Tata postanowił się ożenić Mama Joanny odeszła pięć lat temu. Miała zaledwie czterdzieści osiem lat. Jej serce przestało bić, gdy podlewała fiołki w kuchni. Tata miał wtedy pięćdziesiąt pięć. Nie płakał, nie krzyczał. Po prostu siedział w fotelu żony i patrzył na jej zdjęcie. Patrzył tak, jakby samą myślą mógł przywrócić ukochaną do życia. Tego dnia Joanna straciła nie tylko mamę. W pewnym sensie straciła też tatę. Został przy niej, w tym samym mieszkaniu, ale to już nie był on, tylko jego fizyczna kopia. Duch uwięziony w kokon smutku. Pierwszy rok był bardzo ciężki. Joanna w wieku dwudziestu trzech lat musiała być dla taty zarówno córką, jak i opiekunką oraz psychologiem. Gotowała rosół, którego nie jadł, prała jego koszule, których nie zakładał, i mówiła, mówiła, mówiła, próbując wyciągnąć go z otchłani rozpaczy. Tata milczał. Czasem odpowiadał jednozdaniowo. Każda jego odpowiedź bolała: „Nie mieszaj się! Nie dotykaj! Nie wtrącaj się!” Między tatą a córką wyrósł szary, nieprzenikniony mur… *** Czas mijał. Żyli obok siebie, równolegle. Rano mijali się w kuchni, wychodzili. Wieczorem wracali, znów krzyżowali się w kuchni i rozchodzili po pokojach. Rozmów – minimum. Kontaktu – brak. Joanna przestała dopytywać się taty, czy czegoś potrzebuje. On – był jej za to wdzięczny. Każde z nich, na swój sposób, przywykło do nowej rzeczywistości. Bez żony. Bez mamy… *** Z czasem tata zaczął wracać do życia. Uśmiechał się do sąsiadki, która często przynosiła przepyszne drożdżówki. Wybierał się z kolegą na ryby. Odkurzył laptopa, oglądał stare polskie filmy. Joanna nie widziała już w jego postaci dawnego przygnębienia i pomyślała, iż najgorsze mają za sobą. Odważyła się choćby wyjechać na całe lato – dostała nieoczekiwanie propozycję pracy w sanatorium. A kiedy wróciła, czekała ją niespodzianka. *** Tata oznajmił, iż się żeni. https://clck.ru/3RFzGc Powiedział to od razu, gdy tylko Joanna przekroczyła próg mieszkania. Spokojnym głosem. Tak, jakby decyzja już zapadła. Poszli do kuchni, tata usiadł naprzeciwko. – Poznałem kobietę – powiedział z uśmiechem. – Nazywa się Olga. Zamierzamy się pobrać. Joanna zesztywniała. Nie dlatego, iż kogoś znalazł. choćby cieszyłaby się, gdyby znów umiał się uśmiechać. Ale w jej głowie zapaliła się czerwona lampka: „Mieszkanie”! To mieszkanie! Jej dzieciństwo! Gdzie w rogu wciąż stoi maszyna do szycia mamy, a w szafce – jej ulubiony kubek! A nie ten, który jakaś obca kobieta zostawiła niedomyty na stole! Joanna patrzyła z niechęcią na nowy przedmiot… – Tato – zaczęła, dobierając słowa – nie uważasz, iż to trochę za szybko? Znasz ją dobrze? I gdzie zamierzacie mieszkać? Mam nadzieję, iż nie tu? To przecież nie tylko twoje mieszkanie. To… mamina własność też… Tata powoli uniósł wzrok. W jego oczach oprócz zmęczenia było tylko chłodne rozczarowanie. – Ach, o to chodzi – powiedział cicho. – Zaczęło się. gwałtownie ty. A przecież jeszcze żyję… Trochę za wcześnie dzielić skórę na niedźwiedziu. – Nie dzielę! Chcę tylko jasności! – wybuchła Joanna. – To chyba logiczne! Stworzysz nową rodzinę, a ja… co ja będę robić, jeżeli coś się stanie? – Wtedy się zastanowisz, co robić – rzucił tata ponuro i poszedł do siebie. *** Olga pojawiła się kilka dni później. Wysoka, szczupła, z melancholijnym, przenikliwym spojrzeniem – przesadnie uprzejma. – Joasiu, rozumiem twoje uczucia – mówiła. – Wierz mi, nie mam żadnych roszczeń. Mam swoje życie, swoje mieszkanie. Kocham tylko twojego ojca. Olga starała się być miła, ale… te pytania! – A działkę macie daleko poza Warszawą? – pytała niby z niewinną ciekawością. – A to mieszkanie