Szczęście starej komunalkiMieszkańcy, mimo codziennych trudów, wciąż odnajdywali euforia w wspólnych rozmowach przy kuchennym stole.

newsempire24.com 3 dni temu

Czekając na męża po pracy, Jadwiga siedziała przy kuchennym stole i popijała herbatek z tymiankiem, nie spiesząc się, łyk po łyku. Gdy usłyszała brzęk klucza w zamku, wstała i zatrzymała się w progu. Wszedł Marek poważny, milczący.

Cześć powiedziała pierwsza, znowu spóźniłeś się, ja już się najadłam i czekam na ciebie

Cześć odparł Marek. Mogłaś od razu iść, nie jestem głodny, a i tak niedługo się spakuję i wyjdę. rzekł, nie rozbierając buty. Poszedł do pokoju, otworzył szafę i wyjął walizkę.

Jadwiga stała w osłupieniu. Nie rozumiejąc, patrzyła, jak on wprawia do walizki pierwsze lepsze rzeczy.

Marek, wyjaśnij, co się dzieje? zapytała.

Nie rozumiesz? Odchodzę od ciebie rzekł jasno, nie patrząc jej w oczy.

Gdzie?

Do innej kobiety

No tak, pewnie do młodej, choć sam masz dopiero czterdziestkę odpowiedziała Jadwiga nieco sarkastycznie, odzyskując przytomność. Nie będę płakać, on nie zobaczy moich łez pocieszała siebie, po czym głośno dodała i jak długo już to trwa?

Prawie rok odparł spokojnie Marek, a widząc jej zdziwienie, dodał to twoje sprawy, jeżeli nic nie zauważyłaś, to znak, iż ukrywałem to perfekcyjnie.

Odchodzisz na dobre czy? nagle zapytała.

Jadwigo, naprawdę nic nie rozumiesz? Słuchaj uważnie odchodzę do innej, mamy z nią niedługo dziecko. Nie udało nam się z tobą mieć potomka, więc Katia urodzi mi syna. Daję ci miesiąc, żebyś się wyprowadziła z mojego mieszkania. Gdzie i jak twoja sprawa. My będziemy mieszkać z Katia i dzieckiem, a ona jeszcze wynajmuje.

Marek odszedł. Jadwiga została sama, ściany zdawały się przyciskać, a w mieszkaniu panowała cisza. Włączyła telewizor, przynajmniej żeby ktoś gadał. Z Markiem było razem dwanaście lat, po tygodniu od tego rozpadu udało jej się podnieść na nogi.

Po śmierci rodziców, którzy odszli za wcześnie, po niej został dom na wsi pod Lublinem. Ale nie chciała żyć sama w takiej okolicy.

Nie dam rady tam mieszkać myślała Jadwiga daleko od cywilizacji, brak udogodnień, żadna praca, a w trzydziestą piątą nie chce się żyć wiejską wsią. Więc sprzedam dom i za pieniądze kupię pokój w komunalnym bloku albo akademiku, a resztę los sam rozstrzygnie.

Zdecydowała się i od razu po przyjeździe do wsi sprzedała dom. Sąsiadka, Wanda, już na nią czekała.

Słoneczko, dobrze iż przyjechałaś, już myśliśmy, iż po mieście po ciebie jedziemy.

Co się stało? zapytała Jadwiga.

Moi krewni przyjechali z północy, chcą kupić twój dom. Potrzebują takiego małego domku, który można podnieść i zbudować nowy w tym samym miejscu. Chcą być blisko nas, moja siostra z mężem

Boże mój, Wanda, właśnie po to przyjechałam, niech go biorą, tylko cenę uzgodnijmy. Oto mój numer

W ciągu dziesięciu dni pieniądze już były u niej w ręku, choć to niewielka suma, bo dom był już prawie w ruinie. Jadwiga kupiła mały pokój w akademiku typu kamienicznego. Kuchnia wspólna, dwie inne pokoje zajmują sąsiedzi, a trzeci jej własny. Dlatego myślała, iż to komunalne mieszkanie.

