Prezydent USA Donald Trump zasugerował w niedzielę, iż Stany Zjednoczone mogą niedługo zawrzeć porozumienie z Kubą lub podjąć inne działania w odpowiedzi na protesty, które wybuchły w stolicy wyspy. Demonstracje są wynikiem trudnej sytuacji mieszkańców, którzy zmagają się z częstymi przerwami w dostawie prądu, brakiem paliwa oraz pogarszającą się sytuacją gospodarczą.
Trump dał do zrozumienia, iż w relacjach między Waszyngtonem, a Hawaną mogą niedługo nastąpić istotne zmiany. Stosunki między krajami od lat pozostają napięte z powodu sankcji handlowych, sporów dyplomatycznych oraz różnic w kwestiach bezpieczeństwa, migracji i polityki gospodarczej.
„Kuba również chce zawrzeć umowę i myślę, iż niedługo albo ją podpiszemy, albo zrobimy to, co będzie konieczne” – powiedział Trump dziennikarzom na pokładzie samolotu Air Force One.
Dodał także, iż administracja USA prowadzi rozmowy z Kubą, ale w pierwszej kolejności planuje skupić się na rozmowach z Iranem.
Jego wypowiedzi pojawiły się w momencie rosnącego niezadowolenia społecznego na Kubie, które w ostatnich dniach przerodziło się w protesty.
W sobotni wieczór mieszkańcy miasta Morón zniszczyli budynek lokalnej siedziby Partii Komunistycznej. Głównym powodem protestów były częste przerwy w dostawie energii elektrycznej oraz poważne braki żywności, paliwa i leków. Problemy te pogłębiają amerykańska blokada gospodarcza oraz zakłócenia w dostawach ropy naftowej, od której Kuba w dużej mierze zależy przy produkcji energii.
Niedobory paliwa zmusiły władze kraju do wprowadzenia regularnych przerw w dostawie prądu na terenie całej wyspy, a także do ograniczenia części usług publicznych.
Prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel zapowiedział, iż akty wandalizmu i przemocy nie pozostaną bez konsekwencji.
Jednocześnie w piątek potwierdził, iż Kuba prowadzi rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi.
„Celem tych rozmów jest znalezienie rozwiązań poprzez dialog w sprawie różnic między naszymi krajami” – powiedział Díaz-Canel w nagraniu wyemitowanym w państwowej telewizji. Dodał również, iż liczy na to, iż negocjacje pomogą uniknąć dalszej konfrontacji między obu państwami.
W ostatnich tygodniach Trump wielokrotnie wypowiadał się na temat sytuacji na Kubie, twierdząc, iż kraj znajduje się na skraju poważnego kryzysu lub może być gotowy na zawarcie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi.
Na początku ubiegłego tygodnia zasugerował nawet, iż Kuba mogłaby zostać objęta „przyjacielskim przejęciem”, choć zaznaczył, iż taki scenariusz niekoniecznie musi przebiegać w przyjazny sposób.
Podobne komentarze padły także pod koniec lutego, kiedy Trump powiedział dziennikarzom, iż sekretarz stanu Marco Rubio zajmuje się tą sprawą na „bardzo wysokim szczeblu”.
„Rząd Kuby prowadzi z nami rozmowy i znajduje się w bardzo trudnej sytuacji” – powiedział Trump. „Nie mają pieniędzy i w tej chwili brakuje im wielu rzeczy, ale rozmawiają z nami i możliwe, iż dojdzie do jakiegoś porozumienia”.
Pierwsze oznaki możliwej zmiany w relacjach pojawiły się w poniedziałek, gdy odpowiedzialny za gospodarkę przedstawiciel rządu Kuby powiedział w rozmowie z NBC News, iż Kubańczycy mieszkający za granicą – między innymi w Miami – będą mogli inwestować w prywatne firmy i prowadzić działalność gospodarczą na wyspie.
Wicepremier Kuby Oscar Pérez-Oliva Fraga poinformował w wywiadzie udzielonym w Hawanie, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem tej decyzji, iż jego kraj jest gotowy na bardziej otwarte relacje handlowe z amerykańskimi przedsiębiorstwami.
Podkreślił również, iż Kuba jest zainteresowana współpracą gospodarczą zarówno z firmami ze Stanów Zjednoczonych, jak i z Kubańczykami mieszkającymi w USA oraz ich potomkami.
Mimo wznowienia kontaktów między obu krajami wciąż istnieją poważne różnice w wielu kwestiach. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych sugerują, iż ewentualne złagodzenie presji wobec Hawany będzie uzależnione od wprowadzenia zmian politycznych i gospodarczych. Z kolei władze Kuby podkreślają, iż wszelkie negocjacje muszą odbywać się z poszanowaniem suwerenności i niezależności wyspy.