od dawna? „Stare M-3” są dziś bardzo wartościowe. No i uważała, iż nie wypada rozmawiać o spadkach zawczasu i iż takie rozmowy ranią ojca i sprawiają, iż czuje się niepotrzebny. Po tej wizycie podejrzenia Joanny tylko się wzmocniły. Była przekonana, iż ta kobieta jest wyrachowana, więc jej relacje z ojcem, już i tak napięte, zupełnie się popsuły. Joanna widziała w nim rozżalonego staruszka zaślepionego późnym uczuciem, gotowego oddać wszystko pierwszej lepszej. On – widział prawdopodobnie chciwą, nieufną córkę, która nie myśli o jego szczęściu. Każda rozmowa kończyła się kłótnią. Tata twierdził, iż ma prawo do prywatnego życia. Joanna – iż zasługuje na spokojną przyszłość. Ranimy się wzajemnie, nie rozumiejąc, iż krzywdzimy samych siebie. *** W końcu Joanna nie wytrzymała i zaproponowała wizytę u notariusza, by raz na zawsze wyjaśnić sprawę majątku. Tata długo się wzbraniał, ale w końcu zgodził się westchnąwszy: – Dobrze – powiedział smutno – niech będzie po twojemu. Do kancelarii szli w milczeniu. Joanna nerwowo bawiła się torebką, gotowa na batalię… W biurze była cisza. Tata usiadł z boku, złożył ręce. Twarz nie zdradzała nic. Notariuszka, siwa pani z surową miną, otworzyła teczkę. – Więc jesteśmy tu po to, aby… – zaczęła urzędowym tonem. – Proszę zaczekać – przerwał tata. Głos miał cichy, ale stanowczy; Joanna aż się wzdrygnęła. – Jestem tu w innej sprawie… Podał jej dokument. Notariuszka założyła okulary, przejrzała papier i zaskoczona spytała: – Jest pan pewny? To umowa darowizny. Przekazuje pan całość majątku na własność córce? Bezzwrotnie? Joannie brakło tchu. Jak to? Oddaje jej wszystko? Ot tak? To pułapka? Powie potem, iż go zmusiła? Patrzyła ojcu w oczy, próbując zgadnąć, o co chodzi. A on patrzył na nią takim wzrokiem, iż zrobiło jej się zimno. Nie było w nim gniewu, ani żalu. Tylko bezgraniczne rozczarowanie i… współczucie. Współczucie dla niej. Dla Joanny… – Proszę, – powiedział cicho, wstał i położył przed nią podpisany dokument. – Bierz. To, o co tak zabiegałaś. Mieszkanie. Działka. Wszystko. Teraz już możesz się nie martwić, iż stary pień zastawi twoje nieruchomości za jakieś rzekome szczęście. Słowo „szczęście” powiedział z takim jadem, iż Joanna aż się wzdrygnęła. – Tato… ja… nie chciałam… – wyszeptała ze łzami upokorzenia. – Nie chciałaś? – uśmiechnął się krzywo. Ta uśmiech był straszniejszy niż krzyk. – Joanno, przez ostatnie pół roku ani razu nie spytałaś, jak się czuję. Czy mi ciepło, czy nie potrzebuję lekarstw. Wszystkie twoje pytania dotyczyły tylko papierów. Tylko metrów kwadratowych. Nie widziałaś we mnie ojca. Widziałaś przeszkodę do zdobycia swojego. Myślałaś, iż tego nie zauważam? Zrobił krok do drzwi. Spojrzał: – Marzyłaś o tej klatce? Bierz ją. Twoja jest. Tata wyszedł. Joanna siedziała nieruchomo, ściskając w dłoniach zimny papier. Wygrała! Dostała wszystko! I nagle zrozumiała, iż przegrała… *** Minęły lata. Tata z Olgą są razem do dziś. Joanna czasem widuje ich w sklepie czy w parku. Prawie zawsze trzymają się za ręce. Tata mocno posiwiał, ale gdy patrzy na Olgę, w oczach ma szczęście. Joanna mieszka samotnie. https://clck.ru/3RFzTW W trzypokojowym mieszkaniu po solidnym remoncie i z nowymi meblami. Na weekendy jeździ na działkę. Tam też wszystko gra. Tylko szczęście gdzieś się zagubiło… Joanna już wie, iż tata oddał jej mieszkanie nie z żalu czy złości. Oddał jej to, co sama wybrała: ściany zamiast człowieka, papier zamiast miłości. Zamieniła własnego ojca na trzy pokoje i działkę. I ta świadomość – to najgorszy spadek, jaki mogła otrzymać. P.S. Zostawcie lajka i obserwujcie nasz kanał

