Wróciwszy kiedyś do domu wcześniej niż zwykle, Zofia przypadkowo usłyszała rozmowę męża z siostrą i zamarła.
11
Zofia wyszła z przychodni przed czasem lekarz zachorował, odwołali wizytę. Akurat dobrze! Dawno nie miała takiego prezentu: wolny wieczór, można spokojnie zrobić kolację, nie w pośpiechu jak zawsze.
Cicho przekręciła klucz w zamku nie chciała obudzić Jakuba, jeżeli drzemał po pracy. Okazało się jednak, iż wcale nie spał.
Od kuchni dochodziły głosy.
Nie dam już rady, Lenka. Za każdym razem ukrywać to wszystko to Jakub, jego głos był jakiś zmęczony.
A co chcesz zrobić? Powiedzieć wszystko od razu? siostra Helena. Kiedy ona zdążyła przyjść?
Zofia zastygła przy lekko uchylonych drzwiach. Coś ją tknęło.
jeżeli Zosia się dowie, wszystko runie kontynuował mąż. Trzydzieści lat małżeństwa jak krew w piach.
Musisz podjąć decyzję głos Heleny zrobił się twardy czy będziesz jeździł do niej w każdą sobotę.
Do niej?!
Jak mógłbym zostawić ją samą? Nie ma nikogo oprócz mnie.
A żona? Masz ją, czy nie?
Zofia ścisnęła futrynę drzwi. Serce waliło jej tak, jakby miało rozerwać dom.
Więc to wcale nie były wypady na ryby.
Więc nie z Włodkiem jeździł nad jeziora.
Więc był ktoś, do kogo mąż wracał co tydzień.
Lenka, wyznałbym jej wszystko, ale boję się, iż mnie znienawidzi za to kłamstwo. jeżeli nie powiem zadręcza mnie sumienie westchnął Jakub ciężko.
Sumienie! parsknęła Helena. Gdzie ono było przez tyle lat?
Kiedyś było łatwiej. A teraz ona jest coraz słabsza.
Może czas Zofii wszystko wreszcie wyjaśnić?
Zwariowałaś? przestraszył się Jakub. Zabije mnie! Albo wyrzuci z domu. Gdzie pójdę mając sześćdziesiąt lat?
Zofia odsunęła się od drzwi.
Trzydzieści lat smażyła mu kotlety na “ryby”. Prasowała koszule, prała kalosze. Martwiła się, gdy późno wracał. A on do innej jeździł.
I Helena wszystko wiedziała!
Rodzona siostra i milczała!
Boże
Jak bardzo była ślepa.
Dobra powiedziała Helena czas już iść. Tylko się zastanów, długo tak pociągniesz? To kiedyś wypłynie.
Wiem Sam rozumiem.
Zofia usłyszała kroki w stronę drzwi rzuciła się do łazienki, potrzebowała czasu.
Czasu by zrozumieć, co zrobić z tą prawdą.
Czasu by zdecydować jak żyć dalej.
A może czy ma w ogóle sens dalej żyć.
Patrząc na siebie w lustrze, nie poznawała własnej twarzy. Czy to naprawdę ona Zofia Pawłowska, wzorowa żona?
Wzorowa naiwna raczej.
Wyszła do męża z kamienną twarzą. Siedział przy stole, przeglądał gazetę. Tak swojo, domowo.
O, Zosiu! rozjaśnił się sztucznie. Dziś wcześnie.
Wizytę odwołali.
Helena wpadła. Pozdrawiała.
Kłamca. Przekazała mu coś zupełnie innego.
Kolację chcesz? spytała Zofia najspokojniej jak umiała.
Jasne! Co będzie?
Kotlety. Jak zawsze.
Upłynął tydzień piekła. Zofia obserwowała każdy gest Jakuba, każde słowo. Widziała kłamstwo wszędzie. Jak skrywa telefon. Jak denerwuje się w piątki. Jak pakuje “wędki”.
A w sobotni poranek nie wytrzymała.
Jakub, może pojedziemy razem na ryby? zaproponowała łagodnie.
Zbladł.
Po co? Przecież ci się tam nudzi.
Może raz spróbuję, przekonam się.
Nie, nie, nie wymachiwał rękami tam zimno, komary. Odpocznij w domu.
I odjechał. Z winą na twarzy.
A Zofia została sama z myślami, co drążyły ją jak dżdżownice ziemię.
W poniedziałek zebrała się na rozmowę z siostrą.
Helena, musimy pogadać.
O czym? odezwała się ostrożnie.
Tak szczerze. Dawno się nie widziałyśmy.
