Tatuś nie dotrzymał obietnicy

twojacena.pl 15 godzin temu

Wiesz powiedziała Ania, szukając słów, dorośli czasem zachowują się głupio. Czasem jeszcze głupiej niż dzieci.
Tato nie chce, żebym poznała ciocię, którą kocha, prawda? zapytała cicho Jadźka.
Nie chodzi o to, iż nie chce. Może po prostu jeszcze nie wiedzą, jak to wszystko zorganizować. Albo ciocia Alicja się wstydzi.
Czego się wstydzić? Ja nie gryzę.
Dzieci innych ludzi zawsze są dużą odpowiedzialnością. Nie każdy jest na to gotowy.

Ania stała w przedpokoju i obserwowała, jak gwałtownie Jadźka szykuje się na spotkanie z ojcem.

Telefon w kieszeni Jadźki zadzwonił. Dziewczynka zerwała się, chwyciła słuchawkę i od razu odwróciła się plecami.

Nie przyjedzie? zapytała Ania.
Powiedział, iż ma w pracy góry papierów odpowiedziała Jadźka, nie podnosząc wzroku. Następnym razem.
Rozumiem. Rozbierz się.

Ania zeszła do kuchni, by nie mówić za dużo. Napełniła czajnik wodą i włączyła go. Dźwięk gotującej się wody lekko zagłuszał myśli.

Od rozwodu minęło już osiem lat, a Dymitr wciąż był mistrzem w psuciu nastroju.

***

Pierwsze trzy lata małżeństwa wydawały się bajką: kwiaty bez okazji, śniadania w łóżku, drobne upominki. Ania wtedy wierzyła, iż trafiła na szczęśliwy los.

Kiedy zaszła w ciążę, Dymitr nosił ją w ramionach. W szpitalu zadzwonił pierwszy telefon, którego Ania zignorowała.

Lekarz wypełniał kartę noworodka Jadźki. Dymitr stał obok, blady i nerwowy. Był obecny przy porodzie.

Jaki ma grupę? zapytał nowy tata.
Dziecko ma drugi czynnik Rhujemny odparł lekarz, nieco sucho.

Dymitr zmarszczył brwi.

Co to znaczy? spytał, a w jego głosie zabrzmiały ostre nuty. Ja mam pierwszy czynnik dodatni, Ania ma drugi czynnik dodatni. Skąd ten minus? Czy coś pomyliliśmy?

Lekarz zdjął okulary i przetarł mostek nosa.

Przypomnij sobie szkolny kurs biologii. Czynnik Rh jest podstępny. jeżeli oboje nosicie ukryty gen ujemny, dziecko może mieć Rhujemny. To normalne.

Czy to na pewno? zmrużył oczy Dymitr. Żadnych pomyłek?

Badania nie kłamią.

Później Dymitr zadzwonił setkę razy do Ani, pytając, dlaczego tak się stało. Ania setkę razy powtarzała słowa lekarza, przesyłając mu linki. On w końcu się uspokoił, ale

***

Kłopoty zaczęły się po wypisie ze szpitala Dymitr się zmienił. Miał cukrzycę, a Ania zawsze pilnowała jego diety, przypominając o insulinie. Nagle zaczął zachowywać się jak nastolatek szukający wolności.

Idę na piłkę rzucił, pakując torbę.
Dymitr, o jaką piłkę chodzi? Twój poziom cukru skacze, lekarz kazał trzymać się schematu.
Nie zaczynaj, dobra? Ja jestem mężczyzną, muszę się ruszać. Twoja troska mnie dławi.

Wracał późno. Pewnej nocy przyszedł drżący, twarz blada, pot spływał po czole hipoglikemia. Ania, nie zwracając uwagi na Jadźkę, biegła z sokiem i glukozą.

Gdzie byłeś? pytała, kiedy podnosił się z krzesła.
Mówiłem, iż na piłce. Biegałem.
Do dwóch w nocy?
Potem siedzieliśmy razem, rozmawialiśmy. Znów zaczynasz? To normalne.

Ania wierzyła. Albo przynajmniej chciała wierzyć. Siedziała sama w domu, głaszcząc małe rączki, przekonując się, iż to tylko kryzys, iż zmęczenie. Kiedy dziewczynka dorośnie, wszystko się ułoży

Nie ułożyło się zaczęły się telefony. Jej telefon ożywał wieczorami, kiedy dzwoniły byłe koleżanki z biura dziewczyny z działu księgowości, menedżerki. Ania przyjaźniła się ze wszystkimi, dopóki pracowała.

