Mama uważa, iż Irka jest słaba mąż w końcu wykrztusił to z siebie, spuszczając wzrok. Trzeba jej pomagać, bo nie ma męża. A u nas niby wszystko poukładane
Poukładane? Wera odwróciła się gwałtownie. Sławek, po porodzie przytyłam piętnaście kilogramów. Ledwo się schylam, kolana mi strzelają, nie mogę wyprostować kręgosłupa. Lekarz powiedział, iż muszę zadbać o zdrowie, bo za rok nie podniosę Antosia na ręce. Potrzebuję chodzić na siłownię. Dwa razy w tygodniu po półtorej godziny. Ty ciągle w pracy, grafik wiecznie się zmienia. Kogo mam poprosić, by został z synem? Twoja mama wnuka nie potrzebuje, bo ma przecież wnuczkę!
Sławek milczał. Rzeczywiście kogo?
Wera oparła czoło o chłodne okno i patrzyła, jak stara skoda teściowej powoli toczy się przez podwórko. Czerwone światła błysnęły na pożegnanie i zniknęły za rogiem.
Na zegarze w kuchni wybiła równo siódma.
Helena Nowak spędziła u nich dokładnie czterdzieści pięć minut.
W salonie Sławek próbował zabawić rocznego synka.
Malutki Antoś z fascynacją kręcił kółkiem plastikowej ciężarówki, od czasu do czasu zerkając na drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła babcia.
Pojechała? Sławek zajrzał do kuchni, masując zesztywniały kark.
Odleciała poprawiła Wera, nie patrząc na niego. Powiedziała, iż Antoś już marudzi ze zmęczenia i nie chce psuć mu rytmu.
No fakt, trochę kwilił, gdy go brała na ręce Sławek próbował się uśmiechnąć, ale wyszło mu to żałośnie.
Kwilił, bo jej nie poznaje. Nie widzieliśmy jej trzy tygodnie. Trzy!
Wera gwałtownie odwróciła się od okna, zaczęła układać brudne kubki w zlewie.
Daj spokój, Werka Sławek podszedł do niej, objął w talii, ale ona sprawnie umknęła, sięgając po gąbkę. Mama po prostu no, przyzwyczaiła się do Zosi.
Zosia już duża, cztery lata, łatwiej z nią.
To nie łatwiej, Sławek. Z nią jest dla niej ciekawiej.
Zosia to córka Ireny. A Irena to oczko w głowie mamy.
A my my to Syn na doczepkę.
W zeszły piątek powtórzyło się to samo. Helena Nowak wpadła na chwilkę, przywiozła Antosiowi jakąś tanią grzechotkę i od razu zerkała na drzwi.
Sławek tylko zdążył wspomnieć, iż w sobotę wyjeżdża do pracy w teren i byłoby super, gdyby mama została parę godzin z wnukiem, by Wera mogła pójść do apteki i sklepu.
Oj, Sławku, nie dam rady! rozłożyła ręce Helena Nowak. My z Zosią idziemy do teatru lalek, a potem Irena prosiła, by zabrać ją do siebie na cały weekend. Biedna dziewczyna, tak się zaharowuje, musi mieć czas dla siebie.
Siostra Sławka wychowywała córkę niby sama, ale to sama było bardzo względne.
Gdy Irena odnajdywała siebie i zmieniała partnerów, Zosia tygodniami mieszkała u babci.
Babcia odbierała ją z przedszkola, woziła na balet, kupowała markowe kurtki i znała imię każdej lalki w pokoju.
Widziałeś jej status? Wera wskazała na telefon leżący na stole. Spójrz, co wrzuciła twoja mama.
Sławek niechętnie podniósł telefon, przewinął ekran.
Zdjęcia: tu Zosia je lody, tu babcia huśta ją w parku, tu razem lepią coś z ciastoliny w sobotni wieczór.
Podpis: Moje największe szczęście, moja radość.
Cały weekend z nimi spędziła, Wera przygryzła wargę. Do nas na dziesięć minut zajrzała! Tam sielanka.
Sławek, Antoś ma dopiero rok. To jej wnuk. Twój syn. Dlaczego tak go lekceważy?