Spotkały się w kawiarni, na neutralnym gruncie. Helena spięta, bawiła się pierścionkiem.
Jak tam? zaczęła Zofia nieśmiało.
W porządku. A u was?
Wszystko dobrze. Jakub to już prawdziwy wędkarz.
Siostra zakrztusiła się kawą.
Tak? Często jeździ?
Co sobotę. Zafascynowany, jakby opętany.
Tacy są faceci wymamrotała Helena. Hobby to ich sprawa.
A wiesz gdzie on tak naprawdę jeździ łowić? upewniła się Zofia.
Ja? Skąd mam wiedzieć?
Ale spojrzenie błądziło. Kłamała.
Tak myślę, może pojadę z nim raz, zobaczę, co to za przyjemność.
Zosiu, a po co? Helena nagle stwardniała. Daj mu spokój. Każdy musi mieć swoją przestrzeń.
Swoją przestrzeń! Chodziła jej tylko o zdradę?
Helena Zofia pochyliła się nad stołem ukrywasz coś?
Nic nie wiem i nie chcę wiedzieć! I tobie też radzę nie drążyć.
Wstała i wyszła.
Zostawiła Zofię z bolesną pewnością: siostra kryje męża.
W domu Zofia rozpoczęła własne śledztwo. Przeszukała kieszenie Jakuba, sprawdziła portfel, zajrzała do auta.
I znalazła.
W schowku rachunki. Regularne opłaty. Piętnaście tysięcy złotych miesięcznie.
Prywatny dom opieki “Nadzieja”. Miasto Świnoujście.
Dom opieki?!
Nie działka, nie baza wędkarska. Dom opieki.
Siedziała z tym paragonem i rozumiała, iż wszystko właśnie się rozsypuje. Dom opieki dla chorych, dla potrzebujących wsparcia.
Więc Jakub miał kogoś chorego. Kogoś, o kogo się troszczył. Kogo odwiedzał w każdą sobotę.
Żona? Kochanka?
Nie spała całą noc. Przewijała w głowie najgorsze scenariusze.
Decyzję podjęła rano.
Pojedzie sama. Do Świnoujścia. Dowie się prawdy na własne oczy.
W piątek wzięła wolne. Powiedziała, iż idzie do lekarza.
Droga do Świnoujścia zajęła ponad trzy godziny. Trzy godziny, żeby nakręcić się na najgorsze z możliwych.
Dom opieki był niewielki, przytulny. Tablica: “Dla osób niepełnosprawnych”.
Inwalidzi.
Serce zadrżało. Czy Jakub miał inwalidę, o którym nie wiedziała?
Do kogo pani przyszła? zapytała pielęgniarka z rejestracji.
Chciałabym dowiedzieć się, czy przebywa tu ktoś od Jakuba Pawłowskiego.
Jest pani rodziną?
Żona.
Pielęgniarka sięgnęła do księgi.
Natalia Pawłowska, pokój dwunasty. Proszę bardzo.
Pawłowska!
Nosi ich nazwisko!
Zofia zatrzymała się przed drzwiami pokoju numer dwanaście. Za nimi była cała prawda ta, której przez lata się bała, a której jednocześnie szukała.
Natalia Pawłowska.
Nosi nazwisko jej męża.
Dłoń jej drżała, gdy nacisnęła klamkę.
Można?
W pokoju było jasno, pachniało lekarstwami i kwiatami. Przy oknie, na wózku, siedziała kobieta. Młoda, ledwie trzydzieści pięć lat. Ciemne włosy, szczupła.
I bardzo podobna do Jakuba.
Pani do mnie? zdziwiła się cicho. Głos miała słaby, ale miły.
Tak z trudem odezwała się Zofia Jestem Zofia. Pani Natalia?
Tak. Znamy się?
Znamy się? Jak odpowiedzieć?
Jestem żoną Jakuba Pawłowskiego.
Twarz Natalii zmieniła się błyskawicznie. Zbladła, oczy się rozszerzyły.
O Boże szepnęła. Pani wszystko wie?
Teraz już tak. Zofia podeszła. Proszę, opowiedz mi wszystko.
Nie mogę Tata prosił, bym nie mówiła nikomu.
Tata.
Zofię ugodziło w serce. Usiadła na krześle obok łóżka.
To pan Jakub jest pani ojcem?
Tak Natalia rozpłakała się. Przepraszam, nie chciałam ukrywać On mówił, iż nie macie dzieci i bardzo przeżyjesz, jeżeli się dowiesz.
Ile masz lat? spytała Zofia cicho.
Trzydzieści cztery
Trzydzieści cztery! Urodziła się rok przed ich ślubem. Kiedy Jakub był z kimś innym.
