"Zulu-Gula" ustatkował się u boku piątej żony. Była młodsza o 30 lat. "Wszystkim życzę takiej"

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Tadeusz Ross należał do grona artystów, którzy potrafili rozśmieszyć choćby w najtrudniejszych czasach. Jego droga zawodowa była długa i pełna sukcesów, ale prywatnie aktor i satyryk mierzył się z wieloma emocjonalnymi wyzwaniami. W jego życiu uczuciowym nie brakowało zawirowań, rozstań i powrotów.
Tadeusz Ross szkołę teatralną pod koniec lat 50. i wtedy też zadebiutował na deskach teatralnych. Rodzina chciała, by wybrał "poważny zawód", on jednak, ku zaskoczeniu bliskich, postanowił zostać aktorem. Trzy lata wcześniej pojawił się w filmie "Kanał" Andrzeja Wajdy, choć była to niewielka rola na tyle, iż nie znalazł się w napisach końcowych. W latach 60. i 70. pojawiał się w filmach, serialach i spektaklach telewizyjnych, ale na osiągnięcie szczytu popularności musiał poczekać do lat 90.

REKLAMA







Zobacz wideo "Nie lubię ścianek i całego tego shitu. Chcę po prostu grać w filmach i robić muzę". Helena Englert w "Z bliska"



Widzowie zapamiętali go m.in. jako noszącego żółty beret i czerwoną marynarkę przybysza z dalekiego kraju w satyrycznym programie "Zulu-Gula" TVP i występów w serialu "Daleko od noszy", w którym grał wielu różnych bohaterów. Spełniał się też jako scenarzysta i polityk. Choć na ekranach bawił do łez, w jego życiu osobistym i uczuciowym nie brakowało trudnych chwil i zawirowań.
Tadeusz Ross był uważany za kochliwego. "Nie byłem lekkoduchem"
Tadeusz Ross rzadko w wywiadach mówił o życiu prywatnym. Nie było ono jednak tajemnicą. Aktor i satyryk przez lata zyskał łatkę kochliwego.
Często mówiono o mnie, iż skaczę z kwiatka na kwiatek. Bawidamek. Czaruś. Erotoman. Nigdy jednak nie byłem lekkoduchem
- podkreślał w książce "Życie przerosło kabaret". Żenił się aż pięć razy, wikłał się też w liczne romanse. Jak tłumaczył, powodem był strach przez samotnością. - W dorosłe życie wszedłem pełen lęku. Lęku przed wszystkim. Do dziś jestem emocjonalnym kaleką. Noszę w sobie strach połączony z chorobliwym wręcz pragnieniem miłości - opowiadał w jednym z wywiadów.


Miał pięć żon. U boku ostatniej spędził ponad 30 lat
W latach 60. jego serce skradła Irena Karel. Sielanka skończyła się w 1967 roku, gdy aktorka porzuciła go dla Andrzeja Łapickiego, z którym występowała na scenie w jednej ze sztuk. Zdrada złamała mu serce do tego stopnia, iż z rozpaczy próbował odebrać sobie życie. Na szczęście bezskutecznie.



Zawsze miałem bzika na punkcie kobiet. Na punkcie miłości. Myślę jednak, iż to był pozytywny bzik. Jak kocham, to żarliwie, zawsze musi być ukrop. A iż ukrop parzy, więc się sparzyłem. Ale niczego nie żałuję
- opowiadał w autobiografii. Potem w jego życiu pojawiały się kolejne kobiety. Jedną z jego pięciu żon była m.in. Małgorzata Potocka, tancerka i założycielka kabaretowo-rewiowego Teatru Sabat. Udało im się utrzymać dobre relacje. Jak wspominał, od byłych żon odchodził "po dżentelmeńsku zostawiając im wszelkie dobra". Doczekał się też siedmiorga dzieci.






Szczęście udało mu się odnaleźć u boku młodszej o 30 lat Sonii, z którą spędził ponad trzy dekady. - Jest niezwykłą żoną. Sprawdziła się w najcięższych chwilach. Ciepła, mądra, wrażliwa dziewczyna. Wszystkim panom życzę takiej żony. Oczywiście nie mojej - podkreślał w rozmowie z Teresą Gałczyńską w 2017 roku. W 2007 roku u Tadeusza Rossa zdiagnozowano nowotwór. Udało mu się wrócić do zdrowia. Satyryk zmarł w 2021 roku po zachorowaniu na COVID-19.
Idź do oryginalnego materiału