No dobrze, w końcu można oddychać, bo wcześniej to tutaj było jak w grobowcu, serio zadźwięczał w kuchni pewny siebie, zadowolony głos, którego nie sposób byłoby pomylić z żadnym innym. Urszula Gałczyńska stała w przedpokoju z torbami pełnymi ogórków i jabłek antonówek z działki, czując już tylko drażniącą woń chemicznej pasty do mebli zmieszaną z […]