Zapomniana tragedia 400 Polaków w Peru

glosseniora.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Peru


W 1929 roku odrodzona Polska cierpiała na gigantyczne przeludnienie wsi i bezrobocie. W tym samym czasie w kraju rósł w siłę kult mocarstwowości. Organizacje takie jak Liga Morska i Kolonialna głośno domagały się dla Polski zamorskich kolonii m.in. w Afryce czy Ameryce Południowej. Miały one służyć jako surowcowa baza gospodarcza oraz miejsce legalnej emigracji dla przeludnionej polskiej wsi.

Archiwalna fotografia Iquitos, miasta położonego w peruwiańskiej Amazonii. Schronienia szukała w nim część polskich osadników po niepowodzeniu akcji kolonizacyjnej w latach 30. XX wieku. Źródło: Wikimedia Commons.

Fałszywa obietnica nowego życia


W latach 1929–1933 blisko 400 polskich osadników trafiło do peruwiańskiej dżungli w dorzeczu Amazonki w departamencie Loreto. Zostali tam zwabieni oszukańczą propagandą o lepszym i bogatym życiu oraz możliwością ucieczki od biedy i kryzysu panującego wówczas w Polsce. Byli to biedni, wielodzietni rolnicy m.in. z okolic Krakowa, Tarnowa i Podkarpacia oraz bezrobotni robotnicy fabryczni i miejska biedota z Łodzi i Warszawy. Oddawali całe życiowe oszczędności na poczet podróży i obiecanego lepszego życia. Na miejscu wycieńczeni 3 miesięczną podróżą zamiast obiecanej uprawnej ziemi, infrastruktury i budynków zastali „ZIELONE PIEKŁO ” – dziką dżunglę! Zamiast obiecywanych gospodarstw czekało ich życie w prymitywnych szałasach i walka z dżunglą dzięki słabych narzędzi.

Rzeka Ucayali w peruwiańskiej Amazonii, w której dorzeczu w latach 1929–1933 podejmowano próby polskiego osadnictwa. Fot. Edson Fuentes Mera / Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 4.0.

Na miejscu brakowało zaopatrzenia, szerzyły się choroby. W wyniku malarii, głodu i braku infrastruktury zginęło od 30 do 50 osób (gównie dzieci), a projekt zakończył się ewakuacją. Do Polski wróciło ok. 80–100 osób. 100 uciekło do Brazylii i Argentyny gdzie wsparła ich tamtejsza dobrze zorganizowana Polonia. Reszta schroniła się w peruwiańskich portach Iquitos oraz Lima. Tam ich dzieci i wnukowie całkowicie stopili się z lokalnym społeczeństwem. Jedynym śladem po mocarstwowych snach II RP pozostały polsko brzmiące nazwiska w spisie obywateli Peru oraz bezimienne, dawno zarośnięte przez dżunglę mogiły nad brzegami rzeki Ucayali.

Polski emigrant Pawlikowski z synem, żoną Peruwianką i bratem, Peru, 1935 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-Z-973-2.

Zorganizowana akcja ze wsparciem rządu

Plan wysłania Polaków do peruwiańskiej dżungli nie był spontanicznym zrywem. Za sznurki pociągali wpływowi urzędnicy II Rzeczypospolitej, powiązani z Ministerstwem Pracy i Opieki Społecznej (MPiOS) oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych (MSZ). Głównym ideologiem był mjr Apoloniusz Zarychta, wysoki urzędnik MSZ, który zza biurka kreślił plany polskiego imperium w Ameryce Południowej. Wtórował mu podróżnik ppłk Mieczysław Lepecki, który po powierzchownym zbadaniu dżungli napisał entuzjastyczne raporty o “żyznych ziemiach czekających na polskiego pługa”. Do realizacji planu powołano prywatne spółki z państwowym błogosławieństwem. Były to: Polsko-Amerykański Syndykat Kolonizacyjny (kierowany przez dyrektora dr. Ludwika Roehra) oraz Spółdzielnia Osadnicza „Kolonia Polska”. Osadnicy nie znali się na rolnictwie ani karczowaniu. To, iż trafili tam fryzjerzy, urzędnicy, robotnicy fabryczni, było efektem świadomego oszustwa werbunkowego, chciwości organizatorów oraz rażącej niekompetencji państwa.

Publikacja Kazimierza Warchałowskiego „Peru: warunki gospodarcze Montanji Peruwjańskiej”, Warszawa, 1930 r. Źródło: Biblioteka Narodowa, Polona.

Kto zyskał na oszustwie i tragedii ludzi?

