Wiktor jechał swoim autem przez jakąś polską wioseczkę, gdy nagle zauważył dziewczynę stojącą przy drodze. Było już późno, choćby ptaki poszły spać pusto jak w święto Trzech Króli na osiedlu. Zatrzymał się. Podwiezie mnie pan? zapytała dziewczyna. Jasne, nie ma sprawy. Teraz to już samochodów mniej niż grzybów w grudniu. Czeka pani tu długo? Długo wyszeptała dziewczyna i niespodziewanie zaczęła płakać. Wiktor spojrzał na nią zdziwiony, bo przecież nie takie rzeczy widział w trasie.
Wyjechał dziś swoją starą dostawczką marki Żuk (kochany choć do pary z rdzawą korozją), a w kabinie pachniało świeżymi pierogami z ziemniakami. Mama napiekła zapas, który w trasie okazał się złotem.
Wprawdzie dzisiaj był długi weekend, ale roboty od tego nie ubyło trzeba było dowieźć ładunek do Krakowa.
Sięgnął do torby, wyciągnął jeszcze ciepłego pieroga i zjadł go z takim apetytem, jakby to był schabowy z dobrej knajpy. Radio grało skoczne przeboje Budki Suflera, więc humor Wiktora rósł szybciej niż ceny w sklepach.
Zajechał do kolejnej wioski na trasie SkawinaBochnia; przy przystanku autobusowym, oświetlonym jedyną lampą, zobaczył, jak dziewczyna podnosi rękę, próbując zatrzymać auto. Zatrzymał się wyglądała na taką, która już siedzi tam z pół dnia.
Podwiezie mnie pan? zagaiła, dygocząc z zimna.
Siadaj, będzie ci cieplej, a i tak to pustkowie tutaj. Późno już. Długo czekasz?
Oj, długo odpowiedziała, po czym zalała się łzami.
Wiktor szeroko otworzył oczy.
Coś się stało? spytał niepewnie.
Pomiędzy łkaniem a czkawką zaczęła opowiadać:
Na imię mam Dobrosława. Dziś ostatki, zaraz weekend, więc koleżanka z pracy zaprosiła mnie na wieś, tak niby na działkę, poimprezować trochę. Mąż jej miał zrobić karkówkę na grillu, miała być uczta, serio! Obiecała, iż jak przyjadę, to żebym zadzwoniła z przystanku przy sklepie, zaraz przyjdzie po mnie.
Tak sobie pomyślałam: lepiej w towarzystwie niż smęcić w domu po rozstaniu z chłopakiem przed świętami. No to wsiadłam w autobus do no właśnie, myślałam, iż do Brzezin.
A wysiadłam, patrzę pusto, ani żywej duszy! Zadzwoniłam do koleżanki. Ona na to: wejdź do sklepu, zaraz będę.
Rozglądam się sklepu brak i wioska o jakieś trzysta metrów dalej, ciemno, dreszcz w powietrzu. Sprawdzałam jeszcze raz autobus odjeżdżał z tabliczką: Prandocin. Pomyliłam autobusy! Okazało się, iż Brzeziny są po drugiej stronie miasta.
A ostatni autobus już pojechał Pokrzyczałam za nim, ale kierowca miał włączone disco polo i jakby na uszy zapadł. Po dwóch godzinach dotarło do mnie, iż żarty się skończyły. Samochodów w stronę miasta, jak kot napłakał. Chciałam iść na pieszo do wsi, ale spróbowałam złapać stopa i tak oto stoję tu już prawie trzy godziny.
Gdyby nie pan sama nie wiem co bym zrobiła. Bardzo dziękuję
Przestań z tym panowaniem, mów mi po imieniu roześmiał się Wiktor.
Dobrosława skinęła głową i odwzajemniła uśmiech.
Szybko Wiktor poczuł, iż polubił Dobrosławę ładna, swojska, żadnej zadętości. Widać było, iż radzi sobie sama. Zatrzymał auto i zaproponował:
Trochę się już rozgrzałaś, to czas na coś pysznego! Moja mama świetnie robi pierogi poczęstuję.
Zjedli kolację w kabinie. Dobrosława wyciągnęła ze swojej torby domową wędlinę, żółty ser i tabliczkę czekolady Wawel.
Potem, jak to na trasie spanie w Żuku: Dobrosława położyła się na półce za siedzeniami, Wiktor na fotelu kierowcy. Ledwie się ułożyli, Dobrosława spytała z nieśmiałością:
Wiktorze, a ty żonaty jesteś?
Nie.
To czemu?
Wiesz, właśnie niedawno spotkałem dziewczynę, która mi się podoba, ale jeszcze jej tego nie powiedziałem.
Aaaa.
No dobra, śpimy muszę rano dostarczyć towar.
Podróż przebiegła bez ekscesów, a Dobrosława żartowała, iż to jej pierwsza taka przygoda i w sumie cieszy się, iż się pogubiła.
W drodze Wiktor coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, iż los podsunął mu wspaniałą kobietę.
Gdy już wracali do Krakowa, Wiktor zebrał się na odwagę i poprosił Dobrosławę o numer telefonu.
A co z tą dziewczyną, która ci się podoba? zażartowała ona.
No przecież o ciebie mi chodzi roześmiał się Wiktor. Bardzo mi się spodobałaś i naprawdę chciałbym, żeby to nie była nasza ostatnia przygoda, jeżeli nie masz nic przeciwko.
A ja mam ci coś przeciwko? dobrotliwie się uśmiechnęła. Też mi się podobasz prawdziwy facet, nie porzuca w biedzie i wie, co to szarmanckość.
Wiktor i Dobrosława pobrali się w kwietniu. Cóż, takie niespodzianki to dopiero los w wersji pierogowo-polskiej!












