Wczesna śmierć 💡

newsempire24.com 4 godzin temu

Wczesny poranek w mrocznym mieście, a on Nikodem kroczy po brukowanych ulicach, chwiejny po nocnym kieliszku wódki. Gdzie się wylądował? Nie obchodziło go to. Miasto było jego i nogi same wiedziały, dokąd prowadzą. Myślał głośno, jakby szukał odpowiedzi w pustym powietrzu.
Dlaczego właśnie tak wygląda moje życie? Mam dwadzieścia siedem lat, a koledzy mają już dzieci w szkole, a wszystkie dziewczyny odchodzą po miesiącu przynajmniej w najlepszym wypadku. Czy jestem brutalny? Nie, może trochę. Taki właśnie powinien być mężczyzna uśmiechnął się NikNik. Jedyną rzeczą, którą udało mi się zbudować, jest biznes. Nie zostanę milionerem, ale wystarczy mi na przyzwoite życie.

Nagle zatrzymał się, chwycił się za głowę, z oczu popłynęły łzy.
Oddałem fortunę lekarzowi, a on mówi: Nic nie mogę zrobić. Idź do jednego z warszawskich gwiazd, ale i on nie pomoże. Jutro pojeżdżam tam.

Stał przy moście, spojrzał na czarne wody Wisły.
Zanurzyć się? Rzeka jest głęboka, wszystko zmywa w dół mruknął, patrząc ponownie. Nie, nie dam się zatonąć. Zimno. Socrates też nie dostanie się pożywienia. Wrócę do domu.

Gdy ruszał po moście, zobaczył pośrodku młodą kobietę z plecakiem, w którym kręciło się niemowlę. Stała, wpatrzona w wodę, po czym podeszła do barierki, rozłożyła ramiona i Nikodem rzucił się do niej. Złapał ją za talię, przyciągnął do siebie i razem upadli na bruk. Dziecko zaczęło płakać.

Co ty, głupczu? krzyknął, nagle trzeźwiejąc.
Czego chcesz? Dlaczego wtrącasz się w sprawy, które nie są twoje? wyłkała się z rozpaczą.
Wydawało mi się, iż wczesna śmierć cię spotka skinął w stronę płaczącego malucha. A on jeszcze bardziej. Wstań i wróć do męża albo matki! Kto cię tam czeka?
Nie mam domu, męża ani matki. Nie mam nikogo!
To ja cię wciągam w to położył ją i dziecko na nogi. Ruszajmy.
Nie pójdę z tobą. Może jesteś maniakiem!
Zanurzyć się można zawsze, proszę! A z maniakiem? pociągnął ją za rękę. Chodź!

Idąc nocnym miastem pod płaczem dziecka, Nikodem nie wytrzymał:
Dlaczego on ciągle płacze?
Głodny? zapytała kobieta, przyciskając niemowlę do siebie.
Daj mu mleka.
Nie mam mleka, nie mam pieniędzy.
I rozumu też nie mam dodał mężczyzna, spoglądając na nocny market. Tam jest sklep spożywczy, idziemy po mleko.

W sklepie kasjer i ochroniarz spojrzeli nieufnie. Nikodem chwycił wózek, skinął na kobietę:
Idźmy. zwrócił się do kasjerek. Gdzie jest mleko?
Tam, wskazała palcem.

Podszedł do lodówki, wyjął paczkę.
Weź ile potrzebujesz! rozkazał.
Jedno, wzięła małą paczkę.
Weź więcej. Bierz tyle, ile potrzebujesz! poczekał, aż wrzuciła koszyk. Co jeszcze?
Pieluchy.
Pieluchy to co?
Leżą tam uśmiechnęła się przez łzy.
Weź!
A chusteczki nawilżane?
Proszę.

Stanął przy kasie, podał kartę.
Przyjmujemy tylko gotówkę, odparł kasjer.
Wyciągnął zaciśniętą paczkę dwutysięcznych złotych, podsunął jedną.
Nie ma reszty.
Dać resztę na czekoladę, wskazał palcem na półkę.

Weszli do mieszkania. Kobieta spojrzała zdumiona, a gospodarz zdjął buty, pobiegł do lodówki, wyciągnął rybę i rzucił ją kotu o imieniu Sokrates, po czym nalał sok i pił go łapczywie. Po napiciu podszedł do gościa:
Będziesz spać w tym pokoju wskazał. Kuchnia, łazienka, toaleta. Idę spać.

