No proszę cię, Jagódko! To naprawdę sprawa życia i śmierci! Nie mam już do kogo się zwrócić, mama siedzi na działce, jej ciśnienie znów wariuje, nie mogę jej stresować, a ty jesteś moją ulubioną szwagierką, najbardziej wyrozumiałą! Beata wyrzuca z siebie te słowa tak szybko, iż Jagoda wyłapuje tylko fragmenty o ważnych sprawach, dosłownie do wieczora i ratuj mnie.
Jagoda stoi w drzwiach swojego mieszkania, w jednej ręce trzyma gąbkę do kurzu, drugą z wysiłkiem okiełznuje szarpiącego się na smyczy jamnika Fafika, który szczeka wniebogłosy na nieproszonych gości. Gośćmi są szwagierka Beata i jej dwaj synowie: siedmioletni Kacper i czteroletni Adaś. Chłopcy zdążyli już wytrzeć brudne buty o wycieraczkę w przedpokoju, teraz z zainteresowaniem grzebią palcami w tapecie na korytarzu.
Beata, poczekaj Jagoda próbuje się wciąć w słowotok. Jaki wieczór? Przecież dziś piątek. My z Pawłem planowaliśmy wyjazd za miasto, mamy rezerwację w ośrodku na weekend. Odkładaliśmy to dwa miesiące.
Beata wzdycha teatralnie, prawie zsuwając z ramienia ogromną torbę, wyładowaną, jak się zaraz okaże, dziecięcymi rzeczami.
Och, co tam wyjazd! Jesteście młodzi, zdrowi, jeszcze zdążycie! A mi się los waży! Mam… no, rozmowę w sprawie pracy. Inne miasto. Rewelacyjna oferta, świetna pensja, elastyczne godziny. jeżeli teraz nie pojadę, przepadnie. Przecież walczę o przyszłość dzieci! Męża nie mam, alimenty to śmiech na sali, sama wiesz.
Z nosa poleciała jej łza, a spojrzenie zrobiło się łagodne i bezbronne. Beata zawsze perfekcyjnie grała na emocjach.
W tym momencie z kuchni wyłania się Paweł, mąż Jagody, właśnie gryzie kanapkę, ale na widok siostry i siostrzeńców zamiera.
Beata? Co ty tutaj robisz? W końcu za godzinę wyjazd.
Pawełku! Braciszku! Beata rzuca się na niego, prawie przewracając Ratuj! Muszę pilnie wyjechać, dosłownie na dobę. Jutro wrócę do południa, słowo daje! Kacperek z Adasiem pobędą u was, choćby ich nie zauważycie włączcie bajki, podsuńcie ciasteczka… Złote dzieciaki!
Paweł patrzy bezradnie na żonę. Jagoda widzi to spojrzenie mieszanka współczucia i strachu przed awanturą. Paweł to miękka dusza i Beata to wykorzystuje bez litości.
Może przełożymy wyjazd? mamrocze niepewnie Paweł. W końcu Beata szuka pracy… To ważna sprawa.
Rezerwacja jest bezzwrotna mówi cicho Jagoda. Jestem padnięta po tygodniu pracy.
Wyrównam wam wszystko! wtrąca Beata. Z pierwszej wypłaty! Oddam za rezerwację, zrobię uczcie. Proszę was! Gdzie mam dać chłopców, do domu dziecka na weekend?
Adaś właśnie kicha głośno i wyciera nos w rękaw kurtki. Kacper już zdążył wpaść do salonu i nastawia telewizor na pełen regulator.
Dobrze wzdycha Jagoda, czując narastającą irytację. Do jutra, do godziny drugiej. jeżeli cię nie będzie, jedziemy z nimi na działkę do twojej mamy, nie obchodzi mnie jej ciśnienie.
Jesteś aniołem! Beata całuje Jagodę w policzek, zostawiając ślad szminki, zdejmuje dzieciom kurtki, wciska Pawłowi torbę z ubraniami i ulatnia się bez pożegnania z synami. Jestem pod telefonem! Kocham was!
