Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. Nie wierzyć JP, czyli „21:37” bez wzruszeń. Lepsza „10:10”

polityka.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: mat. pr.


Przygotowany na rocznicę śmierci Jana Pawła II dokument „21:37” sentymentalnie przypomina zbiorowe wzruszenie i pojednanie, nie mówiąc nam dziś wiele nowego – poza tym, iż kilka z tego gestu zostało. O tym, iż odejście Jana Pawła II nie zmieniło oblicza tej ziemi, dowiadujemy się na co dzień. Choćby w 20. rocznicę tego wydarzenia, podczas posiedzenia Sejmu 2 kwietnia, kiedy to wspomnienie „największego z Polaków” i modlitwa („Święty Janie Pawle II, módl się za nami”) bezpośrednio poprzedziły ostrą wymianę między posłami Giertychem i Kaczyńskim, jedną z większych awantur w tej kadencji.

Wchodzący właśnie do kin dokument Mariusza Pilisa „21:37” przynosi zgoła inny obrazek, odświętny i jubileuszowy: tu czas i świat zdały się zatrzymać nie na minutę czy dwie, jak po tytułowej godzinie, ale na 20 lat. Widzowie, którzy na fali sentymentu czy duchowej potrzeby odwiedzą kina, powrócą bezpośrednio do tamtych godzin i dni za sprawą materiałów archiwalnych, choćby tych kręconych w porywie serca na krakowskim rynku przez operatora Piotra Augustynka. Albo tych, jakie zarejestrowały amatorskie kamery ślubnej ekipy Agnieszki i Jacka, którzy zawierali właśnie sakramentalny związek małżeński (jako ostatnia z wielu par tego dnia) w warszawskim kościele św. Anny. Chcieli „skromnego ślubu”, jak dziś mówią, a ze względu na atmosferę troski o życie papieża modliło się w kościele i pod nim jakieś kilka tysięcy osób.

Słuchamy wreszcie relacji Krzysztofa Ziemca, który jako prezenter pełnił dyżur w „Wiadomościach” i zawrócono go spod drzwi: „Ziemieeec, wracaj!”. I musiał zaprezentować urbi et orbi smutne nowiny z Watykanu. A także kard. Stanisława Dziwisza, który przypomina sobie, co się wtedy działo w rzeczonym Watykanie, gdy obserwował słabnący puls Jana Pawła II na monitorze serca, do którego podłączony był papież.

Idź do oryginalnego materiału