Rodzina męża zapomniała o moich czterdziestych urodzinach – postanowiłam odpłacić tym samym na wielkim jubileuszu teściowej! Jak jedno „zapomniane” życzenia zmieniły układ sił przy rodzinnym stole

newskey24.com 3 godzin temu

Czemu ten telefon taki cichy dziś wieczorem? Myślisz, iż może zasięg kiepski? Albo pomylili dni? Przecież nie mogli o mnie zapomnieć, Paweł Przecież to okrągłe urodziny, czterdziestka, nie byle co Jagoda obracała w dłoni kieliszek czerwonego wina, patrząc na ciemny ekran telefonu leżącego na śnieżnobiałym obrusie.

Paweł unikał jej wzroku, skupiał się na pieczonej kaczce na talerzu. Przeżuwał powoli, jakby chciał oddalić odpowiedź, której i tak nie uniknie. W pokoju były zapalone świece, delikatnie grała polska kolęda, w powietrzu unosił się zapach świerku i mandarynek Jagoda miała urodziny w grudniu, zaraz przed świętami. Sama pieczołowicie szykowała kolację przez dwa dni, bo wiedziała, iż zwykle w taki wieczór pojawia się rodzina Pawła. Albo przynajmniej zadzwonią.

Jaga, znasz przecież moją mamę wymamrotał w końcu Paweł i odłożył widelec. Pewnie znowu problem z ciśnieniem miała. Albo siedzi na działce, wiesz jak to jest Chociaż zimą raczej nie przy sadzonkach… Po prostu zapomniała pewnie, wiek robi swoje. A Kamila Kamila cały czas w pracy, ona ma teraz gorący okres.

Kamila to chyba cały czas ma gorący okres, gdy coś ode mnie chce Jagoda uśmiechnęła się kwaśno. Ale jak trzeba dzieci podrzucić na weekend albo kasę pożyczyć, to jakoś numer do mnie pamięta.

Odeszła od stołu i stanęła przy oknie. Za szybą tańczyły grube płatki śniegu. Czterdzieści lat. To już coś. Czekała na ten dzień, myślała, iż rodzina Pawła, której przez piętnaście lat była kucharką, szoferką i opiekunką na każde zawolenie, okaże jej dziś przynajmniej odrobinę pamięci i szacunku. A jej nie było choćby na zdjęciu w ich kalendarzu.

Nie przejmuj się, najważniejsze, iż jesteśmy razem Paweł objął ją cicho. Ja ci życzenia złożyłem. I prezent taki jak chciałaś.

Rzeczywiście, voucher do SPA był cudowny i o tym marzyła od lat. Paweł kochał ją, była tego pewna. Ale zawsze był słaby wobec matki, Janiny, i bezczelności młodszej siostry Kamili. Zamiast stawić im czoła, chował głowę w piasek, mając nadzieję, iż wszystko się ułoży.

Jestem spokojna, Pawle wyszeptała, spoglądając w ciemne okno na swoje odbicie. Wyciągam wnioski.

Długo je wyciągała. Rok temu dzień matki Pawła Janiny był świętem. Jagoda wzięła urlop, zamówiła restaurację, negocjowała zniżki, sama upiekła piętrowy tort, pół nocy składała wzruszający filmik ze zdjęć z rodzinnych albumów, żeby oszczędzić przyszłą teściową.

Co dostała w ramach podziękowania? Chłodne dziękuję, następnym razem daj więcej kremu do tortu i żel pod prysznic za dwanaście złotych, z naklejką promocyjną ze Stokrotki.

A Kamila? Kamila zawsze wymagała:
Jagódka, odbierz małych z przedszkola, bo nie zdążę na paznokcie,
Jagódka, pomóż napisać pracę zaliczeniową, przecież to chwila dla ciebie,
Jagódka, pożycz sukienkę na firmową imprezę.
I Jagoda zawsze dawała, odbierała, pożyczała. Wydawało się jej, iż rodzina to relacja wzajemna: co dasz, to wraca.

Telefon nie zadzwonił tamtej nocy. Ani następnej. choćby jeden SMS z obrazkiem goździka się nie pojawił, choć wszyscy lubili rozsyłać takie laurki na imieniny czy święta kościelne.

Minął tydzień pełen niemego zawodu. Jagoda czekała. Zastanawiała się, ile im zajmie, by przypomnieć sobie o niej. Siedem dni.

Ekran nagle rozbłysł: „Kamila”.

