Psychoterapeuta? Psycholog? Wtf? Część 2

tablicaodjazdowhome.wordpress.com 1 dzień temu

A zatem przypomnijmy o so chosi: w skrócie, totalne bordello w szeroko rozumianej sferze usług psychoterapeutycznych i psychologicznych w Polsce. W duszy ludzkiej w tej chwili może grzebać każdy, nieważne czy brudnymi czy czystymi paluchami, księża, szarlatani i psychopaci, na równi z psychologami po studiach online i terapeutami, odpowiednio wyszkolonymi i kierującymi się dobrem klienta/pacjenta.

Ale jeżeli ustawa o psychologach wejdzie w życie – czyli Nawrocki podpisze – zgodnie z prawem nie będą mogli grzebać tylko na podstawie tego, iż skończyli akademicką psychologię.

(Niestety, komentarze pod poprzednim postem sugerują, iż większość z was to wszystko już wie, a ja tu się naprodukowałam jak głupia, hehe. Tak bywa.)

Bo nie wspomniałam jeszcze o drugiej ustawie, która jest na razie w przygotowaniu, a o którą właśnie toczy się drugie pół awantury. Zapraszam zatem na rozwinięcie tematu.

Ustawa (w przygotowaniu) o zawodzie psychoterapeuty reguluje różne rzeczy i większość z nich nie jest kontrowersyjna, a raczej nie wkurwia psychologów, oprócz jednego: iż psychoterapeutą będzie można zostać bez bazowych studiów psychologicznych, z magisterką z czegokolwiek (Art. 9 pkt 2). Co oznacza, jak podkreślają przeciwnicy, iż i socjolog będzie mógł być i geolog i inżynier, a choćby – o zgrozo! pewna pani Znana Psychoterapeutka mówi, iż taki filolog romański może być choćby lepszy. To już rozgrzewa do białej gorączki niektórych psychologów.

Zajrzałam do ustawy i – ku mojemu zdziwieniu – okazało się, iż jednak zakłada ona ‘ukończenie szkolenia z podstaw psychologii i medycyny mających zastosowanie w psychoterapii oraz zdanie egzaminu w tym zakresie (…)’. Czyli nieprawdą jest jakoby.

Kto będzie miał zatem uprawnienia do grzebania w duszy zgodnie z ustawą? w uproszczeniu – osoba z tytułem mgr, po dodatkowym czteroletnim szkoleniu psychoterapeutycznym z conajmniej 1200 godzinami zajęć, stażu, superwizji i terapii własnej.

Czy to dużo, czy to mało?

Z ciekawości sprawdziłam wymogi trzyletnich dziennych studiów licencjackich na uczelni, na której uczę. Otóż studia z psychologii (nauk społecznych czy marketingu) to 180 punktów ETCS, które przeliczone na godziny dydaktyczne (bez np. czasu spędzonego w bibliotece) to właśnie około 1200 godzin.

Czyli czteroletnie szkolenie wspomniane w ustawie = licencjackie trzyletnie studia stacjonarne, a nie – jak niektórzy pogardliwie twierdzą – ‘jakaś weekendowa szkoła’.

Ale moim zdaniem najważniejsze jest co innego. Psychoterapia to praktyka, psychologia to nauka akademicka (o umyśle i zachowaniu ludzi), oparta o naukowy paradygmat poznania, metody badawcze, eksperyment itd. Teoria nie przygotowuje na praktyczne wyzwania pracowania z osobami w kryzysie, z zaburzeniami czy dysfunkcjami. Nie ma procesu grupowego, praktyki klinicznej, superwizji, dyskusji nad przypadkami, terapii własnej i tego ciągłego upiedliwego monitorowania własnych stanów ducha i emocji, które wyrabia nawyk bycia świadomym, co się z nami dzieje.

Jak już niektórzy tu zauważyli, historia sztuki nie uczy jak malować, a teatrologia nie uczy jak być dobrym aktorem.

Księża mogą mieć ogromną wiedzę o seksie, a jednak…

Psychologia nie uczy jak pracować z własnymi emocjami, z przeniesieniem (które jest podstawą w większości terapii), z drugą osobą, może dostarczać wiedzy, ale wszyscy wiemy, iż wiedzieć a umieć to dwie różne rzeczy. Tutaj na przykład pani psycholog uważa, iż osoba, która ma problemy z relacjami i wobec tego idzie do terapeuty, to nie ‘rozwija tych zasobów w sposób naturalny’. Wtf?

A jeżeli sobie ktoś złamie nogę, to ma nie iść do ortopedy, tylko czekać, aż się zrośnie w ‘sposób naturalny’?

Aby uporządkowąć trochę odsasowość dolasowość jaka panuje w psychoterapii, ustawa również precyzuje pięć podejść w jakich można będzie się kształcić. Są to (1) Humanistyczno-doświadczeniowe, 2) Integracyjne i wielomodalnościowe, 3) Poznawcze lub behawioralne, 4) Psychoanalityczne oraz psychodynamiczne, oraz 5) Systemowe, czyli szkoły z długą tradycją, z wypracowanymi metodami pracy i teoriami. Nie ma tu oczywiście hellingerowskich ustawień, nie ma terapii integralnej, nie ma biologii totalnej, ani neurofeedbacku. Każdy psychoterapeuta będzie miał swój numer w rejestrze, zupełnie tak jak lekarz, a rejestr będzie publiczny – więc będzie można od razu sprawdzić, kto ukończył jaką szkołę i kiedy. Czyli dobrze, prawda?

Ale nie do końca, bo chodzi o kasę.

