Część III. Przygotowania na wypadek W, Rozdz. II. Działa-nie działa. Jak żyć bez prądu, ciepła, bieżącej wody i gazu? cz. III. / Wypracow

publixo.com 1 godzina temu

Jeśli mieszkasz w domu jednorodzinnym, powinnaś mieć generator prądu. Benzynowy (tańsze i mniej wydajne rozwiązanie), bądź dieslowski (no, to już S-klasa sama w sobie). Rozsądne minimum co do jego mocy stałej (nie pikowej, podawanej wielkimi cyframi na każdej obudowie!) to 2,8-3,2 kW. Posiadanie generatora o takiej mocy pozwoli ci zagotować wodę w czajniku, pociągnie podstawowe oświetlenie, komputer, telewizor, lodówkę. Rzecz jasna – nie wszystkie z tych urządzeń na raz. jeżeli czajnik potrzebuje 2 kW, komputer stacjonarny średnio 300 W, a lodówka (kiedy działa kompresor) 250 W, to po włączeniu tego wszystkiego razem przy generatorze 2,8 kW będzie kolaps. Czemu, skoro po zsumowaniu tych urządzeń wychodzi nam „tylko” 2,55 kW? Bowiem przy włączaniu się tych urządzeń następuje pikowy pobór mocy, czyli włączany czajnik o średnim poborze 2 kW może „szarpnąć” na starcie i 3 kW. No i katastrofa – bezpiecznik generatora odłączy obciążenie, wszystkie podłączone urządzenia przestaną dostawać prąd, czyli komputer zgaśnie. Bez żadnego awaryjnego zapisywania danych. Całkiem tak, jak byś wyjęła wtyczkę z gniazdka. Słowem: życie i pracę z wykorzystaniem generatora należy potrenować, żeby się do tego przyzwyczaić.
W przypadku wykorzystywania generatora najbardziej komfortowym rozwiązaniem jest zintegrowany system, który włącza generator automatycznie, kiedy występuje zanik zasilania w sieci. No, ba! To bentley pośród awaryjnych systemów podtrzymania napięcia. Jest absurdalnie drogi, absurdalnie wydajny (musi natychmiast i kompleksowo zapewnić moc przyłączeniową równą praktycznie mocy przyłączeniowej budynku do sieci) i absurdalnie paliwożerny (bo taki generator o średniej mocy 20 czy 25 kW trzeba hojnie karmić paliwem). A i tak, jeżeli nie włączysz w to wszystko UPS, to stacjonarny komputer zdąży się zresetować w reżimie „hard”, bo zanim włączy się generator po przerwie w dostawie prądu, to jednak miną długie ułamki sekundy, które będą dostateczne dla mignięcia światła, oburzonego zaburczenia lodówki czy zresetowania się programu piorącej właśnie pralki. No i koszt takiego komfortu będzie liczony w dziesiątkach tysięcy złotych.
Znacznie bardziej rozsądnym od strony ekonomicznej rozwiązaniem jest przystosowanie domowej instalacji do manualnego uruchomienia w niej (w skrzynce z bezpiecznikami) zasilania z generatora. Zwykle sprowadza się to do odłączenia bezpiecznikiem prądu z sieci (żeby prąd z generatora nie pobiegł w publiczną sieć, bo poskutkuje to natychmiastowym zadziałaniem bezpiecznika na generatorze – głodne prądu urządzenia w sieci publicznej natychmiast zechcą zassać z generatora wielokrotnie więcej niż może on z siebie dać) i włączenia drugim bezpiecznikiem dostawy prądu z uruchomionego już manualnie generatora. Między tymi operacjami należy się upewnić, iż w domowej sieci nie są podłączone prądożerne urządzenia, które przekroczą możliwości generatora – czyli elektryczne grzejniki, klimatyzatory, rzęsiste oświetlenie. Znów: testując tego typu instalację w bezpiecznych czasach gwałtownie nauczysz się rozumieć po odgłosach pracującego generatora, kiedy zaczyna on działać na granicy swoich możliwości i jakie odbiorniki można do niego bezpiecznie podłączyć.
