Słodko-gorzki smak wolności: Jak propozycja otwartego związku rozbiła małżeństwo Eleny i zmieniła jej życie na zawsze

newsempire24.com 15 godzin temu

Słuchaj, Basia… A może spróbujemy otwartego związku? zagaił ostrożnie Piotr.
Co? Barbara nie od razu zrozumiała. Mówisz poważnie?
A co niby w tym dziwnego? mąż wzruszył ramionami, próbując zachować udawaną obojętność. Przecież na Zachodzie to normalka, weźmy taką Holandię! Mówią, iż to choćby poprawia relacje. Pamiętasz, sama kiedyś żartowałaś, iż małe grzeszki na diecie są zdrowe, bo potem łatwiej wytrwać. To właśnie o to chodzi trochę różnorodności nikomu nie zaszkodzi.

Barbara zamrugała powoli, przetwarzając jego słowa. Porównanie kochanki do ptasiego mleczka było już naprawdę mistrzostwem bezczelności. Albo głupoty.

Piotruś… zaczęła powoli jeżeli chcesz odejść, to po prostu odejdź. Zrobię ci tę przysługę, ale mnie nie mieszaj w swoje bzdury.
No weź, Basia, po co od razu focha strzelasz? Kocham cię, tylko… zgasła ta iskra. Śpimy tyłem do siebie, rozmawiamy głównie o rachunkach i zakupach. Cicho, szaro, nudno. Myślę, iż taki wstrząs byłby dla nas wybawieniem. Przecież ja cię nie zamykam. Sama możesz się trochę rozejrzeć, poznać kogoś nowego, przewietrzyć głowę. Co w tym złego?

Barbara zmrużyła oczy. Nagle zrozumiała Piotr ją po prostu okłamuje. Nerwowo stukał palcami w blat, uciekał wzrokiem… Jasne było, iż jemu chodzi o swobodę. I to nie teraz, choćby nie jutro On chciał jej już wczoraj.

Przyznaj się już kogoś znalazłeś, prawda? Teraz próbujesz mi to wcisnąć, żeby mieć czyste sumienie?
O matko, znowu zaczynasz! wykrzyknął Piotr, unosząc ręce. Gdybym miał kogokolwiek, co bym cię o takie rzeczy pytał?! Już żałuję, iż w ogóle ten temat ruszyłem. Ty jesteś niereformowalna, jakbyś utknęła w czasach PRL-u. Daj spokój…

Wstał obrażony i wyszedł do drugiego pokoju. Basia została sama ze swoimi myślami.

Dwadzieścia pięć lat razem. Oddała mu najlepsze lata życia, znosiła jego wzloty, upadki, życie na kredycie, wieczne nadgodziny, które teraz wydawały się podejrzane… A on teraz, dobrze odżywiony, syty, proponuje jej współudział w zbrodni przeciw rodzinie. Oj, przewietrzyć się co za wygodne słowo.

Tę noc przespali osobno, a przynajmniej starali się, bo Basia przez pół nocy patrzyła w sufit i nie mogła uwierzyć, iż kiedyś Piotr przynosił jej naręcza bzu, harował, by urządzić piękne wesele, cieszył się z narodzin córki. Teraz lepiej byłoby, gdyby po prostu odszedł.

Gdzie była ta granica, po której już nie dało się wrócić? Może wtedy, kiedy przestała się malować przed nim w domu? Albo gdy pierwszy raz zapomniał o rocznicy, bo zawalony robotą”? Choć chyba już nie warto o tym myśleć.

Z jednej strony chciało się po prostu spakować i złożyć pozew, zapomnieć o wszystkim. Z drugiej jak można tak łatwo przekreślić ćwierć wieku? Przecież to nie tylko namiętność stworzyli wspólne życie, dom, wyrobili sobie nawyki. Piotr wydawał się solidnym oparciem, zwłaszcza gdy Marysia, ich córka, już od dawna mieszkała sama. Przed nimi emerytura, no i przecież nie raz wyciągali się z kłopotów. Kiedyś choćby wziął na siebie jej kredyt, żeby pomóc teściowej. Niewielu mężczyzn by to zrobiło.

