UPRASZA SIĘ… NIE PRZESZKADZAĆ

renatawinczewska.wordpress.com 5 godzin temu

Minęło trochę czasu od kiedy w moim życiu trochę się uspokoiło… chłonę to całą sobą. choćby nie podejrzewałam, iż życie może być takie harmonijne, iż można sobie coś zaplanować i zrobić to i jutro też zrobić i pojutrze i nikt się nie wpieprza, bo jego ja jest według niego ważniejsze od mojego ja. Czy w takim razie człowiek potrzebuje ludzi, którzy tak naprawdę nic do jego życia nie wnoszą oprócz chaosu?

Tak wiele przedstawień trzeba w życiu odegrać, żeby dojść do miejsca w którym dziś jestem… tak wiele, ale zupełnie nie wiadomo w jakim celu. Zabiegi które mają pokazać innym, jacy to my jesteśmy „super”, wszech i wobec znający się na tym i tamtym… i ten kac po całej akcji, bo przecież to nie ja, to jakiś szablon mi odpalono, a ja jak ten pies Pawłowa lecę… podkładam się z uśmiechem (często za pieniądze w ramach pracy), podtrzymuję więzi z ludźmi, z którymi od lat gadam wciąż o tym samym… zdarta płyta wyciągnięta z lamusa wałkuje się, choć rowki ma już wyjechane prawie na przestrzał. Niektórych ludzi nie można poznać dalej, bo nie ma tego dalej. Im jestem starsza tym mniejsza jest moja chęć podtrzymywania kontaktów, które się zatrzymały. Mam w swoim układzie gwiazd planetę, która wymaga głębi i wzajemności… a tego niestety nie ma. Po latach zrozumiałam dlaczego takie jej położenie nazywa się „w upadku”, bo żąda dużo, ale mniej nie potrafi… na pół gwizdka po prostu nie działa wcale, więc nie działa czy się stara, czy się nie stara. To po co ma się starać?

Świat robi jej w kółko tak samo, daje płytkie wody, zaledwie do kostki. Nie mam pojęcia czy ludzie pozakładali na siebie tyle filtrów, czy może powybierali sobie maski wyciągnięte z jakieś standardowej bazy modeli dostępnych, czy może ja po prostu jestem z tych, którzy przez całe życie się umęczali z nadmiarem jakiegoś szumnego „ciurkania”, a teraz nareszcie dostałam do sprawdzenia drugi biegun… wąskie grono osób i kontakt z nimi z tendencją albo rozwojową, albo bez tendencji żadnej. Tym sposobem oszczędzam sobie wielu przykrości w stylu otwierania się na kogoś, kogo najlepiej byłoby omijać szerokim łukiem. Nikt mi się nie nawija na szpulkę i nie wymaga jakiejś specjalnej uwagi, ostrożności czy czegoś innego, szczególnego… oczywiście … dla niego.

Samotnictwo ma swoje dobre strony, delektuję się nimi. Na ten czas nie potrzebuję niczego innego i najprawdopodobniej to się już nie zmieni. Jestem we wdzięczności za powrót do siebie. Jestem w podzięce za możliwość odpoczynku i szczerze dopiero teraz mogę wyjść poza strefę sztywnego kołnierzyka, który gryzie w szyję i zostawia na niej brzydkie ślady jak po ukąszeniu insektów. Tak kilka potrzebuję, to jest moja wygoda życia. Nie jestem stworzona do szarpania się z nikim, nie mam zamiaru nikomu niczego udowadniać… ile można, no ile? Byłoby miło, gdyby świat uszanował to, iż wybrałam tak skromne życie społeczne i przestał mnie męczyć ludźmi, przy których jedyne co bym chciała zrobić, to się ulotnić.

Idź do oryginalnego materiału