wszystkim wiedział i udawał, iż to on tyle je.
Ale adekwatnie nie powinna była się dziwić w końcu matka Haliny też lubiła przychodzić po cukier, mak czy trochę mleka na chwilę. U nich to była normalka co zobaczą, to zabiorą. Decyzję podjęła szybko: zadzwoniła do męża i oświadczyła, iż składa pozew o rozwód.
Daj mi wrócić, pogadamy spokojnie. Nie rób scen błagał Stanisław przez telefon.
Nie chcę już rozmawiać. Mam już dość.
Takich ludzi nie da się zmienić. Szkoda tylko zmarnowanych lat młodości, które oddała niewłaściwej osobie. Wtedy poczuła, iż Stanisław stał się dla niej kimś zupełnie obcym. Mogła to zakończyć dużo wcześniej…










![34. Finał WOŚP we Wrocławiu – atrakcje na Rynku i okolicach [PROGRAM]](https://wroclife.pl/galleryImgArt/7625/gallery/0/base.jpg?1769178019)
