W domu zawsze pełno nieproszonych gości – rodzina, znajomi, znajomi znajomych… Julka gubi się wśród tłumów, choćby nie pamięta ich imion! Paweł twierdzi, iż każdy ma tu swoje powody: ktoś uciekł po rozwodzie, ktoś wyremontował mieszkanie, ktoś przyjechał „na chwilę” i już od dwóch lat nie wyjeżdża… A do tego w pierwszy weekend grudnia – zawody w siatkówkę na podwórku! Nic dziwnego, iż Julka marzy o miejskim spokoju i własnym kącie, bo z taką ilością lokatorów można oszaleć. Czy można przywyknąć do życia we własnym domu, który przypomina pensjonat?

newskey24.com 2 dni temu

Nieproszonych gości cały dom

A ci mili ludzie naprawdę nie mogliby mieszkać gdzieś indziej? zapytała żona. Przecież hoteli jest pełno!

Ale oni nie przyjechali tylko po to, żeby nam przeszkadzać! Mają kłopoty. Jak rozwiążą sprawy, to wyjadą!

A na ich miejsce zaraz zjawiają się następni! Wiesz, wczoraj słyszałam, iż jakiś Zdzisław Kowalski, nie wiem choćby kto to, mieszka tu już drugi rok!

No ile to może trwać! westchnęła Aniela. To się w głowie nie mieści!

Co się dzieje? zapytał Paweł, przeciągając się w łóżku.

Tam! Aniela wskazała z energią na okno. Zaraz zaczną się rozgrywki siatkówki!

Fajnie! Paweł rozprostował ramiona.

Chyba żartujesz? Aniela zasłoniła zasłony. Jeszcze powiedz, iż sam pójdziesz!

Nie, ja wolę jeszcze poleżeć zaśmiał się Paweł. Tobie też polecam.

Aniela przysiadła na brzegu łóżka:

Powiedz, co za normalny człowiek organizuje zawody w siatkówkę na dworze na początku grudnia?

A czemu nie? wzruszył ramionami Paweł. Śniegu nie ma, mrozu nie ma. Sucho. Można pograć.

Jeszcze wszystkie szyby powybijają! oburzyła się Aniela. Przecież tam żadnych zawodowców nie ma, piłka będzie latać jak chce!

Jak potłuką, to wstawią nowe przeciągnął się Paweł.

Aniela pokręciła głową sceptycznie. Już chciała coś dodać, gdy z parteru doleciało:

Kochani! Śniadanie na stole! Smażyłam serniczki! Miłości możecie się poddać potem! Biegiem, póki gorące!

Ciocia Zosia jak zwykle! uśmiechnął się Paweł.

adekwatnie to żona powinna mężowi śniadanie szykować! prychnęła Aniela.

Możesz zaparzyć kawę! zaśmiał się Paweł.

Kochani! Kawa też stygnie! znowu zawołała ciocia Zosia z dołu.

No widzisz! Aniela wskazała drzwi. Zaraz mnie i w łóżku zastąpi?

Nie przesadzaj! rozbawiony Paweł cmoknął ją w czoło. Twoje miejsce tu niezagrożone! Chodźmy na śniadanie! Naprawdę wystygnie.

Aniela westchnęła z rezygnacją, narzuciła szlafrok i ruszyła za mężem.

Po drodze do kuchni ani na samej kuchni nikogo nie spotkali.

Dziwne wręcz mruknęła Aniela. Już myślałam, iż nigdy nie będę sama z mężem w swoich czterech ścianach!

Cuda się zdarzają zaśmiał się Paweł. Za to mamy tu wesoło! Zjemy, obejrzymy siatkówkę. A wieczorem Marian obiecuje grilla!

Smród, dym i coś znowu spalą mruknęła Aniela, sięgając po serniczki.

Mówisz o domku gościnnym? zaśmiał się Paweł. Już nowy postawili! Lepszy i trzy razy większy!

A żeby jeszcze więcej gości przyjechało! Aniela wyraźnie była niezadowolona. Połowy imion choćby nie pamiętam!

Przyczepić im identyfikatory! I najlepiej napisać, kto z kim spokrewniony, żebym wiedziała z kim rozmawiam!

I tak się pogubisz, bo to się zaczyna od… Paweł westchnął. Pewnie tak: żona brata twojego męża, a reszta jak się trafi!

Aniela próbowała to sobie wyobrazić.

Zwariować można, zanim się doczytasz!

Na tym rozmowa się urwała, bo serniczki były po prostu nieziemskie. W lepszym humorze Aniela zapytała:

Pawle, długo jeszcze to potrwa?

Co dokładnie? Paweł wiedział, o czym mówi żona, ale pytał dalej.

Ci wszyscy goście powiedziała Aniela. Rozumiem, być gościnnym, ale nie aż tak!

Wczoraj dla żartu policzyłam główki. Paweł, zgubiłam się przy dwudziestu siedmiu!