Sławek milczał nie miał nic do powiedzenia.
Przypomniał sobie, jak w zeszłym miesiącu mama dzwoniła w środku nocy, bo popsuł się kran i wszystko zalewa, a on rzucał wszystko i jechał przez pół miasta, by jej pomóc.
Jak spłacał chwilówkę mamy, którą ta wzięła, żeby kupić Irence nowy telefon na urodziny.
Jak przez każdy majowy weekend harował w jej ogródku, podczas gdy siostra z córką opalały się na leżakach.
Zapytam mamę jeszcze raz, zaproponował niepewnie Sławek. Wytłumaczę, iż chodzi o zdrowie, nie o zachcianki.
Wera nic nie odpowiedziała. Doskonale wiedziała, jak to się skończy.
***
Rozmowa odbyła się we wtorek wieczorem.
Sławek włączył głośnik, żeby Wera wszystko słyszała.
Mamo, cześć. Słuchaj, jest sprawa
Wera musi chodzić do siłowni z powodów zdrowotnych. Kręgosłup ma w fatalnym stanie
Oj, Sławkuniu, jaka tam siłownia? głos Heleny Nowak brzmiał radośnie, w tle słychać było śmiech Zosi. Niech w domu poćwiczy. Mniej drożdżówek trzeba podjadać, to i plecy nie będą bolały.
Mamo, bez dyskusji. Lekarz przepisał treningi i masaż.
Nie mogłabyś popilnować Antosia we wtorek i czwartek od szóstej do ósmej? Przyjadę po ciebie.
W słuchawce zaległa cisza.
Sławku, przecież wiesz, jaki mam grafik. Zosię odbieram z przedszkola o piątej. Potem dodatkowe zajęcia, potem idziemy do parku. Irena pracuje długo, liczy na mnie.
Nie mogę zostawić dziecka tylko po to, żeby twoja Werka na siłowni fikała!
Mamo, Antoś to też twój wnuk. Też potrzebuje ciebie. Widzisz go raz w miesiącu!
Nie zaczynaj. Zosia to dziewczynka, lgnie do mnie, kocha mnie.
A Antoś mały, nic jeszcze nie rozumie. Podrośnie będziemy rozmawiać.
A teraz nie mam czasu, rysujemy.
No, pa.
Sławek powoli odłożył telefon na stół.
Słyszałeś to? Mam rozumieć, iż mój syn musi zasłużyć na uwagę babci?
Dojrzeć, by łaskawie zwróciła na niego uwagę?
Werka, nie wiedziałem, iż tak odpowie
A ja wiedziałam! Wera podniosła głos. Wiedziałam już w dniu, kiedy wychodziliśmy ze szpitala, a ona spóźniła się dwie godziny, bo Zosi pilnie potrzebne były nowe rajstopy!
Sławek, nie chodzi mi o siebie. Mam gdzieś, iż uważa mnie za grubą czy leniwą.
Boli mnie dla Antosia. Będzie pytał: Mamo, dlaczego babcia Helena zawsze z Zosią, a ze mną nigdy?
Cóż mam mu odpowiedzieć? Że jego ciocia to ukochana córka, a jego tata to tylko portfel i darmowa złota rączka dla rodzicielki?
Sławek przeszedł kilka razy po kuchni, zamyślony. Po dziesięciu minutach nagle się zatrzymał.
Słuchaj. Pamiętasz, jak mieliśmy jej zrobić remont kuchni?
Wera przytaknęła.
Odkładali na to pół roku, chciał zrobić mamie niespodziankę na okrągłe urodziny.
Sławek wybrał już meble, znalazł ekipę, załatwił zniżkę.
Kwota była spora za te pieniądze kupiliby Werze roczny karnet do porządnego fitness-klubu z basenem i trenerem personalnym.
Remontu nie będzie, zdecydował Sławek. Jutro dzwonię do salonu i anuluję zamówienie.
Jesteś poważny? Wera patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.
Całkiem. jeżeli mama ma czas i siły tylko dla jednej wnuczki, to niech i swoje sprawy załatwia sama.
Albo poprosi Irenę. Niech Irka naprawia jej krany, wozi ziemniaki z działki i spłaca długi.