W głowie Basi kłębiły się tysiące uczuć. Żal, strach, złość. Może uważa, iż jestem za stara, iż nikogo nie znajdę? Że będę kisić bigos i dziergać skarpety wnuczce, czekając, aż on się naimprezuje i wróci?”

No nie.

Dobrze, powiedziała rano mężowi. Niech będzie po twojemu.
Jak to?
Zgadzam się. Możemy mieć otwarty związek.

Piotr aż się zakrztusił kawą. Spodziewał się awantury, a ona po prostu powiedziała tak”.

No i dobrze. Może ci się to spodoba burknął. W sumie dziś wrócę później.

Serce ścisnęło jej się boleśnie. Tak od razu?..

Wieczór był szary i cichy. Basia czuła się, jakby ktoś ją wyrzucił na śmietnik. Przypomniała sobie czasy, gdy Piotr obdarowywał ją bukietami, pracował na dwa etaty, by postawić dom. Gdzie to się wszystko rozmyło?

Podeszła do lustra. Zmęczone oczy, trochę zmarszczek, skóra mniej jędrna ale sylwetka wciąż szczupła, włosy gęste. Czy to ona się zmieniła? Może to z Piotrem coś nie tak? Inni mężczyźni przecież się nią interesowali. choćby Andrzej z sąsiedniego działu. Ostatnio przeniesiony z oddziału w Poznaniu, miły, szpakowaty, z charakterystycznym uśmiechem i męskim głosem. Od razu robił jej komplementy, przynosił kawę, otwierał drzwi, choćby zaprosił na kolację w zeszłym tygodniu.

Panie Andrzeju, jestem na diecie… dietę zwie się żona zażartowała wtedy.
Basiu, małżeństwo to stempel w dowodzie, nie wyrok dożywocia uśmiechnął się.
Ale nie naciskam.

Piotr chciał wolności? A ona miałaby siedzieć i czekać? No to zobaczymy.

Wieczorem napisała do Andrzeja na WhatsAppie:
Dobry wieczór, Andrzeju. Twoja propozycja kolacji jeszcze aktualna? Chyba nadszedł moment, żeby zrobić przerwę w mojej diecie.

Nie była to zemsta, po prostu chciała znów poczuć się kobietą, wrócić do życia, które Piotr jej ostatnio zabrał.

Reszta wieczoru upłynęła jej w nowym świecie Andrzej był jak z żurnala: przysuwał krzesło, dolewał wina, patrzył z ciepłem, słuchał jej uważnie, jakby była najważniejszą osobą w restauracji.

Wstydziła się, ale jednocześnie czuła dreszczyk emocji. Znów była centrum uwagi, a nie tylko kucharką i pralką Piotra.

Jedziemy do mnie? zapytał, gdy zjadła deser. Po drodze wstąpimy po wino, obejrzymy jakiś film, pogadamy przedłużymy fajny wieczór?

Basia skinęła głową. Mimo wewnętrznego głosu, który krzyczał Zastanów się! przypomniała sobie twarz Piotra, gdy kazał jej poszaleć.

Już byli u Andrzeja, kiedy jej telefon rozdarł ciszę. Piotr. Raz odrzuciła, potem drugi… Bez efektu.

Halo odebrała chłodno.
Gdzie ty się, do cholery, szlajasz?! Piotr od razu podniósł głos. Dziesiąta, w lodówce pusto, a ciebie nie ma! Zgłupiałaś?
Andrzej słysząc ton rozmowy, wyszedł do drugiego pokoju. Cała magia prysła.

Jestem na randce, Piotrze.
Słucham?! Na jakiej, u diabła, randce?!
Chyba nie muszę tłumaczyć dorosłemu facetowi? Wczoraj chciałeś otwarcia w związku. No to mam. Nie pasuje ci nagle?
Chwila ciszy. Piotr ciężko oddychał do słuchawki.
Ty naprawdę do kogoś poszłaś? To był żart! Chciałem sprawdzić jak zareagujesz! A ty tylko na to czekałaś, tak? Jeden dzień się powstrzymałaś, a potem od razu hop do obcego?!
Basia zamilkła.
A ty sam gdzie dziś byłeś?
W pracy byłem, nigdzie indziej! Dobra, dosyć tego. Albo się pakujesz, albo ja wychodzę. Bierzemy rozwód.
Rzucił słuchawką. Basia patrzyła w ścianę oszołomiona, z poczuciem upokorzenia.