Aniu, cześć, nie przeszkadzam?
Cześć, wszystko w porządku. Co się stało?
Nic Po prostu chciałam zapytać, jak się masz. A Dymitr dziś zostanie na firmowej imprezie?
Pewnie. Dlaczego?
Bo Kasia zamarła. Nie myśl, iż to coś złego, ale on jest z nową, z Weroniką, cały wieczór śmieją się i żartują.

Rozmawiały tak płynnie, iż Ania czuła, jak jej palce stają się zimne.

Kasiu, przestań. Może mają wspólny projekt.
Ty wiesz lepiej. Chciałam tylko dać znać. Przyjacielsko.

Ania odłożyła słuchawkę i westchnęła. Plotki. Ci ludzie mieli tylko język do drapania. Była przekonana: Dymitr ją kocha. Po prostu jest towarzyski. Odpowiadała koleżankom żartobliwie, udając pełną pewność w męża. Wewnątrz jednak rosło napięcie. Po półtora roku od narodzin Jadźki wszystko runęło.

***

Ania została zaproszona na wielką firmową imprezę. Rodzice zgodzili się zająć wnuczką. Ania włożyła sukienkę, którą uważała za jedyną pozostałość po ciąży, pomalowała makijaż. Chciała poczuć się częścią świata, w którym nie dominują pieluchy i kaszki.

Poszła razem z mężem, ale Dymitr od razu zniknął w tłumie.

Idę przywitać się z ludźmi rzucił i zniknął.

Ania rozmawiała z koleżankami, uśmiechała się, przyjmowała komplementy, ale wciąż szukała męża. Minęła godzina, potem dwie, a on nie było.

Poszła rozejrzeć się po sali, po holu było pusto. Zdecydowała się sprawdzić korytarz przy wyjściu awaryjnym, zwykle cichszy. Tam zobaczyła ich od razu. Nie całowali się to byłoby oczywiste ale stali w półcieniu, przy dużym fikusie. Koleżanka szepnęła coś Dymirtowi, dotykając jego klapki marynarki. Dymir nachylał głowę do jej barku i uśmiechał się tym samym uśmiechem, którym kiedyś zwracał się do Ani.

Ukrywali się jak uczniowie. Ania zamarła. To było jak wylanie zimnej wody na głowę oddech zgasł. Nie wywołała sceny, nie krzyczała, po prostu odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Zawołała taksówkę i pojechała do córki.

Dymir wrócił nad ranem.

Dlaczego odjechałaś? zapytał, podciągając krawat. Szukałem cię.
Ania patrzyła na niego i wiedziała, iż nie ma już nic do powiedzenia.
Widziałam was przy fikusie.

On zawahał się chwilę, potem machnął ręką.

Co widziałaś? To tylko rozmowa. Ty znowu wymyślasz. Masz paranoję, Aniu.

Nie musisz powiedziała cicho. Wystarczy, iż przestaniesz.

Mijał miesiąc, a Ania czuła się jak w mgle. Było fizycznie bolesne przebywać z nim w jednym mieszkaniu. Kiedy spakował rzeczy i odszedł rzekł, iż chce żyć osobno, bo jestem nerwowa poczuła ulgę. Powietrze w mieszkaniu stało się lżejsze. Rozwód przebiegł szybko. Dymir zniknął z radarów. Pierwszy rok nie dzwonił choćby raz.

Jadźka miała dwa i pół roku, czasem pytała: Gdzie jest tata?, a Ania spokojnie odpowiadała: Tata pracuje. Nie okłamywała, po prostu nie wyjaśniała szczegółów.

Mama pomagała z Jadźką, Ania wróciła do pracy. Harowała, by nie zależeć od nikogo. Udawało się. Pieniądze starczały. Mieszkały osobno, jeździły na wakacje. Nie występowała o alimenty nie chciała się użalać, nie chciała biegać za nim, nie chciała prosić o dowody.

Duma? Może. A może po prostu wstręt. Potem jednak wrócił.

Jestem ojcem zadzwonił pewnego wieczoru. Mam prawo widzieć dziecko.

Ania nie stawiała oporu. Chcesz spotykaj się. Nie zamierzała stać się tą złośliwą byłą, co blokuje kontakty.

Dobrze powiedziała. Przyjedź w sobotę.

Zaczynał przyjeżdżać sporadycznie, chaotycznie, ale przychodził. Płacił angielski i lekcje tańca. To był jego sposób na odkupienie nie interesował się wychowaniem, nie rozwiązywał problemów, ale zaznaczył dobry tata w swoim raporcie.

Jadźka przyciągała się do niego. Dla niej był jak człowiekświętość: prezenty, kino, kawiarnia. Czy dziecko potrzebuje tak wiele? Ania przyjmowała to filozoficznie najważniejsze, iż córka ma choć trochę ojca.