Drzwi trzaskają. W mieszkaniu zapada cisza, przerywana jedynie głosem reklamy z telewizora.
No to pięknie Paweł uśmiecha się z winą. Tyle z odpoczynku.
Damy radę Jagoda wraca do kuchni, starając się nie patrzeć na brudny korytarz. Jedną noc przeżyjemy. Oby tylko mieszkanie ocalało.
Pierwsze godziny są choćby spokojne chłopcy mają telewizor i miskę cukierków, więc milczą. Jagoda sprawdza torbę od Beaty: dwie zmiany bielizny, jedne rajstopy na dwóch, tablet z pękniętym ekranem, paczka tanich chipsów. Ani leków, ani zabawek, ani porządnego jedzenia.
choćby piżam nie spakowała konstatuje Jagoda. I szczoteczek do zębów brak.
Skoczę do sklepu po szczoteczki, mleko, płatki deklaruje gwałtownie Paweł. Muszą coś zjeść rano.
Wieczór zmienia się w horror, bo Adaś po cukierkach odmawia normalnego obiadu.
Nie chcę zupy! wrzeszczy, rozmazując ziemniaki na stole. Chcę nuggetsy! Mama zawsze kupuje!
Nie mamy nuggetsów tłumaczy Jagoda Są domowe kotleciki. Spróbuj.
Fuj! talerz ląduje na podłodze.
Fafik rzuca się natychmiast pod stół po kotlet. Jagoda z trudem gryzie się w język i idzie po ścierkę. Kacper, widząc brata, też odsuwa talerz.
Tego nie będę jadł. Wujek Paweł, zamów pizzę.
Kacper, pizza niezdrowa próbuje pedagogicznie Paweł. Zjedz, co ciocia Jagoda ugotowała.
Mama mówi, iż gotowanie jest dla frajerów. Lepiej zamówić komentuje siedmiolatek.
Jagoda i Paweł wymieniają się wzrokiem. Będzie długa noc.
Po kolacji kanapkami i ułożeniu dzieci spać (stare T-shirty Pawła zastępują piżamy), małżonkowie padają wykończeni do łóżka.
Jutro do drugiej odbierze ich i może chociaż pójdziemy do kina powtarza jak mantrę Jagoda.
Jasne Paweł ją przytula. Przepraszam. Beata… ona po prostu jest taka. Ale to dobry człowiek, tylko roztrzepana.
Poranek sobotni zaczyna się o siódmej od huku. To Kacper sprawdza szafki w kuchni i zrzuca słoik z kaszą gryczaną. Kasza rozsypuje się równą warstwą.
Przypadkiem mamrocze, widząc rozczochraną ciocię.
Pomożesz posprzątać decyduje Jagoda.
Nie umiem. Mama sprząta. Albo babcia. Ja jestem facetem.
O drugiej popołudniu mieszkanie przypomina pole bitwy. Dzieci zamiast zabawek okupują poduszki od kanapy, robią twierdzę, wycinają z gazet Jagody obrazki, a kota próbują oswoić, ale uciekł na szafę.
Obiad gotowy, rzeczy spakowane. Jagoda zerka na zegarek.
14:00. Nic.
14:30. Cisza.
Dzwoń do niej mówi chłodno do Pawła.
Ten wybiera numer. Długie sygnały, potem: Abonent chwilowo niedostępny.
Może jest w drodze próbuje się pocieszyć. Tam kiepski zasięg.
Rozmowa o pracę w sobotę? Wierzysz w to?
Czekają do wieczora. Telefon Beaty milczy. Adaś zaczyna płakać i pytać o mamę. Kacper denerwuje się, żąda tabletu, który się rozładował (ładowarki nie było).
Ona dzisiaj nie przyjedzie stwierdza Jagoda, patrząc w okno. To jest świństwo.
Może ma rozładowany telefon? Może autobus się zepsuł? gubi się Paweł.
