Wiesz co, opowiem Ci coś, co mnie ostatnio spotkało. Wyobraź sobie, iż wracałam z zakupami, ledwo te siaty ze spożywczaka ciągnęłam, a w głowie już miałam tylko myśli o tym, iż trzeba zrobić kolację, nakarmić chłopaków, a z najmłodszym jeszcze lekcje odrobić.
Już z daleka widzę, iż pod naszym blokiem stoi karetka pogotowia. Serce mi zamarło mój Jacek ostatnio źle się czuł, a jakby mu się pogorszyło, to co? Rzuciłam się szybciej w stronę kamienicy.
Do piętnastki jedziecie? pytam kierowcy, głosem aż drżę.
Nie, do czternastki, jakaś starsza pani się źle poczuła odpowiedział.
Ulżyło mi. Nie do nas. Czyli pewnie do sąsiadki, pani Janiny Kowalskiej. Też źle, bo ona taka samotna, a lata już swoje ma, pod osiemdziesiątkę.
I myślę sobie, iż ona ma kotkę, Mruczkę. Jak ją zabiorą do szpitala, to kto się nią zaopiekuje? Chyba trzeba będzie się tym zająć Rozważam to, wspinając się po schodach.
Na jej piętrze ruch jak nigdy. Drzwi szeroko na oścież, nosze, a mój Jacek pomaga ratownikowi.
Zaraz kierowca jeszcze pomoże, razem damy radę mówi ratownik.
Pani Janina, jak mnie zobaczyła, zaraz się uśmiechnęła.
Wiesz co, Halinko, zabierają mnie do szpitala. Zostawię ci klucze, popilnujesz mojej Mruczki? Jedzenie stoi na kuchennym stole, kuweta też już gotowa, tylko raz dziennie wyczyść, błagam, nie brzydź się. Może na święta już wrócę. Podała mi klucz.
Oczywiście, zajmę się kotką, a pani gwałtownie niech wraca do zdrowia! położyłam jej rękę na dłoni.
Proszę leżeć, nie ruszać się upomina ratownik. No, to mamy już całą obsadę, chodźmy.
Pani Janina jeszcze zatrzymała się w drzwiach:
Halinko, jeszcze o coś cię poproszę. Na szafce w przedpokoju leży kartka z numerem telefonu. Gdyby coś mi się stało, zadzwoń na ten numer to moja córka, Grażynka. Pokłóciłyśmy się i nie mamy kontaktu
Uspokoiłam ją, iż wszystko będzie dobrze. Jak już zabrali sąsiadkę, wzięłam tę kartkę z numerem, sprawdziłam, czy z kotką wszystko ok, i zamknęłam drzwi.
Wrócił Jacek, a ja do niego:
Tyle lat mieszkamy tu razem, a ja nie wiedziałam, iż pani Janina ma córkę!
Też nigdy nikogo u niej nie widziałem wzruszył ramionami Jacek. A zjemy dziś coś w ogóle?
Już biegam, ogarniam dom, chłopców do spania, aż w końcu siadam i patrzę na tę kartkę z numerem do Grażynki. Myślę dzisiaj już za późno dzwonić, i tak ją do szpitala wieczorem nie wpuszczą.
Następnego dnia, jak karmiłam Mruczkę w mieszkaniu pani Janiny, znowu zaczęłam się wahać, czy dzwonić. Kotka wdzięcznie miauczała i łasiła się do mnie, a ja myślę, co robić W końcu wykręciłam numer.
Halo, Grażyno zaczęłam, jak odebrała. Ja jestem sąsiadką pani Janiny, pani mamy. Zabrali ją wczoraj karetką do szpitala, może chciałaby ją pani odwiedzić
Nie interesuje mnie ta kobieta przerwała mi sucho. Od lat nie mam już matki.
Nie wytrzymałam:
Pani chyba niepoważna! Może pani Janina już nie wróci do domu Naprawdę aż tak się pani na nią obraziła? Przecież to matka!
Proszę nie wtrącać się w nieswoje sprawy! Grażyna choćby nie zamierzała się wzruszyć.
Jest pani bez serca! Wie pani, oddałabym pół życia, żeby choć na minutę zobaczyć jeszcze moją mamę. Kiedy jej zabrakło, dopiero zrozumiałam, jak bardzo była mi potrzebna
Powiedziałam jej prosto, jak było iż przez sześć lat opiekowałam się chorą mamą, bywało ciężko, ale dziś zrobiłabym wszystko, żeby przez cały czas była.
