– „Oddajcie nam dziecko. To my jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami” – powiedzieli obcy ludzie stojący w progu

polregion.pl 1 godzina temu

Musicie nam oddać dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami powiedzieli obcy ludzie stojący w progu.

Mamo, czy mogę jutro nie iść do szkoły? Znowu boli mnie głowa! Staś stał w drzwiach kuchni, trzymając się futryny.

Katarzyna odwróciła się od kuchenki, gdzie mieszała zupę. Syn rzeczywiście wyglądał blado, pod oczami miał cienie.

Znowu? Stasiu, to już trzeci raz w tym tygodniu. Może pójdziemy do lekarza?

Nie trzeba lekarza. Po prostu jestem zmęczony. Mogę zostać w domu?

Zobaczymy rano. Idź teraz odrobić lekcje.

Już je zrobiłem.

Wszystkie? I matematykę też?

I matematykę.

Katarzyna podeszła do syna, przyłożyła dłoń do jego czoła. Gorączki chyba nie było. Ale chłopiec ostatnio był jakiś apatyczny, zamyślony. Wcześniej nie mógł usiedzieć w miejscu, a teraz godzinami przesiadywał w pokoju, wpatrując się w okno.

Stasiu, wszystko w porządku w szkole? Nikt cię nie dręczy?

Wszystko OK, mamo. Po prostu głowa boli.

Chłopiec wyszedł do swojego pokoju. Katarzyna wróciła do gotowania, ale niepokój nie ustępował. Osiem lat wychowujesz dziecko i wydaje ci się, iż znasz je na wylot, a potem nagle zdajesz sobie sprawę coś się dzieje, tylko nie wiadomo co.

Wieczorem wrócił mąż, Marek. Zmęczony po pracy, ale widząc zatroskaną twarz żony, od razu się zaniepokoił.

Co się stało?

Stasiek znowu narzeka na ból głowy. Trzeci raz w tym tygodniu.

To trzeba iść do lekarza.

Mówię mu, ale nie chce. Może po prostu jest przepracowany? Koniec semestru, klasówki.

Marek poszedł porozmawiać z synem. Katarzyna słyszała ich cichą rozmowę. Po chwili wrócił i usiadł przy stole.

Mówi, iż wszystko w porządku. Ale zgodził się jutro pójść do lekarza.

No i dobrze. Rano zadzwonię i umówię wizytę.

Przy kolacji Staś prawie nic nie zjadł. Pobawił się widelcem ziemniakami, wypił herbatę i poprosił, by iść spać. Katarzyna i Marek wymienili spojrzenia.

Może się zakochał? zaproponował Marek. W tym wieku to się zdarza.

Jeszcze za wcześnie na miłość. Ma tylko osiem lat.

No nie wiadomo. Dzieci teraz gwałtownie dorastają.

Katarzyna sprzątnęła ze stołu, umyła naczynia. W głowie kotłowały się różne myśli. Może naprawdę coś się wydarzyło w szkole? Albo jest poważnie chory?

W nocy kilkakrotnie zaglądała do pokoju syna. Staś spał niespokojnie, przewracał się, coś mamrotał przez sen. Katarzyna poprawiła kołdrę, pogłaskała go po głowie. Chłopiec otworzył oczy.

Mamo?

Śpij, kochanie. Wszystko w porządku.

Mamo, ty mnie kochasz?

Oczywiście, iż tak. Najbardziej na świecie.

A jeżeli jeśli nie jestem twój?

Katarzyna zdrętwiała.

Co za głupoty, Stasiu? Oczywiście, iż jesteś mój. Śpij już.

Chłopiec zamknął oczy, odwrócił się do ściany. Katarzyna wyszła z pokoju, ale sen nie przychodził. Skąd u ośmiolatka takie myśli?

Rano Staś sam wstał, bez przypominania. Zjadł śniadanie, spakował tornister.

Mamo, idę do szkoły. Głowa już nie boli.

Na pewno? Może jednak do lekarza?

Nie trzeba. Jestem zdrowy.

I wybiegł, zanim Katarzyna zdążyła zareagować. Spojrzała przez okno syn szedł przez podwórko szybkim krokiem, jakby gdzieś się spieszył.

Dzień minął na zwykłych obowiązkach. Praca, sklep, gotowanie. Ale niepokój nie mijał. Katarzyna kilka razy chciała zadzwonić do wychowawczyni, zapytać, jak Staś, ale się powstrzymała. Nie chciała wyjść na przewrażliwioną.

O trzeciej zadzwonił dzwonek do drzwi. Katarzyna otworzyła. W progu stali mężczyzna i kobieta. Obcy. Mężczyzna około czterdziestki, wysoki, ciemnowłosy. Kobieta trochę młodsza, ładna, ale z jakimś napiętym wyrazem twarzy.

Dzień dobry powiedział mężczyzna. Czy to pani Katarzyna Nowak?

Tak, to ja. A panowie to kto?

Nazywam się Tomasz Kowalski. To moja żona, Anna. Musimy z panią porozmawiać.

O co chodzi?

Mężczyzna wymienił spojrzenie z żoną. Ta skinęła głową, jakby go zachęcała.

O pani syna. O Stanisława.

Katarzyna się spięła.

Co się stało? Czy w szkole coś się wydarzyło?

Nie, w szkole wszystko w porządku. Możemy wejść? To dłuższa rozmowa.

Nie znam państwa. O czym mamy rozmawiać?

Kobieta zrobiła krok do przodu. W oczach miała łzy.

Proszę. To bardzo ważne. Chodzi o Musicie nam oddać dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami.

Katarzyna cofnęła się. W uszach jej zaszumiało.

Co? Co za bzdury? Staś to mój syn!

Proszę posłuchać mężczyzna wyjął z teczki jakieś dokumenty. Mamy dowody. Osiem lat temu w szpitalu doszło do pomyłki. Zamieniono dzieci.

Wynoście się! Natychmiast! Albo wezwę policję!

Pani Katarzyno, proszę, niech pani nas wysłucha kobieta łkała. My też wychowywaliśmy dziecko osiem lat. Kochaliśmy je. A potem okazało się

Co się okazało?

Nasz syn to znaczy chłopiec, którego wychowywaliśmy zachorował. Potrzebna była transfuzja krwi. I wtedy odkryliśmy, iż grupa krwi się nie zgadza. Ani z moją, ani z męża. Zrobiliśmy test DNA.

Katarzyna trzymała się futryny. Nogi się pod nią uginały.

I co?

On nie jest naszym biologicznym synem. Zaczęliśmy szukać, dociekać. Zgłosiliśmy się do szpitala. Tam sprawdzili dokumenty. Tej nocy, kiedy rodziłam, urodziło się tylko dwóch chłopców. Nasz i pani.

To jakaś pomyłka. Błąd.

Zrobiliśmy test DNA z chłopcem, którego wychowywaliśmy. Potem potem wzięliśmy próbkę DNA pani syna.

Jak wzięliście? Kiedy?

Mężczyzna spuścił wzrok.

Idź do oryginalnego materiału