Poniżej znajduje się cała wypowiedź premiera Marka Carneya na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii, które odbyło się we wtorek.
To przyjemność — i obowiązek — być z Państwem w tym przełomowym momencie dla Kanady i świata.
Dzisiaj opowiem o rozpadzie porządku świata, końcu pięknej historii i początku brutalnej rzeczywistości, w której geopolityka między wielkimi mocarstwami nie podlega żadnym ograniczeniom.
Ale chcę wam również powiedzieć, iż inne kraje, a zwłaszcza mocarstwa średnie, takie jak Kanada, nie są bezsilne. Mają potencjał, by zbudować nowy porządek, który ucieleśnia nasze wartości, takie jak poszanowanie praw człowieka, zrównoważony rozwój, solidarność, suwerenność i integralność terytorialną państw.
Siła słabszych zaczyna się od uczciwości.
Wydaje się, iż każdego dnia uświadamiamy sobie, iż żyjemy w erze rywalizacji wielkich mocarstw. Że porządek oparty na regułach zanika. Że silni mogą robić, co mogą, a słabi muszą cierpieć, ile muszą.
Ten aforyzm Tukidydesa jest przedstawiany jako nieunikniony – jako naturalna logika stosunków międzynarodowych, która się potwierdza. W obliczu tej logiki kraje mają silną tendencję do ulegania pokusom. Dostosowywania się. Unikania kłopotów. Liczenia na to, iż posłuszeństwo zapewni bezpieczeństwo.
Nie, nie będzie.
Jakie więc mamy możliwości?
W 1978 roku czeski dysydent Václav Havel, późniejszy prezydent, napisał esej zatytułowany „Siła bezsilnych”. Zadał w nim proste pytanie: Jak system komunistyczny się utrzymał?
A jego odpowiedź zaczyna się od sprzedawcy warzyw. Każdego ranka ten sklepikarz umieszcza w oknie tabliczkę: „Pracownicy wszystkich krajów, łączcie się!”. Nie wierzy w to. Nikt nie wierzy. Ale i tak umieszcza tabliczkę, żeby uniknąć kłopotów, zasygnalizować uległość, żeby się dogadać. A ponieważ każdy sklepikarz na każdej ulicy robi to samo, system trwa.
A jego odpowiedź zaczyna się od sprzedawcy warzyw. Każdego ranka ten sklepikarz umieszcza w oknie tabliczkę: „Pracownicy wszystkich krajów, łączcie się!”. Nie wierzy w to. Nikt nie wierzy. Ale i tak umieszcza tabliczkę, żeby uniknąć kłopotów, zasygnalizować uległość, żeby się dogadać. A ponieważ każdy sklepikarz na każdej ulicy robi to samo, system trwa.
Nie tylko poprzez przemoc, ale także poprzez uczestnictwo zwykłych ludzi w rytuałach, o których prywatnie wiedzą, iż są fałszywe.
Havel nazwał to „życiem w kłamstwie”. Siła systemu nie pochodzi z jego prawdy, ale z gotowości każdego do działania tak, jakby to była prawda. A jego kruchość ma to samo źródło: gdy choć jedna osoba przestaje działać – gdy sprzedawca warzyw zdejmuje szyld – iluzja zaczyna pękać.
Przyjaciele, nadszedł czas, aby firmy i państwa zdjęły swoje szyldy.
Przez dziesięciolecia kraje takie jak Kanada prosperowały pod rządami tego, co nazywaliśmy porządkiem międzynarodowym opartym na zasadach. Dołączyliśmy do jego instytucji, chwaliliśmy jego zasady, korzystaliśmy z jego przewidywalności. Dzięki temu mogliśmy prowadzić politykę zagraniczną opartą na wartościach pod jego ochroną.
Wiedzieliśmy, iż historia międzynarodowego porządku opartego na zasadach jest częściowo fałszywa. Że najsilniejsi będą się wyłączać, gdy będzie im to wygodnie. Że zasady handlu są egzekwowane asymetrycznie. Wiedzieliśmy też, iż prawo międzynarodowe stosuje się z różną surowością w zależności od tożsamości oskarżonego lub ofiary.
Ta fikcja była użyteczna. A amerykańska hegemonia w szczególności przyczyniła się do zapewnienia dóbr publicznych: otwartych szlaków morskich, stabilnego systemu finansowego, bezpieczeństwa zbiorowego i wsparcia dla ram rozwiązywania sporów.
