Spotkanie po latach
Kasia była najbardziej niepozorną dziewczyną w klasie. Przynajmniej tak sama uważała. Niska, szczupła, a do tego z rudymi włosami… Kasia miała kompleksy na punkcie swojego wyglądu, z zazdrością patrząc na jasnowłose i niebieskookie koleżanki.
– Córeczko, jeszcze rozwiniesz się jak kwiat róży – pocieszała ją mama – ja też późno zaczęłam wyglądać jak młoda dama. Dopiero w wieku szesnastu lat. Więc nie spiesz się, jeszcze będziesz łamać serca chłopaków. Teraz masz dopiero trzynaście lat.
– Mamo, wcale mi się nie spieszy – spuszczała wzrok Kasia, ale jej zielone oczy zdradzały coś innego. Ze smutkiem patrzyła na swoje odbicie w lustrze i wzdychała.
Podobał jej się chłopak z równoległej klasy – Krzysiek. Wysportowany, wysoki, wesoły. Jego odwaga w grach i pomysłach była niemal brawurowa. Patrząc na chłopców grających w koszykówkę na WF-ie, Kasia śledziła Krzyśka. Zarażał wszystkich swoją energią i zapałem, dzięki czemu jego drużyna zawsze wygrywała.
Nawet gdyby Krzysiek nie był tak przystojny, i tak podobałby się Kasi. Jego charyzma nie dawała jej jednak szans na przyjaźń z takim liderem.
Wokół Krzyśka zawsze kręcili się znajomi – trudno było się do niego dostać. Zawsze otaczał go tłum chłopaków i dziewczyn. Mimo to, rzadkie spotkania na szkolnym korytarzu były dla Kasi ogromną radością. Jednak jej brak pewności siebie zawsze sprawiał, iż mijając Krzyśka, ledwie na niego spojrzawszy, od razu spuszczała wzrok.
Nikomu Kasia nie mówiła o swojej uczniowskiej miłości, ale wydawało jej się, iż cały świat widzi i zna jej tajemnicę i czerwieniła się na samą myśl, iż koledzy będą się z niej śmiali albo, co gorsza, sam Krzysiek…
Dlatego postanowiła za wszelką cenę zapomnieć o przystojniaku, starać się ignorować go i nie myśleć o nim w ogóle. Początkowo nie szło jej to najlepiej, ale z czasem silna wola zrobiła swoje. Kasia się uspokoiła i poczuła się lepiej. choćby zaczęła być z siebie dumna.
– Najważniejsze, żeby nie spotykać się z nim zbyt blisko – szeptała sama do siebie. A widząc obiekt swojej adoracji w szkole, z miejsca skręcała w inną stronę, próbując się ukryć za plecami innych uczniów.
Minęły dwa lata. Kasia dobrze się uczyła, podrosła, przestała się tak wstydzić, bo słowa matki okazały się prorocze – Kasia z niepozornej dziewczynki przeistoczyła się w piękną, smukłą dziewczynę.
Po ósmej klasie Kasia kontynuowała naukę w technikum. O Krzyśku i innych kolegach dowiadywała się od swojej byłej wychowawczyni. Pani Maria mieszkała na tej samej ulicy co Kasia.
Kasia nie uczęszczała na szkolne spotkania po latach. Dziwnie się złożyło, iż klasa nie była zbyt zgrana, a Kasia nie miała wielu szkolnych przyjaciół. Jedynie raz, gdy z okazji jubileuszu pani Marii cała klasa postanowiła się spotkać, Kasia również postanowiła przyjść, aby złożyć życzenia swojej ulubionej nauczycielce.
Minęło już trzydzieści lat od ukończenia szkoły! Spotkanie było wzruszające, ponieważ wielu nie widziało się od zakończenia szkoły. Pojawili się uczniowie z równoległej klasy.