Wszystko w porządku? spytał Andrzej cicho.
Tak, to tylko taki drobiazg wymusiła blady uśmiech.
Basiu, lepiej pojedź do siebie, ogarnij sprawy, co? spojrzał na zegarek. Atmosfera nie sprzyja. Jeszcze się spotkamy.

I z bajki nici. Karoca zamieniła się w karocę-wytrzeszcza, a rycerz w rozsądnego dorosłego. Nic dziwnego, liczył na miły wieczór, a dostał rodzinny teatrzyk.

Może trzeba było od razu złożyć pozew. Ale mądry Polak po szkodzie.

Tamtej nocy Barbara nie wróciła do domu. Pojechała do hotelu. Bała się konfrontacji z Piotrem i potrzebowała czasu, by sobie ułożyć w głowie, iż już nic nie będzie po staremu.

Minęły trzy lata
Życie poukładało klocki po swojemu, choćby jeżeli bolało.

Piotr bardzo gwałtownie znalazł nową kobietę. Zanim podpisali papiery, już mieszkał z tą panią. Ostatecznie uciekła po sprzedaży wspólnego mieszkania, zabierając przy okazji jego część pieniędzy 120 tysięcy złotych.

Z Andrzejem nie wyszło. Spotykali się w pracy, wymieniali tylko grzecznościowe dzień dobry. Basia zrozumiała wtedy, iż faceci chętni na romans z mężatką zwykle robią w tył zwrot na samą wzmiankę o potrzebie bliskości na poważnie.

Ale już nikogo innego nie szukała. Kiedy zamieszkała sama, nagle okazało się, iż ma masę czasu do tej pory wszystko zużywał jej nawyk opiekowania się Piotrem. Zajęła się sobą, tym razem nie po to, by się komuś przypodobać, ale z myślą o sobie.

Rano chodziła na basen, rozruszała kręgosłup, zapisała się na angielski, żeby ćwiczyć głowę. Obcięła włosy na krótko, zmieniła garderobę.

Najważniejsze było jednak to, iż została babcią.

Jej córka, Marysia, pół roku temu urodziła córeczkę. Gdy wybuchło zamieszanie z rozwodem, Marysia trzymała stronę ojca. Piotr był przekonujący w roli ofiary, rozczulał córkę wizją skrzywdzonego męża. Ale życie pokazało prawdę. W pewnym momencie Marysia przyjechała do mamy, spojrzała jej w oczy, wysłuchała. I zobaczyła nie rozpasaną zdzirę, tylko zmęczoną, uczciwą kobietę.

Basia wyłożyła jej wszystko jak na tacy: to Piotr pierwszy to zaproponował, to on od dawna wracał późno, przez lata czuła się z nim samotna. Marysia, już sama będąc żoną, dobrze zrozumiała matkę. Tym bardziej, iż gdy Piotr ekspresowo zamieszkał z kolejną partnerką, córka zupełnie przeszła na stronę Basi.

Teraz Basia siedziała przy kuchennym stole Marysi, z wnuczką Sonią na kolanach. Dziewczynka próbowała złapać babcię za palec.

Tata znowu dzwonił westchnęła Marysia. Chciał przyjechać, zobaczyć Sonię.
I co odpowiedziałaś? Basia zapytała spokojnie.
Powiedziałam, iż nas nie będzie. Nie chcę, żeby przyjeżdżał, serio, mamo. Najpierw opowiada o tobie niestworzone historie, a za chwilę chce nas wszystkich pogodzić. Tylko się denerwuję. Jeszcze będzie próbował nastawić Sonię przeciwko tobie. Przecież i tak żyje tą swoją wolnością…

Basia milczała, mocniej przytuliła wnuczkę.

Piotr dostał, czego chciał: pełną wolność. Już nikt nie wymagał rozmów, nikt nie przeszkadzał mu w oglądaniu meczów. Ale gwałtownie się przekonał, jak gorzki może mieć smak samotność. Tylko iż na refleksję było już za późno.

Idź do oryginalnego materiału