Jak wyobrażasz to sobie, mamo? zirytowała się Jagoda. Mam przecież zamieszkać dwa tygodnie z zupełnie obcym facetem?
Dlaczego masz na myśli obcego? To przecież Igor, syn mojej kuzynki Lidi, nasz krewny!
Pamiętasz, jak się z nim bawiłaś, kiedy byłaś mała? wtedy gościłyśmy u nich! odparła mama.
Mamusiu, mam już prawie trzydzieści! Gdzie jest to moje dzieciństwo? próbowała się domagać Jagoda. Czy znowu chcesz mnie wydać za mąż?
Nie gadaj bzdur: on jest rodziną! Czekaj więc na gościa, nic ci się nie stanie! stanowczo zakończyła rozmowę i rozłączyła się.
Mama zawsze szanowała więzi rodzinne: rodzina to rzecz święta! Dlatego po prostu zaproponowała córce, iż przyjmie starszego Igora, który postanowił przeprowadzić się do stolicy miasta możliwości.
Za przyjęcie go po rodzinnie nie trzeba było mu płacić, bo rodzina w Warszawie zawsze się wspiera!
Jagoda, nauczycielka języka rosyjskiego i literatury w liceum, przypomniała sobie, iż przysłówek po rodzinie był ulubionym zwrotem niegdyś słynnego Iuda Goliwy, znanego z niecnych wyczynów podobnie jak babcia Szapokliak.
Zaoferowała mamie, iż sama przyjmie kuzynka, bo jest tak dobrą duszą. Bo przecież każdy chętny chce wpaść pod dachem rodziny!
Jednak mama mieszkała z tatą w małym kikutie z głowicą i śmiesznie małej kuchni, w której nie zmieściłaby się choćby rozkładana kanapa. Nie zamierzała więc wciągać Igora do swojego kąta, prawda?
Jagodzie popsuło się humor: od dawna żyła samotnie, a krótkotrwałe małżeństwo już nie wchodziło w grę. Związek studencki rozpadł się po pół roku; nie zostawił po sobie nic poza rozczarowaniem. Na szczęście nie zdążyła mieć dziecka, bo nie chciała kolejnego niewłaściwego partnera.
Wiek Jagody zbliżał się do trzynastu lat, a męża wciąż nie było. Nie martwiło to ją, a raczej rodziców, bo jej sytuacja była w porządku.
Miała przytulne dwupokojowe mieszkanie po starej babci, pełne starocie, ale wszystko działało: pralka prała, lodówka chłodziła, telewizor grał czego chcieć więcej?
W pracy zarabiała przyzwoicie, a współpracownicy ją cenili. Nie brakowało jej przyjaciółek, a samotność wypełniał kot Burek tak nazwany, jak pies myśliwy Pulk w znanej książce o Nieznajomym.
Jagoda przygotowała pokój dla gościa i niecierpliwie czekała na przyjazd Igora. Mimo zapewnień mamy, iż mu się spodoba, była trochę zestresowana.
Krewny okazał się naprawdę przyjazny. Po przybyciu dokładnie obejrzał mieszkanie, zaglądając wszędzie, jak przystało na gościa.
Czego szukasz? zapytała hostessa, nieśmiało. Złota i diamenty? Myślisz, iż przywiozłam ci złoty sedes?
Po prostu chcę wiedzieć, gdzie będę mieszkać! odparł Igor.
A jeżeli coś ci się nie spodoba, nie będziesz u mnie mieszkać? dopytała Jagoda, ciekawska.
Będę, ale
Co ale?
No nic!
Poszli wypić herbatę i się poznać. Igor przyniósł do herbaty ciasto od Lidy i kupił mały, pyszny tort nie był nachalnym najebaczem.
W praktyce był prawdziwym dżentelmenem: po posiłkach sam zmywał naczynia, gotował przyzwoicie i nie zostawiał kałuż w łazience. W skrócie, był przyzwyczajony do kuwety.