  • Kazimierz Warchałowski – handlarz koncesjami, który dostał darmową ziemię od rządu Peru, a potem odsprzedał ją polskiej spółdzielni za ogromne pieniądze.
  • Władze Syndykatu (dr Ludwik Roehr) zagarnęły oszczędności życia imigrantów z opłat wpisowych i rezerwacyjnych za rzekomo „przygotowane” działki.
  • Michał Pankiewicz – firmował kłamliwą propagandę zachęcającą do wyjazdu. W zamian zyskał darmowe wycieczki do Ameryki Południowej, bezkarność oraz stanowisko Radcy Emigracyjnego.
  • Linie Żeglugowe (GAL) – zarobiły fortunę na masowej sprzedaży biletów na transatlantyki dla setek ludzi.
  • Apoloniusz Zarychta i Mieczysław Lepecki – winni przygotowania powierzchownych, skrajnie optymistycznych raportów. Szerzyli też propagandę kolonizacyjną, za co uzyskali finansowane przez państwo wyprawy, wpływy w Lidze Morskiej i Kolonialnej oraz awanse służbowe.
  • Rząd Peru – zyskał darmową siłę roboczą, która własnymi rękami (i życiem) wykarczowała fragmenty niedostępnej dotąd dżungli.
Uczestnicy polskiej ekspedycji związanej z planami osadnictwa w Peru w okresie międzywojennym. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-Z-5.

Żaden z głównych architektów i beneficjentów tej tragedii nie poniósł odpowiedzialności karnej. W realiach sanacyjnej Polski sprawy zamieciono pod dywan, a decydenci i biznesmeni uniknęli więzienia.

Kto stracił na tym oszustwie?

  • Polscy osadnicy (chłopi i robotnicy) stracili absolutnie wszystko: majątek sprzedany w Polsce, zdrowie i nadzieję.
  • 30 – 50 z nich (głównie dzieci) straciło życie w męczarniach.
  • Dr Zdzisław Szymoński – bohaterski lekarz, który stracił cały swój prywatny majątek, kupując leki, by ratować umierających rodaków.
  • Skarb Państwa II RP – stracił gigantyczne kwoty z budżetu na akcję ratunkową i opłacenie statków powrotnych dla bankrutów w 1933 roku.
  • Wizerunek Polski – prestiż międzynarodowy kraju mocno ucierpiał po ujawnieniu tak rażącej niekompetencji i oszustwa.
Pawlikowski z rodziną i rodziną Homanów przed domem w Peru, 1935 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-Z-973-3.

BOHATEROWIE RATUJĄCY OSZUKANYCH POLAKÓW

1) dr Zdzisław Szymoński

Został wysłany przez polski rząd jako oficjalny lekarz medycyny tropikalnej dla nowo powstającej kolonii w Cumarii. Przebywał tam w latach 1930–1934. To on zderzył się z piekłem rzeczywistości.

  • Prowadził darmowy szpital i przychodnię.
  • Leczył nie tylko polskich osadników, ale też uczył i bezpłatnie opatrywał dzieci w lokalnych peruwiańskich szkołach.
  • Walczył z epidemią malarii i czerwonki.
  • Gdy centrala w Warszawie przestała dosyłać fundusze i lekarstwa, wydawał własne oszczędności, kupując w odległych miastach drogie zapasy chininy.
  • Pisał dramatyczne raporty.

Jako jeden z pierwszych oficjalnie alarmował polski konsulat, iż przysyłani z Polski ludzie – tkacze z Łodzi czy fryzjerzy – kompletnie nie nadają się do życia w dżungli, a brak podstawowej infrastruktury zamienia kolonię w cmentarzysko. Został na posterunku do samego końca. Nie wrócił juz do kraju. Po oficjalnym zamknięciu kolonii w Cumarii w 1933 roku, związał swoją przyszłość z Peru. Przeniósł się do Limy, gdzie ukończył prestiżową Szkołę Medyczną San Fernando na Narodowym Uniwersytecie San Marcos. gwałtownie zyskał status jednego z najbardziej cenionych specjalistów od chorób tropikalnych i pasożytniczych w Ameryce Południowej.

Wydał przełomowe w Peru książki naukowe „Enfermedades Tropicales” (Choroby tropikalne), z których peruwiańscy studenci medycyny korzystali przez kolejne dekady. Prowadził też pionierskie badania nad jadowitymi wężami w Peru. Ożenił się z Peruwianką wywodzącą się z zamożnej rodziny o korzeniach brytyjsko-irlandzkich (rodzina Conroy). Z tego związku na świat przyszły dzieci noszące podwójne nazwisko Szymoński-Conroy (w tym syn Zdzisław, który również został lekarzem i studiował medycynę w Limie w latach 50. Jego potomkowie ze względu na trudną wymowę nazwiska w języku hiszpańskim często zapisywali je bez polskich znaków diakrytycznych (Szymoński).