Trzydzieści osób na głowie, które choćby nie myślą wyjeżdżać!

Jakoś inaczej sobie wyobrażałam rodzinne życie…

Ale to przecież nasze życie rodzinne! A ci ludzie, to prawie rodzina! odpowiedział Paweł.

Jasne, jak to mówią, przez pięć stopni pokrewieństwa i na końcu przez dwa nazwiska! mruknęła Aniela. Dobrze, iż choć twój brat nie jest ich krewnym, tylko przez jego żonę!

Gdyby się zagłębić, to pewnie są na to jakieś nazwy! Ja ich nie znam! powiedział Paweł. Ale sympatyczni są!

A ci sympatyczni nie mogą mieszkać gdzie indziej? spytała Aniela. Przecież hoteli pod dostatkiem!

Przecież nie po to tu przyjechali, żeby nam przeszkadzać! Mają kłopoty. Zaraz wyjadą!

Ich miejsce zajmą nowi! A wczoraj słyszałam, iż Zdzisław Kowalski, nie mam pojęcia kto to, mieszka tu już dwa lata!

Podobno załatwił sobie pracę jako księgowy w sklepie na rynku! A ciocia Zosia, której serniczki jemy, sprząta trzy sąsiednie domy, jak jakaś gospodyni!

No i świetnie! uśmiechnął się Paweł. Ludzie sobie radzą!

Pawle, jeżeli to pójdzie dalej, wrócę do miasta! Moje mieszkanie wciąż na mnie czeka! Lepiej z tobą tam, samemu, niż tu w tym tłumie!

***

Ryzykowała, gdy zaczynała z Pawłem. Był o dziesięć lat starszy, choć sama też nie była już dziewczynką. Miała dwadzieścia pięć, kiedy go poznała.

I od razu pojawiło się pytanie:

Czemu Paweł nie żonaty? Co z nim nie tak?

Ale i o Anieli można by to samo zapytać:

Czemu ona do dwudziestu pięciu lat nie wyszła za mąż? Z nią coś nie w porządku?

Ale siebie Aniela znała. Ukończyła architekturę, ale jednym dyplomem się nie najesz! Chciała zdobyć praktykę i renomę.

Marzyło się jej być niezależną, żeby samej decydować o życiu, a nie godzić się na przypadkowych mężów.

Najpierw pracowała w państwowej firmie, potem przeszła do prywatnej. Było ciekawiej i lepiej płatne. Jedyny minus: trzeba było rozmawiać bezpośrednio z klientami. A ci różni.

No i na poważne związki brakowało czasu.

Paweł miał podobnie, choćby weselej. Jego brat Marek założył firmę tuż po studiach. Zaraz się ożenił.

I żeby nie tracić życia na pracę, wciągnął brata. W praktyce zrzucił na Pawła wszystko, co mógł. Paweł właśnie wrócił z wojska.

Musiał więc jednocześnie studiować i prowadzić firmę.

Trzeba Pawłowi przyznać dawał radę. Zapominał tylko o życiu prywatnym. A jak Marekowi urodził się syn, Paweł nie zawsze wracał do domu.

Marek, może byś popracował? spytał go kiedyś Paweł.

Pawle, mam już dosyć tego wszystkiego wykręcał się Marek. Nie chcę być biznesmenem!

To co chcesz robić?

Rękami pracować! Zmiana, a wieczorem dom! Żona i syn! rozmarzył się Marek.

A starczy ci na życie z takiej pracy? zapytał Paweł.

Przeprowadzamy się z Kaśką w Bieszczady Marek wyciągnął papiery. Przepisałem ci firmę i wszystko, co nasze. Dobrze ci idzie! Pracuj sobie!

Zostaw mi tylko numer konta, żebym ci mógł część zysku przelewać wydusił zdumiony Paweł.

I po tym Pawłowi zrobiło się naprawdę wesoło.

W wieku trzydziestu pięciu lat miał już wszystko poukładane. Wreszcie pomyślał o rodzinie.

Z Anielą od razu poczuli, iż jest chemia. gwałtownie pozbyli się obaw. Po sześciu miesiącach po co zwlekać pobrali się.

Mieszkali w jej mieszkaniu.

Kocham cię, ale tutaj mam pięć minut do pracy! Rano ciężko mi wstawać! mówiła Aniela.

Nie ma problemu, Paweł nie miał mieszkania. Wolał wynajmować. Kupić mógł, ale nie wiedział co i gdzie.

Chciałem dać ci wybór. Jesteś moją żoną! Ty zdecyduj!

Tak naprawdę marzyłam o domu pod Warszawą, ale boję się, czy pozwolą mi pracować zdalnie…

U nas to rzadkość. choćby podczas pandemii, musieliśmy do biura chodzić!

Postaw sprawę jasno: albo home office, albo odchodzisz do konkurencji! uśmiechnął się Paweł. Albo założymy własną firmę!

