**Dzisiaj, 15 maja 2024 r.**
Wiesz, Jurku, ona jest twoją siostrą, a ja twoją żoną. Nie mogę już patrzeć, jak zabierasz od naszych dzieci i nosisz wszystko Helenie.
Jurek sam rozumiał, iż żona ma rację, ale nie potrafił postąpić inaczej. Gdy siostra potrzebowała pomocy, zawsze pierwszy wyciągał do niej rękę. Tak było od dziecka.
Jurku, podaj mi gwóźdź wołała siedmioletnia Helenka, stojąc na stołku przy starej szopie.
Po co ci gwóźdź? zaniepokoił się dziewięcioletni brat.
Zrobię budę dla kota.
Znowu?! Ostatnio, jak ci pomogłem, to choćby w niej nie spał, a ty się obrażałaś przez tydzień.
Tym razem wyjdzie, bo obłożę ją materiałem.
Tak rosły jak dwa pędy z jednego korzenia. Mama pracowała w fabryce, ojca zabrakło wcześnie. Jurek, choć mały, wziął na siebie rolę mężczyzny w domu. Nauczył się naprawiać rower, wymieniać krany, podgrzewać obiad.
Jurku, myślisz, iż zostanę aktorką?
Już nią jesteś. Wczoraj upadłaś i zaczęłaś ryczeć, a potem jadłaś konfiturę z uśmiechem to był prawdziwy teatr.
Czas minął. Jurek został elektrykiem, zamieszkał w mieście, ożenił się z Kasią. Helenka poszła do szkoły pedagogicznej, mieszkała w akademiku, przyjeżdżała do brata, gdy tylko mogła. Kasia tylko wzdychała:
Jurek, twoja siostra jest już dorosła. Może czas, żeby sobie radziła sama?
Nie jest walizką, żeby oddać i zapomnieć odpowiadał cicho. To moja siostra.
Po studiach Helenka wyjechała do wsi na skierowanie. Miała zimny pokój w internacie, starą kuchnię i minimalną pensję. Jurek przyjeżdżał na każde święta:
Mówiłem ci, kup grzejnik.
Nie mam za co, muszę kupić książki dla dzieci.
Przywiozłem ci. I jeszcze kurtkę.
A Kasia się nie będzie złościć?
Będzie. Ale ty nie zmarzniesz.
Pewnego dnia zadzwoniła zapłakana:
Bracie będę miała dziecko.
No, gratulacje ale czemu łzy?
On odszedł. Powiedział, iż nie jest gotowy.
To jego strata. Trzymaj się. Przyjadę.
Nie trzeba Jakoś sobie poradzę
Helu, to choćby nie podlega dyskusji.
Przyjechał następnego dnia. Przywiózł jedzenie, pieniądze, kołdrę i ubranka.
Kasia jest bardzo zła powiedział przy kuchennym stole.
Nie chcę, żebyście się przez mnie kłócili
Słuchaj. Moja żona jest dobrą kobietą, ale to nie ona mnie wychowała.
Rozumiesz, iż to nie to samo, co zgubiony telefon. To poważna sprawa
Właśnie dlatego tu jestem.
Jurek był przy niej w najważniejszym dniu. Trzymał siostrzeńca na rękach jak najcenniejszy skarb.
Jak go nazwiesz?
Mateuszek.
Dobre imię. Wyrośnie i będzie cię bronił, jak ja.
Po narodzinach pomagał regularnie. To pieniądze na mleko, to remont w pokoju, to wózek. Kasia tymczasem milcząco się oddalała. Pewnego wieczoru powiedziała:
Jurek, nie mam nic przeciwko pomaganiu Helenie. Ale gdy za każdym razem bierzesz z naszego budżetu to nie pomoc. To strata dla nas.
Wszystko rozumiem. Ale nie potrafię inaczej.
A ja nie mogę żyć, czując, iż twoja siostra jest zawsze pierwsza, a my drudzy.
Jurek milczał. Kochał obie i siostrę, i żonę.
Z czasem Helenka stanęła na nogi. Założyła kółko dla dzieci, była szanowana w wiosce. Syn rósł, był spokojnym chłopcem. Jurek przyjeżdżał rzadziej, ale zawsze coś przywoził:
Mateuszku, patrz, co wujek ci przywiózł klocki!
A mama mówiła, iż już jesteście starsi z ciocią Kasią, sami macie trudności, a tu jeszcze my
Jeszcze nie jestem tak stary, jak myśli twoja mama.
Gdy Jurek skończył pięćdziesiąt lat, ciężko zachorował. Wtedy Helena przyjechała do miasta z konfiturami, kotletami i synem.
Kasiu, mogę posprzątać? U Jurka zawsze bałagan na stole uśmiechnęła się.
Sprzątaj. I kotlety podgrzej. Bez ciebie nic nie je.
To nieprawda! burknął Jurek z kanapy.
Oczywiście, nieprawda. Tylko schudł w tydzień
Śmiali się jak w dzieciństwie. A Kasia po raz pierwszy spojrzała na Helenę nie z zazdrością, ale ze zrozumieniem.
Wiesz szepnęła, gdy Helena poszła do kuchni mia












