Straciłam serce do pomagania teściowej, gdy odkryłam, co naprawdę zrobiła za moimi plecami – ale nie mogę jej zostawić bez wsparcia, bo to babcia mojego syna i jesteśmy rodziną

polregion.pl 1 dzień temu

Dzień 22 czerwca

Mam dwójkę dzieci, każde z innym ojcem. Moja starsza córka, Jagoda, ma teraz szesnaście lat. Jej ojciec, mój pierwszy mąż, Paweł, regularnie przesyła alimenty i stara się być obecny w jej życiu dzwoni, odwiedza ją, martwi się o jej szkołę. Paweł ułożył sobie życie od nowa, z drugiego małżeństwa ma jeszcze dwóch synów, ale o Jagodzie nigdy nie zapomina, co bardzo cenię.

Mój syn z drugiego małżeństwa miał mniej szczęścia. Dwa lata temu mój mąż Artur nagle poważnie zachorował. Po trzech dniach walki w szpitalu zmarł. Minęło już trochę czasu, a ja dalej łapię się na tym, iż słyszę klucz w drzwiach, spodziewam się, iż Artur zaraz wejdzie, uśmiechnie się szeroko i powie „cześć”. W takich chwilach zalewam się łzami i nie potrafię dojść do siebie przez resztę dnia.

W tych najtrudniejszych momentach największym wsparciem była dla mnie Halina, mama Artura, a moja teściowa. Dla niej to także było niewyobrażalnie trudne Artur był jej jedynym synem. Przeżyłyśmy to razem, trzymając się nawzajem, często dzwoniąc i odwiedzając się, żeby pogadać, wspominać, po prostu być razem, kiedy najbardziej tego potrzebowałyśmy. Przez parę lat byłyśmy sobie wyjątkowo bliskie. Myślałem wtedy, iż można o niej powiedzieć: przyjaciółka.

Pamiętam, iż kiedy byłam w ciąży z synem, Halina kilka razy wspomniała coś o testach na ojcostwo. Oglądała w telewizji reportaż, jak to facet przez kilkanaście lat wychowywał nie swoje dziecko, o czym dowiedział się przypadkiem. Pomyślałem sobie wtedy, iż to głupie wymysły i powiedziałem jej prosto w oczy:

jeżeli facet ma podejrzenia, czy dziecko jest jego, to później i tak będzie tylko niedzielnym tatusiem!

Halina zapewniała mnie, iż nie ma wątpliwości, a kiedy syn się urodził, odpuściłem temat, zakładając, iż to tylko chwilowa fana.

W tym roku latem Halina poważnie zachorowała, jej stan pogorszył się bardzo szybko. Doszliśmy do wniosku, iż logicznym wyjściem będzie, jeżeli zamieszka bliżej mnie. Rozpoczęliśmy poszukiwania mieszkania, zatrudniliśmy agenta nieruchomości i rozpoczęliśmy załatwianie formalności.

Kiedy Halina trafiła do szpitala, a agent poprosił nas o akt zgonu jej męża, żeby dokończyć sprawy mieszkaniowe, padło na mnie, by poszukać dokumentu. Pojechałem do jej mieszkania. Przeszukiwałem szuflady, dokumenty i wtedy między papierami znalazłem kopertę pismo z laboratorium medycznego.

To był test na ojcostwo. Wynik jasno potwierdzał, iż Artur to ojciec mojego syna. Test był zrobiony, kiedy syn miał zaledwie dwa miesiące. Halina nigdy mi o tym nie powiedziała.

Zrobiło mi się gorąco ze złości i żalu. Poczułem się kompletnie zdradzony. Całe życie ufałem Halinie, myślałem, iż nasze relacje są oparte na zaufaniu, a tu taki cios w serce. Kiedy skonfrontowałem ją z prawdą, gorzko przepraszała i płakała, tłumaczyła się głupią obawą, telewizją, brakiem wiary w siebie.

A ja? Wiem, iż nie potrafię już być wobec niej taki, jak dawniej. Coś umarło. Pomogę jej, bo nie ma nikogo bliskiego oprócz mnie i wnuka. I nie chcę też odbierać synowi kontaktu z babcią. Ale wiem już, iż pewnego ciepła i zaufania nie da się odbudować… Życie nauczyło mnie, iż choćby najbliższe osoby mogą zawieść, ale nie powinno się przez to odwracać od bliskich w potrzebie. Po prostu trzeba trochę uodpornić serce i liczyć głównie na siebie.

Idź do oryginalnego materiału