Zatrzymał się i odwrócił:
Jak masz na imię?
Grażyna.

Wygląda na to, iż nie jesteś maniakiem! weszła do kuchni, włączyła gaz, postawiła czajnik. O rany, głupia! Miałam się utopić! Gdyby nie ten szaleniec. Co my z Rafałem robilibyśmy nocą na dworze? Zmarzłoby nas. Jutro i tak mnie wyrzuci. Dobra, dziś przynajmniej będziemy w cieple.

Czajnik zaszedł, Grażyna pobiegła do wskazanego pokoju, położyła płaczącego malucha na łóżko, wyciągnęła z plecaka butelkę mleka, wróciła do kuchni, umyła, nalała mleka rozcieńczonego wodą. Dziecko wypiło całość i zasnęło. Przetrzeć go chusteczką, założyła pieluchę i położyła obok siebie.

Poszła do toalety, umyła się, wróciła do kuchni, przypomniała sobie, iż nie jadła od rana. Otworzyła lodówkę, ręka sama chwyciła kawałek wędzonej kiełbasy, przełknęła, przygryzając bułkę, ser i kolejną porcję. Gdy głód ustąpił, pomyślała, iż nie zachowywała się przyzwoicie. Zmęczona położyła się obok synka i zaraz zasnęła.

Rankiem, po kilku nocnych pobudkach, karmiła chłopca, który miał już osiem miesięcy i nie przestawał jeść. Usłyszała, jak właściciel mieszkania wstaje.
Czas, powiedziała ostro, by nie obudzić dziecka. Nic dobrego nie trwa wiecznie.

Mężczyzna coś gotował na patelni. Grażyna gwałtownie umyła się i weszła do kuchni.
Siadaj! skinął na krzesło. Zaraz zrobię jajecznicę.
Ty lepiej usiądź! popchnęła go lekko od kuchenki.

Posypała jajecznicę świeżym koperkiem, sprawdziła szklanki, dokładnie je wypłukała i przyrządziła kawę. On rozmawiał przez telefon, wydawał rozkazy, kłócił się z kimś. Grażyna czuła, iż mężczyzna jej nie zauważa. Zjadł, wypił kawę i wstał.

Wszystko, zaraz mnie wyrzuci! szepnęła, zamarła w napięciu.
Grażyno, słuchaj! Jadę na tydzień do Warszawy. Najważniejsze, nakarm kota, ma na imię Sokrates. Nie dawaj mu żadnych Kiciaków! On je świeżą rybę, mięso. Nie wchodź do mojego gabinetu! W pozostałych pokojach rób, co chcesz.

Z sypialni dobiegł płacz. Grażyna podskoczyła, spojrzała na mężczyznę.
Idź! skinął.

Po pięciu minutach wróciła z dzieckiem na rękach. Na stole leżały kilka dwutysięcznych złotych:
Myślę, iż na tydzień ci wystarczy, wskazał na pieniądze. Idę.

Zrobił krok w stronę drzwi, a maluch wyciągnął do niego małe rączki i bełkotał papa. Nikodem poczuł dziwny dreszcz w sercu, choć nigdy nie był ojcem.
Grażyno, mogę wziąć go na ręce? zapytał niepewnie.
Weź! podała mu dziecko, na jej twarzy rozbłysła uśmiech. Nigdy nie trzymałeś dziecka?
Tak!

Dziecko radośnie machało rączkami, a Nikodem patrzył na nie zachwycony.
Nigdy nie będę miał syna, zmrużył oczy i oddał dziecko matce.

Odszedł.

Powrót do domu był przygnębiający. Ten warszawski gwiazdor powiedział mu, iż nie będzie miał dzieci. Humor fatalny:
Po co mi tyle pieniędzy, czteropokojowe mieszkanie, Kia? Mężczyzna ma zarabiać na rodzinę. W mieszkaniu zawsze bałagan, a w Kia siedzi siedmiu pasażerów.

Zszedł do swojego mieszkania, które lśniło czystością. Na twarzy kobiety rozświetlał się winny uśmiech.
Papa! przebłysnęły przed oczami małe rączki dziecka.

Torba z rzeczami upadła na podłogę, a ręce same sięgnęły po malucha

Idź do oryginalnego materiału