15 listopada 2025 r.
Dziś znów siedziałem na drewnie przy domu sąsiada i patrzyłem smutkiem na swoją chatkę, w której jeszcze spała moja młoda żona Jadwiga. Było zimno, a ja czułem, iż coś się nie układa.
Marek, który mieszka obok, obracał kluczem do swojego motoru i odezwał się:
No, Vasiu, dopiero co świętowaliście wesele. Daj swojej żonie trochę oddechu po tym zamieszaniu.
Co? Nie chcę już myśleć o tej ceremonii. Jadwiga rozpuściła mi nerwy w dniu ślubu.
Rozpuściła? zapytał współczująco Marek.
Odrzuciłem łuskę słonecznika i zmarszczyłem brwi:
Oto ona! Zaczęła się śmiać od razu, kiedy przywitałem się z jej rodziną. W podwórku stała pół dnia, rozwiązywała głupie zagadki, a potem jeszcze zmusiła mnie do tańca w cygańskim stylu, aż moje nowe spodnie strzaskły od napięcia.
Dostałem od ojca same spodnie i tak wziąłem się za żonę w starym stroju. Kiedy w końcu dotarłem do jej pokoju, przeszedłem już setkę kół ognia, a ona… zniknęła! Wyskoczyła przez okno i uciekła. Całą wioskę szukaliśmy pół dnia, a w końcu ją znaleźliśmy śmiała się i mówiła, iż się rozmyśliła. Gdy zgnieciony podarowałem jej bukiet, zaliczyła łzy. Nie rozumie żartów. Na ceremonii zachowywała się jak ptak w klatce, jakby zmuszałem ją do małżeństwa. Na przyjęciu nie pozwalała mi dotknąć jej sukni, bała się, iż ją poplamę. Niewłaściwe ręce, mówiła, ty grasz w ryby, a moja suknia jest kosztowna, nie jest serwetką.
Nie wspominaj już o weselu, Vasiu dodał Marek, odkładając klucz i drapiąc się pod kapeluszem.
Wiesz, iż u mnie, w naszej wsi, każdy dom ma swoją historię. Twoja żona Grażyna jest spokojna, nigdy nie wywołuje takich kłopotów kontynuował Marek.
Wszystkie kobiety są normalne, a ja dostałem taką z głupim wąskiem. Codziennie wstaję rano, robię wszystkie prace, a ona leży i drzemi? Chociażby czajnik postawiła!
A nie chce pracować?
Nie szuka pracy. Mówi, iż po studiach potrzebuje odpoczynku. Matka i babcia potajemnie wysyłają jej grosze na gumki i spinki. Bo inaczej nie dałaby mi spokoju.
Marek zamyślił się, podszedł bliżej i spojrzał mnie surowo:
Vasiu, wpadłeś w kiepską sytuację. Znalazłeś sobie leniwą żonę, wygnaj ją, dopóki nie wyda cię dzieci. Spróbuj…
Skąd miałem wiedzieć, iż rodzina Czerpaków wychowała leniwą dziewczynę? Krzycieli, iż ich Łucja to złoto. Okazało się oszustwo. Teraz rozbijają mnie jak balast, a ja wciąż tu stoję
Wieczorem w naszej wsi szumiała rzeka, koniki skakały w trawie, a od czasu do czasu odgłosy krów i szczek psa mieszały się z pianiem koguta. Traktory i motorowery przejeżdżały po zakurzonym podwórzu, dzwoniły wiadra.
Kolka! zawołała z okna chaty Katarzyna, moja sąsiadka obiad gotowy, idź do domu.
Już idę odparłem leniwie, odwracając się od żony i od motoru, a moje uszy wyłapały rozmowy młodych nowożeńców w domu sąsiada.
Ahoj, Wasieńku, obierz ziemniaki, ja ściągnę cebulę słodki głos Lili, przyjaciółki Grażyny, rozbrzmiał jak kotka.
Dlaczego to ja muszę obrać ziemniaki? To kobiece zajęcie! odparłem słysząc Marka.
Ona tylko gotuje, a ja kroję kurczaka zażartował Marek, a ja się roześmiałem.