Kasia zadrżała, widząc Krzyśka. Wysoki, przystojny mężczyzna z siwizną i zadbaną brodą. kilka przypominał dawną “złotą rączkę” z liceum. Tylko oczy były te same – Krzyśkowe, wesołe, roziskrzone.
W szkolnej sali było gwarno. Po złożeniu życzeń pani Marii uczniowie rozmawiali w grupkach, wielu się obejmowało.
Jakże było zdziwienie Kasi, gdy Krzysiek podszedł do niej, szeroko się uśmiechając, i przywitał:
– A oto i moja tajemnicza miłość z lat szkolnych… Kasia.
Ukłonił się lekko i pocałował ją w rękę. Jakby nie minęło wiele lat – Kasia poczerwieniała.
– Miłość? Ja? – zarumieniła się – a czemu dopiero teraz się o tym dowiaduję?
Oboje się zaśmiali. Oczywiście, wszyscy już dawno założyli rodziny, mieli dzieci. Tak samo Krzysiek, jak i Kasia.
Krzysiek i Kasia stali na uboczu. Opowiadał jej o swojej pracy, rodzinie i synu.
– Też mam syna – odpowiedziała Kasia, zgodnie ze swoimi marzeniami. Westchnęła i patrząc na Krzyśka, nagle zapytała:
– Ale powiedz mi: dlaczego? Czemu ci się podobałam? Przecież byłam najcichszą i najskromniejszą dziewczyną… I w dodatku nieładną…
– Właśnie w tym rzecz. Nie próbowałaś być ze mną jak wszystkie inne. Zawsze przechodziłaś obok z podniesioną głową… Nie mogłem się choćby odważyć, żeby podejść. Dumnie. Ale bardzo mi się podobałaś. Mimo iż teraz to już tylko słodkie wspomnienie młodości.
– A ty mi się podobałeś, choćby nie mogę ci wszystkiego opowiedzieć… – nagle wypaliła Kasia – ale nie sposób było przebić się przez tłum twojej świty… I sama podejść nie mogłam. Ale to wszystko rzeczywiście tylko dziecinne zauroczenie.
– Kto wie… – zamyślił się Krzysiek – może nieświadomie coś w życiu przegapiliśmy.
– Możliwe – zaśmiała się Kasia – Może spotkamy się następnym razem. W kolejnym wcieleniu…
– Będę szukał twoich zielonych oczu – szepnął Krzysiek i uśmiechnął się smutno. Było widać, iż był zauroczony Kasią. A ona rzeczywiście była piękna. Późny kwiat – jak kiedyś powiedziała jej mama.
Nagle ktoś zawołał Kasię.
– Mamo! Przyjechaliśmy z tatą po ciebie, jak prosiłaś…
W tłumie przeciskał się młody człowiek.
– Poznaj, to mój syn… – powiedziała Kasia. Uśmiechnęła się.
– Krzysztof – energicznie podał rękę syn Kasi.
– Krzysztof – również wyciągnął szeroką dłoń Krzysiek. Spojrzał na Kasię, w jego oczach było zaskoczenie, czułość i zagubienie.
A Kasia pomachała mu i skierowała się do wyjścia. Już u progu szkoły Krzysiek dogonił ją.
– Posłuchaj, Kasia… – spojrzał na nią z wilgotnymi oczami – dziękuję ci…
– Za co? – zdziwiła się Kasia.
– Za syna. Kolejny Krzysiek rośnie. Dziękuję za wspomnienia…
Kasia skinęła głową. Podeszła do samochodu i wsiadła na tylne siedzenie.
Mąż Kasi zapytał:
– Jak minęło spotkanie?
– Dobrze – odpowiedziała Kasia – wielu przyjechało. Miło było zobaczyć. I trochę smutno, wiadomo. Czas zmienia nas… Cieszę się za panią Marię. Bohaterska nauczycielka. Niech Bóg da jej zdrowie na kolejne pokolenia uczniów…