Sąsiedzi wydawali się cichymi, przyzwoitymi ludźmi. Jadwiga rzadko z nimi wchodziła w kontakt od rana do późnego wieczora pracowała, a w pracy zaczęła romans z kolegą, Tomkiem. Wydawało się, iż wszystko idzie gładko, przynajmniej tak jej się wydawało.

Niedługo przed Dniem Kobiet, 8 marca, Tomek powiedział:

Muszę się nad czymś zastanowić, nie jestem pewny swoich uczuć, zróbmy przerwę w naszym związku.

Przerwa a lepiej odejdź sobie w lesie wpadła mu w złość.

Wróciła do domu tego wieczoru rozgniewana, miała 36 lat i nie chciała tracić czasu w przestoje. Postanowiła zjeść stres. Otworzyła lodówkę, w której był mały kawałek szynki, ale go nie mogła znaleźć. Zadrżała.

Kto wziął moją szynkę? wrzasnęła po całej kuchni.

Jadwinko, wyrzuciłam ją dwa dni temu zżółkła i śmierdziła, więc pomyślałam, iż i tak jej nie zjesz, po co ryzykować zdrowie odpowiedziała spokojnie i nieco podstępnie sąsiadka, Wira Iwanowa.

Nie macie prawa dotykać cudzych rzeczy! wściekła się Jadwiga. To nie wy decydujecie, co ja jem.

Jadwiga wybuchła i wlała cały swój gniew na Wira Iwanową. Straciła męża, dom, a jeszcze kolega wziął przerwę, niszcząc jej nadzieję na szczęście, a teraz i sąsiedzi kradną jej jedzenie.

Wiro Iwanowo, nie denerwuj się powiedział Janusz Iłłuch, sąsiad z innego pokoju.

Miał sześćdziesiąt lat, siwe włosy, okulary, spokojny i inteligentny, zawsze siedział w kącie kuchni w starym krześle z gazetą lub książką. Wira Iwanowa była poruszona, widać to było po niej.

Jadwiga teraz jest wściekła. Zrzuca na was gniew, bo ktoś ją już wcześniej zdenerwował. Nie bierzcie tego do siebie rzekł Janusz, nie odrywając się od gazety.

A wy co wiecie? odparła Jadwiga, nikt was nie pytał.

Wierzę, iż trochę wiem.

No więc, jeżeli jesteś taki mądry, to po co mieszkasz w tej biednej komunalce? Jadwiga już nie dała się powstrzymać.

W końcu postanowiła przeprosić sąsiadów. Wira Iwanowa spojrzała na niego, odwróciła się i poszła do swojego pokoju. Jadwiga mocno zamknęła drzwi i usiadła na kanapie.

Ten kuchenny filozof ciągle coś doradza, jakby miał mnie uczyć życia myślała, wciąż rozgniewana i głodna.

Po godzinie trochę się uspokoiła, patrząc w laptop, przypomniała sobie, iż szynkę kupiła dawno temu, i co z niej mogło się stać. Zawstydziło ją to.

Bez powodu obraziłam Wira Iwanową, a ona i tak mi przecież nic nie zrobiła. Mam nerwy na maksa, nie chcę być tą kłótliwą osobą. Muszę przeprosić postanowiła.

Znalazła Wira Iwanową w kuchni.

Przepraszam, Wiro, nie wiem, co mnie ogarnęło. Po prostu wszystko się nawarstwiło I Janusz miał rację.

Wira uśmiechnęła się i przytuliła Jadwigę:

Zdarza się, kochanie. Usiądź przy stole, napijmy się herbaty z ciastkami. A może najpierw przeproś Janusza? On naprawdę nie zasłużył na takie traktowanie. Był profesorem, wykładał na uniwersytecie, miał duże mieszkanie w centrum Warszawy i ukochaną pracę. Lecz…

Ale co się stało? dopytała Jadwiga.