2) Ks. Franciszek Sokół (1886–1971)


Wyjechał do Peru w 1930 roku z polecenia prymasa Polski, kard. Augusta Hlonda. Miał organizować parafię (nazwaną Nowy Gdeszyn) i nieść pomoc duchową. Gdy kierownik kolonii, dr Kurowski, regularnie opuszczał osadników, uciekając przed trudnymi warunkami, ks. Sokół przejął faktyczne przywództwo w osadzie Cumaria. Stał się społecznikiem, aptekarzem i jedynym łącznikiem ludzi z peruwiańską rzeczywistością. Pozostawił po sobie wstrząsające raporty. Pisał wprost, iż spółdzielnia oszukała imigrantów. Zwracał uwagę, iż do puszczy, gdzie liczyła się tylko siła fizyczna, wysłano zwerbowany chaotycznie „element miejski” (nauczycieli, fryzjerów, kontrolerów biletów). Około 90% osadników nigdy wcześniej nie trzymało w ręku siekiery. W swoich listach do Polski z 1932 roku pisał, iż w promieniu tysiąca kilometrów nie ma żadnego innego kapłana, ludzie umierają bez pomocy medycznej, a warunki są nie do zniesienia.

Widząc całkowite fiasko projektu w Peru, ks. Sokół nie porzucił swoich ludzi. W 1935 roku pomógł zorganizować ewakuację części ocalałych rodzin z peruwiańskiej dżungli. Następnie przeniósł się wraz z nimi do Kurytyby w Brazylii, gdzie istniała silna Polonia. Tam kontynuował pracę duszpasterską. Po II wojnie światowej zdecydował się na powrót do ojczyzny. Został prokuratorem Seminarium Duchownego w Lublinie, a od 1947 roku był wieloletnim, szanowanym proboszczem w parafii Wielącza koło Zamościa. Zmarł w 1971 roku, dożywając sędziwego wieku po przetrwaniu chorób tropikalnych Amazonii.

3) Janina Warchałowska (z domu Jenicz)

Żona głównego organizatora akcji, Kazimierza Warchałowskiego. Choć jej mąż był urzędnikiem i działaczem państwowym, ona sama odegrała ogromną, samodzielną rolę w niesieniu pomocy osadnikom, poświęcając dla nich cały swój prywatny majątek. Widząc zbliżającą się katastrofę finansową i logistyczną całego przedsięwzięcia w Peru, Janina podjęła dramatyczną decyzję . Wszystkie uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyła na doraźną pomoc skrajnie ubogim, chorym i oszukanym kolonistom. Finansowała dla nich żywność, leki przeciw malarii oraz pomagała w organizowaniu ucieczek z dżungli w bezpieczniejsze rejony.

Po powrocie do kraju (lub w trakcie trwania kryzysu) blisko współpracowała z nowo powstającymi komitetami, takimi jak Polsko-Peruwiańskie Stowarzyszenie Osadnicze w Toruniu, próbując uporządkować chaos wokół kolonii i słać pomoc humanitarną do Ameryki Południowej. Już wcześniej była niezwykle zasłużoną działaczką polonijną. W latach 1904–1920 przebywała z mężem w Brazylii, gdzie założyła i prowadziła Towarzystwo Zjednoczenia Polek w Kurytybie, ucząc dzieci emigrantów języka polskiego i pomagając biednym rodzinom. Podczas kryzysu peruwiańskiego stała się prawdziwym aniołem stróżem dla uciekających z Satipo ludzi.

3) Maria Bohdan-Niedenthal

Pomagała osadnikom poprzez nagłaśnianie prawdy o ich tragicznym losie, co skutecznie przełamało rządową cenzurę i propagandę sukcesu. Jej bezkompromisowe relacje prosto z dżungli zmusiły polskie władze do interwencji oraz sfinansowania akcji ratunkowej dla umierających z głodu i chorób rodaków. Dodatkowo, demaskując oszustwo kolonizatorów na łamach prasy, ocaliła tysiące kolejnych rodzin w kraju przed sprzedażą majątku i wyjazdem do peruwiańskiego piekła.

4) Stanisław Madejewski oraz Witold Szyszłło

– polscy dyplomaci i konsulowie honorowi w Limie. To oni pierwsi alarmowali Warszawę o dramacie w dżungli i organizowali zbiórki funduszy wśród zamożnej Polonii w stolicy Peru, zapewniając uciekinierom dach nad głową

5) Feliks Woytkowski

Wybitny polski zoolog i podróżnik przebywający wówczas w Peru. Choć sam zajmował się nauką, dzięki doskonałej znajomości terenu i języka hiszpańskiego pomagał wycieńczonym rodakom w poruszaniu się po peruwiańskim buszu.

6) Jan Szychowski

Legendarny polski osadnik, założyciel potęgi produkującej yerba mate (Amanda) w argentyńskiej prowincji Misiones. Przyjmował uchodźców z Peru do pracy w swoich plantacjach i warsztatach, dając im środki do życia i pomagając w asymilacji.

