Za mąż wyjść nie mogę się już doczekać Ali bardzo zależało na szczęśliwym zamążpójściu. Nieszczęśliwie „wyszła” już raz – rozwód po zdradzie męża i przyjaciółki, samotność i wychowywanie dwudziestoletniego syna Artura. Po ponad dziesięciu latach, gdy została doktor habilitowaną filologii i kierowniczką katedry na uniwersytecie pedagogicznym, próbowała znowu znaleźć miłość – niestety bez powodzenia. Pretendenci z polskiego podwórka rozczarowywali ją swoimi intencjami. Gdy już straciła nadzieję, pojawił się ON – Wahid, były student z Algierii, obecny właściciel stacji benzynowej, tryskający urokiem wschodniego przystojniaka. Rozkwita krótki, namiętny romans, ale różnice kulturowe i rodzina Wahida sprawiają, iż ich drogi się rozchodzą. Ala próbuje jeszcze poskładać życie prywatne – syn się żeni, były mąż wraca w jej życie, a ona zaczyna godzić się z przeszłością i odnajduje szczęście… na swój sposób – między wnuczką Alią, powrotem do Dymka i robieniem na drutach skarpetek z arabskimi wzorami.

twojacena.pl 5 godzin temu

Dziś znów zastanawiam się, jak to życie potrafi być przewrotne. Jeszcze niedawno wydawało mi się, iż jestem już po przejściach, a dziś… No właśnie.

Kiedy miałam niecałe trzydzieści lat, nagle i brutalnie zakończyło się moje małżeństwo. Byłam wtedy młodą mamą dwudziestoletniego dzisiaj syna, Bartka. Pamiętam tamten dzień aż za dobrze wróciłam z delegacji dzień wcześniej, a w sypialni mój wtedy jeszcze mąż, Michał, w pośpiechu poprawiał pościel. W kuchni natomiast moja najlepsza przyjaciółka, Agnieszka, parzyła kawę w mojej satynowej koszuli nocnej! Typowa scena z kiepskiego filmu… Rozwód był natychmiastowy, a przyjaciółka zniknęła z mojego życia na zawsze. Bez zbędnych dram, liczy się odpowiedzialność za swoje czyny. Michał wyleciał na bruk z walizkami, Bartkowi zabroniłam z nim kontaktu. Żal? Owszem, ale silniejsza była duma.

Minęły ponad dziesięć lat. W tym czasie obroniłam najpierw doktorat, potem habilitację z filologii polskiej. Zostałam profesorką na uniwersytecie pedagogicznym w Krakowie, gdzie od lat kieruję katedrą. Spełniałam się naukowo, byłam ceniona przez studentów i współpracowników. Ale samotność potrafi dopiec choćby najambitniejszej kobiecie. Przez całą tę dekadę nie porzuciłam nadziei, iż jeszcze spotkam odpowiedniego mężczyznę. Nie czułam się stara przecież wcale nie chciałam jeszcze dziergać skarpet czy wyszywać serwetek.

Kandydatów rzeczywiście nie brakowało jeden już po pierwszym spotkaniu zaproponował mi ślub. Bezczelnie pożyczył ode mnie pieniądze, bo przecież już prawie jesteśmy rodziną, i już go nie widziałam. Inny z kolei wdowiec szukał matki dla swoich dzieci. Zaprosił mnie na kolację w swoim domu, prosząc, żebym ugotowała coś pysznego dla całej trójki jego pociech. Od razu miałam zostać opiekunką. Chociaż serce mi zmiękło na widok tych dzieci, wiedziałam, iż nie dam rady nie takim kosztem. Może jestem egoistką tłumaczyłam sobie.

Z roku na rok szanse na znalezienie bratniej duszy malały. Już niemal się poddałam i postanowiłam uwolnić się od resztek złudzeń, kiedy pojawił się On.

Adam student z Poznania, dziś już po studiach, kilka lat młodszy ode mnie. Uczył się kiedyś w mojej grupie, byłam jego wykładowczynią. Po studiach został w Krakowie, otworzył warsztat samochodowy. Zupełnym przypadkiem spotkaliśmy się na stacji benzynowej okazało się, iż to jego firma. Zamieniliśmy kilka zdań, powspominaliśmy czasy uniwersyteckie, pośmialiśmy się do łez. Adam dał mi swoją wizytówkę ot, na wszelki wypadek. Zaczęłam regularnie wpadać do jego stacji tankować auto, a przy okazji rozmawiać z nim coraz dłużej.

Zauważyłam, iż stara się pokazać z najlepszej strony: zaprosił mnie do restauracji, na koncert Filharmonii Krakowskiej… Nie dowierzałam, podejrzewałam podstęp albo żart. Jednak Adam był wytrwały. Pamiętałam go z czasów studenckich zawsze wyróżniał się na tle innych. Pilny, zaangażowany, do tego niezwykle uprzejmy. A iż był przystojny, to żadna tajemnica wszystkie studentki go podziwiały.

