
Rosnące ceny żywności sprawiają, iż dla wielu mieszkańców Toronto cotygodniowe zakupy stają się coraz większym obciążeniem. Od warzyw po podstawowe produkty spożywcze – koszty stale rosną, co skłania coraz więcej osób do korzystania z banków żywności i ogranicza dostępność tanich artykułów w niektórych dzielnicach miasta.
Radny Toronto Anthony Perruzza uważa, iż miasto powinno spróbować nowego rozwiązania i proponuje utworzenie miejskich sklepów spożywczych, które sprzedawałyby żywność po możliwie najniższych cenach.
– Jedzenie stanowi dużą część wydatków mieszkańców. jeżeli mówimy o przystępności życia w Toronto, powinniśmy szukać sposobów na obniżenie cen żywności – powiedział Perruzza.
Radny proponuje pilotażowy projekt czterech sklepów, po jednym w każdym okręgu rady miasta. Placówki miałyby powstać przede wszystkim w dzielnicach o niższych dochodach i w tzw. „pustyniach żywnościowych”, gdzie dostęp do dużych supermarketów jest ograniczony, a mieszkańcy są zmuszeni korzystać z droższych, małych sklepów.
Perruzza podkreśla, iż sklepy mogłyby działać na zasadach organizacji non-profit, a część kosztów inwestycji mogłaby się zwrócić dzięki przychodom ze sprzedaży. Miasto mogłoby również obniżyć koszty projektu, rezygnując z podatków od nieruchomości i niektórych opłat deweloperskich.
Podobny pomysł zaproponował niedawno burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani, który oszacował, iż otwarcie pięciu miejskich sklepów spożywczych kosztowałoby około 70 milionów dolarów.
Rada miasta Toronto ma rozpatrzyć wniosek 25 marca. jeżeli zostanie przyjęty, rozpoczną się przygotowania do programu pilotażowego, choć lokalizacje ewentualnych sklepów nie zostały jeszcze wskazane.











