Wiesz, ten dzień miał być idealny. Słoneczne promienie przeciskały się przez liście, złocąc starannie ustawione krzesła i kwieciste dekoracje. Zosia poprawiała welon po raz dziesiąty, jej ręce lekko drżały – nie ze stresu przed ślubem z Kubą, ale przez ból w sercu. Od kiedy rodzina narzeczonego narzuciła jej warunki, czuła ukłucie za każdym razem.
„Tylko dorośli w orszaku. Żadnych niespodzianek. Żadnych komplikacji.” Szczególnie ze strony Leny.
Lena była córką Kuby z poprzedniego związku. Dziesięcioletnia, cicha i przejmująco dojrzała jak na swój wiek. Zosia od początku ją pokochała – nie z obowiązku, a z czułością kogoś, kto zna ból porzucenia. Matka Leny odeszła, gdy dziewczynka miała cztery lata. Wychowywał ją Kuba, z pomocą swojej mamy, Ireny.
Gdy Zosia i Kuba zaręczyli się, myśleli, iż połączenie ich życia będzie proste. Mylili się.
Rodzina Kuby go uwielbiała. Ceniony prawnik, złoty syn dumnego, konserwatywnego rodu, miał poślubić kobietę wpasowującą się w ich wyobrażenie idealnej żony. Zosia, nauczycielka ze zwykłej rodziny, nigdy do tego nie pasowała. Ale się starała. Gdy mówili „tylko formalnie”, chowała żarty. Gdy narzekali na listę gości, skreślała przyjaciół. A gdy oznajmili „Lena nie może być w orszaku”, uśmiechnęła się i skinęła głową – podczas gdy jej serce pękało coraz bardziej.
Nie spodziewała się jednak, iż Lena to zauważy.
Rankiem, gdy wszyscy krzątali się, przygotowując, Lena stanęła w drzwiach pokoju panny młodej. Miała prostą granatową sukienkę, starannie uczesane włosy i coś w dłoni.
„Ciociu Zosiu” – powiedziała cicho, wchodząc do środka.
Zosia odwróciła się, z niedokończonym makijażem i łzami kręcącymi się w oczach. „Lena! Wyglądasz cudnie.”
Dziewczynka podeszła i podała złożoną kartkę. „Coś napisałam” – wyjaśniła. „Na ceremonię.”
Zosia przykucnęła, biorąc karteczkę. „Słoneczko, nie ma cię w planie… Przepraszam, ale chyba nie…”
„Wiem.” Lena skinęła głową. „Ale czy mogę to przeczytać? Tak… dla ciebie?”
Zosia poczuła ucisk w gardle. „Oczywiście, iż tak.”
Lena odkaszlnęła i zaczęła czytać cichutko:
„Droga Zosiu,
Nie musiałaś mnie kochać. Nie jestem twoją córką i nikt cię o to nie prosił. A jednak mnie kochasz. Nauczyłaś mnie warkoczy, pomagałaś z matematyką, wkładałaś do łóżka, gdy Tata pracował. Opowiadałaś bajki, choćby gdy byłaś zmęczona, i zawsze zostawiałaś mi ostatnie ciastko. Chciałam ci tylko podziękować. Wiem, iż dzisiaj jest Twój wielki dzień z Tatą, ale chcę, żebyś wiedziała, iż dla mnie też jesteś rodziną. Kocham Cię.
Ściskam, Lena”
Łzy napłynęły do oczu Zosi. Pociągnęła dziewczynkę do siebie, mocno tuląc.
To był moment, gdy wszystko się zmieniło.
Gdy ceremonia się zaczęła, Zos szła alejką z bukietem, ukrywając drżenie uśmiechu. Jej serce pękało z miłości i smutku jednocześnie. Kuba wyglądał wspaniale – zdenerwowany, dumny, tak przystojny, iż aż nogi się pod nią uginały. Urzędnik stanu cywilnego zaczął mówić.
Wtedy stało się coś nieoczekiwanego.
Irena, mama Kuby, powoli wstała z pierwszego rzędu.
„Proszukrótką chwilę” – powiedziała.
Zapadła cisza.
Wszyscy się odwrócili. Zosia zastygła, bukiet nagle wydał się bardzo ciężki. Irena podeszła do przodu, spokojna i pełna godności, prowadząc za rękę zdeterminowaną Lenkę.
„Wiem, iż tego nie planowaliśmy” – jej głos był wyraźny, choć brzmiał w nim ciężar. „Ale chyba popełniliśmy błąd.”
Serce Zosi walczyło w piersi.
„Lena ma coś do powiedzenia” – kontynuowała Irena. „I szczerze mówiąc, wszyscy powinniśmy tego wysłuchać.”
Lena wystąpiła naprzód mikrofonem w dłoni, kartka trzęsąc się w małych paluszkach. Kuba spojrzał zdezorientowany, potem wstrząśnięty. Zosia sięgnęła po jego dłoń, delikatnie ściskając.
Lena wzięła głęboki oddech i zaczęła czytać.
To był ten sam list, który przeczytała wcześniej – ale teraz zrobiła to z siłą, która wyprostowała wszystkich na krzesłach. Jej mały głos był pewny, czysty i pełen czegoś surowego i prawdziwego.
Gdy skończyła, Zosia dostrzegła zmianę. Przeszła jak wiatr przez żytnie pole.
Ludzie zaczęli płakać. Cicho. Z szacunkiem.
Nawet Irena.
Usta Kuby rozchyliły się, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł. Zosia po prostu na niego spojrzała. W tej chwili nie obchodziły
A potem lata później Liliana przez cały czas zawsze mówiła, iż to był najszczęśliwszy dzień także dla niej.