Jeżeli jednak nie myślałaś na etapie projektowania domowej instalacji elektrycznej o jej zasilaniu z generatora, ale udało ci się jakimś cudem rzutem na taśmę w ostatnich dniach przed wojną kupić generator i teraz zastanawiasz się, jak się do niego podpiąć w przypadku braku prądu, to mam małą podpowiedź. Zamiast ciągnięcia licznych przedłużaczy i „złodziejek”, co daje wysokie szanse na przypalenie jakichś gniazd czy przewodów (jeśli nie gorsze skutki), wyposażasz się po prostu w przewód zakończony dwoma męskimi wtyczkami (takimi z bolcami, czyli widełkami do wkładania w kontakt). Przewód musi być o przekroju pozwalającym przepływ prądu o natężeniu 16 A, czyli minium 2,5 mm2. Skąd taki przewód wziąć? Czasem można kupić w marketach budowlanych. Ale równie dobrze można zrobić samemu, kupując przewód o pożądanej długości i dwie wtyczki. Zamontować wtyczkę na przewodzie to naprawdę żadna filozofia, a satysfakcja ogromna.
Kiedy masz już taki przewód z wtyczkami na obu końcach, jeden z końców wtykasz do gniazda generatora, a drugi z końców do dowolnego gniazdka w domu. Zanim to jednak uczynisz, wyłączasz w skrzynce bezpiecznik, który odpowiada za podłączenie prądu do twojego budynku – znów z tej samej przyczyny – żeby prąd nie popłynął w sieć publiczną. Takie podłączenie do jakiegokolwiek gniazdka spowoduje, iż część instalacji w twoim domu, do której podłączone jest to gniazdko otrzyma zasilanie. Mówiąc prościej: jeżeli włączysz ten przewód od generatora do jakiegoś gniazdka w kuchni, prawie ze 100% pewnością można zaryzykować twierdzenie, iż wszystkie gniazdka w kuchni dostaną prąd. Może również i światło w kuchni będzie działać, jeżeli jest w tym samym obwodzie. Prosto i elegancko. Gdzie trzeba wetknąć wtyczkę ciągnącą się od generatora ustalasz metodą prób i błędów. U mnie np. jedno z gniazdek w pokoju syna daje prąd na oświetlenie w całym mieszkaniu. adekwatnie to jest to błąd w instalacji, bo tak być – zgodnie z regułami sztuki – nie powinno. Ktoś poszedł po najmniejszej linii oporu, podłączając to gniazdko od najbliższej lampy. No, ale w czasach bez prądu najważniejsze jest to, iż podanie napięcia na to gniazdko daje komfort działającego oświetlenia w całym mieszkaniu.
Nie zanudziłem cię jeszcze na śmierć tymi technicznymi niuansami? Tak, wiem, to nudna wiedza, kiedy masz prąd. A kiedy nagle przestajesz go mieć, to ta garść uwag może być niezmiernie cenna. Ciekawi cię to? To dobrze! Pytasz, czy można podłączyć inwerter do samochodowego akumulatora, włączyć silnik (a więc i prądnicę) i cieszyć się prądem w domu jak z generatora (czyli też prądnicy de facto)?
W teorii to możliwe. Ale… Ale alternator samochodowy generuje zwykle moc w przedziale 1,1-1,8 kW (zatem mniej niż najskromniejsze generatory benzynowe, które zwykle mają te swoje 2,5 kW). Dodatkowo, nie podłączysz w prosty sposób inwertera zaprojektowanego pod akumulatory fotowoltaiczne do aku samochodowego, bo klemy nie pasują do przewodów (pewnie ma to swoją przyczynę od strony projektowej, czyż nie?). A jeżeli spróbujesz z takim samochodowym inwerterem wpinanym w gniazdko zapalniczki w aucie, to wiedz, iż zwykle zapalniczka może przenieść maksymalnie 120 W mocy przy natężeniu prądu do 10 A. Czyli choćby lodówki w domu do tego nie podłączysz... No i jeszcze jedna ważna uwaga: do diaska, jestem z wykształcenia prawnikiem, a nie elektrykiem! Ale, jak widzisz, sytuacja W zdecydowanie wpływa na poszerzenie wiedzy tych, co chcą przeżyć. Łączysz kropki? Zamiast oglądać śmieszne koty na Tik-Toku, odśwież szkolną wiedzę z dziedziny fizyki prądu. Niekoniecznie ze szkolnych podręczników. Jest mnóstwo kanałów na YT, które podają to w bardzo przystępnej i esencjonalnej formie.
Idź do oryginalnego materiału