Pierwsza komunia to istotny moment w życiu każdego katolika. To pierwsze przyjęcie Eucharystii i prawdziwe zjednoczenie się z Bogiem. Tak przygotowuję córkę do tej uroczystości. Ma mieć wymiar duchowy, a nie materialny. Nie mogę patrzeć na to, co się teraz wyrabia. Dziewczynki mają suknie szyte w salonach, chodzą na próbne fryzury, mają robione paznokcie. Dla mnie to jest nie do przyjęcia, bo nie o to w tym chodzi. Sakrament jest okazją do świętowania w gronie rodzinnym, ale przecież też nie chodzi o to, by robić małe wesele i znosić tony prezentów, w dodatku bardzo drogich. Obawiam się, iż większość dzieci z tego powodu czeka na komunię. Nie rozumieją samego sakramentu, ważna jest ta cała materialistyczna otoczka.
Ja, jako osoba głęboko wierząca, nie mogę się z tym pogodzić. Moja córka nie będzie więc miała przyjęcia w restauracji, tabunu gości, kosztownych upominków. Dostanie złoty medalik i swój pierwszy zegarek na rękę, klasyczny, żeby mieć na całe życie pamiątkę. Planuję rodzinny obiad, nasza trójka, moi rodzice, teściowie i rodzice chrzestni ze swoimi rodzinami. I tak będzie w sumie piętnaście osób. Nie będzie żadnych pieniędzy w kopertach. Złoty medalik kupujemy my, chrzestni zegarek, dziadkowie są proszeni o przyniesienie jakiś drobiazgów. Córka to rozumie i godzi się z tym. Dużo na ten temat rozmawiamy. Mężowi jest to raczej obojętne, on nie jest za bardzo praktykujący. Ale jest problem z teściową, która uważa, iż robimy krzywdę dziecku. Jej zdaniem, powinniśmy zrobić wystawne przyjęcie, najlepiej w restauracji, zaprosić rodzinę dalszą, znajomych, nie wiadomo ile osób. I już od dłuższego czasu jest na ten temat kłótnia. Co gorsza, babcia podjudza córkę, opowiada, iż to wstyd, iż jej komunia będzie bardzo biedna. Im bliżej do komunii, tym konflikt coraz bardzie przybiera na sile. Mąż wtrącać się nie chce, moi rodzice stoją za mną murem, mają takie same wartości. Ja zaś powoli mam dosyć zjadliwych uwag teściowej i przede wszystkim jej uwag na ten temat, kierowanych bezpośrednio do córki.
Nie byłoby tego problemu, gdyby nie fakt, iż tak bardzo odeszliśmy duchowo od kościoła i zamieniamy wszystkie już praktycznie święta w jakieś bachanalia, gdzie najważniejsze jest jedzenie i dobra materialne. Bardzo mnie to boli i ubolewam nad tym faktem. Nie wiem też, jak wybić teściowej z głowy jej pomysły. Ja zdania nie zmienię, będzie tak, jak zaplanowałam. Nie uważam też, iż skromna komunia to powód do wstydu. Nie wiem tylko, jak przekonać o tym teściową? Jestem zmęczona tym konfliktem.
Ewa





