Wiera wracała do domu z ciężkimi siatkami, spiesząc się, by zdążyć na kolację. Jej myśli krążyły wokół obowiązków – przygotować obiad, nakarmić chłopców, pomóc młodszemu z lekcjami. Gdy z daleka zauważyła karetkę pod blokiem, przyspieszyła kroku, przekonana, iż może to jej mąż znowu źle się poczuł. Na szczęście okazało się, iż to do starszej sąsiadki, pani Niny, która mieszka zupełnie sama. Wiera zgodziła się zaopiekować jej kotką, Murką, i wzięła klucze do mieszkania. Przy okazji dowiedziała się, iż Nina Aleksandrowna ma córkę – panią Sylwię, z którą nie rozmawia od lat. Kiedy Wiera zadzwoniła, aby powiadomić ją o nagłej hospitalizacji matki, córka nie chciała słyszeć o pojednaniu i odrzuciła wszelkie prośby. Jednak właśnie te słowa Wiery w końcu zasiały w Sylwii wątpliwości… Czy zdąży pojednać się z matką przed Nowym Rokiem? I czy czasem to właśnie szczera rozmowa sąsiadki może uratować relacje rodzinne? Poruszająca opowieść o przebaczeniu i drugiej szansie na pojednanie, która rozegrała się na przedmieściach Warszawy tuż przed Nowym Rokiem.

polregion.pl 2 godzin temu

Wiera śpieszyła się do domu z ciężkimi siatkami pełnymi zakupów. Myśli krążyły jej wokół tego, co ugotować dziś na kolację, czym nakarmić chłopaków, a z młodszym jeszcze powtórzyć lekcje.

Już z daleka zauważyła pod blokiem karetkę pogotowia. Ogarnął ją niepokój jej mąż od lat chorował, a jeżeli tym razem jest na tyle źle, iż musieli wezwać karetkę?

Do piętnastki państwo wzywali? zapytała z drżącym głosem kierowcę.

Nie, do czternastki, starszej pani się zrobiło słabo odpowiedział spokojnie.

Kamień spadł jej z serca. Czyli nie do nich. Najwyraźniej do sąsiadki, pani Janiny Kowalskiej. Też przykro, bo staruszka mieszkała zupełnie sama i miała już prawie osiemdziesiąt lat.

Przecież u pani Janiny jest kotka… jeżeli zabiorą ją do szpitala, ktoś musi się nią zająć rozważała Wiera, wchodząc na swoje piętro.

Przy drzwiach mieszkania sąsiadki panował gwar. Otwarte na oścież drzwi, nosze i jej mąż, Andrzej, pomagający ratownikowi prowadzić starszą panią.

Zaraz jeszcze kierowca podejdzie, pomożemy razem rzucił ratownik.

Pani Janina, na widok Wiery, rozpromieniła się:

Wieruńciu… Zabierają mnie do szpitala, zostawię ci klucz. Będziesz doglądać moją Felkę? Jedzenie ma na stole w kuchni, kuweta stoi, raz dziennie proszę przestawić, nie brzydź się. Mam nadzieję, iż na Sylwestra wrócę… i podała Wierze kluczyk.

Jasne, zajmę się twoją kotką. Proszę tylko gwałtownie wracaj do zdrowia! Wiera ujęła ciepło dłoń sąsiadki.

Proszę leżeć, nie wolno się już ruszać upominał ratownik. O, nadchodzi pomoc, to już wszyscy…

Zaczekaj, powiedziała pani Janina. Wieruńciu, mam jeszcze jedną prośbę. Na szafce w korytarzu leży kartka z numerem telefonu. jeżeli ze mną będzie źle, zadzwoń tam. To do mojej córki, Edyty. Pokłóciłyśmy się wiele lat temu, nie odzywa się do mnie…

Wiera obiecała, iż wszystko się ułoży. Gdy sąsiadkę zabrano, wzięła kartkę z numerem, sprawdziła, czy z Felką wszystko w porządku i zamknęła mieszkanie.

Zobacz, tyle lat mieszkamy na jednym piętrze, a ja choćby nie wiedziałam, iż pani Janina ma córkę powiedziała potem Andrzejowi, gdy wrócił do mieszkania.

Ja też, nigdy nikogo u niej nie widziałem odpowiedział Andrzej. Kolacja dziś będzie?

Wiera westchnęła i rzuciła się w wir domowych obowiązków. Kiedy wysłała chłopców spać, przypomniała sobie o córce sąsiadki. Wzięła kartkę wyrwaną z notesu, na której był zapisany numer, i zamyśliła się.

Spojrzała na zegarek było już późno. choćby gdyby dodzwoniła się do nieznanej Edyty, to i tak nie wpuszczą jej teraz do szpitala.