Nawet kiedyś, jeszcze na studiach, podarował mi małą, ozdobną szkatułkę z liścikiem w środku. Po przeczytaniu zrobiłam się czerwona jak burak. Potem pobladłam i w emocjach porwałam liścik na kawałeczki. Pisał Pani Profesor! Kocham Panią!. Ja zaś przekonana, iż sobie ze mnie żartuje wręczyłam mu szkatułkę i uciekłam z gabinetu. Następnego dnia, Adam z westchnieniem zapytał o wybaczenie. Przyjęłam przeprosiny, wysłałam go na zajęcia. Nigdy potem już się do mnie nie zbliżył. A teraz znowu los wrzucił go na moją drogę.

Tym razem jednak postanowiłam Czemu nie? Teraz jesteśmy tylko kobietą i mężczyzną. I tak rozpoczął się krótki, szalony romans, który do dziś pamiętam z uśmiechem. Adam był inny niż wszyscy. Czuły, energiczny, romantyczny. Różnica wieku w ogóle nie przeszkadzała czasem czułam się przy nim jak nastolatka.

Zaczęliśmy się choćby żartobliwie inaczej nazywać. Ja mówiłam na niego Adaś, on na mnie Aldona. Czułam się spełnioną kobietą kochaną, ważną. Jednak Adam nigdy nie wspomniał o ślubie. Wiedziałam, iż planuje wyjechać za granicę, wrócić do rodziny w Wielkopolsce. Tam już czekała narzeczona, wybrana przez rodziców młodziutka, dziewczyna z dobrego domu. Ja nie miałabym odwagi rzucić wszystkiego, opuścić Kraków, Bartka, mojej mamy. Adam, choćby jeżeli by chciał, nie postawiłby się rodzinie. Nie miałabym u nich żadnych szans za stara, do tego z dzieckiem.

Zdecydowałam więc oddam mu całą swoją czułość, ile tylko zostało mi w sercu. A później… niech się dzieje, co chce. Wiedziałam, iż te ostatnie chwile bycia szczęśliwą są warte każdej ceny. choćby jeżeli później znów czeka mnie samotność. Mówiłam mamie o tym z rozbrajającą szczerością. Mama była przeciwna. Aldonka! Po co ci ten Adam? Mało ci naszych chłopaków? Nigdy się na to nie zgodzę! przekonywała mnie zawzięcie.

Mamo, Michał mnie zdradził, nie pamiętasz? odbijałam piłeczkę. Ach, daj spokój! Sto razy już żałował. Gdybyś go nie zaniedbała przez te twoje prace naukowe, to może by się nie pogubił. A zresztą, kto jest bez winy? nie dawała za wygraną.

Zwróciłam jej uwagę: No a ty? Nigdy nie wybaczyłaś tacie, choć on też żałował. Westchnęła tylko: Tata porzucił nas zanim się urodziłaś. Potem dorobił się trójki dzieci na boku i wrócił. Mam miała przygarnąć go z całą gromadką? Zresztą, Michał od lat czeka, aż go weźmiesz z powrotem. Bartek go kocha.

Odpowiadałam, iż nie myślę o zamążpójściu za Adama. Poczekam, aż sam odejdzie. Sama nigdy go nie zostawię. Mama skwitowała to dobrodusznym: Eh, córciu stara baba też cukru się dorwie.

Tak minęły trzy lata. Adam w końcu pożegnał się ze mną. Będę się odzywał, ukochana obiecał. Byłam przygotowana na ten moment, ale i tak łzy cisnęły mi się do oczu. Na pożegnanie ofiarował mi tę samą szkatułkę, którą dostałam od niego dawno temu. W środku było pierścionek w kształcie dwóch aniołków trzymających brylantowe serce. Swoje serce zostawiam Tobie, Aldono wyszeptał i wyjechał do Poznania.

Rok później przysłał zdjęcie ze ślubu z podpisem: Moja żona Marysia. Po kolejnym roku następne zdjęcie: Moja druga żona Ewa. Śmiał się, iż do Wielkopolski wracają różne tradycje. Oglądając te meldunki z jego życia, nie czułam zazdrości co mogą wiedzieć o miłości te młode dziewczyny? Mnie satysfakcjonował jedynie jego smutny wyraz twarzy na zdjęciach. Może tęskni? A może już zapomniał… Stara miłość rdzewieje, kiedy pojawia się nowa.

Życie toczy się dalej. Baśń dobiegła końca. Przewróciłam stronę. Bartek ożenił się, a ja powitałam synową. Kiedy czternaście miesięcy później urodziła się moja pierwsza wnuczka, poprosiłam, by dali jej na imię Aldona chciałam, by ślad mojej gorącej miłości przetrwał choć symbolicznie.

Byłego męża, Michała, przebaczyłam a może już tylko pożałowałam. Próbował wrócić przez moją mamę I w końcu przekonała mnie, żebyśmy spróbowali jeszcze raz: Każdy błądzi, wszystko można naprawić a kto z nas jest wolny od pokus?.

Dziś ja i Michał jesteśmy razem. Staramy się trzymać blisko. A ja, ze śmiechem, kończę kursy dziergania i robię maleńkiej Aldonce skarpetki z motywami inspirowanymi arabskimi wzorami na pamiątkę historii, która rozgrzewa moje serce choćby w chłodne krakowskie wieczory.

Idź do oryginalnego materiału