Noc to pasmo koszmarów. Adaś mokrzy pościel, trzeba zmieniać i sprzątać, Kacper boi się potworów i wymusza światło na korytarzu. Jagoda nie zmruża oka.
Niedziela. Telefon Beaty martwy jak dzień wcześniej.
Dzwonię do twojej mamy oświadcza Jagoda podczas śniadania.
Nie! Paweł się boi Przecież jej ciśnienie… Miała kryzys tydzień temu. Jak usłyszy, iż Beata zniknęła, dostanie zawału. Poczekaj do wieczora. Przecież nie zostawi dzieci na zawsze?
Jutro pracujemy. Ja mam raporty, muszę być rano w biurze. Kto zostanie z dziećmi?
Ja wezmę wolne.
Jagoda mdleje ze zmęczenia. W dzień Adaś ścina wazę ślubny prezent od rodziców Jagody biegając po domu. Dźwięk tłuczonego szkła brzmi najgłośniej na świecie.
To nie ja! krzyczy od razu Kacper. To Adaś!
Jagoda sprząta okruchy, myje podłogę, i bez słowa wchodzi do sypialni, gdzie zaszokowany Paweł siedzi bez ruchu.
jeżeli jej nie będzie rano, zgłaszam sprawę na policji. I dzwonię po opiekę społeczną.
Jagoda! Przecież to moja siostra! Chcesz oddać dzieci do domu dziecka?
Chcę, żeby twoja siostra ponosiła odpowiedzialność za swoje dzieci! Nie zatrudnialiśmy się tu na nianie! Mamy swoje życie! Dlaczego mamy ciągle się poświęcać, bo jej się zachciało odpocząć?
Może naprawdę pracuje…
Tak? Jagoda pokazuje telefon.
Pokazuje mu zdjęcie z Facebooka koleżanki Beaty. Beata na tle basenu, w bikini, z drinkiem w ręku, opis: Chwila dla nas, dziewczyny, zasłużyłyśmy!. Ośrodek SPA w okolicach Warszawy, zdjęcie sprzed trzech godzin.
Twarz Pawła robi się czerwona.
To… stare zdjęcie próbuje zmienić temat.
Dzisiejsza data. Nowy kostium. Skłamała nam prosto w twarz. Zostawiła dzieci i wyjechała na SPA.
Paweł siada bezsilnie na łóżku z rękami na twarzy.
Co teraz?
Ja zabieram dzieci do biura, Ty dzwonisz do mamy, niech się martwi i ona. Ja mam dość.
Noc z niedzieli na poniedziałek to horror. Adaś dostaje gorączki po stresie, nowym jedzeniu i przeciągu 38,5 stopni. Jagoda podaje leki, zmienia okłady, nie śpi całą noc. Paweł też.
O siódmej rano w poniedziałek sms: Abonent znów dostępny.
Paweł natychmiast dzwoni:
Beata! Gdzie jesteś?! Myślisz co robisz?!
Przestań wrzeszczeć! Rozmowa się przedłużyła, musiałam zostać. To poważna sprawa.
Jakie rozmowy w SPA?! Widzieliśmy zdjęcia! Adaś ma gorączkę pod czterdzieści!
Chwila ciszy.
Szpiegujecie mnie? Nie mogę mieć życia prywatnego?! Może kogoś poznałam! Adaś chory? Co mu daliście do jedzenia? Zostawiłam zdrowych! Jak coś się stanie, macie przechlapane!
Przyjeżdżaj natychmiast, albo dzwonię po opiekę.
Jadę, histerycy!
Beata zjawia się za trzy godziny. Jagoda biega do pracy i z trudem bierze dzień wolny. Beata wchodzi piękna, opalona, pachnąca perfumami, od razu rzuca się do Adasia.
Skarbie! Co ci zrobili? Zagłodzili, wyziębili? zwraca się do Jagody z nienawiścią. Wiedziałam, iż nie powinnam ci ufać. Nie masz dzieci, nic nie wiesz o ich wychowaniu!