newskey24.com 2 godzin temu

Mama Małgorzaty zmarła pięć lat temu. Miała zaledwie czterdzieści osiem lat. Serce jej przestało bić, kiedy podlewała fiołki na kuchennym parapecie. Tata miał wtedy pięćdziesiąt pięć lat.

Nie płakał, nie krzyczał. Po prostu siedział w fotelu żony i patrzył na jej zdjęcie. Jakby spojrzeniem mógł przywrócić ją do życia.

Tamtego dnia Małgorzata straciła nie tylko mamę. Tak naprawdę straciła też ojca. Został w tym samym mieszkaniu, ale jakby był tylko jego cieniem, fizyczną kopią. Dusza utknęła w kokon smutku.

Pierwszy rok był niesamowicie trudny. Gdy miała dwadzieścia trzy lata, musiała być dla ojca i córką, i opiekunką, i powiernikiem. Gotowała rosół, którego nie jadł, prała jego koszule, których nie zakładał, i mówiła, mówiła, próbując wyciągnąć go z otchłani, w którą wpadł.

Ojciec milczał. Czasami rzucał krótką odpowiedź. Każde jego słowo było jak uderzenie: nie wtrącaj się! Nie ruszaj mnie! Nie dotykaj!

Między ojcem a córką wyrósł gęsty, szary, nieprzenikniony mur

***

Czas płynął. Żyli obok siebie, jakby równolegle.

Rano mijali się w kuchni, wychodzili. Wieczorem wracali, znów krzyżowali się na kuchni i rozchodzili się do swoich pokoi. Rozmów minimum. Bliskości żadnej.

Małgorzata przestała narzucać się ze swoją troską. On był za to wdzięczny. Każde z nich powoli przyzwyczajało się do nowej codzienności.

Bez żony Bez mamy

***

Po jakimś czasie ojciec zaczął wracać do życia.

Uśmiechał się do sąsiadki, która często częstowała ich domowymi drożdżówkami. Czasem wychodził z kolegą na ryby. Przypomniał sobie o laptopie i ulubionych filmach.

Małgorzata nie widziała już w jego sylwetce tamtego, zgnębionego mężczyzny i uznała, iż najgorsze minęło. Ośmieliła się choćby wyjechać na całe lato, gdy nieoczekiwanie zaproponowano jej zajęcie w sanatorium.

Kiedy wróciła, czekała ją ogromna niespodzianka.

***

Ojciec oznajmił, iż zamierza się ożenić.

Powiedział to od razu, jak tylko Małgorzata przekroczyła próg rodzinnego mieszkania. Spokojnym tonem. Jakby wszystko było już ustalone.

Usiedli w kuchni, ojciec naprzeciwko niej.

Poznałem kobietę powiedział i lekko się uśmiechnął. Ma na imię Halina. Planujemy się pobrać.

Małgorzacie zrobiło się zimno. Nie dlatego, iż ktoś zajął miejsce mamy adekwatnie cieszyłaby się, gdyby tata znów szczerze się śmiał. Po prostu w jej głowie zapaliła się czerwona lampka: Mieszkanie!

To ich mieszkanie! Tu dorastała! W rogu wciąż stoi maszyna do szycia mamy, a w szafce jej ulubiona filiżanka! Nie jakaś obca, zostawiona na stole przez nieznaną kobietę!

Małgorzata z nieskrywanym niechętnym spojrzeniem patrzyła na ten nowy przedmiot

Tato zaczęła, szukając słów nie sądzisz, iż to za szybko? Znasz ją dobrze? I gdzie chcecie zamieszkać? Mam nadzieję, iż nie tu? Przecież to nie tylko twoje mieszkanie. To także mamy

Ojciec spojrzał na Małgorzatę powoli. W jego oczach były tylko zmęczenie i zimna obojętność.

Ach powiedział cicho zaczyna się. Szybko. A przecież jeszcze żyję Za wcześnie dzielisz skórę na niedźwiedziu.

Nie dzielę! Po prostu chcę jasności! rozpaliła się Małgorzata. To naturalne! jeżeli będziesz miał nową rodzinę, co ja zrobię w razie czego?

Pomyślisz wtedy burknął ojciec i poszedł do swojego pokoju.

***

Halinę przyprowadził kilka dni później. Wysoka, szczupła kobieta ze smutnymi oczami była uprzejma do przesady.

Małgosiu, rozumiem twoje uczucia mówiła łagodnie. I wierz mi, nie mam żadnych roszczeń. Mam swoje życie, własne mieszkanie. Po prostu kocham twojego ojca.

Halina starała się być sympatyczna, ale jej pytania!

A daleko jest wasza działka od miasta? dopytywała z niewinną ciekawością. Od dawna macie to mieszkanie? Te powojenne M3 są coraz więcej warte.