A mama?
Mama zmarła dwa lata temu, rak Natalia ocierała łzy. Tata przez cały ten czas pomagał. Przysyłał pieniądze, odwiedzał. A gdy mamy zabrakło, załatwił mi miejsce tu. Mam porażenie mózgowe, sama żyć nie umiem.
Zofia milczała. Tłumiła natłok myśli.
Jej mąż miał córkę. Chorą córkę, którą wspierał. O której Zofia nie wiedziała przez trzy dekady.
Jest dobry szlochała Natalia Przyjeżdża w każdą sobotę. Chciałby zabrać mnie do domu, ale mama mu zabroniła. Zawsze opowiada o pani. Mówi, jaka pani jest wspaniała.
Opowiada o mnie?
Tak. Bardzo panią kocha. Wciąż powtarza: “Moja Zosieńka, moja Zosieńka”. Mówi, iż jest pani najlepszą żoną na świecie.
Zofia parsknęła gorzko.
Najlepsza żona, którą oszukiwał przez trzydzieści lat.
To nie oszustwo! poderwała się Natalia. Po prostu się bał! Bał się, iż go pani zostawi, gdy pani się dowie. Przecież jestem inna, chora. Ciężar
Nie jesteś żadnym ciężarem.
Dla wielu byłam. Mama tak powtarzała: “Lepiej by było, gdybyś się nigdy nie urodziła”. Ale tata nigdy tego nie mówił. Twierdził, iż jestem córką i jest za mnie odpowiedzialny.
Ktoś zapukał do drzwi. Weszła pielęgniarka:
Natalio, gość! Jak dobrze. Spojrzała uważnie na dziewczynę Coś się stało?
Wszystko dobrze, pani Ludwiko. To ciocia Zosia.
Ciocią Zosią.
Ach! ucieszyła się pielęgniarka Nareszcie się poznałyście! Pan Jakub tak dużo o pani mówił. Zawsze powtarzał, iż jest pani bardzo życzliwa i wyrozumiała.
Życzliwa i wyrozumiała! A ona prawie rozbiła rodzinę przez podejrzenia o zdradę.
Pielęgniarka wyszła. Zostały same.
Opowiedz mi o mamie poprosiła Zofia.
Mama była piękna. Tata był z nią, dopóki nie poznał pani. Gdy się okazało, iż jestem chora, mama powiedziała mu, żeby nie mieszał się w jej życie nie chciała rodziny ze zdrowym dzieckiem. Powiedziała, by poszedł do zdrowej kobiety. Do pani.
I odszedł?
Chciał zostać. Ożenić się z nią. Ale ona nie pozwoliła. Stwierdziła, iż nie potrzebuje mężczyzny z litości. jeżeli kocha kogoś innego niech idzie.
A potem?
Potem ożenił się z panią. Ale nas nie zostawił. Pomagał. Gdy dorosłam, zaczął mnie odwiedzać. Mama zgodziła się pod warunkiem, iż pani się nie dowie. Bała się, iż przez to pani się rozstanie z mężem.
Zofia rozmyślała. Przez lata zazdrościła kobietom dzieci, płakała po nieudanych próbach in vitro. A jednak jej mąż miał dziecko. Od zawsze.
Dlaczego mi nie powiedział? wyszeptała.
Bał się. Mówił, iż tak pragnęła pani dzieci, a jakby się dowiedziała, iż już jakieś ma jeszcze chore znienawidzi go.
Za co?
Za to, iż ukrywał. Że wydawał pieniądze na mnie, iż czasu nie poświęcał rodzinie.
Natalia zamilkła, potem dodała:
Bardzo się zadręcza. Wciąż powtarza: “Jak powiedzieć Zosi? Jak wytłumaczyć?” A ja mu odpowiadam: “Może ona zrozumie”
Nagle na korytarzu rozległy się znajome kroki. Ciężkie i powolne.
Jakub.
O nie szepnęła Natalia on nie wie, iż pani tu jest!
Kroki zbliżały się.
Cześć, córeczko! rozległ się głos męża za drzwiami.
Zofia odwróciła się.
W progu stał Jakub z bukietem i torbą zakupów. Gdy zobaczył żonę opuścił torbę.
Zofia? wyszeptał. Jak tu trafiłaś?
Przyjechałam poznać twoją córkę powiedziała spokojnie.
Jakub zbladł, oparł się o futrynę.
Skąd się dowiedziałaś?
Sam sobie winien. Źle się maskowałeś.
Wszedł do pokoju, zamknął drzwi, usiadł ciężko.