Więc umieściliśmy znak w oknie. Uczestniczyliśmy w rytuałach. I w dużej mierze unikaliśmy zwracania uwagi na rozbieżności między retoryką a rzeczywistością.
Ta umowa już nie obowiązuje.
Powiem wprost: jesteśmy w trakcie rozłamu, a nie transformacji.
W ciągu ostatnich dwóch dekad seria kryzysów w finansach, służbie zdrowia, energetyce i geopolityce obnażyła zagrożenia, jakie niesie ze sobą skrajna integracja globalna.
Jednak ostatnio mocarstwa zaczęły używać integracji gospodarczej jako broni. Cła jako dźwigni. Infrastruktura finansowa jako przymus. Łańcuchy dostaw jako luki, które można wykorzystać.
Nie możesz „żyć w kłamstwie” o wzajemnych korzyściach płynących z integracji, skoro integracja staje się źródłem twojego podporządkowania.
Wielostronne instytucje, na których opierały się mocarstwa średniego szczebla (WTO, ONZ, COP), stanowiące podstawę zbiorowego rozwiązywania problemów, są zagrożone.
W rezultacie wiele państw wyciągnęło te same wnioski – iż muszą wypracować większą autonomię strategiczną w obszarze energetyki, żywności, kluczowych surowców mineralnych, finansów i łańcuchów dostaw.
I ten impuls jest zrozumiały. Kraj, który nie może się wyżywić, zatankować ani obronić, ma kilka możliwości. Kiedy zasady przestają cię chronić, musisz chronić siebie.
Ale bądźmy trzeźwi i spójrzmy, dokąd to prowadzi. Świat fortec będzie uboższy, bardziej kruchy i mniej zrównoważony.
I pozostało jedna prawda: jeżeli wielkie mocarstwa porzucą choćby pozory zasad i wartości na rzecz nieskrępowanego dążenia do swojej władzy i interesów, korzyści płynące z „transakcjonalizmu” staną się trudniejsze do powtórzenia. Hegemoni nie mogą stale monetyzować swoich relacji.
Sojusznicy będą dywersyfikować swoje działania, aby zabezpieczyć się przed niepewnością. Wykupią ubezpieczenia, zwiększą liczbę opcji, aby odbudować suwerenność – suwerenność, która kiedyś opierała się na zasadach, ale będzie coraz bardziej zakorzeniona w umiejętności przeciwstawiania się presji.
W tej sali wiadomo, iż to klasyczne zarządzanie ryzykiem – zarządzanie ryzykiem ma swoją cenę. Ale ten koszt strategicznej autonomii – suwerenności – można również podzielić. Wspólne inwestowanie w odporność jest tańsze niż budowanie własnych fortec. Wspólne standardy zmniejszają fragmentację. Komplementarność to suma dodatnia.
A pytanie dla mocarstw średniej wielkości, takich jak Kanada, nie brzmi, czy dostosować się do nowej rzeczywistości – musimy. Pytanie brzmi, czy dostosujemy się, po prostu budując wyższe mury, czy też możemy zrobić coś ambitniejszego.
Kanada była jednym z pierwszych krajów, które usłyszały sygnał ostrzegawczy, co skłoniło nas do gruntownej zmiany naszego strategicznego nastawienia.
Kanadyjczycy wiedzą, iż nasze stare, wygodne założenia – iż nasze położenie geograficzne i przynależność do sojuszów automatycznie zapewniają dobrobyt i bezpieczeństwo – nie są już aktualne.
Nasze nowe podejście opiera się na tym, co Alexander Stubb nazwał „realizmem opartym na wartościach” — inaczej mówiąc, staramy się działać w oparciu o zasady i pragmatyzm.
Opierając się na naszym zobowiązaniu do przestrzegania podstawowych wartości: suwerenności i integralności terytorialnej, zakazu stosowania siły, chyba iż jest to zgodne z Kartą Narodów Zjednoczonych, oraz poszanowania praw człowieka.
I pragmatycznie, uznając, iż postęp często następuje stopniowo, iż interesy są rozbieżne, iż nie każdy partner podziela nasze wartości. Dlatego angażujemy się szeroko, strategicznie, z otwartymi oczami. Aktywnie przyjmujemy świat taki, jaki jest, a nie czekamy na świat, jakim chcielibyśmy być.
