Życie w cieniu — jak Weronika nauczyła się mówić: dość!

przytulnosc.pl 3 dni temu

Marek znalazł swoją żonę Weronikę w salonie. Siedziała w fotelu i robiła dla niego na drutach grube, ciepłe skarpety.

— Ile razy ci mówiłem, Weroniko — powiedział z wyrzutem Marek — jak siedzisz sama w pokoju i dziergasz, gaś górne światło. To czyste marnotrawstwo.

“Jaki on uroczy”, pomyślała Weronika. “Nawet jak mówi takie głupoty. Nie da się na niego gniewać. Wygląda jak mały, złośliwy skrzat. Kocham go. Dobrze, iż za niego wyszłam.”

Od ich ślubu minął miesiąc.

Dla Weroniki to było już drugie małżeństwo. Z pierwszego związku miała córkę — Martynkę.

— Nie martw się, Marku — odpowiedziała spokojnie — mamy energooszczędne żarówki.

— Co?! — syknął groźnie Marek.

“Jak on się złości, pozostało bardziej jak skrzat”, pomyślała.

— Masz rację, już gaszę.

Pilotem wyłączyła górne światło i włączyła małą lampkę obok fotela.

— I jeszcze jedno — mówił dalej Marek — po co ci te wszystkie fanaberie? Piloty do lamp, ogrzewanie podłogowe, klimatyzacja, telewizory w każdym pokoju. Po co to komu? To tylko strata pieniędzy.

— Zrobiłam to, zanim cię poznałam — tłumaczyła Weronika — wtedy wydawało mi się to wygodne.

— Mam nadzieję, iż teraz, jako moja żona, już tak nie myślisz?

— Już nie.

— Mogłaś kupić za te pieniądze coś pożytecznego dla mnie.

“Mój Boże, jaki on dziecinny”, pomyślała. “Ma czterdzieści lat, a jak dziecko. Kocham go.”

— Rozumiem, Marku.

— Zauważyłem, iż ostatnio próbujesz udawać mądrzejszą niż jesteś.

— Tak uważasz?

“Byle się nie roześmiać”, powtarzała w myślach Weronika.

— Nie udawaj, bo to ci nie pasuje.

— Dobrze.

— Pamiętaj, pokochałem cię nie za rozum, ale za urodę, dobre serce i za to, iż mnie rozumiesz.

“Tylko nie śmiej się!” — powtarzała sobie.

— A teraz co? Minął miesiąc po ślubie i co widzę? Nie kobietę, ale chodzącą encyklopedię!

Weronika nie wytrzymała i uśmiechnęła się.

— Naprawdę?

— Nie zauważasz?

— Wcale.

— Zaczynasz się kłócić zamiast słuchać.

Marek, oczywiście, nie żałował niczego sobie. Oszczędzał tylko na Weronice i Martynce.

— Po co? — mawiał. — Od tego mam mamę, żonę i córkę.

Tego nauczył go ojciec — pan Stefan.

— Kobieta, Marku, jest po to, żeby służyć mężczyźnie. choćby twoja mama.

I tak Marek uwierzył w to na całe życie.


Dziś

Marek bez skrupułów zarządzał domowym budżetem Weroniki. A ona znosiła to w milczeniu — bo kochała. Aż w końcu — nie wytrzymała.

Po odwiedzinach teściowej — pani Elżbiety — która nazwała ją egoistką, Weronika poczuła, iż ma dość.

Marek wstał.

— Twoja mama była — powiedziała Weronika.

— Co mi przywiozła?

— Nic.

— Jak to nic?

Po rozmowie telefonicznej z matką, która zdążyła jeszcze obgadać Weronikę, Marek wrócił z pretensjami.

— Jak mogłaś obrazić moją mamę?

— Marek — westchnęła Weronika — wynieś śmieci.

— Co?

— Wynieś śmieci. Natychmiast.

Marek, zdezorientowany, wziął wiadro i wyszedł.

Po powrocie drzwi były już zamknięte.

— Mama powiedziała, żebyś się wynosił — powiedziała Martynka przez szparę — i masz na drogę.

Podała mu banknot i zamknęła drzwi.

Pierwszy raz w życiu Marek poczuł, iż nie wszystko mu się należy.

Idź do oryginalnego materiału