Dopóki sprzedajemy mieszkanie, zamieszkaj w domu opieki powiedziała córka.
Helena wyszła za mąż bardzo późno. Długo jej się nie wiodło w życiu uczuciowym i ta czterdziestoletnia kobieta przestała już wierzyć, iż spotka, jak jej się wydawało, adekwatnego człowieka.
Pięćdziesięcioletni Edward okazał się nie lada „księciem”. Był już kilka razy żonaty i miał trójkę dzieci, którym zgodnie z postanowieniem sądu oddał swoje mieszkanie.
Dlatego Helena, po kilku miesiącach tułaczki po wynajętych mieszkaniach, musiała zabrać męża do swojej sześćdziesięcioletniej matki, Stanisławy.
Edward już od progu zrobił niezadowoloną minę, marszcząc nos i pokazując całym sobą, jak nie znosi zapachu starości unoszącego się w mieszkaniu.
Starym jedzie mruknął z obrzydzeniem. Może by wywietrzyć.
Stanisława doskonale usłyszała te słowa, ale udawała, iż do niej nie dotarły.
Gdzie będziemy mieszkać? ciężko westchnął Edward, któremu wyraźnie nie odpowiadało nowe lokum.
Helena natychmiast zaczęła krzątać się, próbując przypodobać się mężowi, i odciągnęła matkę na bok.
Mamo, zajmiemy z Edwardem twoją sypialnię wyszeptała córka a ty tymczasem zamieszkasz w tej małej.
Jeszcze tego samego dnia Stanisława została bezceremonialnie przeniesiona do ciasnego pomieszczenia, które trudno było nazwać pokojem.
Co gorsza, kobieta musiała przenosić rzeczy sama, bo zięć ostentacyjnie odmówił jej pomocy.
Od tego momentu dla Stanisławy zaczęło się ciężkie życie. Edward był niezadowolony ze wszystkiego: jedzenia, porządków, koloru tapet.
Najbardziej jednak drażnił go zapach. Twierdził, iż w domu śmierdzi starością, na którą jak mówił ma alergię.
Edward teatralnie kaszlał za każdym razem, gdy tylko Helena przekraczała próg.
Tak się nie da żyć! Trzeba coś z tym zrobić! oświadczył żonie poirytowany.
Nie mamy pieniędzy na wynajem rozłożyła ręce zrezygnowana Helena.
Wyślij gdzieś matkę skrzywił się mężczyzna. Nie da się oddychać.
Gdzie miałabym ją wysłać?
Wymyśl coś! Zresztą i tak po jej śmierci mieszkanie zostanie twoje. Po co czekać, zróbmy to szybciej rzucił beztrosko Edward. Porozmawiaj z matką.
Co mam jej powiedzieć? zapytała pełna niepokoju Helena.
Coś wymyśl! Przecież jeżeli zostaniesz sama, to kto cię przygarnie? Ja dałem ci szansę, gdy miałaś czterdzieści lat i byłaś starą panną. Bez ze mnie skończysz sama naciskał Edward, wiedząc, gdzie uderzyć.
Helena posmutniała, spojrzała spode łba na męża i poszła do matki, która miała teraz za pokój dawny schowek.
Mamusiu, na pewno źle ci się tutaj mieszka, prawda? zaczęła ostrożnie rozmowę.
Puścicie mnie do swojego pokoju? zapytała kobieta z nadzieją.
Nie, mamy inną propozycję. I tak ten lokal zapiszesz mi w spadku, prawda? zapytała cicho Helena.
Oczywiście.
To po co czekać? Chcę sprzedać to mieszkanie i kupić coś lepszego w ładnej kamienicy.
Może lepiej wyremontować to?
Nie, trzeba wziąć większe.
A ja gdzie, córko? drżały usta Stanisławy.
Tymczasem zamieszkasz w domu opieki Helena uśmiechnęła się do matki, informując ją o szokującej decyzji ale to chwilowe! Potem na pewno cię zabierzemy.
Naprawdę? spojrzała z nadzieją Stanisława.
Jasne. Wszystko załatwimy, zrobimy remont i zabierzemy cię stamtąd Helena ujęła matkę za rękę.
Stanisławie nie zostało nic innego jak uwierzyć i przepisać mieszkanie na córkę.
Gdy tylko dokumenty były gotowe, Edward z zadowoleniem w głosie powiedział:
Pakuj rzeczy babci! Zawieziemy ją do domu opieki.
Już teraz? zdziwiła się Helena, którą dręczyły wyrzuty sumienia.
Na co czekać? Za samą jej emeryturę też mi niepotrzebna. Z matki masz tylko kłopoty, nie pożytek. Niech da nam pożyć powiedział Edward chłodno.
Przecież jeszcze nie sprzedaliśmy mieszkania.
Rób, co mówię, albo zostaniesz sama odparł mężczyzna stanowczo.
Po dwóch dniach rzeczy Stanisławy i sama staruszka znalazły się w aucie w drodze do domu opieki.
Po cichu, ukradkiem ocierając łzy, Stanisława przeczuwała nieszczęście.
Edward choćby z nimi nie pojechał. Oświadczył, iż musi wywietrzyć dom.
Stanisławę gwałtownie przyjęte do domu opieki, a Helena pośpiesznie i niepotrzebnie zawstydzona pożegnała się z matką.
Córko, naprawdę po mnie wrócisz? zapytała kobieta, licząc na choć odrobinę nadziei.
Oczywiście, mamo Helena spuściła wzrok.
Właściwie wiedziała, iż Edward nigdy nie zgodzi się, by zabrać Stanisławę do nowego mieszkania.
Gdy mieli już akt własności, para gwałtownie sprzedała dawne mieszkanie i kupiła nowe.
Edward postanowił przepisać je na siebie, twierdząc, iż Helena jest zbyt łatwowierna.
Po paru miesiącach kobieta wspomniała w rozmowie o swojej matce, ale Edward stał się agresywny.
Jeszcze raz wspomnisz o niej, wyrzucę cię! zagroził ostro Edward.
Helena posłusznie umilkła. Wiedziała, iż z tym nie ma żartów i proces zabierania matki uznała za zamknięty rozdział.
Kilka razy próbowała jednak pojechać odwiedzić Stanisławę, ale na myśl o matczynych łzach cofnięta za każdym razem.
Stanisława przez kolejne pięć lat dzień po dniu czekała z nadzieją, iż córka znów po nią przyjdzie.
Niestety nigdy się nie doczekała. Tęsknota i rozłąka złamały jej serce; odeszła cicho z tego świata.
Helena dowiedziała się o tym dopiero po roku, gdy Edward wyrzucił ją z własnego choć przecież nie jej mieszkania. Wtedy przypomniała sobie o matce.
Poczucie winy i żalu stały się nie do zniesienia i zaprowadziły ją do klasztoru, gdzie do końca życia starała się odpokutować własny grzech.