Skalujemy nasze relacje tak, aby ich głębia odzwierciedlała nasze wartości. Priorytetem jest szerokie zaangażowanie, aby zmaksymalizować nasz wpływ, biorąc pod uwagę zmienność porządku świata, związane z tym ryzyko i stawkę tego, co przyniesie przyszłość.
I nie polegamy już tylko na sile naszych wartości, ale także na wartości naszej siły.
Budujemy tę siłę w domu.
Odkąd mój rząd objął władzę, obniżyliśmy podatki od dochodów, zysków kapitałowych i inwestycji biznesowych. Znieśliśmy wszystkie federalne bariery w handlu międzyprowincjonalnym. Przyspieszamy inwestycje o wartości biliona dolarów w energetykę, sztuczną inteligencję, najważniejsze minerały, nowe korytarze handlowe i nie tylko.
Do końca tej dekady podwoimy nasze wydatki na obronność i zrobimy to w sposób, który będzie wspierał nasz krajowy przemysł.
Szybko dywersyfikujemy naszą działalność za granicą. Zawarliśmy kompleksowe partnerstwo strategiczne z UE, w tym dołączenie do SAFE, europejskiego porozumienia o zamówieniach publicznych w dziedzinie obronności.
W ciągu sześciu miesięcy podpisaliśmy 12 innych umów handlowych i dotyczących bezpieczeństwa na czterech kontynentach.
W ciągu ostatnich kilku dni zawarliśmy nowe strategiczne partnerstwa z Chinami i Katarem.
Negocjujemy umowy o wolnym handlu z Indiami, ASEAN, Tajlandią, Filipinami i Mercosurem.
Robimy coś jeszcze. Aby pomóc w rozwiązywaniu globalnych problemów, stosujemy zmienną geometrię – innymi słowy, różne koalicje dla różnych kwestii, oparte na wspólnych wartościach i interesach.
Jeśli chodzi o Ukrainę, jesteśmy kluczowym członkiem koalicji chętnych i jednym z państw przekazujących największe kwoty na rzecz jej obronności i bezpieczeństwa w przeliczeniu na mieszkańca.
W kwestii suwerenności Arktyki zdecydowanie opowiadamy się po stronie Grenlandii i Danii i w pełni popieramy ich wyjątkowe prawo do decydowania o przyszłości Grenlandii.
Nasze zaangażowanie w realizację Artykułu 5 jest niezachwiane.
Współpracujemy więc z naszymi sojusznikami z NATO — w tym z nordycko-bałtycką ósemką — w celu dalszego zabezpieczenia północnej i zachodniej flanki sojuszu, m.in. poprzez bezprecedensowe inwestycje Kanady w radary pozahoryzontalne, okręty podwodne, samoloty i siły naziemne.
Kanada stanowczo sprzeciwia się cłom na Grenlandię i wzywa do podjęcia rozmów mających na celu osiągnięcie wspólnych celów w zakresie bezpieczeństwa i dobrobytu w Arktyce.
W kwestii handlu wielostronnego opowiadamy się za działaniami mającymi na celu zbudowanie mostu między Partnerstwem Transpacyficznym a Unią Europejską, co doprowadziłoby do utworzenia nowego bloku handlowego liczącego 1,5 miliarda ludzi.
W przypadku kluczowych minerałów tworzymy kluby kupujących zakotwiczone w G7, aby świat mógł zdywersyfikować dostawy, zamiast ograniczać ich koncentrację.
W kwestii sztucznej inteligencji współpracujemy z podobnie myślącymi demokracjami, aby mieć pewność, iż ostatecznie nie będziemy zmuszeni wybierać między hegemonami a hiperskalerami.
To nie jest naiwny multilateralizm. Nie polega też na poleganiu na ich instytucjach. To budowanie koalicji, które działają w każdej sprawie, z partnerami, którzy mają wystarczająco dużo wspólnego, by działać razem. W niektórych przypadkach będzie to dotyczyć zdecydowanej większości krajów.
Tworzy gęstą sieć powiązań w zakresie handlu, inwestycji i kultury, z której możemy korzystać, by stawiać czoła przyszłym wyzwaniom i szansom.
Państwa średnie muszą działać wspólnie, bo jeżeli nie ma nas przy stole, to jesteśmy w menu.
