Syn Krzysztofa Rutkowskiego domaga się alimentów. "On budzi we mnie lęk"

zycie.news 2 godzin temu
Zdjęcie: Krzysztof Rutkowski/screen Youtube @Pyta nie błądzi


Podczas kolejnej rozprawy, która odbyła się 8 kwietnia w Łodzi, emocji nie brakowało. Nastolatek domaga się znaczącego podwyższenia świadczenia, podczas gdy jego ojciec chce je obniżyć. Po rozprawie obie strony przedstawiły zupełnie różne wersje wydarzeń, a w centrum całej sprawy znalazły się nie tylko pieniądze, ale też napięte relacje rodzinne.

Rozprawa w Łodzi i dwa skrajnie różne stanowiska

Sprawa dotyczy alimentów na Aleksandra, syna Krzysztofa Rutkowskiego. Nastolatek oczekuje podwyższenia świadczenia do 30 tysięcy złotych miesięcznie. Z kolei jego ojciec chce obniżenia dotychczasowej kwoty z 2000 do 1000 złotych. Już sam zakres żądań pokazuje, jak głęboki jest konflikt i jak odmiennie obie strony oceniają realne potrzeby chłopaka oraz możliwości finansowe ojca.

Po rozprawie głos zabrała matka Aleksandra, Natasha Zych, która nie kryła oburzenia przebiegiem sądowego spotkania. Jej zdaniem pytania zadawane w trakcie postępowania nie dotyczyły tego, co naprawdę istotne z perspektywy wychowania i rozwoju nastolatka.

Matka Aleksandra grzmi po rozprawie

Natasha Zych oceniła, iż zamiast rozmowy o rzeczywistych potrzebach syna, sprawa zeszła na tory, które miały go umniejszyć i upokorzyć. Jak powiedziała: „Padały pytania kompletnie absurdalne, na przykład ile Aleksander zużywa papieru toaletowego i środków czystości, a nie czy potrzebuje laptopa, telefonu czy wyjazdów dla rozwoju. Ja płacę za wszystko. Nie było z ich strony w ogóle mowy realnych potrzebach nastolatka. On chciał umniejszyć i upokorzyć mojego syna”.

To jednak nie był koniec jej mocnych słów. Zych odniosła się także do zeznań dotyczących sytuacji materialnej Krzysztofa Rutkowskiego i jego rodziny. W jej ocenie przedstawiony obraz finansów jest całkowicie oderwany od rzeczywistości.

„Krzysztof twierdził, iż ma tylko 6 tys. na życie na koncie. I żona też nic nie zarabia, mimo iż występuje w telewizji... Zapewniał, iż oni wszystko w barterach dostają, a on sam adekwatnie nie wie ile na siebie wydaje. On żyje w oderwaniu od rzeczywistości kompletnie... Ja dla syna w okresie wynajmuję przyczepę na Helu, a on twierdził, iż taniej niż nad polskie morze to do Dubaju... On znowu wystraszył i zastraszył swoje dziecko” - stwierdziła.

Aleksander opowiada o spotkaniu z ojcem

Równie emocjonalnie sytuację po rozprawie relacjonował sam Aleksander. Nastolatek nie ukrywał, iż spotkanie z ojcem było dla niego trudnym przeżyciem. Według jego relacji Krzysztof Rutkowski miał pojawić się w sali wcześniej, niż planowano, i od razu wywołać napiętą atmosferę.

„Ja uważam, iż to zostało zrobione w sposób podły i celowy - żeby mnie wyprowadzić z równowagi. Krzysztof miał przyjść po moich zeznaniach, a przyszedł specjalnie przed. Wparował na salę i zaczął tak krzyczeć, iż się zrobił cały czerwony i bałem się, iż dostanie zawału. Do sądu zestroił się w złoty łańcuch, ale twierdzi, iż ma tylko 6 tysięcy na koncie?” - powiedział po rozprawie.

Aleksander twierdzi również, iż ojciec od lat wzbudza w nim lęk i traktuje go gorzej niż drugiego syna. W jego słowach wybrzmiewa poczucie nierównego traktowania oraz emocjonalnego dyskomfortu, który - jak przekonuje - wraca przy okazji kolejnych spotkań.

„Ja mam takie same odczucia jak 12 lat temu na badaniach DNA. Taki lęk. Coś, czego nie czuję na co dzień. Normalnie przecież nikt przy mnie nie krzyczy... On mówił o swoim drugim synu, iż ma takie i takie potrzeby, a ja co? Jestem gorszy? To nie jest komfortowe” - mówił.

Prywatna szkoła i porównania do drugiego syna

W całym sporze pojawił się także temat edukacji Aleksandra. Według Natashy Zych podczas rozprawy podważano zasadność tego, iż chłopak uczęszcza do szkoły prywatnej. Matka zwraca jednak uwagę, iż podobna sytuacja dotyczy również drugiego syna Krzysztofa Rutkowskiego.

„Było podważane przez stronę Rutkowskiego, iż syn chodzi do szkoły prywatnej... A jego drugi syn, Junior, też przecież chodzi do prywatnej!” - podkreśliła.

Ten wątek stał się jednym z najmocniejszych elementów całego konfliktu, bo dotyczy nie tylko finansów, ale też poczucia sprawiedliwości i równego traktowania w rodzinie.

Rutkowski odpowiada: „Regularnie płacę alimenty”

Do sprawy odniósł się również sam Krzysztof Rutkowski. W jego ocenie obecne oczekiwania finansowe są całkowicie przesadzone, a kwota, którą przekazuje na syna, jest wystarczająca. Podkreślił też, iż nigdy nie zalegał z płatnościami.

„Regularnie płacę alimenty. Nie spóźniłem się z płatnościami ani jednego dnia. Uważam, iż 3 tys. zł miesięcznie (2 alimentów + tysiąc na szkołę - przyp. aut.) to wystarczające alimenty. Joanna (tak nazywa Natashę Zych - przyp. aut.) w sądzie powiedziała, iż miesięcznie wydaje 1,5 tys. zł. za samą wodę toaletową Vercase. Ona mówi iż wydała na wakacje na Helu 40 tys. zł. To są absurdy ekonomiczne. Wydawanie 10 tys. zł na tydzień na Helu jest niedorzeczne. To typowe naciągactwo i próba wyłudzenia pieniędzy. Niech sąd zdecyduje o realnych możliwościach utrzymania dziecka. Skoro ja położę 3 tys. zł i ona jako matka ma również obowiązek utrzymywać dziecko w tych ramach ekonomicznych, to mamy kwotę 6 tys. Na utrzymanie 16-letniego chłopaka taka kwota w zupełności wystarczy” - stwierdził.

Spór o alimenty to dziś coś więcej niż kwestia pieniędzy

Choć formalnie sprawa dotyczy wysokości alimentów, po wypowiedziach obu stron widać, iż konflikt ma znacznie głębszy wymiar. W grę wchodzą nie tylko wydatki, potrzeby nastolatka i możliwości finansowe ojca, ale także wzajemne pretensje, napięcia z przeszłości i trudne emocje, które w sądzie wybrzmiały wyjątkowo mocno.

Kolejna rozprawa pokazała, iż porozumienie przez cały czas jest bardzo daleko. Ostateczna decyzja będzie należeć do sądu, ale już teraz wiadomo, iż ta sprawa budzi ogromne emocje i jeszcze długo może elektryzować opinię publiczną.

Idź do oryginalnego materiału