Zagubiony krewny: Tajemnice, które łączą nas w Polsce

newskey24.com 12 godzin temu

28 września 2025
Drogi pamiętniku,

Dziś po raz kolejny nastrój rozświetliła rozmowa z mamą o dzisiejszych planach. Jak wyobrażasz sobie to, mamo? wykrzyknęła Bogna, nasza siostrzenica, nieco zirytowana. Czy mam dwa tygodnie zamieszkać pod jednym dachem z zupełnie obcym facetem?

Dlaczego obcym? To przecież Jacek Mikołajewicz, syn mojej kuzynki Lidy przypomniała mi mama, podnosząc brew. Pamiętasz, jak w dzieciństwie bawiliście się razem, kiedy gościwaliśmy u nich?

Mamo, mam prawie trzydzieści lat! Gdzie po mnie jeszcze dzieciństwo? próbowała się przedrzeć Bogna. Czy znowu chcesz mnie wydać za mąż?

Nie mów bzdur, to nasz krewny! Czekaj na gościa nic cię nie spotka! zamknęła rozmowę stanowczo.

Mama zawsze trzymała rodzinne więzi w świętym słoiku. Teraz narzuciła córce starszego o dwadzieścia lata Jacka, który właśnie postanowił przeprowadzić się do Warszawy, miasta szans i możliwości. Przyjmij go jako rodzinnego, mawiała, nie trzeba go wypierać, jeżeli krewny mieszka w stolicy.

Bogna, nauczycielka języka rosyjskiego i literatury w liceum, przypomniała sobie, iż przysłowie po rodzinnie było ulubionym zwrotem wśród dawnych, nieco niecnych postaci literackich. Zanim więc odmówiła, zaoferowała mamie, iż przygarnie kuzynka, bo takie są nasze polskie serca otwarte i pomocne.

Mieszkanie, w którym mieszkają, to dwupokojowa łódzka kawalerka z małą, głupią kuchnią, w której nie zmieści się choćby rozkładany stolik. Nie mogliśmy po prostu wcisnąć Jacka pod pokój. Bogna, która od lat mieszkała sama, nie liczyła krótkotrwałego małżeństwa w swoim planie. Jej poprzedni związek rozpadł się po pół roku, a z tego czasu nic nie wyszło, oprócz braku potomstwa czego nie chciała.

Mimo to, Bogna posiadała spokojne mieszkanie po babci, stary, ale w pełni sprawny. Pralka prała, lodówka chłodziła, a telewizor działał. Jej wynagrodzenie w szkole było przyzwoite, a przyjaciółki nie brakowało. Jedynym towarzyszem była puszysta kotka Burek nazwana tak jak pies z klasycznej książki o przygodach.

Kiedy Jacek przybył, Bogna poczuła się nieco niepewnie, ale przygotowała mu pokój i czekała. Zobaczysz, iż ci się spodoba, zapewniała mama.

Okazało się, iż gość nie był wcale takim intruzem. Przeszedł po mieszkaniu, spoglądając w każdy zakamarek, jakby chciał sprawdzić, gdzie będzie mieszkał. Czego szukasz? Złota, diamenty? zapytała Bogna z uśmiechem. Czy myślisz, iż przywiozę złoty sedes?

Po prostu chcę wiedzieć, gdzie mam postawić swoje rzeczy odparł Jacek.

A jeżeli coś ci się nie spodoba, nie zostaniesz? dopytała, interesująca jego reakcji.

Zostanę, ale

Ale co?

Nic, po prostu nic!

Usiedli przy herbacie, a Jacek przyniósł ciasto, które mama Lida upiekła dawno temu, i mały, słodki tortik. Facet okazał się miły, nie był najazdowiczym pchnięciem. Bez prośby umył po sobie naczynia, gotował przyzwoicie i nie zostawiał kałuż w łazience. W skrócie, był przyzwyczajony do kuwety.

Co za gość! zachwyciła się Lidia, przyjaciółka Bogny, gdy usłyszała o Jacku. To idealny kandydat na męża!

Lidia, która rozwiodła się z Levkiem właśnie z powodu podobnych problemów, nie mogła się powstrzymać. Ale my jesteśmy rodziną! Poza tym nie podoba mi się! protestowała Bogna.

Jesteśmy jak siódma woda w kisielu! ripostowała Lidia. Jakże możesz go nie lubić? Czy on jest?

Jacek był przystojny, choć nie w typie Bogny. Nie znaleźli wspólnego języka ona nocna sowa, on poranny skowronek. Bogna woli spokojne tempo życia, cytując wschodnią mądrość: śpiesz się powoli. On zaś był pełen energii, ciągle w ruchu, z sercem niczym płonący silnik.