Pamięć o ofiarach „zielonego piekła”

Ta historia przez dekady była tematem tabu i uległa niemal całkowitemu zapomnieniu. Zarówno przedwojenne władze sanacyjne, jak i późniejszy rząd komunistyczny nie były zainteresowane nagłaśnianiem tej spektakularnej, tragicznej porażki narodowego projektu kolonizacyjnego.

Dramat zwykłych osadników został utrwalony głównie na kartach literatury, co stanowi jedyny trwały pomnik tamtych wydarzeń:

1) Maria Bohdan-Niedenthal

Jej książka „Ucayali. Raj czy piekło nad Amazonką” (1935 r).

2) Arkady Fiedler

Słynny podróżnik w 1933 roku odwiedził te rejony. W swoim wielkim hicie „Ryby śpiewają w Ukajali” opisał piękno rzeki, ale też zawarł bolesny obraz oszukanych, umierających i uciekających w nędzy polskich kolonistów.

Arkady Fiedler (1894–1985), polski podróżnik i pisarz. Fot. Władysław Miernicki / Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 20-35.

3) Michalina Isaakowa

Pisarka i podróżniczka wstrząsnęła polską opinią publiczną swoimi relacjami z Ameryki Południowej. Była to wybitna, nieco zapomniana polska entomolog (badaczka owadów) i pisarka, która pod koniec lat 20. XX wieku samotnie przemierzała lasy tropikalne Parany (Brazylia) oraz Peru. Choć jej głównym celem było łapanie motyli i badania naukowe, Isaakowa na własne oczy widziała dramat polskich osadników oszukanych przez bezwzględną propagandę mocarstwową i obietnice „ziemi obiecanej”. Swoje mordercze wyprawy oraz tragiczne spotkania z rodakami w tropikach opisała w bestsellerowej w okresie międzywojennym książce „Polka w puszczy paranańskiej” (wydanej w 1937 roku).

4) dr Stanisław Rakowicz

Konsul Honorowy Republiki Peru w Toruniu. ,,Polacy w dziejach Peru” wydana przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu.

5) Blog podróżniczy i historyczny “z miłości do Inków”

W Peru: Na oficjalnych cmentarzach w dżungli (np. w rejonie Chanchamayo czy rzeki Ucayali) nie ma żadnej tablicy ani obelisku dedykowanego osadnikom z lat 1929–1933. Ich groby zostały całkowicie pochłonięte przez amazońską roślinność.

W Limie: Ambasada RP organizuje uroczystości rocznicowe wyłącznie wokół grobów i pomników wielkich inżynierów jak Ernest Malinowski czy Edward Habich z XIX wieku. Ofiary oszustwa z okresu międzywojennego wciąż czekają na swoje fizyczne upamiętnienie w stolicy Peru. W przedwojennej Polsce o upamiętnienie oraz o sprawiedliwość dla oszukanych ludzi zabiegali przede wszystkim uczestnicy tej tragicznej ekspedycji, polscy dyplomaci oraz bezkompromisowi dziennikarze śledczy. Oficjalne władze II RP i Liga Morska i Kolonialna traktowały jednak sprawę jak wstydliwy skandal, dlatego celowo wyciszały wszelkie próby nadania jej rozgłosu.

Oszukani Polacy po powrocie do kraju (lub jeszcze z poziomu placówek w Ameryce Południowej) zrzeszali się w komitetach, m.in. w Polsko-Peruwiańskim Stowarzyszeniu Osadniczym w Toruniu. Głośno domagali się od państwa pociągnięcia do odpowiedzialności karnej i finansowej dyrektorów Polsko-Amerykańskiego Syndykatu Kolonizacyjnego, którzy bezkarnie wzbogacili się na ich krzywdzie. Wszystkie te wysiłki zderzyły się jednak z murem państwowej cenzury. Sukcesy polskich inżynierów w Peru (takich jak Ernest Malinowski czy Edward Habich) chętnie celebrowano, wznosząc im pomniki w Limie. Z kolei pamięć o katastrofie w Satipo celowo wymazano z podręczników, przez co do dziś te setki bezbronnych ofiar nie doczekały się żadnego oficjalnego miejsca pamięci.

Grób Kazimierza Warchałowskiego (1872–1943), związanego z organizacją polskiego osadnictwa w Peru. Cmentarz Powązkowski w Warszawie. Żródło: Wikimedia Commons.

Autorka tekstu: Pauletti Alba Maldonado.

Przeczytaj także: DZIŚ DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI PERU

9 sierpnia – 35 rocznica śmierci polskich męczenników w Peru

POLSKO-PERUWIAŃSKA MIŁOŚĆ

Idź do oryginalnego materiału