Jestem zajęta słyszałem z okna głos Grażyny, wyciągający loki z rozpuszczonych kosmyków. Muszę uporządkować moje loki.
Czekaj, kochanie, nie rozgniewaj się krzyknął Marek.
Kiedy nadszedł czas, przybyliśmy do domu Mareka, by zaprosić go na herbatę. Zgodził się, a ja przyniosłem wędzoną rybę, którą sam udusiłem. Rozmawialiśmy w milczeniu, po czym Marek zapytał:
Jak tam życie rodzinne? Czy twoja gość już wyjechała?
Wyjechała odpowiedziałem, ściskając w ręku gazetkę.
Co teraz twoja żona robi?
Grażyna poszła do sklepu.
I co kupi? zapytał Marek, kręcąc głową. Może worek pierogów i szminkę? Moja Katarzyna widziała ją przy ladzie, jakby kupowała tylko kosmetyki, a nie chleb czy mięso.
Grażyna, stojąc przy garnku, zamknęła oczy i westchnęła:
Niech kupuje, ja tak mam mruknął Vasja.
Nagle Grażyna weszła do domu i zatańczyła w środku, włosy zebrane w wysoką kokardę, a jej twarz rozświetliła się jakby była Sophią Loren.
Co myślisz? zapytała, patrząc na mnie.
Jesteś zupełnie inna odparłem. Teraz wyglądasz jak królowa.
To dzięki mojej przyjaciółce Anicie, co pracuje w salonie wyjaśniła.
Wkrótce Lili, przyjaciółka Grażyny, poszła z nami do domu sąsiada i zobaczyła, jak moja żona kręci się po pokoju w jednej sukni, włosy falujące, a ja stoję przy stole, pochylony nad miską.
Marek podszedł do mnie bez apetytu i spojrzał na zadowoloną twarz Grażyny:
Czy wiesz, co się stało z twoim sąsiadem, Wasilkiem?
Co?
Wziął się za żonę Czerpaków, Łucję powiedział Marek. Myślę, iż to nie była dobra decyzja.
W domu sąsiada grała głośna muzyka i słychać był śmiech kobiet. Marek podszedł do okna, przyglądał się i powiedział:
Wasilu, co u ciebie w domu? Co to za hałas w środku dnia?
To Kolka, przyjechała przyjaciółka z miasta. Szumi i kręci magnetofon odpowiedziałem.
Marek spojrzał na mnie surowo:
Do kiedy wytrzymasz to szaleństwo? Pracujesz w polu, a żona zamiast sprzątać, tylko się śmieje i gra.
Nie będę już dłużej tolerował odparłem.
Następnego dnia deszcz lał nieprzerwanie, nie było słońca. Katarzyna, żona Marka, stała przy kuchni i robiła konfiturę, a Marek krążył po domu.
Nudzisz się, Kasiu? zapytał.
Chodź po grzyby. Weź płaszcz przeciwdeszczowy, po deszczu wyjdą świeże grzybki odparła.
Nie chcę iść sam.
Zawołaj Wasilę.
Marek westchnął:
Pewnie jest na mnie zły.
Wtedy w oknie ujrzałem Wasilę idącego z torbą. Wszedł do domu, stuknął drzwiami.
Sąsiedzie, przyniosłem wędzoną rybę, sam wędziłem zagadnął.
Marek zaprosił go do kuchni, podali herbatę. Po chwili Marek spytał:
Jak tam życie domowe? Czy twoja gość już wyjechała?
Wyjechała odpowiedziałem.
Marek zgniótł gazetę i dodał:
A co twoja żona robi w sklepie?
Kupuje pierogi i szminkę mruknął.
Katarzyna przy garnku przerwała i spojrzała na Marka:
Niech kupuje, ja tak mam szepnęła.
Rozmowa zmierzała ku temu, iż dziewczyny w naszych wioskach zaczynają się zmieniać, szukają piękna w lustrze, chcą wyjść do miasta, kupować ubrania, makijaż. Grażyna przemieniła się w piękną kobietę, ale potem nagle się rozpadła, wyrzuciła się z domu, zostawiła notatkę na drzwiach:
Vasieńko, pomyślałam i zdecydowałam jestem zła żona. Ciągle się gniewasz, narzekasz sąsiadom. Nie mogę już tak żyć, odejdę. Nie szukaj mnie, nie znajdziesz. Żegnaj.