Dzięki wujkowi Lidi i pierwszej żonie Igora (która chyba nie była najważniejsza), facet był rozwiedziony, więc nie miał żadnych zobowiązań rodzinnych.
Naprawdę? zdziwiła się przyjaciółka Łarka, gdy Jagoda opowiadała o nowym współlokatorze. To taki gotowy mąż, bierz go!
Łarka wiedziała, o co chodzi: rozstała się z Lwem właśnie z powodu takiego typu problemów.
Ale my jesteśmy rodziną! Poza tym nie podoba mi się! odparła Jagoda.
Co to za rodzina, to już jakaś siódma woda w galaretce! I jak może ci nie podobać? On jest co?
Nie, nie wydaje się taki! Igor był przystojny, choć nie w typie Jagody.
Mimo to nie trafił w jej gust nie mieli wspólnych punktów. Ona była nocną sową, on wczesnym skowronkiem.
Jagoda wolała spokojne tempo, kierując się wschodnią mądrością: śpiesz się powoli.
Gość był pełen energii i kreatywności, zawsze chciał coś robić i iść do przodu, a zamiast serca miał płonący silnik to był jego charakter.
Już pierwszego dnia zabrał Jagodę do teatru, kupując bilety online. Dziewczynie nie chciało się od razu odrzucać gościa, więc poszła, choć teatr nie była jej ulubioną rozrywką.
Lubiła stare spektakle online, a nowoczesne adaptacje klasyki nie robiły na niej wrażenia. Odrzucała brak kurtyny, nowoczesne kostiumy i niejasne dialogi. Scena nie mówi o naszym czasie! marudziła.
Igor był zachwycony i w drodze powrotnej próbował udowodnić, iż Jagoda się myli, gorąco argumentując.
Nie rozumiesz, to nowe, postępowe spojrzenie! grzmiał Igor.
A po co mi nowe? odpowiedziała spokojnie Jagoda. Stare mi wystarcza!
To przecież ruch do przodu! rozgadując się, zaczął opowiadać o mieście możliwości Warszawie i o wielkich planach.
W domu czekał Burek, który od razu schował się pod łóżkiem, bo coś mu nie odpowiadało w tym gościu.
Trzydziestoletni Igor włączył się w życie rodziny, nie tylko w obowiązkach domowych. Na drugi dzień kupił nowy dywan i wyrzucił stary leżący przy klatce schodowej. Jagoda przyjęła to bez słów. Potem pojawił się nowy garnek, bo stary przyklejał się do dna i nie nadawał się do gotowania kaszy. Jagoda nie zwracała uwagi prawdopodobnie Igor kupił go dla siebie, bo woli solidne śniadania.
Potem zaproponował płacić za media: Będę korzystał z wody i prądu!. Jagoda odmówiła, czując, iż to nie jest jego miejsce. Co, mam płacić za nasz lokal?. Igor tylko się uśmiechnął i odparł: Nie potrzebuję twoich pieniędzy, panie Igorze Maksymowiczu!.
Nie siedział bezczynnie rozsyłał CV i uczestniczył w licznych rozmowach o pracę, bo coś w nim migotało.
Gdy dwutygodniowy pobyt dobiegał końca, Igor zaczął kichać, miał wydzielinę z nosa i pokryła go wysypka. Nagle wszystkie plany się zamieszały.
Gość nie chciał wyjeżdżać, a choćby zaczął krzyczeć na Jagodę: Dlaczego przeszłaś do kuchni w butach? Trudno się wykręcić, co?. Po co kupiłaś ten proszek do prania? Nie da się go potem wypłukać z ubrań!.
Jagoda poczuła się jak okrągła dziwka, a nie ona była panem domu, a Igor. Burek ignorował go i wychodził spod łóżka tylko wtedy, gdy nie było Igora w pobliżu.
W osiemnasty dzień przyjechał telefon: Igor dostał pracę! Jeszcze mnie nie wzięli, Iriszko?, pomyślała radośnie Jagoda. To był moment, kiedy Igor stał się dla niej uciążliwy.