Pierwszego dnia Jacek wciągnął Bognę do teatru, kupując bilety online. Chociaż nie lubiła teatru, poszła, by nie zranić go. Wystawa była nowoczesną reinterpretacją klasyki, brakiem kurtyny, współczesnymi kostiumami i niejasnym dialogiem. Bogna uznała to za coś, co nie trafia do nas. Jacek był zachwycony i po powrocie domojęcy się, iż Bogna się myli.

To nowoczesne spojrzenie, postęp! wołał. To ruch do przodu! dodawał, wymieniając plany o przeprowadzce do wielkiego miasta Warszawy.

Kot Burek schował się pod łóżkiem, jak to zwykle robił, gdy coś nie odpowiadało mu w otoczeniu. Jacek nie zyskał przychylności choćby u kota.

Drugiego dnia wymienił stary dywanik na nowy, wyrzucił zużyty z klatki schodowej i Bogna, nie sprzeciwiając się, przyjęła zmianę. Zakupił także nowy rondel, bo stary przywierał przy gotowaniu kaszki. Bogna podjadła kawę z bułeczkami, nie zwracając uwagi, iż rondel może być przeznaczony dla niego.

Mężczyzna zaproponował, iż zapłaci za media. To chyba nieładnie, by gościem być i nie płacić! odparła Bogna, czując, iż to nachalne wchodzenie w jej prywatność. Jacek, jak na typowego nie-odkupca odmówił, mówiąc: Nie będę płacił za czyjś dom.

Szukał jednak pracy, rozsyłał CV i brał udział w licznych rozmowach kwalifikacyjnych. W pewnym momencie, pod koniec dwutygodniowego pobytu, Jacek zaczął kichać, krwawić z nosa i mieć wysypkę prawdopodobnie reakcję alergiczną, o której nie wspominał.

Mimo tego nie wyjechał. Stał się coraz bardziej wściekły, krzycząc na Bognę, gdy ta przeszła w kuchnię w kapciach. Dlaczego w kapciach? Nie możesz rozbierać butów? pytał. A ten proszek do prania? Nie da się go wypłukać!

Bogna poczuła się jak okrągła dziura, jakby to nie ona była gospodarzem, a Jacek. Kot Burek ignorował go, wychodząc spod łóżka jedynie, gdy facet nie był w pobliżu.

W osiemnasty dzień dostaliśmy telefon Jacek dostał pracę w Warszawie. Był zachwycony, a przy okazji nie wspomniał, iż zamierza wyprowadzić się. Bogna postanowiła odważyć się i zapytać: Czy nie jesteś już zmęczony byciem gościem, drogi człowieku?

Umówiliśmy się na jutro, ale Jacek miał badanie lekarskie, niezbędne przed rozpoczęciem pracy. Następnego ranka Bogna wróciła ze szkoły i zobaczyła na stole pięknie zastawiony posiłek. Czy to pożegnalna kolacja? pomyślała, podnosząc nastrój.

Jacek nalał wina i zadał toast. Nagle podniósł kieliszek i oznajmił, iż ma zamiar oświadczyć się Bognie. Myślę, iż możemy stworzyć dobrą parę! mówił, nie ukrywając, iż jej uroda go przyciągnęła. W naszym wieku ma sens przemyśleć małżeństwo!

Wtedy z pod łóżka wypadł kot Burek. To twój kot? zdziwił się Jacek. Czy to twój pierwszy raz go widzisz? dodał, drapiąc się po nosie. Mam alergię na sierść! Dziś lekarz potwierdził, iż nie mogę żyć z kotem.

Nie zauważyłeś kuwety? Przecież wszystko w domu widzisz! zażądała Bogna. Ale lekarz mówi, iż trzeba usunąć przyczynę, a nie tylko objawy. Jacek nalegał, iż nie może współdzielić mieszkania z kotem. Bogna, po chwili namysłu, odpowiedziała: Lepiej cię uśpimy niż poddamy się twoim roszczeniom!

Rozgniewany, Jacek wypił wino i wyszedł, zostawiając po sobie jedynie pusty rondel. Dywanik pozostał, a kot Burek wrócił pod łóżko.

Zadzwoniła mama: Jak mogłaś go wyrzucić? On już narzekał, iż chce cię poślubić! krzyczała. jeżeli jesteś tak dobra, wyjdź sama! zakończyła rozmowę, po czym rozłączyła się.

Zamknąłem dziennik, myśląc o tym, co naprawdę się stało. Ten gość, choć miał dobre intencje, nie pasował do naszego życia. Nie każdy krewny musi stać się rodziną, a nie każdy przyjaciel jest wart poświęcenia własnego spokoju.

Wniosek? Trzeba umieć odróżnić, kiedy otwartość zamienia się w utratę własnej granicy. Czasem lepsze jest zachować przestrzeń, niż wkładać się w cudzy chaos.

Idź do oryginalnego materiału