Najpierw spróbuję pogadać! uśmiechnęła się Aniela.

A dom za miastem mam oświadczył Paweł. Ale jest jedno ale…

Jedyną prośbę Marek miał przed wyjazdem:

Pawle, Kaśka ma rodzinę. Jak przyjadą do Warszawy i będą musieli gdzieś się zatrzymać, nie odmawiaj! Przyjmij! Są w porządku, ale nie pozwól wejść sobie na głowę!

A gdzie ja ich wsadzę? Do hotelu? Paweł był zdezorientowany.

Acha! Kupiłem dom rok temu, ale nie zamieszkałem! Też ci przepisałem! Marek pomachał i pojechał z rodziną w Bieszczady.

Tylko tam już jacyś krewni żony brata mieszkają. Ale dom ogromny i jeszcze gościnny domek jest! Nie powinniśmy sobie przeszkadzać!

Przy przeprowadzce Aniela nie wierzyła, ile osób tam mieszka. Przywitał ją prawdziwy tłum.

Wszyscy uśmiechnięci, życzliwi, gotowi pomagać.

W miesiąc Aniela poznała tysiące smutnych historii, które ich tu przygnały.

Ktoś się rozwiódł i dzieli majątek, ktoś uciekł od tyrana, kogoś dzieci wyrzuciły. Kogoś oszukali i stracił wszystko. Ktoś przyjechał na studia, ktoś uciekł przed długami.

Goście byli w różnym wieku, od studentów po emerytów. Był choćby profesor, któremu studentka rozbiła rodzinę, a potem go zostawiła. Teraz czekał na sprzedaż mieszkania.

Atmosfera była przyjazna.

Ale Aniela musiała też pracować, a trafił jej się trudny klient. Marudził.

Przechodził obok Janusz Witold, przysłuchał się rozmowie, odsunął Anielę od laptopa i zagadał przez ekran:

Z szacunkiem, ale pańskie uwagi świadczą o braku wiedzy! Dziewczyna zrobiła projekt jak trzeba! Będzie pan szczęśliwy!

A jeżeli będzie się pan upierał, to jak dom się zawali, niech pan nie narzeka!

Klient Anieli zgodził się na jej wersję, a ona potem spytała Janusza Witolda, skąd on to wie.

Kochana, pracowałem 36 lat jako architekt! uśmiechnął się Janusz. Zapraszam, gdybyś czegoś potrzebowała.

Choć pomoc Janusza była bezcenna, nieustanny gwar i tłum dawał się Anieli we znaki. Miała zupełnie inną wizję życia pod miastem.

A tu tłok jak na targu!

***

Kochana, jeżeli chcesz wrócić do miasta, wrócimy powiedział Paweł. Ale chyba nie wszystko rozumiesz, jeżeli chodzi o naszych gości.

A co mam rozumieć? zapytała Aniela.

Mówiłaś, iż domek gościnny się spalił. Ale już postawili nowy Paweł uśmiechnął się tajemniczo. Wiesz, ile to kosztowało?

No, pewnie sporo powiedziała niepewnie Aniela.

Zero! Paweł zrobił kółko z palców. Sami zapłacili i zbudowali!

Aniela otworzyła szeroko oczy.

Sami płacą za wodę, gaz, prąd, za nasz pobyt i swój! Sami gotują, sprzątają, jeżeli coś popsują naprawiają! My adekwatnie żyjemy tu na ich koszt!

Jedni pracują, inni dorabiają. Pomoc i rady niektórych są nie do przecenienia!

Mamy tutaj chyba każdy zawód: inżynierów, księgowych, prawników, ekonomistów, hydraulików, elektryków, choćby profesora biologii!

I architekta! przypomniała sobie Aniela, myśląc o pomocy Janusza Witolda.

Dzięki niemu poznała triki zawodowe, które bardzo jej się przydały.

Ostatnio podwoiłem zysk firmy, bo poradziłem się naszych gości! powiedział Paweł. Warto by zatrudnić ich na etat!

A wiesz co w tym najlepsze? dodał, nie czekając na odpowiedź. Niczego nie chcą! Po prostu tu mieszkają. Jakaś dziwna, wielka rodzina!

Wtedy przez okno wpadła piłka i potoczyła się po szkle. Zaraz wbiegł Tomek:

Wacek już jedzie po nowe szkło! Wszystko będzie jak nowe za dwie godziny! Przepraszam państwa! złapał piłkę i zniknął.

No, tak to tu wygląda Paweł uśmiechnął się szeroko.

Chyba się przyzwyczaję powiedziała Aniela, z wahaniem.

A po miesiącu już nie przeszkadzała jej obecność wszystkich tych ludzi. I nie goście rodzina, po prostu. Jak w najdziwniejszym, rozmazanym śnie.

Idź do oryginalnego materiału