W wigilijną noc nakryłam do stołu dla dwojga, choć wiedziałam, iż usiądę sama. Wyjęłam z kredensu dwa kryształowe kieliszki, ułożyłam sztućce, talerze i śnieżnobiałe, wykrochmalone serwetki — tak, jakby miał zaraz wejść i powiedzieć, iż już czas zasiąść, iż za oknem zimno, a Wigilia nie czeka. Ale on już nie wróci, córka nie przyjdzie, wnuki nie zadzwonią… Przebiegłam dłonią po obrusie, który wyszywałam młoda, ugotowałam jego ulubione potrawy — nie dlatego, iż ktoś przyjdzie, ale bo tak każe serce, które nie potrafi pogodzić się z pustym miejscem przy stole. Odświeżyły mi się wspomnienia ostatniej wspólnej Wigilii i obietnicy, iż mimo wszystko nie zamknę się w sobie, będę żyć. Gdy wieczorem telefon zadzwonił tylko na chwilę, znów wróciła cisza. Podniosłam kieliszek z miejsca naprzeciwko, szepnęłam podziękowanie za miłość, za wspólne lata, a potem zaczęłam sprzątać, powoli, świadoma, iż ten wieczór się nie powtórzy. Święta trwały dalej za oknem, a w środku został już tylko wspomnienie… Stół był nakryty dla dwojga, ale jedno miejsce pozostało puste. Czy Ty też kiedyś zostawiłeś miejsce dla kogoś, kogo już nie ma — nie dlatego, iż czekasz, ale bo serce nie umie jeszcze go wypuścić?

newsempire24.com 3 godzin temu

W wigilijny wieczór nakryłam stół dla dwojga, choć dobrze wiedziałam, iż usiądę sama. Wyjęłam z kredensu dwie kryształowe kieliszki. Ustawiałam je ostrożnie na obrusie i cofnęłam się krok w tył.

Dwa komplety sztućców.
Dwa talerze.
Dwie serwetki, wykrochmalone i idealnie uprasowane.

Jakby w każdej chwili miał wejść i powiedzieć, iż już czas zasiąść. Że na zewnątrz mróz, a Wigilii się nie odkłada. Ale on nie wszedłby.
Od roku go nie było.
Telefon milczał.
Córka nie miała przyjechać.
Wnuki nie zadzwoniły.

Przejechałam dłonią po białym obrusie z wyszywanymi makami. Robiłam go sama, jeszcze jako młoda dziewczyna. On go uwielbiałtwierdził, iż przypomina mu moje oczy sprzed lat.
Uśmiechnęłam się przez ułamek sekundypierwszy raz tego dnia.

Ugotowałam jego ukochane potrawy. Nie dlatego iż ktoś miał przyjść, ale z przyzwyczajenia. Bo serce wciąż nie chciało przyjąć do wiadomości, iż miejsce naprzeciwko zostanie puste już na zawsze.

Usiadłam, spojrzałam na stół. Był piękny. Jak co roku na Święta Bożego Narodzenia.
Przypomniałam sobie naszą ostatnią wspólną Wigilię. Był już słaby, ale usiadł naprzeciwko, uśmiechnął się ciepło i poprosił, żebym się nie zamykała w sobie, kiedy go zabraknie. Żebym żyła. Żeby nie rezygnować z życia.

Wtedy mu to obiecałam.

Zegar wybijał kolejne minuty. Za oknem migotały światełka, słychać było śmiechy, dzieci biegały po śniegu. Gdzieś trwało święto. Tylko nie w tym cichym pokoju.

Późnym wieczorem telefon jednak zadzwonił. Krótka rozmowa. Świąteczny głos. Wszystko na szybko. Bez pytań. Bez czasu.

Znów cisza.

Chwyciłam kieliszek z miejsca naprzeciwko, uniosłam go lekko i wyszeptałam podziękowanieza wspólne lata, za miłość, za to, iż mogłam być czyjaś.

Potem zaczęłam spokojnie sprzątać stół. Bez pośpiechu. Tak, jak sprząta się coś, co już nie wróci.

Usiadłam przy oknie, w ciemności. Na zewnątrz trwała Wigilia. W środku został już tylko wspomnienie.

Stół dla dwojga był nakryty.
Lecz jedno miejsce pozostało puste.

Czy zdarzyło się Wam kiedyś przygotować miejsce dla osoby, której już nie ma? Nie dlatego, iż czekacie na jej powrót, ale bo serce jeszcze nie potrafi wypuścić tej obecności?

Każde nakrycie to ślad ludzkiej miłości i pamięci. I choć życie czasem odbiera nam tych najbliższych, nasze serca potrafią przez cały czas ich gościć, dopóki pamięć o nich trwa. Warto pamiętać, iż choćby w samotności można odnaleźć siłę do wdzięczności i do dalszego życia.

Idź do oryginalnego materiału