Jestem tutaj, w pokoju, i nikt nigdy nie zwraca na mnie uwagi!

Cała ta naparzanka wynika z tego, iż psychoterapii w Polsce można się TYLKO I WYŁĄCZNIE uczyć w prywatnych szkołach i instytutach. Psychoterapia nie jest oficjalnie zinstytucjonalizowana i stąd wynika większość kłótni. Bowiem dyskusję do czerwoności rozgrzewa głównie to, iż trzeba wydać 60-100 tys złotych, żeby otrzymać certyfikat terapeuty, a prywatne szkoły terapii trzepią kasę jak dzikie.

Moje lewackie serce nie dziwi się zatem oburzowi psychologów i studentów psychologii, którzy poszli na studia marząc, iż będą pomagać ludziom, a potem odkryli, iż muszą wysupłać kolejne 100 tys. żeby ich marzenie się spełniło (tak, byli źle poinformowani i naiwni). A to właśnie jest prawdziwe zamknięcie zawodu.

Pytanie brzmi – czy można to zrobić inaczej?

Pewno tak, choć nigdzie nie jest idealnie. W różnych krajach to różnie wygląda, ale posłużę się przykładem Irlandii, bo się znam.

W Irlandii psychoterapia jest osobnym kierunkiem studiów, licencjackich albo magisterskich. Dzieli się na ‘counselling’ i ‘psychoterapy’ i też w tej chwili realizowane są dyskusje co jest jednym, a co drugim i jakie każdy z tych zawodów ma kompetencje, ale dla uproszczenia możemy przyjąć, iż counselling to coś jak ‘doradztwo’ czy ‘psychoterapia krótkotrwała’, która ogranicza się przeważnie do 3-10 sesji i zajmuje się doraźnymi problemami i kryzysami, a psychotherapy to przeważnie długotrwała terapia zaburzeń depresyjnych, lękowych czy osobowości.

Istnieją studia psychoterapii i counsellingu, łącznie i osobno, publiczne, jak i prywatne, jest możliwość studiów bezpłatnych, choć przeważnie są to jednak studia magisterskie, a wszystkie magisterki są w Irl płatne. Są to jednak NORMALNE studia na uczelniach publicznych albo prywatnych, dzienne albo wieczorowe, regulowane przez Departament Wyższej Edukacji. Szkoły mają państwowe uprawnienia i dają normalny tytuł naukowy licencjata lub magistra psychoterapii- na przykład ja studiowałam MSc in … Psychotherapy na Wydziale Medycyny;D W dodatku żeby się dostać na magisterkę z psychoterapii nie trzeba mieć wykształcenia bazowego psychologicznego.

Ale nie myślcie, iż jest tak różowo, bo żeby być certyfikowanym terapeutą trzeba jeszcze oczywiście mieć ileś tam godzin terapii własnej, superwizji i praktyki klinicznej, na przykład w naszej szkole wymaga się 400 godzin terapii własnej (chyba nikt nie ma więcej;D) i 150 godzin superwizji, za które się płaci się samemu, oraz 400 godzin pracy z pacjentem/klientem za pół-darmo (albo za darmo). Ale jeden problem odpada – psychologowie wiedzą, iż są psychologami, bo nie studiowali psychoterapii i jeżeli po licencjacie z psychologii nie zrobią mgr z psychoterapii, to nie mają problemu z akceptacją rozdziału kompetencji. Żaden psycholog nie twierdzi w Irl, iż ‘może prowadzić terapię’ – bo wie, iż nie.

Z jednym wyjątkiem – jest ktoś taki, jak psycholog kliniczny, który generalnie pracuje w służbie zdrowia i prowadzi różne typy terapii. Ale żeby zostać psych klinicznym też trzeba mieć magisterkę z psychologii PLUS dodatkowe 3 lata studiów równoważnych z doktoratem, w których 55% zajęć to zajęcia kliniczne. A za każdy rok Doctor in Clinical Psych się płaci 14 tys. euro, czyli też nie ma lekko;)

A tak na marginesie, to jest podobnie jak z Pracownikiem Socjalnym – w Irl jest to zawód regulowany i nie można być Social Workerem, jeżeli się studiowało na przykład socjologię. Trzeba mieć kierunkowe wykształcenie Social Work, mimo, iż wydawałoby się, iż przecież praca socjalna wywodzi się z socjologii – jak ja studiowałam w Pl lata temu, jedną ze specjalizacji na socjologii była właśnie Praca Socjalna. Otóż jest to teraz nowa dziedzina akademicka. Zupełnie tak, jak psychoterapia. No cóż, świat idzie naprzód, nauka się rozwija.

A już zupełnie kończąc, to dodam, iż psychoterapia wcale nie wywodzi się z psychologii. To znaczy, jest jedna (no, powiedzmy nie tylko, ale prawie) szkoła, która tak – to podejście poznawczo-behawioralne, CBT, Aaron Beck i te sprawy.

I wtedy mnie to ugryzło: ślinię się na dźwięk cholernego dzwonka!

Ale cała reszta, CAŁA reszta tak naprawdę wywodzi się z medycyny i Freuda, który jako lekarz chciał badać procesy neurologiczne. Na samym początku psychologia interesowała się psychoanalizą, a psychoanaliza psychologią, ale były to dwie odrębne dziedziny, ojcowie psychologii (Wundt i James) chcieli z niej zrobić dziedzinę akademicką, a Freud był lekarzem od początku zainteresowanym praktyką kliniczną i psychoanalizą, z której to właśnie psychoterapia się wywodzi.

Ale to już zupełnie inna historia 🙂

Idź do oryginalnego materiału