I jeszcze te jej uwagi, iż nie powinno się rozmawiać o podziale majątku za życia, bo to tatę rani i daje mu poczucie, iż jest zbędny.

Po tej wizycie wątpliwości Małgorzaty tylko się wzmocniły. Była przekonana, iż ta kobieta jest sprytna i wyrachowana, przez co jej relacje z ojcem już napięte zupełnie się popsuły. Dostrzegała w nim zgorzkniałego staruszka, oślepionego późną miłością, gotowego oddać wszystko byle komu. A on widocznie widział w córce chciwą, nieufną osobę, która nie myśli o jego szczęściu.

Każda ich rozmowa to była wymiana ciosów. Ojciec twierdził, iż ma prawo do własnego szczęścia, Małgorzata żądała prawa do spokoju i bezpieczeństwa. Raniły się, nie myśląc, iż krzywdzą samych siebie.

***

W końcu Małgorzata nie wytrzymała i zaproponowała wizytę u notariusza, by raz na zawsze ustalić kwestię majątku.

Ojciec długo się wzbraniał, ale w końcu zrezygnowany zgodził się.

Niech będzie po twojemu powiedział smutno.

Całą drogę do kancelarii milczeli. Małgorzata zaciskała nerwowo torebkę, gotowa do walki

W kancelarii było cicho. Ojciec usiadł z boku z rękami splecionymi na kolanach. Jego twarz była kamienna.

Notariusz, starsza pani o surowym spojrzeniu, otworzyła segregator.

Jesteśmy tu po to, aby zaczęła formalnie.

Proszę poczekać przerwał jej ojciec. Jego głos był cichy, ale tak stanowczy, iż Małgorzacie zadrżało serce ja przyszedłem z inną sprawą

Podał notariuszce dokument.

Proszę.

Pani notariusz założyła okulary, zerknęła na papier i ze zdumieniem zapytała:

Jest pan pewien? To jest akt darowizny. Przekazuje pan całość swojego majątku na własność córki, bez żadnej rekompensaty?

Małgorzacie zaparło dech. Co? Oddaje jej wszystko? Zupełnie tak? To pułapka? Chce potem powiedzieć, iż go do tego zmusiła?

Wpatrywała się w oczy ojca, próbując zrozumieć, co knuje.

Ale on patrzył na nią z takim wyrazem twarzy, iż poczuła lód w żołądku. Nie było tam złości, nie było urazy. Tylko bezgraniczne rozczarowanie i litość. Litość do niej. Do Małgorzaty

No, masz powiedział cicho, położył przed nią podpisany dokument i wstał. Weź sobie to, czego tak chciałaś. Mieszkanie. Działka. Wszystko. Teraz możesz już spać spokojnie, nie musząc się martwić, iż taki stary dureń sprzeda twoje metry za jakieś wydumane szczęście.

Słowo szczęście wypowiedział z takim jadem, iż aż się wzdrygnęła.

Tato nie chodziło mi o to wyszeptała, czując jak łzy upokorzenia spływają jej po policzkach.

Nie? uśmiechnął się krzywo, a ten uśmiech był gorszy niż krzyk. Małgorzata, przez ostatnie pół roku ani razu nie spytałaś, jak się czuję. Czy mi ciepło, czy czegoś nie potrzebuję. Wszystkie twoje rozmowy dotyczyły papierków. Metrażu. Nie widziałaś we mnie ojca. Byłem dla ciebie tylko przeszkodą, zawadą w drodze do mieszkania. Myślisz, iż nie zauważyłem?

Ruszył ku drzwiom. Obejrzał się:

Marzyłaś o tej klatce? No to ją masz. Jest twoja.

Wyszedł. Małgorzata siedziała bez ruchu, ściskając zimny arkusz papieru. Wygrała! Dostała wszystko! I wtedy uświadomiła sobie, iż wszystko przegrała

***

Minęło wiele lat.

Ojciec i Halina są przez cały czas razem. Małgorzata czasem widuje ich w sklepie lub w parku. Prawie zawsze trzymają się za ręce. Ojciec się postarzał, ale gdy patrzy na Halinę, jego twarz rozjaśnia się szczęściem.

Małgorzata mieszka sama.

W trzypokojowym mieszkaniu z drogim remontem i nowymi meblami.

W weekendy jeździ na działkę. Tam też wszystko ma jak należy.

Tylko szczęście gdzieś się zgubiło

Małgorzata wie, iż ojciec przekazał jej mieszkanie nie z żalu czy gniewu. Dał jej to, co sama wybrała: ściany zamiast człowieka, papiery zamiast miłości.

Zamieniła własnego ojca na trzy pokoje i działkę. I to poczucie to najgorszy spadek, jaki mogła dostać.

Idź do oryginalnego materiału