Jagodzie ciemnieje przed oczami. Od trzech lat bezskutecznie z Pawłem starają się o dziecko, Beata o tym dobrze wie.
Wynoś się mówi zimno.
Co?
Wynoś się. Zabieraj dzieci, nie wracaj tu nigdy więcej.
Bez łaski! Beata w pośpiechu pakuje rzeczy dzieci. Kacper, Adaś, wychodzimy od tych złych ludzi. Mama coś wam kupi…
Oddaj pieniądze mówi Paweł i blokuje drzwi.
Jakie pieniądze?
Za wazę dwa tysiące złotych, za żarcie sześćset, za leki sto pięćdziesiąt, za szkody moralne bezcenne, to daruję. Razem dwa tysiące siedemset pięćdziesiąt. Przelewaj.
Żartujesz? Mi, własnej siostrze?
Na SPA ci starczyło, to na długi też. Albo dzwonię do mamy i opowiadam całą prawdę. Razem ze zdjęciami z basenu.
Beata mruży oczy, wyciąga telefon i nerwowo klepie ekran.
Zadowoleni?! słychać powiadomienie u Pawła. Więcej nas nie zobaczycie! Z was żadnej pomocy!
Zbiera Adasia (ten lekko się buntuje), popycha Kacpra i wybiegają z hukiem.
Jagoda powoli siada na kanapie. W mieszkaniu pachnie lekami i dziecięcym potem, na podłodze papiery po cukierkach, a na ścianie ślad po kotlecie, którego nie zdążyła sprzątnąć.
Paweł podchodzi, siada obok i ściska jej dłoń.
Przepraszam… jestem głupi.
Nie, Paweł, po prostu jesteś bratem. Ale teraz już znasz cenę jej próśb.
Wiem. Więcej tak nie zrobię. Obiecuję.
Siedzą tak pół godziny w ciszy. Potem biorą się za sprzątanie. W milczeniu, zgrani. Myją podłogi, piorą pościel, wietrzą mieszkanie. Razem z kurzem znika napięcie ostatnich dni.
Wieczorem dzwoni teściowa, Teresa Nowak.
Jagódko, witaj słaby głos. Beata dzwoniła. Płakała, mówi, iż ją wyrzuciliście, dzieci nie chcieliście pilnować, kasy się domagaliście… To prawda? Jak można tak, rodzina przecież…
Jagoda oddycha głęboko. Kiedyś tłumaczyłaby się, usprawiedliwiała. Ale te trzy dni zmieniły ją.
Pani Tereso odpowiada spokojnie. Beata nie powiedziała całej prawdy. jeżeli chce Pani wiedzieć jak było, proszę zapytać o nazwę hotelu, w którym miała rozmowę kwalifikacyjną w bikini. Najlepiej zapraszamy kiedy ciśnienie pozwoli. Pokażemy też filmik z Kacprem, który mówi, iż mama gotować nie lubi, zamawia zamiast tego jedzenie. Naprawdę mamy o czym rozmawiać.
W słuchawce cisza. Potem westchnienie.
Ach, Jagoda… Rozumiem. Dobra, nie gniewajcie się na Beatę. Rozpuściłam ją…
Nie gniewamy się. Po prostu wyciągnęliśmy wnioski.
Jagoda odkłada słuchawkę.
Paweł, zamówmy pizzę. Taką niezdrową, ogromną. I odpalmy wino. Zasłużyliśmy.
A wyjazd? pyta Paweł.
Za tydzień. A telefony wyłączymy. Oboje.
I tak zrobili. Tydzień później, gdy na telefonie Pawła pojawił się Beata, przycisnął wyciszenie i odłożył telefon na bok. Lekcja została odrobiona, granice postawione. A więzi rodzinne bywają silniejsze wtedy, gdy postawi się je na zdrowym dystansie.