Ale powiedziałbym również, iż mocarstwa mogą sobie na razie pozwolić na działanie w pojedynkę. Mają rozmiar rynku, potencjał militarny i siłę nacisku, by dyktować warunki. Mocarstwa średnie nie. Ale kiedy negocjujemy tylko dwustronnie z hegemonem, negocjujemy z pozycji słabości. Akceptujemy to, co jest oferowane. Konkurujemy ze sobą, by być jak najbardziej ustępliwymi.
To nie jest suwerenność. To realizacja suwerenności przy jednoczesnym akceptowaniu podporządkowania.
W świecie rywalizacji wielkich mocarstw kraje pomiędzy nimi mają wybór: konkurować ze sobą o przychylność czy połączyć siły, by stworzyć trzecią, znaczącą ścieżkę.
Nie powinniśmy pozwolić, aby wzrost znaczenia twardej siły przesłonił nam fakt, iż siła prawowitości, uczciwości i zasad pozostanie silna — jeżeli tylko zdecydujemy się je łączyć.
Co sprowadza mnie z powrotem do Havla.
Co dla średnich mocarstw oznaczałoby „życie prawdą”?
Po pierwsze, oznacza to nazwanie rzeczywistości. Przestańcie powoływać się na „porządek międzynarodowy oparty na zasadach”, jakby przez cały czas funkcjonował zgodnie z reklamą. Nazwijcie to po imieniu: systemem narastającej rywalizacji mocarstw, w którym najpotężniejsi realizują swoje interesy, używając integracji gospodarczej jako broni przymusu.
Oznacza to konsekwentne działanie, stosowanie tych samych standardów wobec sojuszników i rywali. Kiedy mocarstwa średnie krytykują zastraszanie ekonomiczne z jednej strony, a milczą, gdy pochodzi ono z drugiej, nie ujawniamy tego.
Oznacza to budowanie tego, w co twierdzimy, iż wierzymy. Zamiast czekać, aż stary porządek zostanie przywrócony, oznacza to tworzenie instytucji i porozumień, które będą działać zgodnie z opisem.
Oznacza to zmniejszenie dźwigni, która umożliwia stosowanie przymusu. Budowa silnej gospodarki krajowej powinna być zawsze priorytetem każdego rządu. Dywersyfikacja na arenie międzynarodowej to nie tylko roztropność ekonomiczna – to materialny fundament uczciwej polityki zagranicznej. Ponieważ kraje zdobywają prawo do zajmowania stanowisk opartych na zasadach, zmniejszając swoją podatność na retorsje.
Kanada ma więc to, czego pragnie świat. Jesteśmy supermocarstwem energetycznym. Posiadamy ogromne rezerwy kluczowych minerałów. Mamy najbardziej wykształconą populację na świecie. Nasze fundusze emerytalne należą do największych i najbardziej doświadczonych inwestorów na świecie. Innymi słowy, mamy kapitał, talent, a także rząd z ogromnymi możliwościami fiskalnymi, pozwalającymi na zdecydowane działanie.
I mamy wartości, do których aspiruje wielu innych.
Kanada to pluralistyczne i sprawnie działające społeczeństwo. Nasza przestrzeń publiczna jest głośna, różnorodna i wolna. Kanadyjczycy przez cały czas angażują się w zrównoważony rozwój.
Jesteśmy stabilnym i niezawodnym partnerem w świecie, który jest zupełnie inny. Partnerem, który buduje i ceni długoterminowe relacje.
I mamy coś jeszcze. Mamy świadomość tego, co się dzieje i determinację, by działać odpowiednio.
Rozumiemy, iż to zerwanie wymaga czegoś więcej niż tylko adaptacji. Wymaga uczciwości wobec świata takiego, jaki jest.
Wyjmujemy znak z okna.
Wiemy, iż stary porządek nie wróci. Nie powinniśmy go opłakiwać. Nostalgia to nie strategia.
Ale wierzymy, iż z pęknięcia możemy zbudować coś lepszego, silniejszego i bardziej sprawiedliwego.
To zadanie mocarstw średniego szczebla. Krajów, które mają najwięcej do stracenia w świecie fortec i najwięcej do zyskania na prawdziwej współpracy.
Potężni mają swoją moc. Ale my też mamy coś – zdolność do zaprzestania udawania, nazywania rzeczywistości, budowania naszej siły w domu i działania razem.
To jest droga Kanady. Wybieramy ją otwarcie i z przekonaniem.
I jest to droga otwarta dla wszystkich kraju, który zechce podążyć nią razem z nami.