Hej, jubilatko! radosny głos szwagierki aż dzwonił w uszach. Słuchaj, mam prośbę. Lecimy z mężem na weekend do Krakowa, trochę odpocząć. Weźmiesz do siebie naszego Dyzia? Znasz go, u ciebie nie będzie tęsknił, a hotele dla psów zdzierają straszne pieniądze!

Jagoda, wyrabiając ciasto na drożdżówkę, zamarła z telefonem przy uchu.

Cześć, Kamila odpowiedziała powoli. A nie masz ochoty mi czegoś powiedzieć? Tak o zeszłym tygodniu?

O co chodzi? zdziwienie Kamili było szczere. Aaa, urodziny! No sorry, Jagódka! Tyle na głowie, wypadło mi z pamięci. Nie obrażaj się, przecież się znamy. Spóźnione najlepszego! Szczęścia, zdrowia, buziaki. To jak z Dyzkiem? Podwieziemy go w piątek wieczorem.

Dyziek był ogromnym, nieokrzesanym labradorem, który za ostatnią wizytą przegryzł Jagodzie nowe buty i zdrapał tapetę w przedpokoju.

Nie odpowiedziała krótko.

Co „nie”? Kamila nie mogła pojąć.

Nie wezmę Dyzia.

Na linii zapadła gęsta, szeleszcząca cisza.

W jakim sensie „nie weźmiesz”? Oszalałaś?! Mamy oddać bilety? Już hotel opłacony! Zawsze brałaś!

Zawsze brałam. Więcej nie wezmę. Mam inne plany. Hotel dla psów działa całą dobę.

Ty to chyba żartujesz Kamila zaczęła cedzić słowa. Czterdzieści lat, a robisz sceny, bo zapomniałam kartki wysłać. Dziecinada! Zadzwonię do mamy, opowiem, jak się teraz zachowujesz wobec rodziny.

Zadzwoń odpowiedziała spokojnie Jagoda i się rozłączyła.

Oddech jej się rwał, ale wewnątrz rozlewało się wcześniej nieznane poczucie ulgi. Po raz pierwszy powiedziała „nie”. A świat się nie zawalił. Ciasto więc spokojnie rosło pod ściereczką.

Wieczorem Paweł wrócił z pracy jeszcze bardziej przygaszony. Najwyraźniej mama z siostrą już go „wzięły w obroty”.

Jaga, mama dzwoniła Kamila płacze, miała plany. Może byśmy jednak wzięli psa? Dla świętego spokoju?

Jagoda długo patrzyła mężowi w oczy.

Paweł, zapomnieli o mojej czterdziestce. choćby się nie zająknęli, nie przeprosili. Kamila zadzwoniła, bo akurat potrzebowała darmowego hotelu dla psa. Widzisz, iż to jest gra tylko w jedną stronę?

Wiem westchnął Paweł, siadając przy stole. Ale to przecież rodzina…

Właśnie, rodzina powinna się szanować. A ja nie jestem służącą. Od dziś się to zmienia.

Paweł nie protestował. Psa nie wzięli. Kamila musiała wydać na psi hotel dwieście złotych i przez dwa tygodnie Jagoda była persona non grata. Rozmawiano o niej za plecami, nazywając ją „pamiętliwą histeryczką”.

Czas płynął, aż zbliżyło się największe wydarzenie roku w rodzinie Pawła siedemdziesiątka Janiny.

Janina planowała wszystko z rozmachem. Chciała zwołać całą rodzinę, znajomych, sąsiadów. Uroczystość miała się odbyć na działce w dużym domu, który Paweł budował przez pięć lat.

Scenariusz zawsze był ten sam: dwa tygodnie przed imprezą Janina dzwoniła do Jagody i dyktowała listę zakupów i menu. Jagoda, bo miała najwięcej energii i samochód, miała wszystko zorganizować i przez dwa dni gotować, podczas gdy Janina z Kamilą „przygotowywały się” i witały gości.

Telefon zadzwonił w połowie stycznia.

Jagódko, dzień dobry! głos Janiny był słodki aż do przesady. Jak się trzymacie? To już czas się szykować na moje wielkie święto! Spiszesz, kochana? Trzy słoiki dobrego kawioru, pół kilo łososia, dziesięć kilo karkówki na grilla, pięć rodzajów sałatek

Jagoda mieszała kawę, trzymając telefon przy uchu, i nie notowała. Długopis leżał przy zamkniętym notesie.

Pani Janino, przepraszam, iż przerwę powiedziała łagodnie. A kto to wszystko ugotuje?

Jak to kto? No przecież my! Ty w kuchni, a ja się będę kręcić, bo długo nie postoję, krążenie słabe. Kamila postawi talerze, jak przyjdzie.

