W PRL-u, kiedy tylko na straganach pojawiały się różowo-zielone łodygi, nasze mamy i babcie od razu wyciągały garnek na kompot, który orzeźwiał i gasił pragnienie. Łodygi były dostępne wszędzie za grosze, a wiele osób uprawiało je również na ogródkach działkowych, więc trzeba było wykorzystać je w kuchni. Dzisiaj wracamy do rabarbaru nie tylko z sentymentu, ale również z uwagi na wartości odżywcze.