Jego żona zachorowała na nowotwór mózgu. Lekarze odmówili operacji, mówili, iż za późno. Znalazł klinikę w Izraelu, ale potrzebował fortuny. Janusz pożyczył pieniądze, wyjechał z żoną, operacja poszła, ale nie przyniosła poprawy. Żona przeżyła jeszcze chwilę, potem odszedła. Janusz zwolnił się z pracy, sam się nią opiekował, a po jej śmierci sprzedał mieszkanie i spłacił długi. I tak trafił tutaj.

Jadwiga prawie płakała, słysząc tę historię.

Dziękuję, iż mi to opowiedziałaś szepnęła. Jutro na pewno przeproszę Janusza.

Następnego dnia, po pracy, nieśmiało zapukała do pokoju Janusza z małym upominkiem w ręku. Otworzył drzwi.

Dobry wieczór, Januszu podała mu prezent, proszę przyjmij i wybacz mi, proszę Boga, wybacz. Wczoraj nie zasłużenie cię obraziłam, miałeś rację.

Janusz słuchał, nie przerywając, a kiedy Jadwiga skończyła, odpowiedział:

Co miłe niespodzianki! Przyjmę prezent i twoje przeprosiny, ale pod warunkiem, iż uczcimy ze mną moje urodziny, które dziś są.

Ojej, wszystkiego najlepszego! A prezent w sam raz odparła Jadwiga, oczywiście, z przyjemnością. Czym mogę pomóc?

Wraz z Wira Iwanową nakryli stół. Przy nakrywaniu Jadwiga rozmawiała z sąsiadką i opowiadała o sobie. Wyznała, iż jako naiwna studentka wpadła w ręce zamężnego mężczyzny, zajdzie w ciążę, on wszystko załatwił w szpitalu i opłacił, ale potem się rozstali. Nie mogła już mieć dzieci, więc być może dlatego Marek ją zostawił.

Stół był już nakryty, gdy do drzwi zapukał mężczyzna w czterdziestu latach, wysoki i uśmiechnięty.

Dzień dobry, jestem synem Wiry Iwanowej przedstawił się Roman .

Dzień dobry, Jadwigo, wchodźcie.

Rozmowa przy stole była ożywiona, wszyscy składali Januszowi życzenia zdrowia i pomyślności, a przy okazji się śmiali. Roman okazał się ciekawym rozmówcą, znał mnóstwo historii. Był kiedyś geologiem, a teraz kierowcą ciężarówek, więc opowieści miał pod dostatkiem.

Jadwiga nie mogła uwierzyć, iż wczoraj nie znała tych ludzi, a dziś już czują się jak rodzina.

Po kilku godzinach Janusz i Wira wrócili do swoich pokoi. Roman rzekł:

Chodźmy na spacer, opowiedz mi o sobie. Jestem tu rzadkim gościem, spotkałem was po raz pierwszy. Mam mieszkanie w mieście, często wyjeżdżam, a moja mama nie chce się stąd przeprowadzać. Powiem wam szczerze, iż trochę jest w niej zakochana w Januszu, a on chyba odwzajemnia roześmiał się Roman. A ja tak rzadko jestem w domu, bo ciągle w trasie.

Miasto właśnie przywitało zimę, wszędzie białe płatki śniegu, cisza, brak wiatru. Jadwiga i Roman rozmawiali godzinami, a nie było zimno. Po pewnym czasie rozeszli się.

Trzy dni później Roman odjechał w trasę.

Na dłużej? zapytała Jadwiga.

Nie, na tydzień i wrócę. Poczekasz na mnie?

Oczywiście, będę czekać.

Tak zaczęła się ich historia, która przerodziła się w prawdziwą miłość. Pobrawali się, a po roku urodził się mały Artek. Kiedy Roman wyjeżdżał w długie trasy, Jadwiga z synkiem wracała na jakiś czas do swojej kamieniczki.

Dni oczekiwania mijały szybko. Wanda i Janusz pomagali i kochali wnuczka. Lepszych opiekunek dla Artka już nie trzeba szukać.

Idź do oryginalnego materiału