A my wynajmiemy ci opiekunkę na czas twoich treningów.
***
Następnego dnia rano Helena Nowak sama zadzwoniła.
Sławku, przypomniało mi się Miałeś w tym tygodniu wpaść, spojrzeć, co z moją kuchenną okapem. Całkiem padł, dym w całym mieszkaniu. Zosia się dopomina, pyta: Gdzie mój wujek Sławek?
Sławek, siedząc w biurze, zamknął na chwilę oczy.
Dawniej już by kombinował, jak znaleźć czas na Castoramę i kawę u mamy.
Ale teraz
Mamo, nie przyjadę, powiedział spokojnie.
Jak to nie przyjedziesz? ton matki przeszedł w wyrzut. A okap? Uduszę się tu!
Poproś Irenę. Albo jej nowego partnera.
Mam teraz dużo na głowie postanowiliśmy zadbać o zdrowie Wery, więc każda chwila jest zaplanowana.
Będę siedzieć z synem.
Przez fanaberie żony? matka prychnęła. Przez nią zostawiasz matkę?
Nikogo nie zostawiam. Ustalam priorytety. Ty wybrałaś Zosię i Irenę. Ja wybieram Antosia i Werę.
Moim zdaniem, to sprawiedliwe.
Odpyskowujesz mi? głos matki aż drżał od oburzenia. Poświęciłam ci całe życie! Człowieka z ciebie zrobiłam! A ty tak?!
Pomagałaś Irce za moje pieniądze? Pozwalałaś jej odpoczywać, kiedy ja harowałem w twoim ogródku?
A z mebli kuchennych już zrezygnowałem. Te pieniądze zostają dla naszej rodziny. Potrzebujemy niani, skoro babcia ma za dużo zajęć, by być babcią Antosia.
Po trzech sekundach w słuchawce eksplodował krzyk:
Jak śmiesz! Ja matka! Życie wam poświęciłam! Przez tę twoją Weronikę rozum ci odebrało! Przecież Zosia to sierota przy żywym ojcu! Ona potrzebuje miłości! A wasz Antoś to w luksusach pławi się!
Czemu niby mam go kochać? Całe serce mam dla Zosi, ona dla mnie najważniejsza!
Niewdzięcznik! Nie dzwoń już! Nie pokazuj mi się więcej!
Sławek rozłączył się bez słowa.
Ręce mu lekko drżały, ale w środku czuł się dziwnie lekko. Wiedział, iż to dopiero początek burzy.
Zaraz zadzwoni Irena, zasypie ich smsami, zacznie wyzywać od skąpców i nieczułych.
Będą łzy, wyrzuty, próby manipulacji obowiązkiem syna.
Tak też się stało.
Wieczorem, gdy Sławek wrócił do domu, Wera czekała na niego w progu. Wiedziała już wszystko teściowa nagrała jej pięciominutową tyradę, z łagodniejszym nazwiskiem żmija.
Jesteś pewien, iż postępujemy słusznie? zapytała cicho, kiedy ułożyli Antosia i zasiedli do kolacji. To w końcu twoja matka.
Matką jest ta, która kocha wszystkie swoje dzieci i wnuki, a nie ta, która dzieli na ulubione i używa innych jak rezerwę.
Latami przymykałem oczy. Myślałem, iż taki charakter.
Ale gdy powiedziała, iż nie obchodzi ją twoje zdrowie i Antoś, bo jej grafik z Zosią ważniejszy
Dość.
**
Kłócili się potem długo.
I Irena, i jej matka gdy skończyły się przelewy i pomoc dzwoniły codziennie, wyzywały, błagały, straszyły, próbowały wymusić poczucie winy na bracie i synu.
Wera i Sławek trzymali się razem, ignorowali wiadomości.
Dwa tygodnie po wybuchu, przyszła Irena.
Od progu wrzasnęła, nazwała brata pantoflarzem i kazała natychmiast zapłacić za zakupy mamy i dać jej na leki.
Sławek po prostu zamknął drzwi przed nosem.
Już miał dosyć bycia wdzięcznym synkiem.











