Za łapówkę stałam się „młodsza” – po latach mąż odkrył prawdę o moich fałszywych dokumentach i rozpadło się nasze małżeństwo

newskey24.com 9 godzin temu

2 maja

Urodziłem się w niewielkiej miejscowości na Lubelszczyźnie. Po podstawówce zdecydowałem się na technikum budowlane, które ukończyłem po czterech latach. Potem zacząłem pracę w lokalnej firmie remontowej, zgodnie z wyuczonym zawodem. Jednak po pięciu latach dotarło do mnie, iż nie chcę już dłużej klepać biedy zarabiałem marne grosze, a pragnąłem od życia czegoś więcej.

To właśnie w pracy poznałem Tomasza, faceta z Warszawy, który miał niemałe znajomości w stolicy. Zaprosiłem się do niego i poprosiłem o pomoc z dostaniem się na studia. Tomasz nie odmówił, ale zaznaczył od razu, iż taka przysługa kosztuje. Na szczęście miałem odłożone oszczędności. Zapłaciłem mu sporą sumę, wtedy ponad dziesięć milionów starych złotych, co dla mnie było fortuną.

Udało mi się również kupić nowe dokumenty. Sfałszowałem świadectwo dzięki temu papierowi byłem oficjalnie o pięć lat młodszy, a na moim dyplomie były same piątki. W tamtych czasach jeszcze dało się załatwić takie rzeczy.

Z pomocą Tomasza dostałem się na politechnikę. Wszystko zaczęło się układać: wśród studentów czułem się młodszy, to było zupełnie inne towarzystwo. Rok później ożeniłem się z Anną, dziewczyną z Warszawy, która miała wtedy dziewiętnaście lat. Zameldowałem się razem z nią u jej rodziców na Pradze.

Po ukończeniu studiów nastały burzliwe czasy komunizm upadł. Razem z Anną gwałtownie stanęliśmy na nogi, wynajęliśmy mały lokal na Mokotowie i otworzyliśmy nieduży bar. Potem udało się go wykupić i byliśmy właścicielami własnej knajpy.

Nam się powodziło, choć nie doczekaliśmy się dzieci. Pewnego razu postanowiliśmy wybrać się do mojej rodzinnej wsi. Spotkałem się tam z dawnymi znajomymi i kolegami ze szkoły. Od razu było widać, iż moje życie potoczyło się inaczej niż ich lepiej wyglądałem, lepiej się ubierałem, miałem więcej do powiedzenia. gwałtownie zaczęli mi zazdrościć, a jeden z byłych kumpli rzucił do Anny, iż jestem starszy, niż jej mówiłem, i iż kiedyś pracowałem w budowlance.

Wtedy Anna zaczęła mnie oskarżać o kłamstwo i fałszerstwo. Bardzo się zmieniła zamknęła się w sobie, pojawił się alkohol. W krótkim czasie rozwiedliśmy się, musieliśmy dzielić majątek. Ja kupiłem kawalerkę na Ursynowie, a ona, nabierając kredytów w bankach na lichwiarski procent, popadła w długi. Nasz bar upadł, wszystko się posypało.

Dzisiaj, choć mam już wiek emerytalny, ciągle pracuję na budowie, bo muszę wiązać koniec z końcem. Często wspominam Tomasza, który nieraz ostrzegał, iż fałszowanie dokumentów to głupota i prędzej czy później się wyda. Nikt jednak nie potrafi odwrócić czasu ani zmienić decyzji sprzed lat.

Niedawno odwiedziłem mamę w rodzinnej miejscowości i spotkałem moją byłą koleżankę z technikum. Od dwóch lat jest emerytką, opiekuje się wnukami i uprawia warzywa za domem. Ja przez cały czas muszę ciężko pracować, a zdrowie już nie te. Za młodu człowiek popełnia błędy z lekkomyślności przychodzi jednak czas, kiedy trzeba za nie zapłacić.

Dziś wiem już, iż najłatwiejsze rozwiązania prowadzą donikąd, a prawda zawsze wyjdzie na jaw. Pozostaje mi mieć nadzieję, iż jeszcze jakoś wyprostuję swoje życie i pamiętać, iż uczciwość zawsze jest lepsza niż najstaranniej ułożone kłamstwo.

Idź do oryginalnego materiału