Następnego dnia podczas karmienia i głaskania Felki znów wróciła myśl o telefonie do córki pani Janiny. Kotka wdzięcznie wdrapała się jej na kolana i zaczęła mruczeć, a Wiera zastanawiała się zadzwonić czy nie.

W końcu się zdobyła:

Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Edytą? zapytała, gdy odebrano połączenie. Jestem sąsiadką pani mamy. Pogotowie zabrało ją wczoraj do szpitala. Może by ją pani odwiedziła…

Nie interesuje mnie ta kobieta odpowiedziała zimno Edyta. Od lat nie jest dla mnie matką.

Pani chyba żartuje! uniosła się Wiera. Bez względu na dawne żale! Przecież może się nie wykurować… Naprawdę aż tak się pani na nią obraziła, iż nie chce jej choćby zobaczyć?

Proszę się nie wtrącać w nieswoje sprawy! ucięła Edyta.

Nie ma pani serca! Gdybym mogła choć na chwilę ujrzeć moją własną mamę, oddałbym połowę życia! Proszę mi wierzyć, kiedy odejdzie, zrozumie pani bardzo wiele. Opiekowałam się mamą przez sześć lat ciężko było, bywało różnie. choćby miejscami już nie dawałam rady. Pani sobie nie wyobraża, co znaczy opiekować się osobą leżącą… A teraz, po tylu latach, myślę, iż wolałabym jeszcze ileś lat ją pielęgnować, byleby była żywa!

Wiera odłożyła roztrzęsiona słuchawkę.

No widzisz, Felu zwróciła się do kotki. jeżeli twoja pani nie wyzdrowieje, będziesz musiała zamieszkać u nas. Mam nadzieję, iż z naszym Bazylem się dogadacie. Dzwoniłam dziś do szpitala pani Janinie wcale nie jest lepiej…

Zbliżał się Sylwester. Wiera z Andrzejem wracali z zakupami, Andrzej niósł niedużą, pachnącą jodłę.

Przytrzymajcie proszę drzwi! zawołała Wiera do dwóch kobiet wchodzących do klatki schodowej, po czym zawołała:

Andrzeju, szybciej!

Mąż pospieszył się z choinką.

Nagle Wiera spojrzała na kobiety wchodzące do klatki i zamarła.

To pani?! wykrzyknęła. Pani Janino, została pani już wypisana?!

Tak, wymogłam, czuję się lepiej, mogłam wrócić na święta. A to moja córka, Edyta! twarz pani Janiny promieniała radością.

My już się znamy, zaśmiała się Edyta. Choć do tej pory jedynie przez telefon.

Wszyscy weszli razem na piętro, Edyta troskliwie prowadziła matkę pod ramię, a potem na ucho powiedziała do Wiery:

Dziękuję pani, iż otworzyła mi pani oczy. Mogę później na chwilę wpaść?

Oczywiście Wiera kiwnęła zaskoczona głową.

Pół godziny później Edyta zapukała do drzwi, z domowym sernikiem. Siedzieli przy herbacie, a Edyta opowiadała:

Pokłóciłyśmy się z mamą dziesięć lat temu o głupstwo. choćby nie pamiętam już dokładnie o co. Była nauczycielką, często mnie pouczała, wtedy też próbowała wychowywać, ja się wściekłam. Zerwaliśmy kontakt. Rok nie rozmawiałyśmy obie uparte do granic… Później życzenia składane przez telefon, z okazji świąt i tyle.

Powiedziałam jej przecież wtedy, iż lepiej, żeby jej nie było, niż by miała mnie ciągle wychowywać…

Po pani telefonie, Wiero, najpierw pomyślałam nawet, iż dobrze się stało. Ale potem, gdy powiedziała mi pani o swojej mamie, zrobiło mi się strasznie. Przecież odejście mamy to jak odebranie dzieciństwa. Nie miałabym już do kogo mówić mamo. Zostaje się wtedy samemu…

Edyta mówiła, iż dwa dni rozważała jej słowa, a potem, odłożywszy dumę, poszła do mamy do szpitala.

choćby pani nie wie, jak bardzo jej to pomogło zaraz po mojej wizycie zaczęła dochodzić do siebie. Już nigdy jej nie zostawię! ciepło pożegnała się z sąsiadami i pobiegła z powrotem do mamy.

Co ty jej nagadałaś? zdziwił się Andrzej, gdy Edyta wyszła.

Chyba po prostu powiedziałam prawdę… Tylko prawda otwiera oczy odpowiedziała cicho Wiera. Kochany, nie zapomnij dziś zadzwonić do swojej mamy. A może lepiej pójdziemy do niej na Sylwestra? W końcu mamy już tylko jedną mamę na dwoje…

Idź do oryginalnego materiału