***

Jadźka weszła do kuchni w domowym t-shircie, oczy czerwone.

Mamo, dlaczego on tak spytała cicho, siadając przy stole.
Co, kochanie?
No obiecuje, a potem nie robi.

Ania westchnęła.

Ludzie są różni, Jadźko. Tata nie robi tego złośliwie. Po prostu nie potrafi planować.

Powiedział, iż to przez ciebie nagle wykrzyknęła Jadźka.

Ania zatrzymała się z kubkiem w ręku.

Co?
W telefonie mówił: Twoja mama zawsze plany miesza, nie może się przygotować, dlatego nie może się z tobą spotkać.

Ania powoli położyła kubek na stole. To było właśnie

Jadźko spojrzała w oczy córki. Czy kiedykolwiek zabroniłam ci spotykać się z tatą?
Nie.
Czy kiedykolwiek mówiłam o nim źle?
Jadźka pokręciła głową.

Nie.
To myśl samodzielnie. W co wierzysz w fakty, czy w słowa.

Historia nowej cioci trwała już pół roku. Jadźka wróciła po weekendzie u taty i opowiedziała:

Tata mieszka z ciocią Olą. Jest ładna, widziałam ich zdjęcia. Mają kota.

Ania tylko wzruszyła ramionami. Mieszka i mieszka. Nie przejmowała się. Jadźka jednak zapragnęła się z nią przyjaźnić.

Mamo, chcę się poznać. Tata mówi, iż jest miła.

Ania zadzwoniła do Dymira.

Dymir, słuchaj. Jadźka wie o twojej dziewczynie i chce ją poznać. Co myślisz?

Po chwili ciszy.

Nie wiem może za wcześnie. Nie jestem pewny. Porozmawiamy później.

Później przeciągnęło się na miesiąc. Dymir najpierw chciał, potem odmawiał.

Bardzo chce spotkać Jadźkę! zapewnił telefonicznie tydzień temu. Marzy o tym.

Co powiesz na weekend? Idziemy razem do parku albo na pizzę.

Dobrze zgodziła się Ania. Ustalcie spotkanie z Jadźką.

Znowu odwołano. Ania podeszła do balkonu, żeby porozmawiać z nim bez świadków. Dymir odebrał nie od razu, głos miał zmęczony, w tle grała muzyka.

Halo, Aniu, jestem zajęty, co chcesz?
Zajęty? odparła. Dopiero co powiedziałeś Jadźce, iż masz stertę pracy. A ja słyszę muzykę. Jesteś w barze?
Na spotkaniu odparł ostro. Mam prawo się odprężyć?

Masz. Tylko nie kłam dziecku. I nie mów, iż to ja zawiodłam nasze spotkanie.

Kto jest winny? podniósł głos Dymir. Ty zawsze wtrącasz się z kontrolą. O której zabierzesz, o której przyjedziesz. Dusi mnie. Ola boi się z nami, bo uważasz mnie za nieodpowiedzialnego.

Ja nieodpowiedzialna? uśmiechnęła się Ania. Dymir, trzymajmy się faktów. Jadźka czekała godzinę. Zadzwoniłeś w ostatniej chwili. Czy to ja jestem winna?

Albo Ola po prostu nie chce spotkać twojego dziecka, a ty nie masz odwagi przyznać się do tego?

Nie odważ się tak mówić o Oli! wykrzyknął. Ona chce! Po prostu okoliczności!

Jakie okoliczności? Po raz piąty?

Dymir, przestań mieszać głowę dziecku. jeżeli twoja partnerka nie chce rozmawiać z dzieckiem z poprzedniego małżeństwa, to jej prawo. Miej odwagę powiedzieć Jadźce prawdę. Albo wymyśl lepszą wymówkę niż obwinianie mnie.

Zawsze komplikujesz burknął. Nie możesz znaleźć kobiety, więc wkurwiasz się, iż u mnie wszystko gra.

Rozmowa się urwała.

**

Wieczorem, gdy Jadźka zasnęła, Ania przewijała w głowie całą rozmowę. Było jej dość wygładzać kanty. Wzięła telefon i napisała wiadomość do byłego:

Od teraz wszystkie ustalenia przekazuję tylko przez mnie, z dwutygodniowym wyprzedzeniem. jeżeli obiecujesz Jadźce, a odwołujesz w dniu spotMądrość, którą Jadźka wyniosła, była prosta: prawdziwe relacje buduje się na szczerości i zaufaniu, nie na obietnicach bez pokrycia.

Idź do oryginalnego materiału