Skończyłam rozmowę.
Mruczku mówię do kotki jeżeli twoja właścicielka nie wróci, będziesz musiała zamieszkać z nami. Może z naszym Bazylem się dogadacie Dzwoniłam dziś do szpitala, lepiej pani Janinie dalej nie jest.
Nadchodził Nowy Rok. Wyszliśmy z Jackiem z Biedronki, Jacek niósł żywą choinkę normalnie święto! Przed klatką akurat wchodziły dwie kobiety.
Przytrzyma pani drzwi? zawołałam i pogoniłam Jacka.
Jak weszliśmy do środka, aż mnie zamurowało na widok jednej z nich.
Ojej, pani już w domu?! zdziwiłam się. Pani Janino, już panią wypuścili?
Tak, uprosiłam lekarzy, lepiej się poczułam, to pozwolili mi wrócić na święta. Poznajcie, to Grażyna moja córka! uśmiech rozjaśnił twarz pani Janiny.
Znamy się już po głosie! Grażyna aż się roześmiała.
Wszyscy razem weszliśmy po schodach, Grażyna trzymała matkę tak czule pod rękę zanim mnie zostawiły na korytarzu, szepnęła:
Dziękuję, iż otworzyła mi pani oczy. Mogę wpaść jeszcze później?
Jasne tylko kiwnęłam głową.
I rzeczywiście, po pół godzinie Grażyna była już u nas z sernikiem w ręce. Siedliśmy przy herbacie, a ona opowiadała:
Pokłóciłyśmy się z mamą o głupoty dziesięć lat temu. Była nauczycielką, zawsze mnie wychowywała i wtedy też coś mi radziła, ja wybuchłam I tak się od siebie odwróciłyśmy. Przez rok zero kontaktu, potem już tylko życzenia świąteczne i to przez telefon
A powiedziałam jej wtedy takie rzeczy, iż lepiej by jej nie było, niż jak miałaby mnie wciąż pouczać.
Jak zadzwoniłaś, Halinko, i powiedziałaś o szpitalu, na początku no, poczułam ulgę. A potem, gdy mówiłaś o swojej mamie, coś mnie chwyciło za serce. Pomyślałam, iż przecież po niej zostanie we mnie zawsze tylko pustka i nikt już nie będzie moją mamą
Grażyna mówiła, iż kilka dni rozmyślała nad moimi słowami. Potem przełamała dumę i poszła do mamy do szpitala.
choćby sobie pani nie wyobraża, jak jej się poprawiło po mojej wizycie Już jej więcej nie zostawię! pożegnała się radośnie i pobiegła do matki.
Co jej adekwatnie powiedziałaś? zdziwił się Jacek.
Po prostu prawdę Czasem tylko prawda może człowieka otrzeźwić westchnęłam. Wiesz co, zadzwoń dziś do swojej mamy. A może w Nowy Rok pójdziemy do niej świętować? W końcu teraz mamy już tylko jedną mamę na dwojeJacek się uśmiechnął i pochylił się, żeby pocałować mnie w policzek.
Masz rację, Halinko. Może właśnie o to chodzi w tych całych świętach żeby znowu do siebie wrócić.
Następnego dnia na stole obok świątecznego barszczu pojawiła się dodatkowa porcja gdyby ktoś zapukał. Ale tego dnia drzwi otworzyły się szeroko: najpierw weszła pani Janina z Grażyną, potem sąsiad z piętra niżej, choćby pani Gienia z czwórki, co zwykle nikogo nie zapraszała. Bazyl obwąchiwał Mruczkę, która z wdzięczności mruczała jak traktor i łasiła się do wszystkich.
W końcu, pod choinką, wszyscy razem, śmiejąc się i rozmawiając, poczułam, iż to są właśnie te chwile, których nigdy nie można odkładać na później. I iż czasem wystarczy jedno dobre słowo, jeden telefon, odrobina odwagi, by naprawić lata ciszy.
A gdy na dworze rozbłysły pierwsze noworoczne fajerwerki, spojrzeliśmy z Jackiem na siebie i wiedzieliśmy, iż Nowy Rok naprawdę może być początkiem czegoś nowego. Tylko trzeba sobie dać szansę i jeden ciepły wieczór.
Może właśnie po to jest życie żeby się nie bać zapukać do czyichś drzwi.