Zrozumiałem, iż wszystko się kręci wokół nieporozumień i braku szacunku. Najpierw przybiegł do mnie sąsiad Marek, pocieszając:
Niech ucieka, niech idzie swoją drogą. Znajdziemy cią nową żonę, kto pracuje i potrafi gotować.
Wkrótce w naszym domu pojawiła się Katarzyna z młodszą siostrą, Małgorzatą, obie o okrągłych twarzach, podobne do siebie po latach.
Marek patrzył przez okno na dom sąsiada i mruknął:
Nie mam już z kim iść na ryby. Katarzyna!
Co krzyczysz? ryknęła z kuchni Katarzyna, zmęczona.
Ostatnio w małżeństwie jakby wpadł czarny kot zmieniły się charaktery po tym, jak Grażyna uciekła. To zaczęło mnie martwić.
Co się stało, Katarzyno? zapytał Marek.
Czyżbyś nie mogła żyć bez mnie? Rzuciłaś na mnie wszystkie domowe obowiązki, nie mogę już dłużej. Kiedy ostatni raz tańczyłam? Na szkolnym balu z tobą. O, Kolka…
W końcu wróciłem do wioski, gwałtownie zacząłem naprawiać okna i drzwi w domu. Marek usłyszał stukanie młotka i podbiegł.
Co robisz, Vasiu?
Wyprowadzam się, sąsiadko odparłem.
Gdzie?
Do miasta, do centrum, tam jest klub i kawiarnia, gdzie mogę zabrać żonę.
Jaka żona? Grażyna uciekła.
Znalazłem ją. Pracuje w centrum, wynajęła mały domek. Jadę tam.
Marek nie mógł uwierzyć, krzyknął:
Czy zwariowałeś? Zaufasz takiej kobiecie? Mówiłeś, iż żonisz się na własny koszt, zmęczony kaprysami! Nie wrócisz bez spodni i bez żony! Nie daj się zwieść, weź moją Małgorzatę, ona będzie gotować zupę, piec ciasta, prać koszule.
Rozśmieszyłem się i odpowiedziałem:
Szczęście nie w pierogach, a w ukochanej kobiecie. Niech nasz dom będzie pełen gotowych dawek z półki, ale przy niej moja piękna, obok mnie, będzie najlepsza nagroda. Teraz rozumiem, iż nie liczy się tylko słowo mąż, ale i serce, które kocha.
Marek wciąż krzyczał, żeby się odwrócił, ja tylko się śmiałem i odjeżdżałem.
No i cóż, głupiec mruknął Marek poślubił nieudolną kobietę i sam się tak stał Dwa buty w parze…
Marek wrócił do domu, wzdychał i patrzył na swój próg. Na ganku siedziała Katarzyna, trzymając walizkę.
Co tu robisz? zapytał zaskoczony.
To koniec, Kolka. Odchodzę od ciebie. Jadę do miasta szukać pracy! Mam dosyć pracować dla ciebie! Może i ja chcę wolności, jak Grażyna Ojej, Kolka!
Katarzyna płakała, przytulił ją Marek i trzymał w ramionach.
Powinnaś powiedzieć, iż jesteś zmęczona. Zabiłabym się w gniewie Gdybym cię nie słuchał, Katarzyno
Stare stereotypy zaczynają się kruszyć w mojej głowie.
**Lekcja:** Nie wolno oceniać ludzi po wyglądzie i pierwszych wrażeniach. Trzeba słuchać, wspierać i szanować partnera, bo bez wzajemnego zrozumienia małżeństwo rozpadnie się jak stare drewno na wietrze.







![Koniec walizek z pieniędzmi. Unia zaciska pętlę na gotówce. Znamy datę wielkiej zmiany [LIMITY]](https://warszawawpigulce.pl/wp-content/uploads/2025/07/PLN-pieniadze-200_100.jpeg)