Obawiam się, iż w tym roku nie dam rady głos Jagody brzmiał spokojnie, ale stanowczo. Mam już plany na ten weekend. Przyjadę na imprezę jako gość. Na samą uroczystość.

W słuchawce zapanowała taka cisza, iż mogłaby kroić ją nożem.

Masz plany?! ton Janiny był lodowaty. Jakie plany mogą być ważniejsze niż urodziny matki twojego męża? Zwariowałaś, Jagoda?

Zawsze można zamówić catering, teraz jest tyle możliwości. Gotowe, smaczne, podane na stole bez zmywania.

Catering?! Władysława cię nie nauczyła, iż domowe najlepsze? Nie mam emerytury z gumy! Nie zgrywaj się, czekam w piątek na działce z zakupami. Listę wyślę Pawłowi przez Messengera.

I się rozłączyła.

Wieczorem Paweł był blady.

Jaga, mama wysłała listę zakupów za dwa tysiące. Musimy być w piątek. Co robimy?

Możesz sam pojechać. Kup wszystko, jak chcesz. Ja powiedziałam wyraźnie do gotowania mnie nie zmuszą. Powiedziałam twojej mamie.

Ale to będzie katastrofa! Goście przyjdą, a stoły puste! Ona mi życia nie da!

Paweł, pamiętasz moją czterdziestkę? Był pusty stół? Stół był pełny. Puste były miejsca, gdzie powinni siedzieć bliscy. Czekałam dwa dni. Wy zapomnieliście. Teraz i ja pokażę, jak to smakuje. Przejdę się na jubileusz, złożę życzenia jak gość. Służącą nie zostanę. jeżeli mama chce ucztę, niech wynajmie kucharza albo poprosi własną córkę.

Paweł łaził po domu, dzwonił, kłócił się z kimś przez telefon. W końcu pojechał na zakupy. Gotować jednak nie umiał. Kamila przez telefon oznajmiła, iż „jej łapki do gotowania się nie nadają”.

Nastała sobota. W dzień jubileuszu Jagoda długo spała, wykąpała się, nałożyła maseczkę, ubrała się w swoją najpiękniejszą sukienkę ciemnogranatową, podkreślającą figurę i urodę. Dopracowała fryzurę.

Paweł był na działce już od rana, bezradny i spanikowany, pięć razy dzwonił:
Jaga, przyjedź szybciej, mama krzyczy, nie ma marynowanego mięsa, nie ma surówek!

Będę o czternastej, jak w zaproszeniu odpowiadała i odkładała telefon.

Jagoda zamówiła taksówkę premium, po drodze zajrzała po skromny bukiet chryzantem i niewielki prezent.

Przed domem już stało kilka samochodów. W środku słychać było krzyki, zgrzyt sztućców, nie muzykę.

Jagoda weszła. Obrazek jak z polskiej komedii: Janina w szlafroku i wałkach, czerwona z nerwów, biega między garnkami; Kamila, naburmuszona w sukni z fartuchem, z trudem otwiera puszkę groszku, psując idealny manicure; Paweł, umorusany, walczy przy grillu.

Goście siedzieli w salonie, patrząc na puste talerze, ściskając butelki mineralnej.

Doczekałaś się, co? wykrzyknęła Janina, widząc ją. Królowa się znalazła! My tu padamy z nóg, a ona się stroi! Gdzie masz resztkę przyzwoitości?

Dzień dobry, pani Janino! Jagoda rozpromieniła się, wręczając bukiet i małe, dyskretne pudełeczko. Wszystkiego najlepszego z okazji jubileuszu! Dużo zdrowia i spokoju!

Co to? teściowa skrzywiła się na prezent. Do kuchni, bo nie ma kto ziemniaków obrać, a goście czekają!

Pani Janino, ja dziś jestem gościem powiedziała głośno Jagoda do zgromadzonych. Przyjechałam was uczcić nie gotować. Uprzedzałam dwa tygodnie temu, iż nie dam rady.

Ty! Janina aż pobladła z gniewu. Jak możesz, przy ludziach?! Wstyd przynosisz rodzinie!

Kamila odstawiła z hukiem puszkę.

Jagoda, żartujesz?! Paznokieć przez ciebie złamałam! Weź się do roboty, nie damy rady!

Kamila, to twoja mama ma święto, logiczne, iż jej pomagasz. Ja przyjechałam tu jako synowa. Kiedy mowa o spadkach, jestem obca. Teraz traktujcie mnie jak gościa.