Nowa praca była całkiem przyzwoita jak na Warszawę, ale Igor nie wspomniał, iż się wyprowadza. Jagoda, przełamując uprzejmość, postanowiła zapytać: «Czy nie męczą cię już gospodarze, drogi człowieku?». Umówiła się na rozmowę na jutro, ale Igor miał medyczny badanie, które trzeba było zrobić przed podjęciem pracy.
Następnego ranka Jagoda wróciła z pracy, a na stole czekał pięknie nakryty posiłek.
Czy to pożegnalna kolacja? Boże, dzięki! pomyślała, iż nie będzie musiała prowadzić nieprzyjemnej rozmowy. Nastrój podniósł się.
Igor zawsze był w dobrym humorze, więc przy stole panowała świąteczna atmosfera. Najpierw rozlał wina do kieliszków i przemówił.
Nagle zrobił się nagły zwrot: chciał jej zrobić propozycję! Nie służbową, a małżeńską mimo iż byli kuzynami.
Myślę, iż moglibyśmy stworzyć dobrą parę! mówił, na podwyższeniu. Nie jestem cię w żaden sposób nieprzyjemny! Ty też mi się podobasz! W naszym wieku trzeba podchodzić do małżeństwa świadomie!
Mamy już mieszkanie i dobrą pracę! Miłość w małżeństwie to tylko przeszkoda, wszystko powinno opierać się na szacunku! Szanujemy się nawzajem!
Jagoda słuchała tej paplaniny, otwarta buzia, a nagle Burek wyłonił się spod łóżka. Czy to dlatego, iż już mu się podobał Igor?
Masz kota? zapytał gość.
Tak! odparła Jagoda, zaskoczona. Ty go dopiero widzisz?
To mój pierwszy raz! Ach, cholera, mam alergię na sierść! Dziś przy badaniu postawili mi diagnozę alergii! Skąd ona wzięła się?
Nie zauważyłeś kuwety w łazience? Zawsze wszystko widzisz!
Nie patrzyłem! Ale, Irka, musimy coś zrobić!
Czy lekarz coś przepisał? Zacznij leczyć!
Przepisano, ale trzeba leczyć przyczynę, a nie objawy! wyjaśnił Igor. Nie mogę żyć z kotem w jednym mieszkaniu!
Kto ci to zlecił? Nie mieszkaj!
Nie mieszkaj? A ślub?
Jaki ślub, Igorze? Czy twoja alergia nie przeszła do mózgu?
Nasza! odpowiedział stanowczo. Kot będzie przeszkadzać!
Mogę go choćby uśpić! rzuciła złośliwie Jagoda.
To opcja! Mogę i za to zapłacić! zaproponował.
Ja go uśpię! po krótkiej chwili odpowiedziała. Ty! I nie patrz tak na mnie precz! Mówię to tobie, nie Burekowi!
Igor wypił wino i wyszedł, rzucając na pożegnanie: Nie myślałem, iż jesteś taka prymitywna!
I wam pożegnania! odparła Jagoda z ulgą.
Po jego wyjściu zniknął garnek, a nowy dywan pozostał chyba nie chciał go zabrać.
Zadzwoniła mama: jak mogłaś go wyrzucić? Pluś już narzekał!
Chciał, żebym za niego wyszła za mąż! jeżeli jesteś tak dobra, wyjdź sama! A on mi się nie podoba! krzyknęła Jagoda i rozłączyła się.
Nikt już nie oddzwonił, temat chyba się wyczerpał.
Może następnym razem jakiś krewny będzie miał alergię na ciebie, Jagodo! Są przypadki, gdy mężowie mają alergię na łupież żony i kończy się to źle.
Mamo, następnym razem, gdy chcesz pomóc, przyjmuj krewnych do siebie: kto wymyślił, ten i prowadzi. A Jagoda i Burek radzą sobie w zupełności.