No i masz powiedział z rezygnacją wszystko już wiesz.
Wiem.
Znienawidzisz mnie?
Zofia spojrzała na niego, potem na Natalię.
Nie wiem jeszcze. Próbuję zrozumieć.
Co tu zrozumieć? Oszukiwałem cię trzydzieści lat. Kłamałem o rybach. Wydawałem pieniądze.
Tato, przestań! wtrąciła się Natalia Ciocia Zosia, on jest dobry! Bał się!
Zofia podeszła do okna.
Na dworze był zwykły ogród, drzewa, ławka, chodniki. Zwyczajne życie.
A tu jej życie rozsypało się i zaczęło układać na nowo.
Muszę się zastanowić powiedziała cicho.
Trzy dni nie rozmawiała z Jakubem. W ogóle. Chodził po domu jak cień, próbował coś powiedzieć ona milczała. Gotowała, sprzątała, ale jakby on nie istniał.
Myślała ciągle.
Myślała o tym, iż trzy dekady żyła w nieświadomości. Że miała pasierbicę. Że mąż bał się prawdy bardziej niż kłamstwa.
W środę wieczorem nie wytrzymała:
Usiądź powiedziała Jakubowi Będziemy rozmawiać.
Usiadł naprzeciwko, ręce złożył na stole. Czekał na wyrok.
Byłam jeszcze raz u Natalii zaczęła Zofia. Pogadałyśmy.
I?
I zrozumiałam jedno. Jesteś głupcem, Jakubie.
Zadrżał.
Głupcem, bo myślałeś, iż odwrócę się od chorego dziecka. Głupcem, bo przez trzydzieści lat męczyłeś się sam, zamiast razem.
Zosiu
Nie przerywaj. Jeszcze nie skończyłam przeszła po kuchni. Uważałeś, iż jestem aż tak surowa, by opuścić cię przez pasierbicę? Tak nieludzka
Nie! Bałem się cię stracić!
I prawie straciłeś naprawdę.
Jakub spuścił głowę.
Wybacz mi Wiem, iż na to nie zasługuję
Wstań.
Wstał.
Jutro jedziemy do Natalii. Razem. Chcę porozmawiać z lekarzami. Może ją sprowadzimy do domu.
Jakub otworzył szeroko oczy.
Słucham?
Dobrze słyszysz. Skoro jest moją córką bo jest teraz moją córką powinna być blisko rodziny.
Ale przecież wymaga opieki
Zatrudnimy opiekunkę. Urządzimy pokój. Damy radę. Zofia chwyciła męża za ręce. Zgadnij, czego pragnęłam przez trzydzieści lat najbardziej?
Dziecka.
Rodziny. Prawdziwej. Teraz ją mam. Głupiego męża, wyjątkową córkę rodzinę.
Jakub zapłakał. Zofia nigdy wcześniej nie widziała jego łez.
Naprawdę Przyjmiesz ją?
Już przyjęłam. Wczoraj kupiłam jej nową piżamę i szampon. Zawieziemy jutro.
Objął ją mocno.
Nie zasługuję na ciebie.
Nie zasługujesz zgodziła się Ale będziesz musiał znieść. Tylko jedno: nigdy więcej kłamstw. Nigdy.
Obiecuję.
I jeszcze jedno. Chcę, by Natalia mówiła do mnie “mamo”. Skoro już jestem mamą to na całego.
Po miesiącu Natalia zamieszkała z nimi. Zajęła dawną komórkę teraz jasny, ładny pokój. Zofia sama wybrała tapety, zasłony, narzutę.
Mamo powiedziała pierwszego wieczoru jesteś pewna? Przecież jestem ciężarem
Jeszcze raz użyjesz tego słowa, to dam ci klapsa zaśmiała się Zofia. Nie jesteś ciężarem. Jesteś moją córką. I kropka.
Wieczorem, gdy Natalia zasnęła, Zofia i Jakub siedzieli w kuchni, pili herbatę.
Wiesz powiedziała życie dopiero się zaczyna.
W wieku sześćdziesięciu lat?
Właśnie wtedy. Teraz jesteśmy prawdziwą rodziną. Nie tylko małżeństwem, co już się nudziło. Jesteśmy rodzicami. Mamy córkę, którą trzeba wspierać.
Jakub kiwnął głową.
Dziękuję ci.
Nie dziękuj. Po prostu nigdy już nic nie ukrywaj przede mną.
Nie będę.
A z pokoju Natalii dobiegał cichy śmiech dziewczyna oglądała komedię na tablecie.
To był najpiękniejszy dźwięk świata.