Jagoda usiadła w salonie, uśmiechnęła się do wujków i ciotek:
Dzień dobry, urocza pogoda! Szkoda, iż jeszcze nie podano przekąsek, ale pani Janina pewnie nas zaraz czymś poczęstuje.

Paweł wrócił z podwórza, ciemny od dymu.
Spalił się grill Byłem na telefonie z Kamilą. Węgiel był za gorący.

Cisza. Goście patrzyli po sobie. Janina osiadła w fotelu, chwyciła się za serce nie z teatru, ale ze wstydu i niemocy.

To jej wina! wskazała synową. Chciała mnie skompromitować! Przyjęłam ją jak córkę, a ona

Nie skompromitowałam nikogo przerwała Jagoda, wstając. Po prostu oddałam to, co dostałam. Zapomnieliście o moich urodzinach. Zignorowaliście mnie. Pokazaliście, iż jestem tylko kucharką. Musiałam wam przypomnieć, iż jestem człowiekiem i iż moje święto jest równie ważne.
Proszę otworzyć prezent.

Janina rozpakowała pudełko. W środku był zwykły, tanio pachnący kalendarz ścienny z kotkami.

Co to ma być?

Kalendarz wyjaśniła spokojnie Jagoda. Czerwonym markerem zaznaczyłam wszystkie rodzinne urodziny. Również moje. Żeby w przyszłym roku o nikim nie zapomnieć. Skoro ja dostałam od ciebie żel za dwanaście złotych, ty dostajesz kalendarz. Wszystko po równo.

Ktoś zachichotał. Wujek Roman ryknął śmiechem.
Dobrze ci tak, Janina! Zawsze się chwaliłaś, jaką masz złotą synową, a własnej czterdziestki jej nie zauważyłaś? No, nieładnie.

Zamilcz! syknęła Janina.

Przyjęcie było przegrane nim się zaczęło. Po pół godzinie dominuje półmisek z mortadelą, szproty z puszki i odwieczny groszek. Alkohol znika bez zakąski, a rozmowy uciekają w szept.

Po godzinie Jagoda wzięła płaszcz.
Muszę już iść, Paweł. Źle się tu czuję, nie ma atmosfery święta.

Raniłaś mnie, Jagoda wyszeptał, odprowadzając ją do drzwi. Mama mi tego nie wybaczy.

Za to wiesz już, ile mój wysiłek jest wart, Pawle odpowiedziała cicho. Dopóki był codziennością, nikt go nie doceniał. Teraz, gdy zabrakło, może wreszcie mnie uszanujecie. Przynajmniej ty możesz do mnie wrócić. Zamówię pizzę. Dobrą, ulubioną.

I wyszła.

Rodzinny skandal trwał jeszcze miesiąc. Janina wstydziła się przed rodziną, złość kanalizowała w nienawiści do synowej. Kamila mówiła, iż Jagoda jest egoistką.

A jednak coś się zmieniło. Paweł przestał się usprawiedliwiać. Od jubileuszu zobaczył matkę nie jak dawną królową, ale bezradną, sfrustrowaną kobietę, która bez pomocy jest zagubiona. Porównał dwa domy: ten matki, pełen chaosu i pretensji, i ich własny, gdzie dobrze było dzięki Jagodzie.

Miesiąc po urodzinach Paweł przyniósł Jagodzie bukiet róż. Bez okazji, w zwykłą środę.

To dla ciebie powiedział. I powiedziałem mamie, iż w majówkę nie będziemy przekopywać działki. Rezerwuję sanatorium dla nas dwóch. Mamy już bilety.

Jagoda wtuliła się w kwiaty:
A ziemniaki?

Ziemniaki można kupić odpowiedział twardo Paweł. I miłości do rodziny nie trzeba kupować własnym zdrowiem. Twoja racja, Jagoda. Zasługujesz na szacunek.

Jeszcze długo Janina i Kamila byli obrażeni. Ale na Dzień Kobiet Jagoda dostała od Kamili SMS: „Wszystkiego dobrego, Jagoda! Dużo wiosennej radości” i emotkę z tulipanem.

To była jej mała wygrana. Nie została najlepszą przyjaciółką szwagierki, teściowa nie obdarzyła nagle czułością ale jedno zrozumiały: jeżdżenie na plecach Jagody jest już historią. A wejście do tej herbaciarni otwiera się dziś tylko z kluczem wzajemnego szacunku i pamięci o ważnych datach.

Kalendarz z kotkami, jak przekazał Paweł, wisi u Janiny na honorowym miejscu. A jej urodziny są zakreślone na czerwono. Na wszelki wypadek.

Idź do oryginalnego materiału